VII

Cisza... sierpniowy jasny dzień

Otula widma szczytów

Wiewną powłoką ciepłych tchnień,

Idących z nieb błękitów.

Na stromych stokach lśnistych13 gór,

Wsparty o głaźne ściany,

Śni, marzy, drzemie cichy bór,

W błękitne mgły odziany.

Czasem się ozwie dusza drzew

I z cicha coś poszepce,

Gdy je pogładzi cichy wiew,

Co skalne trawy depce.

Potok, w słonecznych złocie skier,

Szemrze w kamiennym łożu;

Falami cichy idzie szmer,

Rozpływa się w przestworzu.

Między szczątkami zdartych pni,

Między szarymi ławy

W cichej kotlinie szkliwość lśni:

Milczące, ciche stawy.

Znieruchomioną, dziwną krucz14

Mają te wód źrenice:

Snać kryje głębia stawnych ócz

Niezgadłą tajemnicę!...

Głaz niewidzialna rzuca dłoń...

I głaz szczytowy spada

W przepaści cichą, mgławą toń,

Gdzie śmierć spoczywa blada.

Ponad przepaścią, której głąb

Pomroka mgieł schowała,

Na skał wirchowych wszedłszy zrąb,

Leżą śmiertelne ciała.

Do ciał powrócił ludzki duch —

Dziwną przebywszy drogę,

Spojrzał w przepastnych mgławic puch

I czuje trwogę — trwogę...

II1516

Nie było bytu, ani też niebytu...

Nie było głębi powietrznego morza,

Która wypełnia od szczytu do szczytu

Bezmiar przestworza...

Cóż się ruszało i pod czyją pieczą,

Zanim nadany kres był wszystkim rzeczom,

Zanim przepaści stały się widzialne,

Zanim turnice wystrzeliły skalne —

Nieb sięgające opoki —,

Nim ląd się oddzielił od wody?

O wiecznie świeży i młody,

Wartki, jak rzeka,

A jak ocean, głęboki

Duchu człowieka,

Ty, od początku do końca

Mknący ku treści,

W której się koniec i początek mieści:

Gdzież miało swoje ukrycie

To, co się kryje, ponure i senne?

W promieniach słońca,

W wiecznym kochanku, zakochane życie,

Gdzież miało blaski promienne?

Nim się początek urodził z początku,

Zanim się stało

To, co się stało; zanim w przemian wątku

Łączyła byty łączność, dzieliła rozdzielność,

Ni śmierć nie władła, ani nieśmiertelność,

Nad zmrokami nocy

Dzień jeszcze nie miał rozświtowej mocy,

Ani też białość dnia w swą brała moc

Ta czarna noc:

Ciemność jedynie

W ciemności legła głębinie,

Próżni ogromy

W próżni przybytek miały niewidomy.

Nad wszystkim i nad niczym było tylko Jedno,

Wszystkiego i niczego niedosięgłe sedno,

Spokój i tętno.

Bezruch i ruch.

O duchu ludzki, wychowan w mądrości,

Która z Jednego w twoje wnętrze spływa

I niegasnąca, żywa,

Dopóki pragniesz, w twoim wnętrzu gości

I niegasnące, żywe ryje piętno

Na twoim bycie,

Że zwiesz się: duch,

Że zwiesz się: życie —

O duchu ludzki, zwrócony obliczem

Ku onej treści,

W której się koniec i początek mieści,

Ty wiesz, że Jedno w wszechpotężnej mocy —

Stało nad wszystkim i niczem,

Nad próżnią próżni i nad nocą nocy...

A może nie wiesz?!...

A ponad bezmiary

Pustki i ciemni, nad bezgranicami

Uczuło Jedno w bezmiarze

I w bezgranicach swojego istnienia

Palącą miłość...

Byłoż istnieniem, czego duch człowieka

Nie umie pojąć, acz pełen jest wiary,

Czystej, przejasnej, jak Gangesu rzeka,

Wielka i święta,

Pełna jest świetlanych opali,

Kiedy jej wody spromienia

Słońce południa? Opiłość

Narkotycznego uczucia powali,

O Jedno, wszystkich przed tobą —

W pobożnym żarze,

Jako pokosy zbóż,

Wszyscy już leżą:

Tylko się zlituj nad nami,

Niewiadomości zdejm pęta,

Niech twoja moc niepojęta

Będzie pojętą dla dusz!...

I oną dobą,

Która się stała porą por, macierzą

I dnia i nocy i pełni i nowiu

I gwiazd i słońca i świtów i zórz,

W owym bezmiernym pustkowiu,

Gdy Jednym miłość owładła,

Na ciemnię jasność upadła:

Nasienie nasion, wszechnasienie ducha,

Zapładniający żar...

I ciemnia głucha

Zmienia się w światłość i gwar...

Tak przyszła siła,

Co byt z niebytem spoiła,

Z łącznością rozdzielność,

Ze śmiercią nieśmiertelność.

O duchu ludzki, urodzony z siły,

Co nad krawędzią mogiły

Śród cmentarnego pola

Zmartwychwstające postawiła życie,

Ty wiesz, że jest przedział w wszechbycie —

Tutaj: przyroda, tam: siła i wola,

Tutaj: spoczynek, tam dotąd: dążenie —

O duchu ludzki, nasienie

Duchów, idących z zwróconym obliczem

Ku onej treści,

W której się koniec i początek mieści,

Ty wiesz, kto stanął nad wszystkim i niczem,

Ty wiesz, skąd wyszło stworzenie...

A może nie wiesz?!..

On jeden,

Co ma w niebiosach swój Eden,

W słonecznej skąpany ulewie,

On, w promienistym siedzący Edenie,

On wie sam jeden, kto wóz świata wdrożył,

On wie, skąd wszystko wzięło się stworzenie —

Bądź On je stworzył, bądź On go nie stworzył...

On wie sam jeden. — A może On nie wie?!...