słowotok
zarzucali słowa mi jak wapno może nie ruszam się może mogę jak turlać nogami niekończącą niczego
zarzucali słowami mnie to postępujący rozp
was za dużo jak dwudziesty rok deszczu wyczuty szóstym zmyśleniem
jest się czym przejmować gumą kaloszy i płaszcza dwóch łopat wapna gorliwie wtórującym ustom
w deszcz ustań
zbadajcie mi tę wiedzę żebym wyraźniej
jest kontrolując uśmiech i modląc się by siedział cicho kontra niechybne skutki
oksydowanych kajdanek taki prezent wyrzuca się mi
zbawcie mnie — twarz brezentem i beton w ustał
zarzucali wami słomę i kazali leżeć grzać się gorliwie
słoma płonie wiedziałem grzech zbrodnia
potem mogłem dużo rozmawiać jeść makaron w sosie bardzo pomidorowym
taka karma z przyzwyczajenia nieprzepisowo ruchy noża
doktor przepisał dużo ruchów tak się mści
stagnacja białe zwapnienie gnatów gonitwa myśli
potem mogłem dużo rozmawiać bez końca
***
teraz kiedy już wiemy jak się poluje na pomysły
wszystko pójdzie łatwo przy okazji zwiedzimy kawał świata i tą ziemię
rozszyfrujemy na atomy osiągniemy sukces będą o nas pisać znane miesięczniki i nieznani
dziennikarze tak wystarczą oczy i
nie
bynajmniej nie ręce tylko
nogi z których piszczele i kości wylądują w pięknych rękach młodych studentek medycyny
stosowanej do celów co najmniej podejrzanych
naszym nogom będzie niełatwo wytrzymać to wszystko
i tak nas zabija świadomość nam i tak
żal nóg i nocy które spędziliśmy razem kopiąc kołdrę w sobie tylko znanych tajemnicach
przejrzystych jak polietylen i tak samo odzyskanych jak ziemia która kurczy się pod stopami