Uwagi Wydawcy
[1] Przesłałem swoją książkę Panu Profesorowi Kantowi, by złożyć mu dowód czci, jaką z pewnością każdy myślący człowiek temu mędrcowi oddaje, a zarazem, by go nakłonić może do przemyślenia niektórych idei w niej zawartych, których rozstrzyganie do filozoficznego należy trybunału; czyniąc to zaś, spodziewałem się, że tym samym przysporzę korzyści naszej sztuce. Cieszę się niezmiernie, widząc pragnienie swoje ziszczone i mogąc niniejszym podzielić się z czytelnikami kilku w ten sposób wzbudzonymi ideami i ich rozwinięciem, które dla każdego myślącego lekarza muszą być nader zajmujące, a które dostarczają nam zarazem bardzo pouczających zapisków o indywidualnej duchowej i cielesnej dietetyce tego wielkiego męża. Co do niektórych zbyt dla mnie pochlebnych powiedzeń, proszę zważyć, że zawiera je list, pisany do mnie, przez co spodziewam się uniknąć zarzutu, który by mi w tym względzie uczynić można, mianowicie, że je pozostawiłem; ale tym mniej mogłem tego uniknąć, że w razie przeciwnym cały sens byłby się tu i ówdzie zatracił, a zresztą przyznaję się całkiem otwarcie, że nie mam odwagi wykreślić ani słowa z tego, co napisał taki Kant.
[2] Z pewnością: rzecz to zawsze szkodliwa utrzymywać głowę ciepło, a reguła medyczna brzmi właściwie: utrzymywać głowę chłodno, a nogi ciepło. Zdanie czcigodnego autora wymaga przeto pewnej poprawki. Bez wątpienia prawda to zupełna, że gdybyśmy od dziecka nogi trzymali nago, jak ręce i twarz, a kobiety także szyję i pierś, że wówczas tak samo moglibyśmy je zahartować na zimno i niepogodę, jak tamte części ciała, czego dowodzą miliony ludzi chodzących boso. Ponieważ jednak klimat nasz i warunki życiowe nie pozwalają nam nieprzerwanie chodzić boso, lecz każą nogi trzymać obute, przeto już to samo stwarza możliwość przeziębienia, gdy się zrzuci zwykłe okrycie. A ponieważ prócz tego nie da się zaprzeczyć, że nogi, a szczególnie stopy, pozostają w stosunku szczególnie antagonistycznym do górnych części ciała, tak że przeziębienie, to znaczy przytłumienie czynności skóry, może bardzo łatwo przerzucić zarzewie choroby na głowę, pierś lub wnętrzności brzuszne — przeto wynika stąd niewątpliwie konieczność, by nogi utrzymywać nie tyle ciepło, co raczej w temperaturze równej.
[3] Natomiast przytoczyłbym tu jednak następujące spostrzeżenie: że starzy nieżonaci (lub wcześnie owdowiali) ludzie zachowują po większej części dłużej wygląd młodzieńczy niż żonaci, co przecież zdaje się wskazywać na dłuższy żywot. Czyżby ci drudzy surowszymi rysami twarzy zdradzali, że noszą jarzmo (stąd conjugium), a mianowicie, że się wcześniej starzeją, co wskazuje na krótszy kres życia?
[4] Gdym stawiał tę zasadę w swojej makrobiotyce, tylko doświadczenie było mi przewodnikiem. W moich poszukiwaniach nad najsędziwszym wiekiem napotykałem na tylu ludzi w małżeństwie żyjących, że to najpierw zwróciło moją uwagę. Wykryłem mianowicie wśród wszystkich starych bardzo pokaźną nadwyżkę po stronie w małżeństwie żyjących; wśród zaś niezwykle sędziwych (tzn. 120–160-letnich) nie znalazłem ani jednej osoby stanu wolnego; ba, oni wszyscy nieraz i po większej części zawierali małżeństwa jeszcze w ostatnich latach swego życia. To samo już skłoniło mnie do przypuszczeń względem wpływu, jaki siła rodcza i stan małżeński wywierają na długie życie; teoretyczne uzasadnienie owych przypuszczeń wyszukałem dopiero później.
[5] Nawet w rzeczywistych chorobach musi się ściśle odróżnić: chorobę od uczucia choroby. To drugie niejednokrotnie góruje nad chorobą samą; można nawet twierdzić, że zupełnie by się nie zauważyło właściwej choroby, która nieraz polega na miejscowym tylko zaburzeniu funkcji jakiegoś drobnego często organu, gdyby nie powstawało stąd ogólne uczucie przykrości i ckliwości, lub nieprzyjemne uczucia i bóle, które stan nasz czynią nie do zniesienia. Te uczucia jednak, ten wpływ choroby na całość, są po większej części w naszej mocy. Duszę słabą, zniewieściałą i płynącą stąd wyższą wrażliwość przytłoczą one zupełnie; ale duch silny i zahartowany odtrąci je i zgniecie. Każdy przyzna, że jest rzeczą możliwą zapomnieć o cielesnym cierpieniu wobec niespodziewanego wydarzenia, wobec miłej rozrywki, krótko, wobec czegoś, co duszę silnie odciąga. Dlaczegoż by tedy nasza własna niewzruszona wola, nasza własna siła ducha nie mogła sama tego zdziałać?
Najsilniejszym środkiem przeciw hipochondrii i wszelkim urojonym dolegliwościom jest też rzeczywiście uprzedmiotowienie siebie samego, tak jak główną przyczyną hipochondrii znowu oraz jej właściwą istotą jest jedynie tylko upodmiotowienie wszystkich rzeczy, to znaczy, że fizyczne „ja” zagarnęło władzę nad wszystkim, że staje się jedyną myślą, idée fixe, i że wszystko inne pod tę kategorię sprowadza. Dlatego też przekonywałem się zawsze, że czym bardziej czynne w kierunku praktycznym jest życie jakiegoś człowieka, tzn. czym bardziej go ono odciąga na zewnątrz, tym pewniejszy jest on przed hipochondrią. Najlepszym dowodem są praktykujący lekarze. Są nieustannie zajęci chorobami, a choroby i dolegliwości stają się w końcu głównym przedmiotem ich myślenia. To samo więc powinno też bardzo łatwo stać się głównym przedmiotem ich „ja”, a zatem wszyscy lekarze powinni się w końcu stawać hipochondrykami.
A mimo to widzimy przecież, że właśnie praktykujący lekarze prawie nigdy nie cierpią na hipochondrię. Dlaczego? Bo już od samego początku się przyzwyczajają uprzedmiotowiać wszystkie cierpienia, dzięki czemu dochodzą w końcu do tego, że obiektywizują siebie samych i swoje własne dolegliwości, że oddzielają je od swego prawdziwego „ja” i że czynią je przedmiotem świata zewnętrznego59 i sztuki60. Gdyż prawdziwe „ja” nigdy nie choruje.
[6] Najnaturalniejszym podziałem dnia jest niewątpliwie następujący: osiem godzin pracy, osiem godzin spoczynku, a osiem idzie na pożywienie, ruch, towarzystwo i rozrywki.
[7] Nie do uwierzenia, do czego człowiek zdolny, także pod względem fizycznym, dzięki sile nieugiętej woli; i tak samo także dzięki biedzie, która sama nieraz potrafi wytworzyć taką niewzruszoną wolę. Skądżeż to pochodzi, że klasa robocza, którą do pracy gna nędza i obowiązek, o wiele mniej choruje, niż klasa próżniacza? Otóż głównie stąd, że tamta nie ma czasu chorować, że zatem przechodzi do porządku dziennego nad masą odzywających się chorób, to znaczy, że wśród pracy o nich zapomina i przez to naprawdę je przezwycięża i niweczy, podczas gdy próżniak, poddając się uczuciom i je troskliwie pielęgnując, w ten sposób wytwarza często zarodek chorób.
Jakżeż często w życiu moim zawodowym doświadczyłem tego na sobie samym! I któryż człowiek w obowiązku swym czy zawodzie tego nie doświadczył! Jakże często jestem rano przekonany, że nie zdołam opuścić pokoju z powodu dolegliwości cielesnych — ale gdy obowiązek powołał do chorego lub na katedrę, wówczas, choć z początku twardy to był orzech, zapominało się o cierpieniu, duch zwyciężał nad ciałem i zdrowie było przywrócone.
Ba, najdobitniej ujawnia się siła duchowa w wypadku chorób zakaźnych i epidemicznych. Jest to fakt doświadczeniem stwierdzony, że ci, którzy są dobrej myśli i się nie boją, ni brzydzą, najrzadziej się zarażają. Ale sam jestem przykładem, że nawet zarażenie, które już rzeczywiście nastąpiło, da się jeszcze usunąć przez radosną egzaltację ducha.
W roku wojny z 1807, gdy w Prusach panowała zgniła febra, podobna do moru, miałem w leczeniu kilku takich chorych i pewnego poranku, budząc się, uczułem wszystkie oznaki zarażenia: zawroty, ciężkość głowy, członki jakby rozbite, krótko: wszystkie zwiastuny, które, jak wiadomo, mogą trwać kilka dni, zanim choroba naprawdę wybuchnie. Ale obowiązek wołał; a inni byli bardziej chorzy ode mnie. Postanowiłem pójść do swoich zajęć, jak zwykle, a w południe wziąć udział w wesołym obiedzie, na który mnie zaproszono. Tu oddałem się na kilka godzin cały wesołości i rozbawieniu, które mnie wkoło otaczały, umyślnie piłem więcej wina niż zazwyczaj, poszedłem do domu w gorączce sztucznie wywołanej, położyłem się do łóżka, pociłem się przez całą noc silnie, a na drugi dzień byłem zupełnie zdrów.
[8] Wynik ten, choć tak mało pocieszający, jest zgoła prawdziwy, gdy weźmiemy na uwagę, czym człowiek, w pełnym słowa znaczeniu, jest i być powinien. Ale nawet przykład Czcigodnego Autora dostarcza przecież przekonywającego dowodu, czym człowiek nawet na starość jeszcze może być dla innych, jeżeli, jak w tym wypadku, rozum był mu zawsze najwyższym prawodawcą. A przyjąwszy nawet, żeby w nim już wcale nie było tego życia przedmiotowego i obywatelskiego, to czyż także ruiny pięknego i wielkiego gmachu nie są nam święte i cenne? Czyż nie służą nam jako echa przeszłości, jako wskaźniki przyszłości, jako pouczenie i przykład?
[9] W zupełności przyłączam się do tej skargi Czcigodnego Autora (za wyjątkiem szarego papieru, którego nasi panowie nakładcy często nie szczędzą) i jestem przekonany, że przyczyną większej części dolegliwości ocznych, które obecnie stają się wybitnie coraz częstsze, już samej w sobie należy szukać w czytaniu o wiele częstszym — a szczególnie w czytaniu szybkim, które obecnie jest rzeczą wiele zwyklejszą z powodu wiele większej ilości dzienników, gazet i pism ulotnych, i które niezmiernie szkodzi oczom; ilość owych dolegliwości rośnie niewypowiedzianie także przez to, że, jeśli idzie o druk, zmniejsza się coraz bardziej troskę o oczy, gdy tymczasem należałoby ją raczej zwiększyć, skoro już raz czytanie stało się ogólną potrzebą.
Ja również jestem zdania, że najszkodliwsze dla oczu uchybienia popełnia się tu przez to, że drukuje się na papierze niebiałym, czernidłem szarym i czcionkami za małymi, za mało mięsistymi; przeto też wszystkim autorom, nakładcom i drukarzom kładę na sercu jako najświętszy obowiązek, by na przyszłość więcej zważali na zdrowie oczu swoich czytelników. Szczególnie w wysokim stopniu szkodliwą jest blada farba liter i rzecz to nie do przebaczenia, że drukarze, z powodu marnej chęci zysku czy też dla wygody, tak często w tym względzie grzeszą.
Czym bardziej barwa liter odbija od barwy papieru, tym łatwiej oku ująć obraz i tym mniej to ujmowanie, tj. czytanie, natęża oczy. Możliwie biały papier i możliwie czarne litery — oto rzeczy, o które w imieniu czytającego ogółu upraszam niniejszym niemieckich panów księgarzy i drukarzy. Niechaj uczynią to dla honoru niemieckiego narodu i dla salwowania swojego sumienia, gdyż naprawdę dopuszczają się grzechu przez to, że nieświadomie stają się przyczyną rozwielmożniającej się słabości oczu ślepoty.
Co się zaś tyczy druku łacińskiego jako psowacza oczu, to niech mi wolno będzie w tym względzie inne mieć zapatrywanie, a mianowicie z następujących powodów:
1. Widać, że litery owe same w sobie nie są szkodliwsze dla oczu niż nasze niemieckie, w przeciwnym bowiem razie błędy oczu musiałyby być częstsze w Anglii, Francji i w innych krajach, gdzie się nimi posługują, niż u nas, a tymczasem tak nie jest.
2. Jeżeli więc pozornie trochę więcej szkodzą Niemcowi, który przywykł czytać po niemiecku, to przyczyna leży tylko w tym, że do nich się nie przyzwyczaił; szkodliwość zmniejsza się, gdy już do nich przywykł, a znika zupełnie, gdy się nas już od dzieciństwa do tych liter przyzwyczajało.
3. Prawdą jest, że te litery osłabiają oczy, gdy są małe lub zbyt cienkie; ale to samo odnosi się także do liter niemieckich, i dlatego zdaniem moim pierwszorzędna to potrzeba, by do łacińskiego pisma używać typu czcionek większych lub tłustszych; oto jedyny powód, dlaczego w makrobiotyce wybrałem ten rodzaj czcionek, aczkolwiek tu i ówdzie dało to powód do zarzutów — w czym dowód, że nieraz wtedy właśnie można zostać najbardziej zapoznanym61, gdy się ma dobro publiczności na oku.
A zatem żadnego nie widzę przeciw nim motywu, który by mnie miał powstrzymać od ich używania; wiele natomiast, które mi ich używania doradzają i które mnie skłaniają, że często ich używam. Przede wszystkim bowiem jestem zdania, że nasz język i literatura bez porównania łatwiej uzyskają wstęp w innych krajach, gdy drukować będziemy łacinką, gdyż wielu cudzoziemców odstręcza już sama obcość i niezrozumiałość typów pisma, a z pewnością trudniej nakłonić się do wyuczenia się języka, jeżeli dopiero trzeba nawet formy liter się uczyć. Sądzę przeto, że przyczyniłoby się to niezmiernie do literackiego zjednoczenia Europy i do poparcia rzeczypospolitej uczonych, gdybyśmy się wreszcie posługiwali tymi typami, które przyjęły narody najbardziej oświecone, i sądzę też, że w końcu do tego będzie musiało dojść. Anglia, nawet Włochy posługiwały się przecież naszym pismem klasztornym jeszcze do początku bieżącego stulecia, a mimo to zupełnie je zarzuciły, co dowodzi zarazem, że nie znaleźć nam w tym nawet niemieckiej oryginalności. Przyłącza się tu jeszcze i ten powód, że w książkach naukowych, a szczególnie medycznych, w których znajduje się tak wiele łacińskich terminów technicznych, powstaje przez to wielka dla oczu niedogodność, że pismo niemieckie co chwila zostaje przerywane przez łacińskie, co znowu jeszcze większe powoduje zło, a mianowicie, że się terminy techniczne przekłada na niemieckie, przez to zaś stają się one ostatecznie — dla cudzoziemca zupełnie, a nawet dla Niemca z innych prowincji po części — niezrozumiałe i w rzeczywistości tracą przywilej terminów technicznych.
Przyznaję, że niejeden niewprawny czytelnik obecnie jeszcze niechętnie czyta litery łacińskie lub nawet ich zupełnie nie czyta; lecz nie odnosi się to do pism naukowych. Można więc w pismach przeznaczonych dla niższych klas posługiwać się jeszcze literami niemieckimi; ale gdy idzie o klasy wykształcone płci obojga, to nie jest to już potrzebne.
[10] Ta wada wzroku zdarza się bez wątpienia częściej i należy do ogólnego działu: Visus confusus s. perversus, gdyż nie dowodzi jeszcze zgoła jakiegoś niedomagania siły wzroku, lecz tylko jego abalienacji. Ja sam nieraz periodycznie na nią cierpiałem i ma ona wiele podobieństwa z nieprawdziwym zawrotem, opisanym przez pana radcę dworu Herza. Przyczyną jej jest po większej części chwilowe podrażnienie, np. płynące z krwi lub gichtu, podrażnienia gastryczne, albo też osłabienie.
Przypisy:
1. prac Kanta, których jest bardzo wiele — szczegółowy spis podaje każdy podręcznik historii filozofii. Zestawienie chronologiczne (według dat wyjścia), bardzo wygodne, znaleźć można przy końcu monografii Paulsena: Immanuel Kant, sein Leben und seine Lehre, Stuttgart, 1904 (Frommanns Klassiker der Philosophie, t. 7). Jeśli zaś idzie o ugrupowanie i szczegółowy podział, por. dwutomowe dzieło K. Fischera: Immanuel Kant und seine Lehre, Heidelberg, 1898, cz. I (t. 4. jego Geschichte der neueren Philosophie), s. 121 i in. [przypis tłumacza]
2. prace Kanta — niektóre z tych prac zostały przełożone na język polski. I tak: Rozprawa filozoficzna o religii i moralności, przeł. Mrongowius, Gdańsk, 1854; Marzenia jasnowidzącego. Krytyka czystego rozumu, przeł. Chmielowski, Warszawa, 1904; Prolegomena, przeł. R. Piątkowski, Warszawa, 1901; Uzasadnienie metafizyki moralności, przeł. M. Wartenberg, Lwów, 1906; Krytyka praktycznego rozumu, przeł. F. Kierski, przejrzał i wstępem zaopatrzył M. Wartenberg, Lwów, 1911; Krytyka praktycznego rozumu, przeł. B. Bornstein, Warszawa, 1911. [przypis tłumacza]
3. człowiek posiada zdolność wytwarzania spontanicznie, niezależnie od doświadczenia, pewnych czystych form poznawczych (...) — znaczy to innymi słowy: ponieważ sami sobie owe przedmioty konstruujemy, przeto muszą one być zgodne z konstrukcją. Ponieważ np. ujmujemy wszystkie zmiany apriorycznie kategorią przyczynowości, przeto wszędzie, gdzie jest zmiana, będzie koniecznie zachodził związek przyczynowy. [przypis tłumacza]
4. Krzysztof Wilhelm Hufeland (1762–1836) — lekarz niemiecki, był od r. 1809 profesorem uniwersytetu w Berlinie. Jako lekarz cieszył się wielkim wzięciem, zarówno dzięki swemu charakterowi, jak i uczoności. Życie prowadził bardzo czynne, był założycielem różnych instytucji lekarskich i autorem wielu dzieł z zakresu medycyny teoretycznej i praktycznej. Najsławniejszym stała się jego Makrobiotyka, czyli sztuka, jak życie ludzkie przedłużyć, tłumaczona prawie na wszystkie języki europejskie. [przypis tłumacza]
5. Przypiski Kanta (...) oznaczyłem (...) literą K. (...) szereg własnych objaśnień (...) literami P. T. — w opracowaniu WL przypisy autorskie oraz przypisy tłumacza zostały oznaczone według standardów redakcyjnych przyjętych dla wszystkich pozostałych publikacji. [przypis edytorski]
6. ex ungue leonem (łac.) — poznać po pazurach lwa. [przypis tłumacza]
7. salwować — ratować. [przypis edytorski]
8. nawet filozofia (...) znosi różność duszy i ciała w systemie tożsamości — jest to teoria filozoficzna, a ściślej: metafizyczna, według której istotą wszechrzeczy (absolutem) jest jedność, identyczność materii (przyrody) i ducha, myślenia i odpowiadającego mu istnienia, tak, że przeciwieństwa te stanowią tylko dwojaki sposób, w który ów identyczny absolut się objawia. Objawia on się więc raz jako duch, raz jako materia, raz jako myśl, raz jako jej przedmiot, lecz sam nie jest ani jednym, ani drugim, jeno tożsamością, wspólną podstawą obojga. Teorię tę różne systemy filozoficzne różnie formułują. Hufeland ma na myśli zapewne najnowsze wówczas systemy filozofów niemieckich J. G. Fichtego (1762–1814) oraz F. W. Schellinga (1775–1854). [przypis tłumacza]
9. taki pogląd (...) prowadzi (...) do najgrubszego materializmu — materializm, jako teoria kosmologiczna, uczy, że przyroda w swojej istocie jest materią (substancją fizyczną), zaś wszelkie procesy w przyrodzie są tylko czysto mechaniczne, są ruchami ciał i atomów. Materializm psychologiczny uważa życie duchowe za produkt lub funkcję materii (mózgu) lub też wprost utożsamia ducha z materią. Byłby to właśnie ów najgrubszy materializm, który duchowość nie tylko czyni od materii zależną, ale wprost odmawia jej wszelkiej od niej odrębności. Prowadzi on także w etyce do materializmu, bo czyniąc z człowieka istotę wyłącznie materialną, pozwala na nią tylko materialnie i zmysłowo oddziaływać. Zmysłowe użycie tedy staje się wówczas celem życia i miarą jego wartości. [przypis tłumacza]
10. Pinel zauważył, że w czasie powszechnego podniecenia namiętności (...) — Hufeland ma tu zapewne na myśli słynnego lekarza francuskiego, Filipa Pinela, który, ur. w r. 1745 umarł w Paryżu w r. 1826, a który również wiele kwestii medycznych rozważał ze stanowiska filozoficznego. [przypis tłumacza]
11. swojego zdrowia równie dobrze umacniać i zachowywać, jak, przeciwnie, przez chorobę — zapewne skrócony sposób mówienia, zamiast: „wmawiając w siebie chorobę”. [przypis tłumacza]
12. poszedłem za wezwaniem Szanownego Pana Nakładcy, by rzecz w nowym osobnym wydać przedruku — osobnym jest ten przedruk o tyle, że, jak wiemy ze wstępu, rozprawka Kanta stanowi część jego pracy pt. Der Streit der Facultäten. [przypis tłumacza]
13. List do Pana Profesora Hufelanda — w Der Streit der Facultäten jest: „Odpowiedź panu Radcy Dworu i Profesorowi Hufelandowi”. [przypis tłumacza]
14. książki (...) „o sztuce, jak życie ludzkie przedłużyć — tytuł tej książki brzmi: Makrobiotyka, czyli sztuka, jak życie ludzkie przedłużyć. Wyszła w r. 1796. Polski jej przekład przez Tomasza Krauze wyszedł w Warszawie w r. 1828. [przypis tłumacza]
15. bierze je z czystego rozumu — czysty rozum jest według Kanta zdolnością poznawania a priori. Poznanie aprioryczne zaś jest, według niego, poznaniem niezależnym od doświadczenia, które przeto posiada apodyktyczną pewność, tzn. absolutną konieczność. I tu zatem występuje tak dla Kanta charakterystyczne przeciwstawienie wiedzy apriorycznej i aposteriorycznej (empirycznej), czerpiącej wyłącznie z doświadczenia. (Por. Wstęp, s. 13 i n. ). [przypis tłumacza]
16. dotyczy (...) dietetyki — dietetyka jest to nauka o korzystnym dla zdrowia sposobie życia. [przypis tłumacza]
17. dopuścić do głosu swoje Ja w wykładzie dogmatycznym — w wykładzie dogmatyczno-praktycznym zaś np. o takiej autoobserwacji, w której idzie o obowiązki obchodzące każdego, kaznodzieja przemawia nie przez „ja”, tylko przez „my”. W wykładzie jednak opowiadającym o odczuwaniu osobistym (w zwierzeniach, które pacjent lekarzowi swemu czyni) lub o własnych swoich doświadczeniach musi się przemawiać przez „ja”. [przypis autorski]
18. moich myśli, zawierającymi wprawdzie ważność subiektywną (dla mnie), ale nie obiektywną (obowiązującą dla innych) — wiedzą prawdziwie obiektywną, a więc powszechnie ważną, jest dla Kanta, jak wiemy, wiedza aprioryczna. Taką wiedzą, z czystego rozumu płynącą, jest logika i matematyka, oraz te dziedziny wiedzy empirycznej (np. nauk przyrodniczych), do których matematyka da się stosować. Otóż psychologia, która na wewnętrznym doświadczeniu się opiera, jest nauką na wskroś empiryczną (Kant nazywa ją antropologią), do której nie tylko matematyka stosować się nie da, ale w której nie masz nawet miejsca na eksperyment. Przeto obiektywności w niej nie szukać. I tutaj więc powtarza się, choć w specjalnym sformułowaniu, przeciwstawienie wiedzy apriorycznej i empirycznej. [przypis tłumacza]
19. Przyczynowości (...) czuć nie można, do tego potrzebny rozum — przyczynowość jest według Kanta jedną z kategorii, tzn. jest pojęciem apriorycznym, które nie tylko od doświadczenia jest niezależne, ale które warunkuje doświadczenie, a płynąc z czystego rozumu wprowadza w nie obiektywną konieczność. Ujmując rozumem świat (jako zjawiska: por. Wstęp, s. 14. i n.), nie możemy się obejść bez tej formy myślenia, gdyż, stosując ją, dopiero doświadczenie stwarzamy. Gdyby ona nie ujmowała zjawisk w tym związku koniecznym, tobyśmy świata pojąć nie zdołali. Natomiast empirycznie przyczynowość wykryć się nie da. Albowiem jakżeż ją znaleźć w doświadczeniu (spostrzegać, „czuć”), skoro dopiero ona to doświadczenie umożliwia? Zatem związek przyczynowy między istniejącą chorobą a śmiercią tylko rozum ustalić może, choć może się on mylić co do istnienia choroby. Uczucie zdrowia może być także mylne, natomiast uczucie choroby nie: bo gdy nawet choroby nie ma, samo to uczucie jest chorobliwe (por. ustęp o hipochondrii). Tak interpretuję tę nie całkiem zresztą jasną myśl Kanta. [przypis tłumacza]
20. Zdrowym można się czuć (...), ale nie można nigdy wiedzieć, że się jest zdrowym (...) — ten ustęp, także nie całkiem jasno sformułowany, interpretuję tak: ponieważ poczucie zdrowia nie musi świadczyć o rzeczywistym, naprawdę zażywanym zdrowiu, przeto długie życie może świadczyć tylko o zażytym, tj. naprawdę posiadanym zdrowiu. Dietetyka więc zajmuje się tylko tym zdrowiem, a zarazem kwestią przedłużenia życia. Natomiast kwestią uczuć miłych, związanych z (omylnym) poczuciem zdrowia, a zarazem kwestią potęgowania tych miłych uczuć, a więc sprawą używania życia, się nie zajmuje. [przypis tłumacza]
21. skutkiem jego [szanowanie sił swoich i uczuć] jest słabowitość, bezsilność i powolne wygasanie siły życiowej z powodu braku ćwiczenia, a znowu wyczerpanie z powodu zbyt częstego i wytężonego jego używania — Kant chciał zapewne powiedzieć tak: podobnie jak znowu wyczerpanie byłoby skutkiem zbyt częstego i wytężonego jego używania. [przypis tłumacza]
22. stoicyzm jako zasada dietetyki — stoicyzm jest systemem filozofii greckiej, którego twórcą był Zeno z Kition. Etykę stoików charakteryzują pojęcia niezłomnej cnoty i obowiązku; stąd też poszło, że ludzi niezłomnie cnotliwych i obowiązkowych po dziś dzień stoikami się zowie. Naczelną zasadą etyki stoicyzmu jest życie zgodne ze wskazaniami przyrody. Dla istot rozumnych jest najwyższym dobrem cnota, bo tak rozumna natura człowieka każe. Ona nakazuje nam walkę z afektami i pożądaniami. Wolni od nich zaznamy spokoju (apatia stoików). Do tego potrzeba rozumu, wskazującego co dobre, a co złe, a także siły ducha i woli. Jako wspólne źródło cnót podają więc stoicy to mądrość, to siłę ducha, a nawet zdrowie (jak to czyni Ąristo). [przypis tłumacza]
23. sustine et abstine — tak sformułował zasadę etyczną stoicyzmu stoik Epiktetos w drugiej połowie I wieku po Chr. Słowa te znaczą: „Bądź wstrzemięźliwy (w używaniu) i cierpliwy (w znoszeniu przeciwności losu)”. [przypis tłumacza]
24. jest ona tylko empiryczna i mechaniczna — „Ona” odnosi się do nauki o leczeniu. [przypis tłumacza]
25. starunek (daw.) — staranie, dbałość. [przypis edytorski]
26. wygodność — dziś popr.: wygoda. [przypis edytorski]
27. hypochondria vaga — w odróżnieniu od topicznej (hypochondria abdominalis). [W Streit der Facultäten jest „intestinalis”. Abdominalis znaczy brzuszny. Intestinalis pochodzi od łacińskiego intestina tj. wnętrzności. Topiczny znaczy miejscowy. Szłoby tu zatem o różnicę między hipochondrią wędrującą (vaga), gdy śledziennik co chwila gdzie indziej lokalizuje rzekomą chorobę, a hipochondrią miejscową, gdy ją lokalizuje w pewnym miejscu, np. we wnętrznościach. Współczesna medycyna, o ile mi wiadomo, różnicy tej już nie uwzględnia, a hipochondrię uważa za chorobę umysłową; przyp. tłum.] [przypis autorski]
28. przeliczy się bardzo pod względem swojego quantum życia, czy to pod względem jego stopnia, czy też długości — Quantum znaczy: ilość, miara. Kant chce tu zatem powiedzieć, że w tym wypadku życie nie będzie ani tak intensywne, ani tak długie, jak by sobie kto obiecywał. [przypis tłumacza]
29. ten ułamek ogołocony z użycia i czynu — twierdzenie to może nie całkiem słuszne, albowiem także w śnie, choć niezdolni do czynu we właściwym słowa znaczeniu, żyjemy jednak i wielu doświadczamy uczuć. Życie w śnie jest bogatsze, jak się zdaje, i według nowszych teorii posiada dla życia w ogóle bardzo doniosłe znaczenie. Por. np. Freud: Über den Traum („Grenzfragen des Nerven- und Seelenlebens”, H. 8) 1901; Die Traumdeutung, 1900; O Psychoanalizie, 1911. [przypis tłumacza]
30. oddać go niezbędnemu odświeżeniu przez naturę — uzupełnić: „organizmu”. W oryginale jest: Naturrestauration. [przypis tłumacza]
31. znosi natężenie ciała w ruchach zwierzęcych, natomiast aż do głębi podnieca jego ruch witalny — znaczy to, że natężenie (tzw. tonus) ruchów zwierzęcych, które na jawie przybierać może różne stopnie, zostaje ujednostajnione, zaś ruch witalny, który jest wspólny zwierzętom i roślinom, jak np. przemiana materii, rośnięcie itp., zostaje spotęgowany. Por. do tego ustępu: Freud: Über den Traum. [przypis tłumacza]
32. lewa strona w ogóle jest słabsza — zgoła niesłuszne to mniemanie, jakoby (pod względem siły, z jaką się używa zewnętrznych członków ciała) zależało to tylko od wprawy i poprzedniego przyzwyczajenia, która z obu połów ciała będzie silniejsza czy słabsza: czy, walcząc, w prawej czy w lewej ręce będziemy dzierżyli szablę; czy jeździec, kładąc nogę w strzemię, skoczy na konia z prawej ku lewej, czy odwrotnie. Doświadczenie poucza nas natomiast, że gdy się miarę na buciki bierze według nogi lewej, wówczas bucik, jeśli na lewą nogę jest w sam raz, to na prawą jednak jest za ciasny, przy czym nie można tu winy spychać na rodziców, którzy nie pouczyli należycie swoich dzieci; podobnie dawanie pierwszeństwa prawej połowie ciała przed lewą uwidocznia się także w tym, że każdy, kto chce przejść głęboki rów, odbija się lewą nogą, a przeskakuje prawą, w przeciwnym bowiem razie naraża się na wpadnięcie do rowu. To, że pruskiego piechura się ćwiczy, by występował lewą, nie obala powyższego twierdzenia, a raczej je potwierdza; występuje on nią bowiem jakby na hypomachlium [Hypomachlion (z greckiego) znaczy: punkt podparcia dźwigni, podpora; przyp. tłum.], aby prawą połową dać rozmach atakowi, który uskutecznia prawą przeciw lewej. [przypis autorski]
33. nazwy „Cicero”, zawierającej wiele przedstawień ubocznych — a więc nieodnoszących się wprost do Cicerona, jako głównego przedmiotu myślenia, lecz kojarzących się z nim i towarzyszących mu. [przypis tłumacza]
34. jeżeli tylko dieta używania nie jest zbyt już wybitnie przeciw temu nakierowana — jeżeli dieta używania, np. przepisy lekarza co do używania jadła i napojów itp., są tego rodzaju (jak to się najczęściej zdarza), że chory musi ciągle pamiętać o nich, co mu znowu ciągle przypomina jego chorobę, wówczas oczywista trudno mu odwracać uwagę od swoich dolegliwości, czyli leczyć się „samym tylko postanowieniem”. [przypis tłumacza]
35. co do używania, czasu i ilości — uzupełnić: „jadła i napoju”. [przypis tłumacza]
36. vita propria — życie własne. [przypis tłumacza]
37. cząstki zasymilowane — asymilować znaczy: przerobić pożywienie na cząstki organizmu. [przypis tłumacza]
38. pensum (łac.) — zadanie (stale do odrobienia dawane). [przypis tłumacza]
39. Chorobliwe uczucia zgłaszają się wówczas (...) gdy rozmyślanie owo łączy się z wyczerpującą siły pracą nóg — tym, co się studiom oddają, trudno poniechać zabawiania się na samotnych przechadzkach wyłącznie tylko rozmyślaniem. Przekonałem się jednak na sobie samym i słyszałem także od innych, których o to pytałem: że wytężone myślenie podczas chodzenia szybko nuży; za to ruch działa pokrzepiająco, jeśli się oddajemy wolnej grze wyobraźni. Zachodzi to w stopniu jeszcze wyższym, gdy podczas tego ruchu, połączonego z rozmyślaniem, prowadzimy równocześnie rozmowę z drugim; tak że wkrótce czujemy się zmuszonymi siedząco prowadzić dalej grę naszych myśli. Celem przechadzki na powietrzu jest właśnie to, by przez zmianę przedmiotów osłabić natężenie uwagi, skierowanej ku każdemu z nich z osobna. [przypis autorski]
40. lukubracje (z łac. lucubratio) — praca nocna, w obszerniejszym znaczeniu w ogóle trudne i uczone wypracowanie. [przypis tłumacza]
41. invita Minerva (łac.) — znaczy: wbrew woli Minerwy. Minerwa była u Rzymian boginią mądrości. [przypis tłumacza]
42. ale o tamtych tylko ma być tutaj mowa — „Tamtych” ma się odnosić do chorobliwych uczuć. [przypis tłumacza]
43. wdechiwać — dziś popr.: wdychać. [przypis edytorski]
44. wydechiwanie — dziś popr.: wydychanie. [przypis edytorski]
45. kaszel starczy — w oryginale jest „Altmannshusten”, nazwa angielska zaś nie jest podana. [przypis tłumacza]
46. kaszel wywoływany podrażnieniem krtani przez powietrze wciągane otwartymi ustami — dlaczegoż by powietrze atmosferyczne, gdy krąży przez trąbkę Eustachego (a więc przy zamkniętych ustach), osadzając tlen na tej mózgowi bliskiej drodze, dlaczegoż by i ono nie miało przez to wzniecać orzeźwiającego uczucia, które płynie od wzmocnionych organów życiowych, a jest podobne uczuciu, jakby się powietrze piło, przy czym powietrze to, choć nie ma zapachu, wzmacnia jednak nerwy węchowe i sąsiednie naczynia ssące? Nieraz jest taka pogoda, że ten orzeźwiający moment w zażywaniu powietrza się nie zjawia; przy innej znów rozkosz to prawdziwa pić je pełnymi haustami podczas wędrówki; oddychanie otwartymi ustami tego nie daje. Jest to jednak rzecz dietetycznie ogromnie ważna, by oddech przez nos, a przy zamkniętych ustach, stał się tak bardzo przyzwyczajeniem, żeby nawet w najgłębszym śnie inaczej nie oddychać, budząc się natychmiast, gdy oddech idzie przez zamknięte usta, i niejako zrywając się przez to ze snu; z początku nieraz mi się to tak zdarzało, póki ów sposób oddychania nie stał mi się przyzwyczajeniem. Gdy się bardzo pod górę iść musi, wówczas większej siły postanowienia potrzeba, aby nie odstąpić od owej reguły, i raczej zwolnić kroku niż uczynić z niej wyjątek; tak samo gdy idzie o większy ruch, którego np. wychowawca chce dać zażyć swoim wychowankom: niech baczy, by raczej wykonywali swoje ruchy w milczeniu, niż by często oddychali przez usta. Moi młodzi przyjaciele (dawni słuchacze) chwalili sobie bardzo tę dietetyczną maksymę jako wypróbowaną i skuteczną i bynajmniej nie mieli jej za rzecz drobną dlatego, że jest tylko domowym środkiem, który lekarza czyni zbędnym. Jeszcze jedna rzecz osobliwa: zdawałoby się, że podczas długiego nieprzerwanego mówienia oddychanie odbywa się także przez usta, tak często przecież otwierane, że zatem reguła owa zostaje tu jednak bez szkody złamana; tymczasem w rzeczywistości tak nie jest. Oddychanie odbywa się tu przecież także przez nos. Bo gdyby nos był wtedy zatkany, powiedzielibyśmy o mówcy, że mówi przez nos (brzmienie to bardzo niemiłe), choć w rzeczywistości przez nos by nie mówił, i odwrotnie: że nie mówi przez nos, choć w rzeczywistości przez nos mówi, jak to pan radca dworu Lichtenberg dowcipnie i trafnie zauważył. To jest także przyczyną, dlaczego ci, co przemawiają długo i głośno (lektor lub kaznodzieja), mogą wytrwać przez całą nawet godzinę, nie odczuwając drapania w gardle; ich oddech mianowicie odbywa się właściwie przez nos, a nie przez usta, przez które się odbywa tylko wydech. Przyzwyczajenie, aby (będąc samym, a przynajmniej nie prowadząc z nikim rozmowy) oddychać stale z zamkniętymi ustami, daje jeszcze następującą korzyść uboczną; tę, że saliva [saliva (z łac.) znaczy: ślina; przyp. tłum.], która się stale wydziela i gardziel zwilża, działa tu zarazem jako środek pomagający trawieniu (stomachale), a może także jako środek przeczyszczający (gdy została połknięta); byle tylko dość silnie postanowić, że się jej przez złą nawyczkę nie zmarnuje. [W oryginale przypisek ten jest błędnie podpisany literą H. Tymczasem łatwo poznać, że pochodzi on spod pióra Kanta; przyp. tłum.] [przypis autorski]
47. choroba, którą „Dziennik Kopenhaski” przed mniej więcej rokiem opisał (...) — uważam ją za gicht, który się częściowo rzucił na mózg. [przypis autorski]
48. epidemiczny katar połączony z uciskiem na głowę (...) — Kant myli się, uważając chorobę ową za „gicht, który się częściowo rzucił na mózg”, albowiem jest to najprawdopodobniej influenca [influenca: grypa; red. WL]. [przypis tłumacza]
49. które myśleniu towarzyszy — Kant odgranicza ściśle wyobrażanie od myślenia. Wyobrażać jest zadaniem zmysłów, myśleć zadaniem rozumu. Myślenie polega na łączeniu w świadomości przedstawień (tj. wyobrażeń, pojęć lub idei). [przypis tłumacza]
50. o ile to myślenie polega na ujmowaniu pojęć — Kant włącza tu słowa tłumaczące, co to jest pojęcie: „jedność świadomości połączonych przedstawień”. Przeniosłem je do przypisku, gdyż rozrywają tekst i wymagają zresztą osobnego wyjaśnienia. Jednością świadomości nazywa psychologia fakt, że istniejące w danej chwili i w danym człowieku procesy duchowe pozostają ze sobą w ścisłym związku, który sprawia, że stanowią całość dla siebie, tę jedną właśnie świadomość. To świadomość naszego „ja”. Kant nazywa ją „apercepcją (empiryczną)”. Jedność apercepcji, polegająca na ciągłej tożsamości naszego „ja” mimo zmienności owych procesów duchowych, jest mu podstawą wszelkiego myślenia. Myślenie jest poznawaniem pojęciowym. Gdzie nie ma pojęć, nie ma myślenia. Ale myślenie (rozum) wytwarza sobie pojęcia, łącząc przedstawienia jednością świadomości. Pojęcia empiryczne powstają przez porównywanie przedmiotów empirycznych (zmysłowo doświadczalnych), a więc przez porównawcze łączenie wyobrażeń i przez ujęcie tego, co im wspólne, czyli ogólności, a więc przez ujęcie ich w jedności. Tylko tę formę ogólności otrzymuje pojęcie od rozumu. Ale te formy myślenia (kategorie) są również pojęciami, Kant nazywa je „czystymi”, albowiem one także treść swoją otrzymują od rozumu. Kategorie te są znowu same warunkami i formami myślenia. Jedną taką kategorię (przyczynowości) poznaliśmy już powyżej. [przypis tłumacza]
51. spastyczność — tzn. skurczowy stan. [przypis tłumacza]
52. (...) owo usposobienie nawet wywołuje mimowolny skurczowy stan mózgu (...) — cały ten ustęp jest nieco mglisty. Raz bowiem chorobliwe usposobienie pacjenta utrudnia myślenie, to znowu właściwie go nie osłabia, i nawet ma działać przeciw roztargnieniu, a w końcu znowu uniemożliwia łączenie przedstawień (a więc znowu utrudnia myślenie). Pochodzi to może stąd, że Kant miesza „uczucie skurczu mózgowego” ze skurczem samym. (Por. piątą uwagę wydawcy). Właściwie wolno mu było mówić tylko o „uczuciu”, gdyż skurczu mózgowego medycyna nie zna, zna tylko skurcz mięśni. Tłumaczę sobie rzecz tak, że chorobliwe usposobienie jako takie utrudnia wprawdzie myślenie i nawet wywołuje stan (przez Kanta niesłusznie skurczem mózgu nazwany), który uniemożliwia jedność świadomości, że jednakowoż samo uczucie jakby skurczu mózgowego nie osłabia myślenia, pamięci i łączenia przedstawień. [przypis tłumacza]
53. zdarza mi się, że gdy słuchacza lub czytelnika (...) przygotowałem nasamprzód na to, co zamierzam powiedzieć, gdym mu wskazał przedmiot, ku któremu pragnę zdążać (...) Na czym to stanąłem? — niektóre ustępy niniejszej rozprawy potwierdzają w zupełności twierdzenie autora. [przypis tłumacza]
54. terapeutyczne — to znaczy: lecznicze. [przypis tłumacza]
55. czcionkami (...) które by chyba lepiej odpowiadały niemieckiej nazwie „Buchstaben” — gra wyrazów niedająca się przełożyć: „die ihrem Namen Buchstaben (gleichsam bücherne Stäbe zum Feststehen) besser entsprechen würden”. [przypis tłumacza]
56. łacinką (...) niczyje oczy nie wytrzymają (...) czytania tak długo, jak czytania gotyku — obecnie nawet w Niemczech zapatrywania na tę sprawę już się zmieniły. Coraz częściej słychać skargi na szkodliwość gotyku. Coraz częściej też drukuje się dzieła niemieckie łacinką. Por. uwagę wydawcy 9. [przypis tłumacza]
57. Miesięcznik Berliński — „Berliner Monatsschrift”. [przypis tłumacza]
58. (...) oczy osłabione ślęczeniem (...) — spośród dolegliwości oczu (nie właściwych chorób ocznych) doświadczyłem jednej, która po raz pierwszy nawiedziła mnie około czterdziestego roku życia raz, a później kilkakrotnie w odstępach kilkuletnich; obecnie zaś nawiedza mnie ona kilka razy do roku; objawia się ona tak: wszystkie litery stronicy, którą czytam, zaczynają się naraz mącić, jakaś jasność roztacza się nad nimi, zamazuje je i czyni nieczytelnymi: stan ten (nie trwa on dłużej niż 6 minut) kryje w sobie wielkie niebezpieczeństwo dla kaznodziei, który zwykł kazanie czytać z kartki, we mnie jednak, na wykładzie logiki czy metafizyki, gdzie, będąc należycie przygotowanym, mogłem mówić (wykładać z pamięci), budził tylko obawę, aby ta przypadłość nie była zwiastunem utraty wzroku; obecnie jestem już pod tym względem uspokojony, bo chociaż ta dolegliwość powtarza się teraz częściej niż zazwyczaj, nie odczuwam w jedynym moim zdrowym oku najmniejszego uszczerbku w jasności widzenia (w oku lewym utraciłem wzrok przed jakimi 5 laty). Przypadkowo wpadłem na myśl, aby zamknąć oczy, gdy owo zjawisko zachodzi, a nawet, by nakryć je dłonią w celu lepszego jeszcze powstrzymania światła płynącego z zewnątrz, i wówczas widziałem figurę lśniąco białą, jakby w ciemności fosforem na kartce wyrysowaną, podobną do rysunków kalendarzowych, przedstawiających ostatnią kwadrę, jednak z brzegiem po wypukłej stronie ząbkowanym, figurę, która z wolna zatracała swoją jasność i w końcu znikała w czasie powyżej podanym. Chciałbym bardzo wiedzieć: czy także i inni zrobili takie spostrzeżenie oraz jak wytłumaczyć to zjawisko, którego właściwym siedliskiem nie są chyba oczy, lecz sensorium commune [sensorium commune oznacza wspólny wszystkim wrażeniom organ odczuwania, tj. mózg, a ściślej tę część mózgu, która zawiera ośrodki wrażeniowe (sensorialne), nie ruchowe (motoryczne). Jest ona centralnym organem wrażeń zmysłowych i siedliskiem świadomości; przyp. tłum.]: gdyż ruch oczu nie porusza zarazem owego obrazu, obraz natomiast widzi się zawsze w tym samym miejscu [10]. Zarazem dziwna to rzecz, że (w okresie czasu, który liczę na jakie 3 lata) można utracić jedno oko, nie odczuwając jego braku. [przypis autorski]
59. że obiektywizują siebie samych i swoje własne dolegliwości, że oddzielają je od swego prawdziwego „ja” i że czynią je przedmiotem świata zewnętrznego — to właśnie znaczy „uprzedmiotowić”, czyli „obiektywizować”. [przypis tłumacza]
60. czynią je przedmiotem (...) sztuki — uzupełnić: „lekarskiej”. [przypis tłumacza]
61. zapoznany — tu: niezrozumiany. [przypis edytorski]