XVI

Oto dusza ma, jak więzień,

wyswobodzon spoza krat,

Rzuca pęta swe cielesne

i w jesienny spieszy mrok

Na obszary gdzieś dalekie,

w lot przebiega cały świat,

W lot ogarnia wsie i miasta,

w jeden ciemny zbite tłok.

I tak błądząc w swej podróży,

do poziomych zajrzy chat,

To w pałacach górnych spocznie,

to w zaułki zwróci krok:

Noc uśpiła ich mieszkańców —

jakby spali już od lat,

Jakby byli dziś podobni

nie do żywych, lecz do zwłok.

Dziwny spokój... I uchodzi

senna dusza poza próg...

Patrzy w przestwór... Jak daleko,

jak wysoko sięga dom

Tego świata, nikt nie czuwa?...

Błogosławić takim snom!

Patrzy... patrzy... Nie!... Ten przestwór

nie uśpiony ! w szerz i w wyż

Wielkie widmo go wypełnia

i w odblasku mglistych smug

To potrząsa krwawą chustą,

to olbrzymi wznosi krzyż.