Orzeł

Królewski, dumny ptak

w majestatycznej pysze

Na turniach uwił tron,

skrzesanych ręką burzy:

Stąd, w słońca lecąc szlak,

w błękitach się kołysze,

Przecina niebios skłon,

lub w chmurach się zanurzy.

Ziemia w pogardzie dlań,

w granice zwarta ciasne!

W nieskończoności głąb

na zawsze snać się rzuci...

Już traci z ócz swą grań,

z ócz gniazdo traci własne,

Na ten skalisty zrąb

snać nigdy już nie wróci!

Leć, duszo, za nim w ślad

z uwielbień skrą w źrenicy!...

Cóż to?... Rozpaczny ból

powietrze krzykiem trwoży...

To orzeł z wyżyn spadł

i wpił się w kark kozicy!...

Popłynął krwawy zdrój

po śniegów runi świeżej...

Ha! ten obłoków król,

słonecznych pan przestworzy,

Żyje, jak zwykły zbój,

i z mordu i grabieży...