Pasterz i morze

z Fedra108

Ponad skały i rzeczki

Pędził pasterz owieczki.

Gdy zeszło zorze109

A ujźrzał morze,

Jak wspaniałe, dostojne,

Jak w zaciszu spokojne,

Jak się szklniły110 po wodzie

Blaski słońca przy wschodzie —

Zakochał się w żywiole.

Więc rzekł: «Płynąć ja wolę,

Niż się tułać po ziemi

Z owieczkami mojemi».

Przedał je więc i z stratą,

A za to

Nakupował daktylów111, na okręt zgromadził.

Płynął morzem, a gdy go wiatr przeciwny zdradził,

W złą chwilę

Stracił okręt i daktyle.

Więc do owiec nieborak: a gdy je pasł znowu,

Zoczył morze. Wspomniawszy na korzyść z obłowu112,

Rzekł kłaniając się nisko raz, drugi i trzeci:

«Mówię to i powtarzam z przysięgą waszeci,

Bądź jeszcze pozorniejsze113,

Bądź jeszcze spokojniejsze,

Szklnij się, jak chcesz, w pogodzie,

I w zachodzie, i w wschodzie;

Wiem ja, co cię łagodzi,

Wiem ja, o co tu chodzi!

Chciałoby się daktylów?... Nie uda się sztuka!

Panie morze! Ostrożny, kto się raz oszuka».