II

Płonie kamienna Tatr korona,

A cisza siada między granie,

Rozleniwiała, rozmarzona.

Nad przepaściami niema stanie,

Senność przelewa w mgieł opary,

Po skałach wiesza zadumanie.

Ani się ozwie bór prastary:

Ona milczeniem gniecie smreki10,

Unieruchamia ich konary.

Przez cały przestwór, przez daleki,

Głuchą za sobą tęskność wlecze,

Snać11 dźwigającą wieki... wieki...

Za nią, jak zdrój, co ledwie ciecze,

Snują się ciężkie myśli człecze...