SCENA I

Hipolit, Arycja, Ismena

ARYCJA

Jak to! W tak strasznej próbie książę milczeć będzie?

Ojca, który cię kocha, pozostawisz w błędzie?

Okrutny! Jeśli, mimo łzy me i błaganie,

Godzisz się bez wysiłku na nasze rozstanie,

Jedź więc; porzuć Arycję smętną, Hipolicie;

Ale przynajmniej jadąc, upewnij swe życie;

Broń czci swej od potwarzy, co hańbą cię znaczy,

I zmuś ojca, niech modły swe odwołać raczy.

Jest czas jeszcze. Dlaczego, przez jaką swawolę,

Potwarczyni zostawić pragniesz wolne pole?

Objaśnij Tezeusza.

HIPOLIT

Cóż więcej mi czynić?

Miałżem95, dobywszy na jaw straszną tajemnicę,

Szpetnym rumieńcem wstydu ojca splamić lice?

Ciebie jedną mych nieszczęść powiernicą robię,

Serce me bogom jeno otwarte i tobie.

Nie mogłem tobie ukryć — osądź miłość moją —

Tego, co myśli nawet rozważać się boją.

Ale bacz na zaklęcie, jakim cię związałem;

Zapomnij, jeśli zdołasz, wszystko coć wyznałem;

I niechaj nigdy, pani, z ust twoich dziewiczych

Nie przeniknie opowieść tych przygód zbrodniczych.

Na bogów sprawiedliwych zdajmy się z ufnością;

Ich to sprawą, by ująć się za niewinnością;

A Fedra, co mnie zgubić pragnęła niegodnie,

Wcześniej lub później znajdzie karę za swe zbrodnie.

To jedyny wzgląd, który racz, proszę, zachować.

Poza tym, dziś nam wolno wszystkiego próbować;

Pętów krzywdzących zrzucić staraj się niewolę;

Uchodź stąd ze mną, zechciej podzielić mą dolę;

Wyrwij się z miejsc złowrogich i pełnych sromoty,

Gdzie czystego oddechu nie masz już dla cnoty;

Uchodź, pani, co rychlej, korzystając śmiało

Z zamętu, jaki wstrząsa dziś Trezeną całą.

Mogę ci do ucieczki zapewnić sposoby:

Mnie jedynie za stróża masz jeszcze tej doby;

Na potężnych obrońcach w Grecji nam nie zbywa,

Argos nam dłoń podaje, Sparta nas przyzywa.

Wszystkich przyjaciół skupi słuszna nasza sprawa:

Nie pozwólmy, by Fedra, depcąc święte prawa,

Ojczystą niwę dla się zagarniała żyzną

I syna swego naszą stroiła puścizną.

Sposobność piękna, piękne przed nami zadanie...

Jakiż lęk cię wstrzymuje? Mów, skąd to wahanie?

Wszak jedynie twe dobro bodźcem mego kroku:

Gdym ja cały z płomienia, skąd ten lód w twym oku?

Czy dola ma wygnańcza lękiem cię zmroziła?

ARYCJA

Z jakimż szczęściem bym takie wygnanie dzieliła!

Z jakąż rozkoszą, panie, żyjąc przy twym boku,

Wyrzekłabym się reszty śmiertelnych widoku!

Ale, zanim nas węzeł tak słodki nie spoi,

Mogęż96 uchodzić z tobą, nie depcąc czci swojej?

To wiem, iż bez uszczerbku dla mego imienia

Wolno mi z rąk Tezeja szukać wybawienia:

Inna rzecz dla rodziców jest powolność święta,

A inna znów tyranii zerwać wrogie pęta.

Lecz ty mnie kochasz, panie; i słuszna obawa...

HIPOLIT

Nie, nie, zbyt mi jest drogą twoja dobra sława.

Szlachetniejszym pragnieniem czucia moje płoną:

Uchodź z rąk wrogów, ale pod męża osłoną.

Wolni w nieszczęściach naszych, gdy niebo tak każe,

Sami, gdy zechcem, możem stanąć przed ołtarze.

Serc związkom blask pochodni nie przymnaża ceny:

Wśród odwiecznych grobowców, tam, u bram Trezeny

Gdzie zewłok przodków moich dostojnych spoczywa,

Jest świątynia łamiącym przysięgę straszliwa.

Nikt tam śmiertelny kląć się nie odważy lekko,

A zdrajca kary swojej nie szuka daleko;

Lękając się na miejscu ponieść pewną zgubę,

Żaden kłamca nie waży zdać się na tę próbę.

Tam, gdy zechcesz, miłości naszej wiekuistej

Pójdziemy ślub nawzajem złożyć uroczysty;

Bóg w tej świątyni czczony świadkiem naszym będzie,

Uprosim go, by ojca zastąpił w tym względzie.

Przysięgę najświętszymi potwierdzę imiony,

Czystej dziewicy Diany, dostojnej Junony;

Wszyscy bogowie wreszcie, tkliwości mej świadki,

Poręczą uczuć moich najczystsze zadatki.

ARYCJA

Król idzie: uchodź, książę; w drogę, w imię boże!

Ja ledwie o chwil parę zamiar swój odłożę.

Spiesz i zostaw mi kogoś, by w najbliższej dobie

Trwożne me kroki powiódł co rychlej ku tobie.