(VII.) Sposoby utrzymania konstytucji
Jak ustawodawstwo europejskie w ogóle, tak i polskie ustawodawstwo wytworzone zostało stopniowo z różnych kawałków i części. W miarę jak spostrzegano jakieś nadużycie, wydawano ustawę, aby mu zapobiegać. Z tej ustawy rodziły się nowe nadużycia, które znowu trzeba było naprawiać. Ten sposób postępowania nie ma wcale końca, a prowadzi do najstraszniejszego ze wszystkich nadużyć, tj. do osłabienia siły praw na skutek ich mnogości117.
Osłabienie władzy ustawodawczej w Polsce nastąpiło w sposób szczególny, a może jedyny: utraciła moc swoją, choć nie została ujarzmiona. W tej chwili jeszcze władza ustawodawcza zachowuje cały swój autorytet; jest bezczynna, ale nie ma nad sobą nikogo. Sejm jest tak samo zwierzchniczy, jak był nim przy swoim ustanowieniu. A jednak nie ma siły: nikt nad nim nie panuje, ale i nikt go nie słucha. Stan ten zasługuje na uwagę i wymaga zastanowienia. Cóż ochroniło dotąd władzę prawodawczą? Oto ustawiczna obecność prawodawcy. To częstość sejmów, to częste odnawianie się składu posłów utrzymały republikę. Anglia, zażywająca pierwszej z tych korzyści, straciła wolność swą dlatego, że zaniedbała drugą. Ten sam parlament trwa tak długo, że dworowi, który wyczerpałby swe środki, chcąc go co roku kupować, opłaca się kupić go na siedem lat — czego też robić nie omieszkuje118. To pierwsza dla was nauka.
Drugim powodem, dzięki któremu władza ustawodawcza utrzymała się w Polsce, jest naprzód podział władzy wykonawczej, udaremniający jej depozytariuszom łączne działanie w celu uciśnienia legislatywy, a następnie częste przechodzenie władzy wykonawczej w coraz to inne ręce, co udaremniło jakikolwiek jednolity system uzurpacji. Każdy z królów stawiał w czasie swego panowania kilka kroków ku władzy arbitralnej, ale elekcja zmuszała jego następcę do cofnięcia się, nie pozwalając mu posuwać się dalej, a pacta conventa119 zniewalały każdego króla, by zaczynając panowanie, wychodził z tego samego punktu, tak że pomimo zwykłej skłonności do despotyzmu nie było żadnego rzeczywistego w tym kierunku postępu.
To samo było z ministrami i dostojnikami. Wszyscy oni, niezależni od senatu i od siebie wzajemnie, mieli w odnośnych swoich wydziałach nieograniczoną władzę; ale — pomijając to, że stanowiska te wzajemnie się równoważyły — nie będąc dziedziczne w tych samych rodzinach, nie dawały im żadnej bezwzględnej siły i każda władza, choćby przywłaszczona, zawsze wracała do swego źródła. Inaczej miałyby się rzeczy, gdyby cała władza wykonawcza należała czy to do jednego jedynego ciała, jak senat, czy to do jednej jakiejś rodziny, na skutek dziedziczności korony. Ta rodzina, względnie to ciało, przygniotłoby prawdopodobnie prędzej czy później władzę ustawodawczą i w ten sposób poddałoby Polaków pod jarzmo, które dźwigają wszystkie narody, a od którego oni jedni są wolni; bo Szwecji już nie liczę120. — Druga nauka.
To jest korzyść, bezsprzecznie wielka — a oto niedomaganie nie mniej wielkie: władza wykonawcza, podzielona między kilka jednostek, nie ma harmonii między swymi częściami, co powoduje ustawicznie szarpanie, niedające się pogodzić z dobrym porządkiem. Każdy z depozytariuszów pewnej części tej władzy, na mocy takiej władzy cząstkowej wynosi się pod każdym względem nad urzędników i prawa. Wprawdzie uznaje władzę sejmu, ale uznając tę władzę jedynie, w czasie rozwiązania sejmu nie uznaje żadnej; gardzi sądami i lekceważy ich wyroki. Jest to rodzaj małych despotów, którzy wprawdzie nie uzurpują we właściwym znaczeniu władzy najwyższej, niemniej jednak w szczegółach uciskają obywateli i dają zgubny, aż nadto naśladowany przykład gwałcenia praw i wolności obywateli bez żadnych skrupułów i obaw121.
Sądzę, że to jest pierwsza i główna przyczyna panującej w Polsce anarchii. Widzę tylko jeden sposób na usunięcie tej przyczyny. Nie jest nim uzbrojenie poszczególnych sądów w siłę publiczną przeciw tym małym tyranom: siła ta bowiem, to źle zarządzana, to znów przez wyższą siłę opanowana, mogłaby wywołać niepokoje i zaburzenia, zdolne wyrodzić się stopniowo w wojny domowe; ale sposobem tym jest wyposażenie pełnią władzy wykonawczej ciała czcigodnego i stałego, jakim jest senat, zdolnego dzięki swemu autorytetowi i swej spójności utrzymać przy wypełnianiu obowiązków magnatów, którzy by chcieli się od nich uchylić. Ten środek wydaje mi się skuteczny i z pewnością byłby taki, jednak przedstawiałby straszliwe i bardzo trudne do uniknięcia niebezpieczeństwo; albowiem, jak można przekonać się z Umowy społecznej, każde ciało, które jest depozytariuszem władzy wykonawczej, dąży usilnie i trwale do ujarzmienia władzy prawodawczej i osiąga to wcześniej czy później122.
Dla zaradzenia temu złu, radzą wam123 podzielić senat na kilka rad albo departamentów, którym przewodniczą ministrowie stojący na ich czele; taki minister, zarówno jak członkowie każdej z izb, po upływie oznaczonego czasu zmieniałby się i ustępował wraz z ministrami innych departamentów. Ta idea może być dobra; jest to idea ks. de Saint-Pierre, a rozwinął on ją dobrze w swojej Polysynodii124. W ten sposób podzielona i zmieniająca się władza wykonawcza będzie lepiej poddana legislatywie, a różne części administracji będą bardziej zgłębiane i lepiej prowadzone oddzielnie. Nie liczcie jednak zbytnio na ten środek; jeżeli te rady zawsze będą oddzielone, to nie będzie między nimi porozumienia i wkrótce, przeszkadzając sobie, zużywać będą nawzajem wszystkie swe siły przeciwko sobie, dopóki jedna z nich nie weźmie góry i wszystkich nie opanuje; jeżeli zaś uzgodnią się i porozumieją, w rzeczywistości jedno ciało utworzą i będą mieć tylko jednego ducha, tak jak obie izby jednego parlamentu; a uważam za rzecz najzupełniej niemożliwą, by potrafiły wzajemną niezawisłość i równowagę między sobą tak dobrze utrzymać, żeby w końcu nie utworzył się ośrodek czy ognisko administracji, w którym wszystkie poszczególne siły połączą się dla uciśnienia władzy najwyższej. Prawie we wszystkich naszych republikach rady dzielą się tak właśnie na departamenty, które były pierwotnie wzajemnie od siebie niezależne, ale wkrótce takimi być przestały.
Ten podział na izby albo departamenty jest wynalazkiem nowożytnym. Starożytni, wiedzący lepiej niż my, w jaki sposób zachowuje się wolność, nie znali tego środka. Senat rzymski zarządzał połową znanego świata, a nie miał nawet pojęcia o takim podziale. Senat ten jednak nigdy nie doszedł do pognębienia władzy prawodawczej, aczkolwiek senatorowie byli dożywotni: ale bo też prawa miały cenzorów125, lud miał trybunów126, a senat nie wybierał konsulów.
Aby administracja była silna, dobra i spełniała należycie swe zadania, cała władza wykonawcza winna pozostawać w jednych rękach; nie wystarcza jednak, żeby te ręce się zmieniały, trzeba by działały ile możności tylko przed oczyma ustawodawcy i by ustawodawca nimi kierował. Oto cała tajemnica, jak zapobiec uzurpacji.
Dopóki stany będą się zbierały i dopóki posłowie często będą się zmieniali, trudno będzie senatowi czy królowi pognębić czy uzurpować władzę prawodawczą. Rzecz godna uwagi, że dotychczas królowie nie próbowali zwoływać sejmów rzadziej, aczkolwiek nie byli zmuszeni, tak jak angielscy królowie, zwoływać ich często pod grozą braku pieniędzy. Widocznie albo sprawy były zawsze w stanie przełomu, który sprawiał, że władza królewska nie wystarczała, by mu zaradzić, albo królowie upewniali się przez kaptowanie127 sejmików, że zawsze będą mieli większość posłów do swego rozporządzenia, albo też dzięki liberum veto byli zawsze pewni, że zdołają wstrzymywać rozprawy, które mogłyby im się nie podobać, i dowolnie sejmy rozwiązywać. Skoro braknie tych wszystkich powodów, należy oczekiwać, że król albo senat, albo i król i senat razem, będą czynić wielkie wysiłki, by uwolnić się od sejmów i by one zbierały się o ile możności jak najrzadziej. Oto czemu trzeba przede wszystkim zapobiec i przeszkodzić. Środek proponowany jest jedyny; jest prosty i musi być skuteczny. Dziwne, że przed Umową społeczną128, w której go podaję, nikt o nim nie pomyślał.
Jedną z największych niekorzyści wielkich państw, która sprawia, że w państwach tych bardzo trudno wolność zachować, jest to, że w nich władza ustawodawcza nie może przejawiać się sama przez się, ale może działać tylko przez pełnomocnictwo129. Ma to złe i dobre strony, ale złe przeważają. Ustawodawcy w pełnym składzie nie można skorumpować, ale łatwo go oszukać. Jego przedstawicieli trudno oszukać, ale łatwo skorumpować i rzadko się zdarza, by ich nie skorumpowano. Macie przed oczyma przykład parlamentu angielskiego i — dzięki liberum veto — przykład własnego parlamentu narodowego. Otóż można oświecić tego, kto się myli, ale jak powstrzymać tego, który się sprzedaje? Nie znając stosunków polskich, założyłbym się o skarby świata, że światlejszy jest sejm, a cnotliwsze są sejmiki.
Widzę dwa środki, by zapobiec temu straszliwemu złu korupcji, zamieniającemu organ wolności w narzędzie niewoli.
Pierwszy to — jak powiedziałem — częstość sejmów, która powoduje częstą zmianę przedstawicieli, a tym samym sprawia, że uwiedzenie ich jest kosztowniejsze i trudniejsze. Pod tym względem wasza konstytucja warta więcej niż angielska i skoro się usunie, ewentualnie zmodyfikuje liberum veto, nie widzę żadnej zmiany, którą by w niej należało przeprowadzić, oprócz może tej, by dodać pewne utrudnienia co do wyboru tych samych posłów do sejmów następujących po sobie i zapobiec, aby ich wielokrotnie wybierano. Poniżej powrócę jeszcze do tego punktu.
Drugi środek polega na zobowiązaniu przedstawicieli, by ściśle trzymali się instrukcji i składali mocodawcom dokładne rachunki z zachowania się swego na sejmie130. Tutaj mogę tylko wyrazić podziw dla niedbalstwa, obojętności i — śmiem powiedzieć — głupoty narodu angielskiego, który wyposażywszy swoich posłów w najwyższą władzę, nie nakłada im żadnych cugli, mogących regulować użytek, jaki robią z tej władzy przez przeciąg całych siedmiu lat trwania swych pełnomocnictw.
Widzę, że Polacy nie czują dostatecznie znaczenia swych sejmików, ani tego wszystkiego, co im zawdzięczają, ani tego, co przez nie mogą osiągnąć, rozszerzając ich władzę i nadając im bardziej ustaloną formę. Co do mnie, jestem przekonany, że jak konfederacje uratowały ojczyznę, tak sejmiki ją zachowały, i że one to stanowią prawdziwe palladium131 wolności.
Instrukcje poselskie winny być przygotowane z wielką starannością, zarówno co do punktów zapowiedzianych w uniwersałach132, jak co do bieżących potrzeb państwa czy prowincji, a to przez komisję pod przewodnictwem, jeśli już tak ma być, marszałka sejmiku, ale składającą się zresztą133 z członków wybranych większością głosów; a szlachta winna się rozejść dopiero po odczytaniu, przedyskutowaniu i zatwierdzeniu na pełnym zebraniu tych instrukcji. Prócz oryginału instrukcji, wręczonego posłom wraz z pełnomocnictwem, powinien pozostać w rejestrach sejmiku odpis ich podpisany przez posłów. Na podstawie owych instrukcji posłowie po powrocie mają zdawać ze swego zachowania się sprawę na sejmikach relacyjnych — które należy bezwzględnie przywrócić — a na podstawie tych sprawozdań powinno się posłów albo wyłączać od wszelkiego następnego posłowania, albo też uznawać od razu za wybieralnych, o ile wypełnili instrukcje ku zadowoleniu swych mocodawców. Ten egzamin jest sprawą niesłychanej wagi; nigdy nie można mu poświęcić zbyt bacznej uwagi i dość silnie akcentować jego znaczenia. Trzeba, by poseł przy każdym słowie w sejmie wypowiedzianym, przy każdym kroku swoim z góry już widział się w obliczu swych mocodawców i by czuł wpływ, jaki ich sąd wywrze zarówno na jego projekty dalszej kariery, jak na szacunek dlań ze strony rodaków, niezbędny do urzeczywistnienia tych projektów; boć przecie naród wysyła posłów na sejm nie po to, by tam wygłaszali swoje osobiste poglądy, lecz by wypowiadali wolę narodu. Takie wędzidło jest bezwzględnie konieczne, aby utrzymać posłów w granicach ich obowiązków i zapobiec wszelkiej, skądkolwiek wychodzącej korupcji. Cokolwiek można by o tym powiedzieć, nie widzę w takim skrępowaniu żadnej strony ujemnej, skoro izba posłów, nie mając, względnie nie mogąc mieć żadnego udziału w poszczególnych sprawach administracji, nie może nigdy zajmować się jakąś nieprzewidzianą sprawą; a zresztą, byleby tylko poseł nie uczynił nic przeciw wyraźnej woli swych mocodawców, nie wezmą mu za zbrodnię, jeżeli jako dobry obywatel objawi swą opinię w jakiejś nieprzewidzianej przez nich materii, co do której nic nie postanowili. Dodam wreszcie, że choćby takie poddanie posłów instrukcjom łączyło się istotnie z jakimiś niekorzyściami, to i tak jeszcze nie można by się zawahać wobec tej ogromnej korzyści, że prawo będzie zawsze tylko rzeczywistym wyrazem woli narodu.
Ale po zastosowaniu tych ostrożności nie mogą także powstać nigdy spory kompetencyjne między sejmem a sejmikami, a skoro jakieś prawo zostanie wniesione na sejm pełny, nie przyznaję sejmikom nawet prawa protestu. Niech ukarzą swych posłów, niech ich nawet, jeśli trzeba, skażą na ucięcie głowy, jeśli sprzeniewierzyli się swym obowiązkom, ale niech słuchają zupełnie, zawsze, bez wyjątku, bez protestu; niech ponoszą sprawiedliwie karę za swój zły wybór; mogą zresztą, o ile uznają to za stosowne, wnieść na przyszłym sejmie tak silne przedstawienia, jak im się tylko spodoba.
Sejmy, zbierające się często, nie potrzebują trwać zbyt długo, a sześć tygodni trwania zdaje mi się wystarczać dla zwyczajnych potrzeb państwa. Ale stanowiłoby to sprzeczność, gdyby najwyższa władza narzucała samej sobie pęta, zwłaszcza gdy spoczywa bezpośrednio w rękach narodu. Bardzo dobrze, niechaj trwanie sejmów zwyczajnych określi się nadal na sześć tygodni, ale zawsze od zgromadzenia będzie zależało przedłużyć ten termin w drodze szczególnej uchwały, skoro sprawy będą tego wymagały134. W końcu bowiem, jeżeli sejm, z natury swojej stojący ponad prawem, powie: „Chcę pozostać”, któż mu odpowie: „Nie chcę, byś zostawał”? W jednym tylko wypadku, jeśliby sejm jakiś chciał trwać dłużej niż dwa lata, nie będzie mógł tego uczynić; jego mandaty wygasłyby, a mandaty drugiego sejmu rozpoczęłyby się z początkiem trzeciego roku. Sejm, który wszystko może, może bezsprzecznie postanowić dłuższy odstęp czasu pomiędzy dwoma sejmami; ale to nowe prawo mogłoby odnosić się tylko do następnych sejmów, a sejm, który by je uchwalił, nie może z niego korzystać. Zasady, z których wyprowadzają się powyższe reguły, zostały ustalone w Umowie społecznej135.
Co się tyczy sejmów nadzwyczajnych, to dobry porządek wymaga istotnie, by przypadały rzadko i by je zwoływano tylko dla pilnych konieczności. Skoro król uważa, że konieczności takie zachodzą, powinno się mu — wyznaję — wierzyć; ale konieczności takie mogą zachodzić, a król może nie zgadzać się z tym, że zachodzą; trzebaż wówczas, by senat rozstrzygał? W wolnym państwie należy przewidzieć wszystko, co mogłoby zagrażać wolności. O ile utrzymają się konfederacje, mogą w pewnych wypadkach zastępować sejmy nadzwyczajne; ale jeżeli zniesiecie konfederacje, koniecznie trzeba te sejmy unormować.
Wydaje mi się niemożliwe, żeby prawo mogło ustalić racjonalnie czas trwania sejmów nadzwyczajnych, bo to zależy bezwzględnie od natury spraw, dla których się je zwołuje. Zazwyczaj konieczny jest pośpiech, ale że pośpiech to względny, stosownie do materii, które mają być załatwione, a nie idą w porządku spraw bieżących, z góry więc nic tutaj nie da się postanowić; a można by się znaleźć w takim położeniu, w którym zależałoby na tym, żeby sejm był zgromadzony tak długo, dopóki to położenie nie uległoby zmianie, względnie dopóki termin sejmu zwyczajnego nie spowodowałby wygaśnięcia mandatów sejmu nadzwyczajnego.
Dla zaoszczędzenia czasu, tak drogiego na sejmach, należałoby postarać się o usunięcie z tych zgromadzeń rozpraw próżnych, nieprzydatnych na nic, jak tylko na marnowanie czasu. Zapewne, trzeba na sejmach nie tylko ładu i porządku, ale także ceremoniału i majestatu. Pragnąłbym nawet, by temu punktowi poświęcono specjalne staranie i by odczuto straszną nieprzyzwoitość tego, że patrzy się na to, jak widok broni profanuje sanktuarium praw. Polacy, czyliż136 jesteście bardziej wojowniczy niż Rzymianie? A przecież nigdy, nawet podczas największych zamieszek w ich republice, widok miecza nie splamił komicjów137 ani senatu. Ale chciałbym także, by zajmując się tylko sprawami ważnymi, unikano wszystkiego, co równie dobrze dałoby się załatwić gdzie indziej. Na przykład rugi, tzn. badanie prawomocności mandatów poselskich, to czas stracony na sejmie — nie dlatego, jakoby owo badanie miało być samo w sobie rzeczą mało ważną, ale dlatego, że można je przeprowadzić równie dobrze, a nawet lepiej, w tych miejscowościach, w których posłowie zostali wybrani, gdzie są najbardziej znani i gdzie znajdują się wszyscy ich współzawodnicy. Właśnie w ich województwach, na sejmiku, który ich wybiera, można stwierdzić ważność wyboru lepiej i w krótszym czasie, tak jak to dzieje się względem komisarzy radomskich i deputatów trybunalskich138. Gdy to nastąpi, sejm winien przyjąć posłów bez dyskusji, na podstawie okazanego przez nich laudum139, a to nie tylko dla uniknięcia przeszkód, mogących opóźnić wybór marszałka, ale zwłaszcza dla uniknięcia intryg, którymi senat lub król mogliby krępować wybory i szykanować niemiłe im osoby. To, co właśnie zdarzyło się w Londynie, jest nauką dla Polaków. Dobrze wiem, że ów Wilkes140 jest tylko warchołem, ale przykład wyrugowania go utorował już drogę i odtąd będzie się przyjmowało do Izby Gmin141 tylko osoby dla dworu miłe.
Należałoby zacząć od zwrócenia większej uwagi na dobór członków mających głos na sejmikach. W ten sposób łatwiej byłoby odróżnić członków posiadających bierne prawo wyborcze. Złota Księga wenecka142 stanowi tutaj wzór do naśladowania z powodu ułatwień, jakie przynosi. Byłoby rzeczą wygodną i łatwą prowadzić w każdym grodzie dokładny wykaz wszystkich szlachciców, którzy przy wymaganych warunkach mieliby przyznany wstęp i głos na sejmikach; wpisywano by ich do rejestru powiatowego, w miarę jak osiągają wymagany przez prawo wiek, a tych, których należałoby wyłączyć od udziału w sejmikach, wykreślano by, skoro tylko zasłużą na to, zaznaczając przyczynę wyłączenia. Na podstawie tych rejestrów, którym należałoby nadać charakter urzędowy, łatwo byłoby wyróżnić zarówno prawowitych członków sejmików, jak osoby uprawnione do wyboru na posła; a długość rozpraw na ten temat skróciłaby się znacznie.
To pewna143, że lepsza dyscyplina na sejmach i sejmikach byłaby rzeczą bardzo pożyteczną, ale — nigdy zbyt często tego powtarzać nie mogę — nie trzeba pragnąć równocześnie dwóch rzeczy przeciwnych. Dyscyplina jest dobrą rzeczą, ale wolność warta więcej, a im bardziej będziecie krępować wolność formami, tym więcej owe formy nastręczą sposobności do uzurpacji. Wszystkie formy, jakich użyjecie, by zapobiec rozluźnieniu porządku prawodawczego, jakkolwiek same w sobie dobre, zostaną użyte prędzej czy później na jego pognębienie. Wielkim złem są długie i próżne mowy, marnujące czas tak drogi, ale gorsze to, jeżeli dobry obywatel nie śmie mówić, gdy ma coś pożytecznego do powiedzenia. Skoro na sejmach tylko niektóre usta będą mogły przemawiać i skoro nie będzie im wolno powiedzieć wszystkiego, niebawem będą mówić to tylko, co może podobać się możnym.
Po przeprowadzeniu koniecznych zmian w mianowaniu na urzędy i w rozdawnictwie łask prawdopodobnie mniej będzie i mów próżnych, i pochlebstw, pod tą formą skierowanych do króla. Aby do pewnego stopnia usunąć zagmatwanie i plątaninę w słowach, można by przecież zobowiązać każdego mówcę do wygłoszenia na samym początku mowy wniosku, który zamierza postawić, a po przedstawieniu swych racji do podania ogólnych wniosków, tak jak to czynią prokuratorowie królewscy w sądach. Jeśliby to mów nie skróciło, przynajmniej powstrzymywałoby tych, którzy chcą mówić tylko dlatego, by nic nie powiedzieć i tracić czas na niczym.
Nie wiem dobrze, jaka jest forma ustanowiona na sejmach dla nadawania prawom sankcji, ale to wiem, że dla wyżej wymienionych powodów forma ta nie powinna być taka, jaka jest w parlamencie Wielkiej Brytanii; że senat w Polsce ma mieć władzę administracji, a nie prawodawstwa, że w każdej ustawodawczej sprawie winni senatorowie głosować tylko jako członkowie sejmu, a nie jako członkowie senatu, i że należy zliczać razem głosy pojedyncze, w obu izbach oddane. Prawdopodobnie stosowanie liberum veto przeszkodziło przeprowadzeniu tego rozróżnienia, ale będzie ono konieczne po zniesieniu liberum veto, a to tym bardziej, że izba posłów straci przez to olbrzymią korzyść; nie przypuszczam bowiem, by senatorowie, a tym mniej ministrowie, mieli kiedykolwiek udział w tym prawie. Veto posłów polskich przedstawia veto trybunów ludu w Rzymie: otóż ci nie wykonywali tego prawa w charakterze obywateli, ale w charakterze przedstawicieli ludu rzymskiego. Zniesienie liberum veto stanowi zatem stratę jedynie dla izby posłów, a senat, nic na tym nie tracąc, tym samym zyskuje.
Ustaliwszy to, widzę w sejmie wadę, którą należy naprawić, mianowicie, że liczba senatorów dorównuje prawie liczbie posłów, przez co senat wywiera zbyt wielki wpływ na obrady i dzięki swemu znaczeniu w stanie rycerskim łatwo może pozyskać tę małą liczbę głosów, jakiej mu potrzeba, aby zawsze utrzymać przewagę.
Mówię, że to jest wada, albowiem senat, będąc osobnym ciałem w państwie, ma z konieczności, jako grupa, swoje interesy odrębne od interesów narodu, a te odrębne interesy mogą być nawet pod pewnymi względami przeciwne interesom narodu. Otóż prawo, będąc jedynie wyrazem woli powszechnej, jest wypadkową wszystkich poszczególnych interesów, skombinowanych i przez swą rozliczność zrównoważonych; ale interesy grupy ważące nazbyt wiele zwichnęłyby równowagę i dlatego nie powinny być kładzione na szalę zbiorowo. Każda jednostka powinna mieć głos; żadne ciało zbiorowe, jakiekolwiek by ono było, głosu mieć nie powinno144. Otóż gdyby senat ważył w sejmie zbyt wiele, nie tylko wnosiłby tam własny interes, ale sprawiłby, że ten jego interes stałby się przeważającym.
Przeciw tej wadzie samo przez się nasuwa się lekarstwo: powiększenie liczby posłów; lękam się jednak, by to nie spowodowało zbyt wielkiego poruszenia w państwie i nie zbliżyło się zanadto do demokratycznego zgiełku.
Gdyby stanowczo trzeba było zmienić stosunek, wolałbym, zamiast powiększyć liczbę posłów, zmniejszyć liczbę senatorów. I w gruncie rzeczy, skoro na czele każdej prowincji stoi wojewoda, nie widzę, na co potrzebni są jeszcze kasztelanowie145. — Ale nie traćmy z oczu ważnej zasady, by nic nie nie zmieniać bez koniecznej potrzeby, ani dla usuwania, ani dla dodawania.
Według mnie, lepiej jest mieć radę mniej liczną, a zostawić więcej wolności tym, którzy ją tworzą, aniżeli powiększać liczbę jej członków, a krępować wolność rozpraw, jak to zawsze musi się robić, gdy liczba ta staje się za wielka. Do czego dodałbym jeszcze — jeśli wolno przewidywać zarówno dobro, jak zło — że należy unikać tworzenia sejmu tak licznego, jak liczny być może, a to by nie pozbawiać się możności dopuszczenia do sejmu, bez wywołania zamieszania, nowych posłów, jeśli kiedy dojdzie się do uszlachcenia miast i do wyzwolenia poddanych, jak tego życzyć należy dla siły i szczęścia narodu.
Szukajmyż więc na innej drodze środka dla zapobieżenia tej wadzie tak, by o ile możności jak najmniej zmian trzeba było przeprowadzać.
Wszystkich senatorów mianuje król, wskutek tego są oni jego ludźmi; nadto senatorowie są dożywotni i z tego tytułu tworzą ciało niezależne tak od króla, jak od stanu rycerskiego, ciało mające swoje odrębne interesy i dążące do uzurpacji. A nie należy mi tutaj zarzucać sprzeczności dlatego, że przyjmuję senat za ciało odrębne w Rzeczypospolitej, chociaż go nie przyjmuję za stan będący częścią składową Rzeczypospolitej — bo to są całkiem różne rzeczy.
Przede wszystkim należy odebrać królowi mianowanie senatu, nie tyle z powodu władzy, jaką stąd nad senatorami zachowuje, a która może być niewielka, ile z powodu władzy, jaką ma nad tymi wszystkimi, którzy dążą do godności senatora, a przez nich nad ogółem narodu. Poza tym, że zmiana ta oddziała na ustrój, wyniknie z niej nieoceniona korzyść, polegająca na stłumieniu u szlachty dworackiego ducha, a zastąpieniu go duchem patriotycznym. Nie widzę w tym nic niekorzystnego, by senatorów mianował sejm, a widzę owszem wiele dobrego, aż nadto zrozumiałego, bym to potrzebował szczegółowo określać. To mianowanie można od razu w sejmie uskuteczniać albo naprzód na sejmikach, w formie przedstawienia pewnej liczby osób na każde wakujące miejsce w danych województwach. Z tych kandydatów sejm wybierałby senatorów albo też spośród nich wybierałby mniejszą liczbę, a można by pozostawić jeszcze królowi prawo wybierania z tej liczby senatorów. Ale — żeby od razu wziąć sposób najprostszy — dlaczegóż by każdy wojewoda nie miał być wybierany ostatecznie przez sejmik swojej prowincji? Jakąż to niekorzyść dostrzeżono w wyborze przez sejmiki wojewodów połockiego, witebskiego i starosty żmudzkiego146 i jakież by zło w tym było, gdyby przywilej tych trzech prowincji stał się prawem ogólnym wszystkich? Nie traćmy z oczu znaczenia, jakie ma dla Polski zwrócenie konstytucji w kierunku formy federacyjnej, celem usunięcia o ile możności zła, związanego z wielkością, a raczej z rozległością państwa.
Po wtóre: osłabicie znacznie interes senatu, jako grupy dążącej do uzurpacji, jeśli przeprowadzicie to, by senatorowie nie byli dożywotni. To przedsięwzięcie ma jednak swoje trudności: naprzód dlatego, bo ciężką jest rzeczą dla ludzi przyzwyczajonych do zarządzania sprawami publicznymi, gdy widzą się nagle bez własnej winy zepchniętymi na stanowisko osób prywatnych; następnie, bo stanowiska senatorskie łączą się z tytułami wojewodów i kasztelanów i z przywiązaną do nich władzą miejscową, a ustawiczne 1 przechodzenie tych tytułów i tej władzy na coraz to inne jednostki wywołałoby nieporządek i niezadowolenie. Wreszcie czasowość ta nie może obejmować biskupów, a może nie powinna obejmować ministrów, bo ich stanowiska wymagają szczególniejszych talentów i nie zawsze jest łatwo dobrze je sprawować. Jeśliby sami tylko biskupi byli dożywotni, wzmógłby się znacznie autorytet duchowieństwa, już i tak zbyt wielki; a ważne jest, by ten autorytet został zrównoważony przez senatorów, którzy byliby dożywotni tak jak biskupi i którzy nie więcej niż oni obawialiby się utraty swych stanowisk. Oto co bym obmyślił dla zapobieżenia tym różnym stronom ujemnym: chciałbym, by stanowiska senatorów pierwszego rzędu nadal pozostały dożywotnie. Zaliczając do nich, prócz biskupów i wojewodów, wszystkich kasztelanów większych, byłoby 89 senatorów stałych.
Co się tyczy kasztelanów mniejszych, chciałbym, żeby wszyscy byli czasowi, bądź to na przeciąg dwóch lat, tak by każdy sejm dokonywał nowych wyborów, bądź na dłużej, jeśliby to uważano za stosowne; żeby jednak zawsze ustępowali ze swoich stanowisk za nadejściem terminu — przy czym sejm mógłby na nowo wybrać tych, których chciałby zatrzymać, na co pozwoliłbym, ale tylko przez pewną ilość razy, stosownie do projektu, który poniżej będzie można znaleźć.
Przeszkoda z racji tytułów byłaby słaba, bowiem tytuły te, niedające żadnych prawie innych funkcji prócz zasiadania w senacie, można by znieść bez wszelkiej niedogodności, a zamiast kasztelanami mniejszymi mogliby się tytułować senatorami-posłami. Ponieważ w następstwie reformy senat, wyposażony we władzę wykonawczą, byłby stale zebrany w pewnej liczbie swych członków, pewna stosunkowa liczba senatorów-posłów byłaby również obowiązana do obecności w senacie w porządku kolejności. — Ale nie idzie tutaj o tego rodzaju szczegóły.
Dzięki tej zaledwo wyczuwalnej zmianie kasztelanowie ci albo senatorowie-posłowie staliby się także przedstawicielami sejmu, przeciwważącymi ciało senatu i wzmacniającymi stan rycerski na zgromadzeniach narodu; tak, że senatorowie dożywotni, aczkolwiek wzrośli we władzę zarówno dzięki zniesieniu veta, jak uszczupleniu władzy królewskiej i władzy ministrów, wtopionej po części w ciało senatu, nie będą jednak mogli zapewnić przewagi w senacie interesowi senatu jako grupy; a senat, złożony w ten sposób w połowie z członków czasowych, w połowie z członków dożywotnich, będzie zbudowany, jak tylko można najlepiej, by stać się władzą pośredniczącą między izbą posłów a królem, będąc równocześnie dostatecznie spójnym, by kierować administracją, i dostatecznie zależnym, by zachować uległość wobec praw. Ta zmiana wydaje mi się dobra, bo jest prosta, a bardzo skuteczna.
Jest propozycja, by w celu zmniejszenia nadużyć veta liczyć głosy nie według posłów, ale według województw147. Dobrze trzeba się zastanowić, zanim się przyjmie tę zmianę, chociaż ma ona swoje korzyści i sprzyja formie federacyjnej. Głosy wzięte w masie i kolektywnie nie padają tak wprost ku ogólnej korzyści, jak głosy wzięte oddzielnie, według jednostek. Bardzo często będzie się zdarzać, że wśród posłów jakiegoś województwa jeden z nich na osobnej naradzie uzyska wpływ na innych i pozyska dla swojego zdania większość, której by nie miał, gdyby każdy głos pozostał samodzielny. W ten sposób korumpujący będą mieli mniej do roboty i lepiej będą wiedzieli, do kogo mają się zwracać. Poza tym lepiej będzie, jeśli każdy poseł za siebie będzie musiał odpowiadać przed swym sejmikiem, tak by nie mógł wymawiać się innym, by nie pomieszano niewinnego z winnym i by sprawiedliwości łatwiej stało się zadość. Nasuwa się wiele argumentów przeciw tej formie, która bardzo rozluźniłaby wspólne węzły i mogłaby narazić państwo na podzielenie się przy sposobności każdego sejmu.
Uzależniając bardziej posłów od instrukcji i mocodawców, zyskuje się mniej więcej tę samą korzyść, bez żadnej niekorzyści. Prawda, że przy takim założeniu głosowanie odbywałoby się nie pisemnie, ale ustnie, tak by postępowanie i opinia każdego posła w sejmie były znane i by za nie odpowiadał on sam osobiście. Skoro jednak sprawa głosowania należy do tych, które roztrząsnąłem z największą starannością w Umowie społecznej148, przeto149 zbyteczne, bym się tu powtarzał.
Co się tyczy wyborów, to może z początku napotka się na pewne zamieszanie przy mianowaniu na każdym sejmie równocześnie tylu senatorów-posłów i w ogóle przy wyborach wielkiej liczby spomiędzy jeszcze większej liczby, które to wybory powtórzą się jeszcze czasem w projekcie, jaki zamierzam zaproponować; ale wprowadziwszy w tej sprawie głosowanie pisemne, można by łatwo uniknąć tego zamieszania, posługując się drukowanymi i numerowanymi kartkami, rozdawanymi wyborcom w przeddzień wyborów, a zawierającymi nazwiska wszystkich kandydatów, spośród których wybór ma być dokonany. Nazajutrz wyborcy przychodziliby kolejno składać wszystkie swoje kartki w koszyku, oznaczywszy każdy na swojej tych, których wybiera, względnie tych, których wyklucza, stosownie do pouczenia umieszczonego w nagłówku kartek. Zaraz wobec zgromadzenia sekretarz sejmu odczytywałby te kartki, przy asystencji dwóch innych sekretarzy ad actum150, mianowanych na miejscu przez marszałka spośród obecnych posłów. Dzięki tej metodzie postępowanie stałoby się tak krótkie i proste, że bez rozpraw i hałasu w ciągu jednego posiedzenia uzupełniłby się cały senat. Prawda, że potrzeba by ponadto przepisu o sposobie ustalania listy kandydatów, ale ta rzecz znajdzie się jeszcze na właściwym miejscu i nie będzie pominięta.
Pozostaje jeszcze mówić o królu, który przewodniczy sejmowi i który na mocy swego stanowiska winien być najwyższym wykonawcą praw.
(VIII.) O królu
Wielkim to jest złem, że naczelnik narodu jest urodzonym wrogiem wolności, której powinien by być obrońcą. Według mnie, zło to nie jest tak ściśle związane z tym stanowiskiem, by nie można było go odeń odłączyć, a przynajmniej znacznie zmniejszyć. Nie masz usiłowań bez nadziei. Zróbcie tak, by uzurpacja stała się dla królów waszych niemożliwa, a przestaną o niej roić i wszelkie wysiłki, których obecnie dokładają, by was sobie poddać, obrócą na to, by dobrze rządzić wami i bronić was. Twórcy ustroju Polski, jak to zauważył p. hrabia Wielhorski, pomyśleli o tym, by odjąć królom środki szkodzenia, ale zaniedbali pozbawić ich środków przekupstwa, a środka tego dostarczają im obficie łaski, których są szafarzami. Trudność leży w tym, że skoro pozbawi się ich tego rozdawnictwa łask, wydaje się, że ich się wszystkiego pozbawi; tego właśnie robić nie trzeba, bo na jedno by wyszło wcale nie mieć króla151, a uważam za niemożliwe, by państwo tak wielkie jak Polska mogło się obyć bez króla, tzn. bez najwyższego naczelnika, który by był dożywotni. Otóż, jeśli się nie chce, żeby naczelnik państwa był zerem i wskutek tego niepotrzebnym, trzeba koniecznie, by miał możność zrobienia czegoś; a to minimum tego, co by robił, z konieczności musi być dobrem albo złem.
Obecnie król mianuje cały senat — to za wiele. Jeżeliby nie miał żadnego udziału w tym mianowaniu, byłoby za mało. Aczkolwiek lordów w Anglii również król mianuje, są lordowie jednak od króla o wiele mniej zależni, albowiem raz zamianowani są dziedziczni, podczas gdy godności biskupie, wojewódzkie i kasztelańskie, jako dożywotnie, po śmierci każdego posiadacza wracają do dyspozycji króla.
Powiedziałem już, jak według mnie to mianowanie powinno się odbywać; mianowicie wojewodowie i kasztelanowie więksi powinni być mianowani dożywotnio przez właściwe sejmiki, kasztelanowie mniejsi czasowo przez sejm. Co się tyczy biskupów, to wydaje mi się rzeczą trudną odjąć ich mianowanie królowi, chyba żeby wybór ich powierzyć odnośnym kapitułom; sądzę jednak, że można to pozostawić królowi, z wyjątkiem w każdym razie nominacji arcybiskupa gnieźnieńskiego, która z natury rzeczy należy do sejmu; chyba żeby od tego arcybiskupstwa odłączono godność prymasa, którą to godnością tylko sejm może rozporządzać. Co się tyczy ministrów — zwłaszcza hetmanów wielkich i podskarbich wielkich — aczkolwiek ich władza, równoważąca władzę króla, powinna by być zmniejszona stosownie do zmniejszenia władzy króla, nie wydaje mi się rzeczą rozsądną, by pozostawiać królowi prawo obsadzania tych stanowisk swoimi ludźmi, a chciałbym przynajmniej, by królowi przysługiwał jedynie wybór spośród małej liczby osób, przez sejm przedstawionych. Przyznaję, że król, nie mogąc odbierać tych stanowisk, skoro je raz nadał, nie może bezwzględnie liczyć na tych, którzy je zajmują; ale ma już nadto władzy nad starającymi się o nie, jeżeli nie na tyle, by mógł zmienić sam ustrój, to jednak dosyć, by mógł mieć nadzieję w tym względzie; a przede wszystkim zależy na tym, by mu za wszelką cenę odjąć tę nadzieję.
Co się tyczy wielkiego kanclerza, to zdaje mi się, że powinien być mianowany przez króla. Królowie są urodzonymi sędziami swoich ludów; właśnie dla spełniania tej funkcji zostali ustanowieni, chociaż dzisiaj wszyscy ją już porzucili; nie można ich jej pozbawiać — a gdy nie będą pełnić jej sami, mają prawo mianować swych zastępców w tej dziedzinie, oni bowiem mają zawsze odpowiadać za wyroki w ich imieniu wydawane. Wprawdzie naród może przydać im asesorów152 i powinien to uczynić, skoro oni sami nie sądzą; tak trybunał koronny, w którym przewodniczy nie król, ale wielki kanclerz153, pozostaje pod nadzorem narodu i całkiem słusznie sejmiki mianują innych jego członków. Gdyby król sądził osobiście, uważam, że miałby prawo sądzić sam. Jakkolwiekby się rzeczy miały, zawsze będzie leżało w interesie króla, by był sprawiedliwy, a nigdy niesprawiedliwe drogi nie były dobrą drogą do uzurpacji.
Co do innych godności, zarówno koronnych, jak wojewódzkich, które są jedynie tytułami honorowymi i dają raczej blask niż realne znaczenie, niepodobna postąpić lepiej, jak pozostawić królowi zupełne prawo rozrządzania nimi; niechaj ma możność zaszczycać zasługę i pochlebiać próżności, ale niech nie ma możności udzielać władzy.
Majestat tronu należy podtrzymywać wspaniałością; ważne jest jednak, by król o ile możności jak najmniej mógł dysponować wydatkami, dla tego celu koniecznymi. Należałoby sobie życzyć, żeby wszyscy urzędnicy króla byli opłacani przez Rzplitą, a nie przez niego, i żeby w tym stosunku zmniejszono wszystkie dochody królewskie, a to aby ograniczyć, ile się tylko da, obroty pieniężne króla.
Proponowano154 zmianę korony na dziedziczną. Bądźcie pewni, że z chwilą uchwalenia tego prawa Polska może na zawsze pożegnać się z wolnością. Wyraża się mniemanie, że w dostatecznej mierze zaradziłoby temu ograniczenie władzy królewskiej. Nie dostrzega się, że takie przez prawo zakreślone granice zostaną rychło przełamane przez stopniowe uzurpacje i że system przyjęty i bez przerwy stosowany przez ród królewski musi wziąć w końcu górę nad władzą ustawodawczą, z natury swej skłonną do ustawicznego rozluźniania się. Jeżeli król nie może przekupić magnatów łaskami, może zawsze przekupić ich obietnicami, które poręczają jego następcy; a ponieważ plany zamierzone przez ród królewski razem z nim żyją, bardziej będzie się ufać zobowiązaniom rodu i więcej liczyć na ich dotrzymanie, niż kiedy elekcyjność korony sprowadza kres zamiarów monarchy wraz z kresem jego życia. Polska jest wolna, bo każde panowanie poprzedza przerwa, podczas której naród, odzyskując wszystkie swe prawa i zyskując nowe siły, przecina postęp nadużyć i uzurpacji, podczas której władza ustawodawcza dźwiga się i odzyskuje swoją pierwotną energię. Cóż się stanie z pactami conventami, tą egidą155 Polski, gdy ród jakiś, wieczyście na tronie osadzony, bez przerwy będzie tron zajmować i zostawi narodowi w czasie pomiędzy śmiercią ojca a koronacją syna tylko czczy cień wolności, bez żadnej siły, unicestwiony niebawem przez pozór przysięgi, składanej przy koronacji przez wszystkich królów, a zapominanej przez wszystkich już w chwili następnej? Widzieliście Danię, widzicie Anglię, a zobaczycie Szwecję: korzystajcie z tych przykładów dla wieczystej nauki, że jakiekolwiek nagromadzono by środki ostrożności, dziedziczność tronu i wolność narodu nigdy ze sobą pogodzić się nie dadzą.
Polacy zawsze okazywali skłonność do przenoszenia korony z ojca na syna albo na najbliższego dziedzica, aczkolwiek zawsze na mocy elekcji. Jeżeli nadal nie zaprzestaną kierować się tą skłonnością, doprowadzi ich ona do nieszczęścia, do dziedzicznego tronu; i nie powinni się spodziewać, że w tych stosunkach będą mogli z potęgą królewską walczyć tak długo, jak członkowie cesarstwa niemieckiego walczyli przeciw potędze cesarstwa, Polska bowiem nie ma sama w sobie dostatecznej przeciwwagi dla utrzymania dziedzicznego króla w prawnym podporządkowaniu. Pomimo potęgi kilku członków Rzeszy, gdyby nie przypadkowy wybór Karola VII156, kapitulacje cesarskie byłyby już tylko czczą formułką, tak jak nią były z początkiem tego wieku; a pacta conventa staną się jeszcze bardziej czcze, skoro ród królewski będzie miał czas wzmocnić się i poddać sobie wszystkie inne rody. By w jednym słowie wypowiedzieć mój pogląd na ten przedmiot, sądzę, że korona elekcyjna, nawet z władzą najbardziej absolutną, więcej jeszcze dla Polski warta niż korona dziedziczna z władzą prawie żadną.
Zamiast tego fatalnego prawa, stanowiącego tron dziedziczny, zaproponowałbym inne, tamtemu wręcz przeciwne, które gdyby zostało przyjęte, podtrzymałoby wolność w Polsce; a byłoby to postanowienie, zawarte w zasadniczej ustawie, że nigdy korona nie przejdzie z ojca na syna i że każdy syn króla polskiego będzie na zawsze wyłączony od tronu. Mówię, że zaproponowałbym takie prawo, gdyby to było konieczne; ale mając na oku projekt, który bez tego prawa ten sam skutek wywrze, wytłumaczenie tego projektu odkładam na właściwe miejsce; a przypuszczając, że na skutek tego projektu synowie zostaną wyłączeni od tronu swych ojców przynajmniej bezpośrednio, mniemam, że zapewnienie wolności nie będzie jedyną korzyścią, jaka z tego wyłączenia wyniknie. Wypłynie z niego inna jeszcze korzyść, bardzo znaczna, a mianowicie ta, że królowie, straciwszy wszelką nadzieję uzurpowania i przekazania swym dzieciom władzy arbitralnej, całą swą działalność wysilą ku chwale i powodzeniu państwa, jedynej drodze otwartej dla ich ambicji. W ten sposób naczelnik narodu stanie się nie jego urodzonym wrogiem, ale pierwszym obywatelem; w ten sposób weźmie za swoje największe zadanie uświetnić swe panowanie przez zakłady użyteczne, które go drogim dla narodu, szanownym dla sąsiadów uczynią, które pamięć jego błogosławieństwy157 otoczą, i w taki to sposób będzie można zwiększyć władzę króla we wszystkim, co może przyczynić się do dobra publicznego, nie oddając tylko w jego ręce środków szkodzenia i uwodzenia, bo tych nigdy nie powinno się mu zostawiać. Mało będzie miał władzy bezpośredniej i własnej, by mógł działać samodzielnie, ale będzie miał wiele autorytetu, możności kontroli i nadzoru, by zdołał każdego utrzymać w granicach obowiązku i kierować rządem tak, by ten ostatni mógł swój istotny cel wypełnić. Przewodniczenie na sejmie, w senacie i we wszystkich ciałach, surowy nadzór nad postępowaniem wszystkich urzędników, wielka troska o utrzymanie sprawiedliwości i prawności we wszystkich trybunałach, o zachowanie porządku i spokoju w państwie, aby zapewnić mu dobre stanowisko na zewnątrz, dowództwo armią w czasie wojny, wprowadzenie zakładów użytecznych w czasie pokoju — oto obowiązki w szczególny sposób zgadzające się z urzędem króla, a które dość mu dadzą zajęcia, jeśli zechce spełniać je osobiście; skoro bowiem szczegóły administracji są powierzone ministrom, specjalnie w tym celu ustanowionym, byłoby zbrodnią ze strony króla polskiego, gdyby powierzał faworytom jakąkolwiek cząstkę tych zadań, które do niego należą. Niech zawód swój wykonuje osobiście albo niech się go zrzeka: ważny punkt, od którego naród nigdy odstępować nie powinien158.
Na podobnych to zasadach należy oprzeć równowagę upoważnień składających się na ustawodawstwo i administrację. Możliwie najlepszy wymiar tych upoważnień ze względu na wyposażonych w nie depozytariuszów powinien być taki, by pozostawały w stosunku prostym do liczby tych depozytariuszów, a w odwrotnym do czasu, przez jaki zajmują dane stanowisko. Części składowe sejmu dość ściśle zachowują ten najlepszy stosunek. Izba posłów, najliczniejsza, będzie też i najpotężniejsza, ale za to członkowie jej będą się często zmieniali. Senat, mniej liczny, będzie miał mniejszy udział w ustawodawstwie, ale większy udział we władzy wykonawczej; a członkowie jego, uczestnicząc w obu krańcowych elementach władzy, będą w pewnej części dożywotni, w pewnej czasowi, jak to jest właściwe dla ciała pośredniczego. Król, przewodnicząc wszystkiemu, pozostanie dożywotni, a władza jego, zawsze bardzo duża w zakresie kontroli, będzie w zakresie ustawodawstwa ograniczona przez izbę posłów, a w zakresie administracji przez senat. Ale aby utrzymać równość, tę zasadę konstytucji, dziedziczne może być tylko szlachectwo. Jeśliby korona miała być dziedziczna, dla zachowania równowagi należałoby, by i godność para159, czyli stan senatorski był także dziedziczny, jak to jest w Anglii. Wówczas jednak stan rycerski, poniżony, straciłby swą władzę, skoro izba posłów nie posiada władzy, jaką ma Izba Gmin: corocznego otwierania, względnie zamykania skarbu publicznego — a ustrój Polski zostałby z gruntu przewrócony.