XI

Zapewne nie wszystkim wiadomo, że tak zwane nieprzyzwoite objawy twórczości ludowej — tj. piosnki wszeteczne, bajki, zagadki, przysłowia itp., w których bądź to wchodzą w grę pewne ukryte części ciała, bądź też znajduje upust brutalny erotyzm bez obsłonek — bywają zapisywane i wydawane pt. Kryptadia w osobnych zbiorach z egzemplarzami numerowanymi dla amatorów i badaczy psychiki i twórczości ludowej. Otóż ja nie miałbym nic przeciwko temu, ażeby pewne części utworów powieściowych, w których ich autorowie z wielką siłą i mistrzostwem kreślą obrazy z dziedziny wyładowującego się erotyzmu, w związku z napiętą do ostatecznych granic krwiożerczością, drukowano osobno, w egzemplarzach numerowanych, jako nadzwyczaj cenny materiał dla psychologów, dla psychiatrów, dla estetyków i historyków literatury. Oczywiście i ci badacze musieliby zżyć się do tyla z odbieranymi wrażeniami podniecającymi, ażeby być w stanie traktować je obiektywnie i analizować je z całym spokojem i rozwagą. Wprawdzie odpadłaby wtedy zwykła utylizacja ekonomiczna tego rodzaju twórczości, jak również odpadłoby parę listków z wieńca sławy oplatającego skronie powieściopisarza. W każdym jednak razie, jeżeli stosunkowo niewinne piosnki figurują w Kryptadiach literatury ludowej, to pewne sceny i obrazy z utworów powieściopisarzy i beletrystów mogłyby być prawdziwą ozdobą Kryptadiów literatury narodowej i wszechświatowej.

Zgoda zresztą na pozostawianie ustępów wzbudzających nastrój lubieżno-krwiożerczy w wydaniach książkowych danej powieści. Przy czytaniu książki wrażenie jednostronne od podobnych ustępów zaciera się poniekąd przez wpływ tego, co je poprzedza i co po nich następuje. Ale jeżeli jeden, dwa, trzy... numery gazety lub tygodnika są zapełnione wyłącznie takimi ustępami z drukującej się powieści, jeżeli odebrane w ten sposób wrażenia dają materiał do przeżuwania myślą w ciągu całych tygodni, to to, według mego zdania, równa się zamachowi na zdrowie i spokój czytelników. A ile to w tym obłudy, jeżeli podobną metodę praktykuje czasopismo „prawowierne”, chcące uchodzić za „czytelnię domową i rodzinną”! No, ale pamiętajmy przecież, że tak tu, jak i gdzie indziej, rozstrzygają przede wszystkim względy ekonomiczne. A trudno przecież wymagać, ażeby względy egoistyczno-pieniężne ustępowały przed względami altruistyczno-społecznymi. I chociaż fanatyczni zwolennicy absolutnej wolności sztuki protestują przeciwko jej krępowaniu i zanieczyszczaniu utylitaryzmem i tendencyjnością, to jednak okazuje się, że ten właśnie najzwyklejszy utylitaryzm bywa z konieczności decydującym czynnikiem w urzeczywistnianiu twórczości literackiej i artystycznej i jej uprzystępnianiu czytelnikom przeważnej20 liczby wydawnictw periodycznych.

*

Wypisując te, niestety, arcy-nieudolne rozpamiętywania, nie powoduję się wcale pruderią (pruderia bowiem jest mi całkiem obca), nie nawołuję do ascezy. Przeciwnie, jestem tego zdania, że asceza religijna czyli ascetyzm pochodzi z tego samego źródła psychicznego, co erotyzm i krwiożerczość. Ja tylko konstatuję, że „literatura” czy też „sztuka” (co kto woli) może iść ręka w rękę z pewnymi instytucjami związanymi z życiem stadowym ludzi i do spółki z tymi instytucjami krzewić zdziczenie lub też tylko kontynuować pierwotną, wrodzoną dzikość ludzkości.

Wniosków praktycznych nie wyciągam żadnych i na nikogo nie chcę oddziaływać, ale tylko, stwierdzając fakt niezaprzeczony, zapytuję:

Na co się zda cała walka z onanizmem, z wyuzdaniem młodzieży i staruszków, z prostytucją, z zamachami na cześć kobiecą, jeżeli rozwielmożniona poezja i beletrystyka, wchłaniana gorączkowo, a rozpalająca wyobraźnię i podniecająca nerwy, pcha do tego wszystkiego z całą siłą i rozpędem nieuniknionej fatalności i... krzewi zdziczenie?

*

Streszczam swój pogląd na wpływ literatury i sztuki lubieżno-krwiożerczej na usposobienie i bezwiedne, mimowolne myślenie ludzi czytających i oglądających.

Przedstawianie halucynacji artystycznych z zakresu erotyki daleko posuniętej, oraz z zakresu namacalnych objawów „miłości bliźniego”, bądź to za pomocą środków sztuki plastycznej, bądź też przez ujmowanie ich w obrazach, wzbudzanych dzięki procesowi skojarzeń, czyli asocjacji językowych, wywołuje częstokroć takie samo, a niekiedy nawet o wiele potężniejsze wrażenie, aniżeli sam widok zdarzeń i scen rzeczywistych. Wpływ dzieła czy też arcydzieła prawdziwego artysty może być daleko skuteczniejszy aniżeli wpływ z jednej strony nagiej natury, z drugiej zaś grubej pornografii lub też suchego opowiadania o czynach ludożerczych i morderczych. Gruba pornografia i suche opowiadanie mogą odpychać swą brutalnością i nagością i budzić wstręt w istotach subtelniejszych, czulszych i wrażliwszych.

Dreszcz nerwowy, upojenie i w ogóle „nastrój” wywoływany dziełami sztuki, poruszającej tego rodzaju tematy, bardzo jest podobny do upojenia i „nastroju” wzbudzanego za pomocą alkoholu, opium, haszyszu itd.

Czy zaś upijamy się „siwuchą” w rynsztoku lub szynku, czy też szampanem w wykwintnym otoczeniu, to zupełnie wszystko jedno. Stopień upojenia zależy od ilości pochłoniętego alkoholu. A nawet pozwalam sobie twierdzić, że na ogół szampan jest o wiele szkodliwszy, aniżeli prosta gorzałka. Szampan ma pewien urok „poetyczny”, pociąga ku sobie nawet dusze „wyższe” i „podniosłe”. Szampanem chętnie upijają się nawet wykwintne damy, wystrojone i od zewnątrz i od wewnątrz z nieskazitelną wytwornością, te same damy, które od szynku i rynsztoku odwrócą się ze wstrętem, obrzydzeniem i pogardą.

A to, co ma urok, co wprawia w błogostan i „nerwy” i „duszę”, to również pociąga ku sobie z taką niepowstrzymaną siłą, że nie jest mu w stanie przeciwdziałać chociażby najgłębsze i najnaukowiej uzasadnione przekonanie o jego bezwzględnej szkodliwości. Wiadomo przecież, że niektórzy lekarze, doskonale zaznajomieni ze zgubnym wpływem środków pobudzających, nie tylko że palą namiętnie, upijają się itd., ale także morfinizują się, przygotowując sobie przedwczesne stępienie umysłu, przedwczesną starość i przedwczesną śmierć. Wiadomo również, że wielu uczonych i ludzi „wyższych umysłowo” pomimo głębokiego przekonania o niesprawiedliwości społecznej i nieetyczności tak zwanej rozpusty, uprawiają jednak ten sport z wielką gorliwością, a pędzi ich ku temu pewnego rodzaju ciekawość i żądza odnawiania rozkosznych wrażeń i „nastrojów”. I w ogóle potrzeba powtarzania wrażeń lubieżno-krwiożerczych jest potężnym czynnikiem społecznym, a raczej przeciwspołecznym, czynnikiem, współdziałającym bujnemu rozkwitowi i rozpanoszeniu się zdekadencenia zezgniłoszenia i zdziczenia. Stąd to między nami tylu dzikich, za nic nie będących wstanie oprzeć się choćby najlżejszemu pociągowi do odtwarzania w sobie w ten lub ów sposób wrażeń i „nastrojów” wprawdzie przyjemnych, ale zgubnych i niszczących organizm psychofizyczny człowieka.


Wydaje się z pewnością niejednemu wielkim zuchwalstwem, że ja, zwykły karzeł i pigmej, pozwalam sobie porywać się na olbrzymów literatury, poezji i sztuki, pomawiając ich o zgubny wpływ na czytelników i widzów. Istotnie, zgrzeszyłem; biję się więc pokornie w piersi, powtarzam „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina” i zapytuję:

Czyż wobec wspaniałości i imponującej piękności pożaru nie powinny się wydać karlimi i ze stanowiska „estetyki” wysoce nagannymi wszelkie usiłowania skierowane ku jego tłumieniu?

Czyż wobec olbrzymiego wrażenia i poetycznej soczystości powodzi należy zaniechać karlich wysiłków dążących do stawiania jej tam, a nawet do jej absolutnego uniemożliwienia?

A nareszcie czyż nie napełniają nas „estetyczną” zgrozą i czyż nie dają nam wielkiego zadowolenia „estetycznego” masowe rzezie, ścierania się tłumów z tłumami, wybuchy lawy nienawiści międzystadowej z „wulkanów społecznych”? I czyż zadowolenie estetyczne od podobnych zjawisk powinno nam wystarczyć, czyż powinniśmy dać sobie pokój i wyrzec się wszelkich prób oddziaływania na jednostki w celu uniemożliwienia albo przy najmniej znacznego osłabienia tych „majestatycznych objawów” gromadnie urzeczywistnianej „miłości bliźniego”?

Petersburg, grudzień 1903.

Przypisy:

1. Jeszcze nie tak dawno... — ustęp ten, od „Jeszcze nie tak dawno” do „tego wyrazu?” został wyrzucony przez cenzora. [przypis autorski]

2. Jeżeli najnowsze środki komunikacji... — ustęp ten od „Jeżeli najnowsze środki komunikacji” do „podtrzymywania dzikości”, cenzor wyrzucił. [przypis autorski]

3. ...cofamy się na jeden krok w tył — tyle tylko wydrukowano w „Ogniwie” (Nr. 1. z r. 1904). Następnie złożono dosyć dużo, ale wykreślania cenzorskie uniemożliwiły drukowanie. [przypis autorski]

4. W dzisiejszym „kleptomanie” — od tego miejsca wykreślił cenzor. [przypis autorski]

5. ...innych bogów miejscowych — te siedem ustępów, od „W dzisziejszym kleptomanie” do „innych bogów miejscowych”, wykreślił cenzor. [przypis autorski]

6. albo do robienia ludzi bydlętami... — wyrazy wydrukowane tu kursywą cenzor wykreślił. [przypis autorski]

7. wolność od prześladowań... — wyrazy te, wydrukowane kursywą, cenzor wykreślił. [przypis autorski]

8. wyznań i narodowości — wyrazy „wyznań i narodowości” cenzor wykreślił. [przypis autorski]

9. Będę prawdopodobnie oskarżony... — od tego miejsca trzy następujące ustępy cenzor wykreślił. [przypis autorski]

10. Września i Gniezno — chodzi o strajk przeciw germanizacji prowadzony w l. 1901–1902 przez dzieci w Katolickiej Szkole Ludowej we Wrześni (w Poznańskiem) pod wpływem ks. Jana Laskowskiego (gł. przeciw modlitwie i nauce religii po niemiecku) oraz towarzyszący protest rodziców przeciw fizycznej przemocy wobec dzieci stosowanej przez pruskie władze szkolne; w konsekwencji uczestnikom wytoczono w Gnieźnie proces, wyroki wynosiły od 2 miesięcy do 2,5 roku. [przypis edytorski]

11. ...ale tylko prostej stadowości niemieckiej — trzy powyższe ustępy, od „Będę prawdopodobnie oskarżony o herezję” do „ale tylko prostej stadowości niemieckiej”, cenzor wykreślił. [przypis autorski]

12. Nie tak dawno — tekst pochodzi z 1903, a pełny druk broszury z 1905 roku. [przypis edytorski]

13. tak zwanej — wyrazy, wydrukowane tu kursywą, cenzor wykreślił. [przypis autorski]

14. odznaczał się pewnymi cechami — wyrazy wydrukowane tu kursywą cenzor wykreślił. [przypis autorski]

15. Prestuplenje i nakazanjeZbrodnia i kara, powieść Fiodora Dostojewskiego. [przypis edytorski]

16. ... tępicieli i tępionych — tyle tylko próbowano składać dla „Ogniwa”; dalszy ciąg, wobec nieubłaganego pastwienia się cenzora, pozostał jedynie w rękopisie. [przypis autorski]

17. Do napisania tego artykułu... — pisałem to w ostatnich tygodniach r. 1903. [przypis autorski]

18. Ce n’est que le premier pas qui coute (fr.) — tylko pierwszy krok kosztuje; odpowiednik przysłowiowego: najtrudniejszy pierwszy krok. [przypis edytorski]

19. Garszyn, Wsiewołod Michajłowicz (1855–1888) — popularny w kołach „Młodych Niemiec” pisarz rosyjski; przedstawiciel dekadentyzmu, autor przepojonych liryzmem pesymistycznych nowel psychologicznych, sięgających po formy alegoryczne i symboliczne oraz wyrażające moralne i społeczne konflikty epoki; najbardziej charakterystyczne dla jego twórczości jest autobiograficzne opowiadanie Czerwony kwiatek (ros. Красный цветок, 1883). [przypis edytorski]

20. przeważny (daw.) — dziś: przeważający. [przypis edytorski]