O starym

Stary miał priapismum230, nieukładną mękę.

Lecz była młodej żenie ta niemoc na rękę,

Bo się pan często parzył w przyrodzonej wannie,

Co więcej niżli jemu pomagało Hannie.

Potym go uleczyli mądrzy doktorowie,

A pani w płacz nieboga: „Biadaż mojej głowie!

Kiedyś ty, mężu, stękał, jam się dobrze miała,

A kiedyś ty zasię zdrów, ja będę chorzała.”

Z Anakreonta

Podgórski źrzóbku, czemu, patrząc krzywo

Oczyma na mię, uciekasz pierzchliwo?

Mnimasz, żem prostak? Ja na cię osobny

Rząd myślę włożyć i muńsztuk ozdobny,

A potym wsiadwszy zatoczyć na dworze.

Ty się tam pasiesz, nie wiem gdzie, po borze,

Skacząc samopas od mieśca do mieśca,

Bo jeszcze nie masz po swym piecu jeśca231.

Z greckiego

Alkon232 patrząc na syna, kiedy go smok srogi

W poły trzymał, wyciągnął, acz z bojaźnią, rogi233

I nie uchybił celu; bo strzała zwierzęciu

Prawie w gardle utknęła przy samym dziecięciu;

A sprawiwszy, co myślił, wedle dębu tego

Łuk zawiesił, znak szczęścia i oka miernego.

Z greckiego

Ani w młodej rozkoszy, ani w starej widzę;

Owej prosto żałuję, a tej się zaś wstydzę.

Złe niedoszłe, ale też złe przestałe grona,

Nalepsze, gdy doźrzeją; także też i żona.

Z greckiego

By się wszytka nawalność morska poruszyła,

By wszytek Ren zebrana moc niemiecka piła,

Nigdy nie będą mogli rzymskiej sile szkodzić,

Dokąd cesarz przeważny wojsko będzie wodzić.

Tak i dęby korzenia swego się trzymają,

A suchy, nikczemny list wiatry obijają.

Z greckiego

Nie sądź mię za umarłą, gościu mój miły,

Śpiewaczki mityleńskiej z tej to mogiły234.

Człowieczych to rąk sprawa, a taka praca

Rada się w krótkim czasie wniwecz obraca.

Lecz jeśli mię chcesz pytać o rymy moje235,

Którym boginie dary przydały swoje,

Wiedz, iżem śmierci znikła, a póki słynie

Lutnia i mowne gęśli, Safo nie zginie.

Z greckiego

Nie z Messany, nie z Argu236 tu, zapaśnik, stoję,

Spartę sławną ja mienię za ojczyznę swoję.

To fortelni; ja, jako słusze na krew miłą

Lacedemońskich synów, mam zwycięstwo siłą.

Z greckiego

Nie znam się ku tym237 łupom: kto li to, szalony,

W Marsowym domu238 przybił ten dar niezdarzony?

Widzę całe szyszaki, tarcze nie skrwawione,

Widzę drzewa i groty nic nie naruszone.

Gore mi twarz przed wstydem, a pot przez mię bije.

Raczej gmach i łożnicę tym niechaj obije,

A mój kościół przyszlachci łupy skrwawionymi;

Srogi Mars rychlej się da ubłagać takimi.

Z greckiego

W tym grobie piękna Timas leży pogrzebiona,

Którą przed ślubem wzięła czarna Persefona.

Na jej mogile wszytki rowiennice razem

Swe lube włosy ostrym ustrzygły żelazem239.