IX
Autor Popiołów z właściwym sobie mistrzostwem kreśli wspaniałe obrazy „czynów bohaterskich”, dokonywanych przez hordy najezdnicze w Hiszpanii, hordy, między którymi były także zastępy „obrońców ojczyzny” i „obrońców wolności” znad Wisły, Niemna i Warty. Ci „obrońcy ojczyzny” ćwiartowali i miażdżyli Hiszpanów, również „broniących ojczyzny”. Ci „obrońcy wolności” nie tylko dusili wolność obywatelską mieszkańców Półwyspu Pirenejskiego, ale poniewierali w najbezecniejszy sposób najelementarniejszą godność ludzką tamtejszych mężczyzn i kobiet. Wszystko to wyziera z obrazów Żeromskiego z przerażającą jasnością. A stąd przy odrobinie logiki i dobrej woli otrzymujemy między innymi następujące wnioski:
1) że wielki wódz tych hord umundurowanych, ów opiewany przez Mickiewicza i tylu innych poetów „bóg wojny”, ów „bohater legendarny”, ów Napoleon Wielki, przemieniając tysiące ludzi w krwiożercze i wszeteczne bestie, w młoty druzgocące „bliźnich” na miazgę, był zbrodniarzem w n-tej potędze i potworem moralnym, tak samo jak i inni jemu podobni kanibale i niszczyciele;
2) że „wojsko polskie” było zdolne do takich samych „czynów bohaterskich”, jak i wszelkie inne „wojsko” pod każdym stopniem szerokości i długości geograficznej;
3) że nie należy znów tak bardzo oburzać się na rozmaite „rzezie” przysłowiowe, jeżeli właśni „rodacy” i przedstawiciele „de la grrrande nation” urządzali daleko okropniejszą rzeź Saragossy;
4) że mamy nierównie mniejsze prawo do potępiania Turków znęcających się nad mężczyznami, kobietami i dziećmi Macedonii, jeżeli szanowni „rodacy” w jeszcze bezecniejszy sposób postępowali z mężczyznami, kobietami i dziećmi Hiszpanii;
5) jednym słowem, że wszelka wojna eksterminacyjna, chociażby nawet prowadzona przez własne rodzone wojsko, może wzbudzać tylko grozę, wstręt i obrzydzenie.
Że jednak powstawaniu w głowie podobnych wniosków towarzyszy skalanie wyobraźni, wywoływanie dzikiego nastroju krwiożerczo-lubieżnego i w ogóle cofnięcie się człowieczeństwa do stanu przedludzkiego, więc owe wnioski otrzeźwiające zbyt drogo są opłacane.
A zresztą sama fatalność twórczości artystycznej przeszkadza utrwalaniu się podobnych wniosków. Nie można powiedzieć, że autor nie uświadamia sobie tych konsekwencji logicznych. Być może, iż nawet zgodziłby się na nie. Ale, jako powieściopisarz-poeta, traktuje on swoje zadanie wyłącznie artystycznie. Pod imponującym wpływem wspaniałych i uroczych obrazów „bohaterstwa” na polu walki i odczuwania „podniosłych nastrojów” owe ujemne wnioski i refleksje etyczno-polityczne powlekają się mgłą i prawie znikają bez śladu. A choćby nawet ślad z nich pozostał, to jednak nie ośmielamy się wypowiadać ich jasno i otwarcie, bo przede wszystkim stoi temu na przeszkodzie mimowiedne i mimowolne apoteozowanie wojny i jej „boga”.