XLV
Został Honorat, laty218 ociężały,
Strach nogi zemdlił219, przeraża i mroczy220;
Postrzegł go z dala bohatyr221 zuchwały,
Niezwykłym pędem ku niemu przyskoczy.
Padł z strachu222 starzec, na poły223 zmartwiały,
Już ciosu czeka, nie śmie podnieść oczy224,
Już się na niego Gaudenty zamierzył —
Wtem poznał starca i gniew swój uśmierzył225.