SCENA V

Fedra, Enona

ENONA

Pani, już ciebie naglić do życia przestałam;

Sama do grobu nawet za tobą iść chciałam;

By cię odwracać odeń, zabrakło mi głosu;

Lecz ta wieść woła ciebie do nowego losu.

Inne dziś obowiązki zsyłają ci nieba:

Król zginął; miejsce jego zająć ci potrzeba.

Został ci syn; on dzisiaj do życia cię wiąże:

Niewolnik, gdy cię straci; gdy żyć będziesz, książę.

Kogóż niedola jego dziś ciężka poruszy?

Czyjaż ręka mu z oczu gorzkie łzy osuszy?

W niebo bijącej skargi głos dziecka rzewliwy

Na swą matkę gniew ściągnie naddziadów straszliwy.

Żyj; nie potworem jesteś dzisiaj, lecz kobietą:

Miłością się twa miłość stała pospolitą;

Z Tezeja śmiercią rwie się węzeł i przyczyna,

Z której płynęła uczuć twych hańba i wina.

Hipolit dziś dla ciebie mniej strasznym się stawa40,

I, patrząc nań, nie gwałcisz najświętszego prawa.

Być może, przekonany o niechęci twojej,

Przeciw tobie na czele buntu się uzbroi;

Wytrąć ten oręż z ręki i otwórz mu oczy;

On ma dziś objąć władztwo Trezeny uroczej,

Lecz wie, że na twojego syna idzie z prawa

Gród, który moc Minerwy wzniosła nam łaskawa.

Jednego tylko wroga macie dziś oboje:

Przeciw Arycji przeto złączcie siły swoje.

FEDRA

Dobrze więc; twoim głosem dziś powinność woła.

Żyjmy, jeśli do życia coś wskrzesić mnie zdoła;

I jeśli w tej niedoli miłość moich dziatek

Sił zwątlonych potrafi zatrzymać ostatek.