66
Niedoświadczone.
Patrzy ciekawie, chciwie słucha i wierzy.
— Jabłuszko, ciocia, kwiatek, krówka.
Wierzy.
— Ładne, smaczne, dobre, wierzy.
— Brzydkie, nie rusz, nie można, nie wolno, wierzy.
— Daj buzi, ukłoń się, podziękuj, wierzy.
Dziecko się uderzyło; daj, mama pocałuje; już nie boli.
Uśmiecha się przez łzy; mama pocałowała; już nie boli. Uderzyło się, więc biegnie po lekarstwo, pocałunek.
Wierzy.
— Kochasz?
— Kocham...
— Mama śpi, mamę główka boli, nie można mamy budzić.
Więc cichutko, na palcach dochodzi do matki, ostrożnie pociąga ją za rękaw i szeptem zadaje pytanie. Ono nie budzi mamy, ono tylko się zapyta, a potem „śpij sobie mamusiu, ciebie główka boli”.
Tam w górze jest Bozia. Bozia gniewa się na niegrzeczne dzieci, a grzecznym daje bułeczki, ciasteczka. Gdzie Bozia?
— Tam, wysoko, w górze.
A po ulicy idzie dziwny pan, cały biały. Kto to?
— Piekarz, piecze bułeczki i ciasteczka.
— Tak? Więc ten pan jest Bozia?
Dziadzio umarł i zakopali go w ziemi.
— W ziemi zakopali? dziwię się. A jak mu dają jedzenie?
— Wykopują go, — mówi dziecko, — siekierą go wykopują.
Krówka daje mleko.
— Krówka? — zapytuję z niedowierzaniem. A skąd krówka bierze mleko?
— Ze studni — odpowiada dziecko.
Dziecko wierzy, bo ilekroć samo coś chce wymyślić, błądzi, ono musi wierzyć.