VI
Władze Królestwa były zrozpaczone.
Królewicz Ciężkołów zapadł się pod swoim ciężarem w sali Walnego Zgromadzenia. I stał zanurzony do pasa w pokrywającej podłogę mozaice. Błękitnooki i jasnowłosy Ciężkołów, ubrany w czerwony welur, był piękny jak młody bóg, lecz rzucony nań urok z dnia na dzień coraz bardziej go pogrążał.
Młodzieniec ważył już tyle, że brakowało w całym królestwie wołów, które mogłyby go przesunąć choćby o jeden cal.
Medycy, wróżki, chiromanci, czarnoksiężnicy, alchemicy na próżno przyjechali na dwór, nikomu z nich nie udało się zdjąć z młodzieńca uroku.
Piękna Złotopiórcia, choć chyba jeszcze tego nie wiecie,
wkrótce zostanie królową, więc ogłoście to w świecie.
A Ciężkołów coraz to bardziej się zapadał, niczym moździerz z brązu na piaszczystej plaży.
Zgodnie z tym, co wyczytał jeden z jasnowidzów, tylko sprzyjający układ gwiazd mógł przywrócić królewiczowi zdrowie, a bez tegoż wszelkie czynione zabiegi na nic się zdały.
Królowa więc co rusz podbiegała do okna i wołała do czuwającego na wieży astrologa.
— Mistrzu Szymonie, co też widzisz w oddali?
— Nic, wasza wysokość... Widzę naszą flotę, która powraca z Ziemi Świętej.
Ciężkołów coraz to bardziej zapadał się w ziemi.
— Mistrzu Szymonie, co teraz widzisz?
— Nic takiego, wasza wysokość... Widzę powracające z ciepłych krajów czaple.
— Mistrzu Szymonie, co teraz widzisz?
— Nic, wasza wysokość... Widzę galerę wenecką z ładunkiem kości słoniowej.
Król, Królowa, ministrowie i dworskie damy byli przerażeni.
Z ziemi wystawała już sama głowa. Ciężkołów zapadał się coraz bardziej, śpiewając przy tym:
Piękna Złotopiórcia, choć chyba jeszcze tego nie wiecie,
wkrótce zostanie królową, więc ogłoście to w świecie.
W pewnym momencie do uszu zgromadzonych na królewskim dworze dobiegł głos mistrza Szymona:
— Wasza królewska mość! Pędząca kometa na horyzoncie! Lśniąca gwiazda w samo południe!
Mieszkańcy królewskiego dworu nie zdążyli podbiec do okna, gdy to otwarło się z impetem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i Złotopiórcia wraz ze swoim orszakiem ukazała się oczom zgromadzonych, wprawiając wszystkich w ogromne zdumienie. Puszyste niełupki uszyły dla niej suknię ślubną, motyle ozdobiły ją klejnotami. Dziesięć tysięcy kruszczyc złotawek, przeobraziwszy się w dziesięć tysięcy szmaragdowych paziów, utworzyło szpaler dla młodej, pięknej jak bogini dziewczyny, która z uśmiechem przeszła środkiem sali.
Gdy tylko dziewczyna złożyła na jego ustach swój pierwszy pocałunek, Ciężkołów otrząsnął się niczym ze snu, po czym uwolniony od jarzma uroku skoczył na równe nogi ku uciesze całego rozradowanego dworu.
Wyprawiono huczne przyjęcie. Osiem dni późnej Złotopiórcia, córka węglarza, stanęła na ślubnym kobiercu z Królewiczem Wysp Szczęśliwych.
Przekład — Marcin Wyrembelski