Dzwon

Edward Grieg, Op. 57. Nr. 6.

W dal siną, bezbrzeżną ma dusza się wlecze,

Stargana wichrami i burzą jesieni...

A za nią się snują rozpacze człowiecze

I jęk jakiś głuchy i echa przestrzeni.

Rozpięty nad światem niebiosów strop szary,

Jak dzwon tajemniczy w pomroków kościele,

Olbrzymiem swem cielskiem zakrywa obszary,

Gdzie pustka na martwych ugorach się ściele.

Ma dusza się wlecze w dal siną i ciemną,

A kiedy ku górze wyciągnie ramiona,

Uderza o dzwonu kopułę tajemną

I znowu upada na ziemię i kona...

A wówczas dzwon świata trącony u szczytów,

Wydaje dźwięk cichy, co rośnie i rośnie,

Przybywa mu jęków i płaczów i zgrzytów

I huczy w tej próżni stężałej rozgłośnie.

Rozchodzi się w kręgi, w akordy się zmienia,

Aż w końcu melodyą rozpaczną wybucha,

Co kryje w swej głębi tragedyę istnienia

I ból bezsłonecznych walk i wzlotów ducha.

Drga fala... w niej dźwięków kołyszą się krocie,

A pieśń, niby sępów żarłocznych gromada,

Z tajemnym poszumem czarnych skrzydeł w locie

Na duszę mą z bólu konającą spada...

Dźwięk gaśnie! — dzwon świata zasępił się szary

I znowu w dal siną, bezbrzeżną i ciemną,

Ma dusza się wlecze przez głuche obszary,

Pod dzwonu olbrzyma kopułą tajemną...