5
— Mówisz:
— Ono powinno... Chcę, by ono...
I szukasz wzoru, jakim być ma, szukasz życia, jakiego dlań pragniesz.
Nic to, że wokół miernota i przeciętność. Nic, że wokoło szarzyzna.
Ludzie drepcą, krzątają się, zabiegają, — drobne troski, nikłe dążenia, poziome cele...
Niespełnione nadzieje, gryzący żal, wieczysta tęsknota...
Krzywda panuje.
Oschła obojętność lodem ścina, obłuda dech tłoczy.
Co ma kły i pazury, napastuje, co ciche wtula się w siebie.
I nie tylko cierpią, ale się szargają...
Kim ma być?
Bojownikiem, czy tylko pracownikiem, wodzem, czy szeregowcem? Czy tylko szczęśliwe?
Gdzie szczęście, czym — szczęście? Czy znasz drogę? Czy są, którzy by znali?
Czy podołasz?...
Jak przewidzieć, jak osłonić?
Motyl nad spienionym potokiem życia. Jak dać trwałość a nie obciążyć lotu, hartować a nie nużyć skrzydeł?
Więc przykładem własnym, pomocą, radą, słowem?
A jeśli odrzuci?
Za lat 15 — ono wpatrzone w przyszłość, ty — w przeszłość. W tobie wspomnienia i nawyki, w nim zmienność i harda nadzieja. Ty wątpisz, ono oczekuje i ufa, ty się lękasz, ono bez trwogi.
Młodość, jeśli nie drwi, nie wyklina, nie pogardza, zawsze pragnie zmienić wadliwą przeszłość.
Tak być winno. A jednak...
Niech poszukuje, byle nie błądziło, niech się wspina, byle nie upadło, niech karczuje, byle rąk nie pokrwawiło, niech się zmaga, byle ostrożnie — ostrożnie.
Ono powie:
— Ja mam inne zdanie. Dość opieki.
Więc nie ufasz?
Więc niepotrzebną ci jestem?
Cięży ci moja miłość?
Dziecko nieopatrzne, które nie znasz życia, dziecko biedne, dziecko niewdzięczne.