VI

Dmij wichuro! Z zwiędłych koron

te cmentarne drzewa łuszcz

I w szalonej mieć zawiści

coraz wyżej na mój grób!

Dmij, wichuro! strzaskaj płytę,

nieśmiertelny połam bluszcz,

Nasyp z gliny zrównaj z ścieżką

dla zawziętych, marnych stóp.

Z korzeniami wyrwij jodłę,

przeniesioną z gęstych puszcz,

Próchniejące kości roznieś —

suche kości to twój łup,

Lecz nic więcej! Ten, co sycił

moją pieśń, żywotny tłuszcz

Wsiąkł już w rolę, już z nią zawarł

niezniszczalny, wieczny ślub.

Dmij wichuro! dmij bez miary!

Widzisz, jak się spełnia cud?

Rój żniwiarzy zbiera plony,

co wyrosły z moich dum!

Przygłuszyłeś moje imię —

pamięć w ciemną–ś strącił noc,

A mych zwątpień, mych zachwytów

niedaremny wszak był trud —

Kłosom z moich ziarn powstałym

błogosławi boży tłum:

W mych zwątpieniach, w mych zachwytach

była jego krew i moc.