26. Moskiewski car przekleństwem Sybiru

Odpowiedzieć łatwo na to pytanie, a tą odpowiedzią jest jedno słowo: car.

Car jest przekleństwem Sybiru i większej części Rosji, a to dlatego, iż się na miejsce Boga postawił, iż myśli, że on wszystkim i że dla niego wszystko stworzone — on gnębi i uciska nie tylko nas Polaków, ale setki innych plemion i narodów. On ma się za Boga, a jest w rzeczy samej gnębicielem, on w swoim zaślepieniu i swej pysze nie widzi tego, że chcąc być Bogiem, przestał być człowiekiem i zamiast być, jak Bóg, dobrocią nieskończoną stał się tyranem, który gnębi miliony.

Przypatrzmy się bliżej jego postępowaniu, przypatrzmy się tysiącom skazańców, których na rozkaz jego męczą jak w piekle.

Już wspomniałem o nieludzkim piętnowaniu ludzi jak bydlęta, o pędzeniu przez ogromne pustynie lata całe biednych skazańców, przykutych łańcuchami do żelaznych drągów albo skutych łańcuchami, że ledwo iść mogą przez roztopy i zawieje śnieżne; opisałem, jak padają i często, idąc, nawet umierają, a ciemne, barbarzyńskie sołdaty234 knutami i pałkami biją i nie potrzebują zdawać nikomu sprawy z tego, jeśli więźnia niewinnego zabiją. Ale muszę jeszcze przytoczyć parę przykładów, które tylko mogą zgrozą przejąć każdego człowieka.

Znałem za moich młodych lat pana Kajsiewicza235, który był kasjerem w Osieku, a później umarł jako kasjer czy też bibliotekarz pana Działyńskiego w Kórniku; nieraz oglądałem jego plecy i widziałem je jakby bliznami okryte: to były ślady pałek moskiewskich!

Jakoś w roku czterdziestym szóstym (zdaje mi się) złapali go Moskale na granicy, miał przy sobie podejrzane książki; za to został skazany na Sybir i dwa tysiące pałek!

Pan Bóg mu dopomógł, że pałki wytrzymał, ale naturalnie z silnego człowieka zrobił się starzec przedwczesny.

Już za czasów konfederacji barskiej236 generał Kreczetnikow237 i pułkownik Sekieli238 złapanym konfederatom wyrzynali z ich własnej skóry wyloty takie, jak u kontusza239!

Ucinali biednym konfederatom uszy, nosy, wargi i ręce po sam łokieć!

Szyrszeń, gubernator tobolski, przywiązywał biednych Polaków do kloców drzewa i potem spychał ich z klocami ze stromej góry, tak że te biedaki zupełnie rozmiażdżeni spadali w otchłań!

A dziki generał Suworow240 wymordował przedmieście Pragę, nie darował bezbronnym mężczyznom, słabym kobietom, ale nawet dzieci kazał wyrzucać oknami, a żołnierze na ulicy łapali je na bagnety!

Już za konfederacji barskiej tysiącami naszych wywożono do Syberii, a to nie tylko dorosłych, mężczyzn, ale i dzieci. Później z Wilna porwano chłopców szkolnych; kilkudziesięciu umarło pod kijami, a przeszło dwustu na Sybir wywieziono; oprawcą wtenczas w Wilnie był Nowosilcow241.

Za czasów Konstantego242 w Warszawie męczono ludzi wszelkimi sposobami, bito, więziono w lochach, głodzono, żywiono słonymi śledziami, a nie dawano im wody; nawet kobietom kleszczami ściskano i wyrywano piersi, aby przymusić do oskarżenia kogo bądź, choćby niewinnie.

A po naszej rewolucji trzydziestego pierwszego roku243 ilu Polaków zabito kijami za to, że nie chcieli służyć w wojsku cara! Obnażano kobiety i smagano publicznie rózgami!

Szymona Konarskiego244 książę Trubecki245, jak prawdziwie dziki człowiek, piec kazał żywcem i gorący lak kapał na niego, aby go przymusić do oskarżenia drugich!

A iluż Polaków w Wilnie i w Warszawie życie sobie odebrało, bo bali się, że w śledztwie wydadzą swych niewinnych braci!

Piotr Wysocki246, przełożony szkoły podchorążych, wzięty przy obronie Woli pod Warszawą, długo był męczony i więziony w Petersburgu, aż po kilku latach wywieźli go do Nerczyńska jako skazanego do ciężkich robót. Wysocki nie mógł znieść ciężkiej niewoli i uciekł z kilkoma kolegami, ale został dognany i choć zraniony przy pogoni, musiał wytrzymać 1500 pałek!... i już prawie nieżywego zaniesiono do lazaretu, skąd jako kaleka wyszedł. Z kolegów jego ucieczki nawet jeden skonał pod pałkami! Pułkownika Wysockiego wywieźli po wyleczeniu do fortecy Akatui247, która leży już niedaleko półwyspu Kamczatki, gdzie pewno skończył. On to był, który zrobił powstanie i na czele podchorążych był wpadł do Belwederu248, pałacu Konstantego w Warszawie.

Ksiądz Sierociński249, który był przeorem bazylianów w Owruczu250 na Wołyniu, został złapany przez Moskali jako pomagający do powstania. Rozkazem Mikołaja251 zdjęto z niego święcenia kapłańskie (tak jakby to car miał prawo i mógł z księdza zdjąć święcenia). Rozkazano mu być prostym kozakiem w Omsku. Ten ks. przeor, widząc, co się w Syberii dzieje, chciał uwolnić Syberię od cara i razem z Moskalami, Tatarami i Polakami się złączył, ale nim się wszystko ułożyło, został złapany i z nim razem około tysiąca Sybiraków, Moskali, Tatarów, Kirgizów i Polaków. Przez trzy lata ich męczyli, a choć ksiądz przeor Sierociński wziął winę na siebie całą, komisja sądowa skazała jego, Drużdziałowskiego, Jabłońskiego, Szokalskiego, Zagórskiego i Moskala Mielodyna, każdego wyraźnie na siedem tysięcy pałek!... Reszta tych biedaków otrzymała od czterech tysięcy do pięciuset pałek, a żaden mniej niż pięćset nie dostał. Ksiądz Sierociński i przeszło stu jego kolegów niedoli umarło pod pałkami. Ksiądz przeor Sierociński szedł przez długi szpaler katów i ciągle modlił się, aż padł bez ducha. Wzięto go na półwozie i ciągniono przez szpaler siepaczy, póki nie otrzymał przez cara łaskawie naznaczonej kary. Trupa bili!

Te wszystkie morderstwa działy się za czasów cara Mikołaja. A cóż to wyrabiali podczas naszego powstania Murawiewy, Bergi252 i jak się oni tam wszyscy nazywali!

Nareszcie już kończę wymienianie tych okropności i dodam tylko, że przy takim zamordowaniu kijami sam byłem obecny w Omsku. W moich oczach dostał Sobański z Podola trzy tysiące pałek! Patrzeć na to nie mogłem, ale drudzy mi powiadali, że tysiąc pięćset wytrzymał, idąc, a potem go na sankach wlekli i dalej bili, aż skonał!