VI

W powietrzu się rozwiały

dzwoniących surm klangory

Rozwiały się na zawsze...

Darmo wytężasz słuch...

Na darmo wzrok wytężasz:

Tłum zginął różnowzory

I wódz się w mgłę rozpłynął,

co wiódł ten zbrojny ruch.

W ciała wędrowców wrócił

duch, do rozmarzeń skory,

Urokiem chwał umarłych

tak przepojony duch...

I tylko Mont’ Leone,

owity w ciemne bory,

Skrzy się w promieniach słońca,

w śnieżysty strojny puch.

W dali Aletschu wstęga,

w sinawe ścięta lody;

Naokół pasma szczytów

drzemią w błękitnych mgłach;

Nad nimi strop niebieski

rozpiął lazurów dach.

Z gardzieli skalnych lecą

siklawic34 huczne wody,

A przy nich cicho szepce

w roztęskniający wtór

Szumny symploński bór.