(XI.) System ekonomiczny
Wybór systemu ekonomicznego, jaki Polska powinna przyjąć, zależy od celu, jaki sobie zakłada, przedsiębiorąc naprawę konstytucji. Jeżeli pragniecie narobić tylko dużo hałasu, stać się świetnymi, groźnymi i wywierać wpływ na inne narody Europy — macie ich przykład, starajcie się go naśladować. Pielęgnujcie nauki, sztuki, handel, przemysł, miejcie wojsko regularne, twierdze, akademie, przede wszystkim dobry system skarbowy, zdolny wytworzyć dobry obieg pieniędzy a przez to mnożyć je, dużo wam ich dostarczyć; starajcie się, by pieniądz stał się niezbędny, a to, by lud utrzymać w wielkiej zależności, a w tym celu pobudzajcie zbytek materialny i zbytek umysłowy, od niego nieodłączny. W ten sposób utworzycie naród intrygantów, gorący, chciwy, ambitny, służalczy i łajdacki, tak jak inne narody, niemogący nigdy znaleźć środka między dwoma krańcami: nędzy albo bogactwa, swawoli albo niewoli — ale zaliczą was do wielkich mocarstw europejskich, wejdziecie do wszystkich systemów politycznych, we wszystkich negocjacjach będą szukać przymierza z wami, skrępują was traktatami; nie będzie w Europie wojny, w którą byście nie mieli zaszczytu być wmieszani; jeśli szczęście będzie wam sprzyjało, będziecie mogli odzyskać swe dawne posiadłości, może nawet zdobyć nowe, a potem powiedzieć jak Pyrrus177 czy jak Rosjanie, tzn. jak dzieci: „Kiedy cały świat moim będzie, będę jadł dużo cukru”.
Ale jeżelibyście przypadkiem woleli stworzyć naród wolny, pokojowy i mądry, który ani się nikogo nie boi, ani nikogo nie potrzebuje, który sam sobie wystarcza i który jest szczęśliwy — wówczas trzeba przyjąć zupełnie różną metodę, utrzymać, przywrócić u siebie obyczaje proste, zamiłowania zdrowe, ducha rycerskiego bez wygórowanych ambicji, kształtować dusze odważne i bezinteresowne, zaprawiać naród do rolnictwa i rzemiosł dla życia koniecznych, podać pieniądz w pogardę i sprawić, by stał się o ile możności niepotrzebny, szukać, znaleźć potężniejsze i pewniejsze bodźce dla wykonania rzeczy wielkich. Przyznaję, że gdy tą drogą pójdziecie, gazety nie będą rozbrzmiewać hałasem waszych uroczystości, układów, czynów znakomitych, filozofowie nie będą wam kadzić, poeci nie będą was opiewać, w Europie mało o was mówić będą, może nawet będzie się udawało pogardę dla was — ale żyć będziecie w prawdziwej obfitości, w sprawiedliwości i wolności, ale nie będą szukali z wami zwady, będą się was bali, nie pokazując tego po sobie, i ręczę wam, że ani Rosjanie, ani żaden inny naród nie przyjdą wam rozkazywać, a gdyby na swoje nieszczęście przyszli, o wiele prędzej jeszcze odejdą. Przede wszystkim nie usiłujcie pogodzić tych dwu projektów — zanadto są z sobą sprzeczne, a starać się dojść do obu kombinowanym marszem, znaczy nie osiągnąć żadnego. Wybierajcie więc, a jeżeli wolicie pierwsze z tych zdań, przestańcie w tym miejscu czytać mą pracę; albowiem z tego, co mam jeszcze przedstawić, wszystko już odnosi się tylko do drugiego z nich. W przedłożonych mi pismach znajdują się bezsprzecznie świetne poglądy ekonomiczne. Błąd, jaki w nich dostrzegam, leży w tym, że sprzyjają bardziej bogactwu niż dobrobytowi. We względzie nowych instytucji nie trzeba polegać na bezpośrednio widocznym skutku; trzeba jeszcze umieć przewidzieć ich następstwa odległe, ale konieczne. Na przykład projekt dotyczący sprzedaży starostw i sposobu użycia dochodu z niej wydaje mi się dobrze pomyślany i łatwy do wykonania w tym systemie, który jest ustalony w całej Europie, a polega na tym, że dokonuje się wszystkiego przez pieniądze178. Ale czy ten system jest dobry sam w sobie i czy dobrze spełnia swój cel? Czy jest rzeczą pewną, że pieniądz jest nerwem wojny? Narody bogate zawsze były pokonywane i podbijane przez narody ubogie. Czy jest rzeczą pewną, że pieniądz jest sprężyną dobrego rządu? Systemy skarbowe są nowożytne. Nie widzę, żeby wyszło z nich coś dobrego czy wielkiego. Rządy starożytnych nie znały nawet tego słowa „finanse”, a dokonywały cudów ludźmi179. Pieniądz jest co najwyżej dodatkiem do ludzi, a dodatek nigdy nie będzie wart rzeczy samej. Polacy, zostawcie drugim wszystkie te pieniądze albo poprzestańcie na tych, które będą musieli wam dawać, skoro oni bardziej potrzebują waszego zboża niż wy ich złota. Lepiej jest, wierzcie mi, żyć w dostatku niż w bogactwie; bądźcie czymś więcej niż posiadaczami pieniędzy, bądźcie bogaci; uprawiajcie starannie wasze pola, nie troszcząc się o resztę; wkrótce będziecie zbierali w plonie złoto, więcej nawet niż wam potrzeba na zakup wina i oliwy, których u was brak — bo z wyjątkiem tych artykułów Polska obfituje, względnie może obfitować, we wszystko. Abyście mogli zachować się w szczęściu i wolności, trzeba wam głów, serc i ramion; to stanowi siłę państwa i pomyślność narodu. Systemy finansowe sprawiają, że dusze są przekupne; a z chwilą gdy się tylko zysku pragnie, zawsze więcej zyskuje się, będąc łajdakiem, niż będąc uczciwym człowiekiem. Sposób użycia pieniądza zbacza z właściwej drogi i zataja się; pieniądz na coś przeznaczony zostaje użyty na coś innego. Ci, którzy mają pieniądze w swych rękach, wkrótce uczą się je sprzeniewierzać; a czymże są wszyscy przydani im nadzorcy, jak nie drugimi łajdakami, ustanowionymi po to, by się z tamtymi dzielili? Gdyby bogactwa były publiczne i jawne, gdyby przejście złota zostawiało ślad widoczny i nie dało się zataić, nie byłoby łatwiejszego środka nabycia usług, odwagi, wierności, cnót; ale ze względu na swój tajemny obieg nadaje się ono lepiej jeszcze do tego, by tworzyć rabusiów i zdrajców, by wystawiać na licytację dobro publiczne i wolność. Jednym słowem: jeżeli chodzi o puszczenie w ruch maszyny publicznej w sposób z celem jej zgodny, nie znam słabszej i marniejszej sprężyny niż pieniądz, a nie znam silniejszej i pewniejszej, gdy chodzi o odwrócenie tej maszyny od właściwego celu.
Wiem dobrze, że ludzi można pobudzić do działania tylko przez interes, ale interes pieniężny jest ze wszystkich najlichszy, najpodlejszy, najłatwiej ulegający zepsuciu, a nawet — powtarzam to z przekonaniem i zawsze tak będę utrzymywać — najmniejszy i najsłabszy w oczach dobrego znawcy serca ludzkiego. Z natury samej w każdym sercu leżą zasoby wielkich namiętności; skoro w nim zostanie już jedynie tylko namiętność pieniądza, to dlatego, że osłabiono, zduszono wszystkie inne, które należało pobudzić i rozwinąć. Skąpiec nie ma właściwie żadnej namiętności, która by nad nim panowała: pożąda pieniędzy tylko przez przezorność, aby zaspokoić te namiętności, które by mogły w nim powstać. Nauczcie się podżegać i zaspakajać te namiętności wprost, bez tej pomocy: wkrótce straci ona całą swą wartość.
Przyznaję także, że nie można uniknąć wydatków publicznych; ale zaspakajajcie je raczej każdym innym środkiem niż pieniędzmi. Jeszcze w naszych czasach można widzieć w Szwajcarii, że oficerowie, urzędnicy i inne osoby otrzymujące pobory z funduszów publicznych pobierają płacę w towarach. Pobierają dziesięciny, wino, drzewo, mają prawa przynoszące pożytki, mają prawa honorowe. Cała służba publiczna wykonuje się w drodze posług przymusowych, państwo niczego prawie nie opłaca pieniędzmi. Powie ktoś, że potrzeba pieniędzy na opłacanie wojska. Niebawem rozpatrzymy tę kwestię. Taki sposób opłacania ma swoje niedogodności: są straty, marnowanie; administracja dóbr tego rodzaju jest bardziej kłopotliwa; zwłaszcza nie podoba się tym, którzy ją mają sobie poruczoną, bo mniej mogą na niej zyskać. — Wszystko to prawda, ale jakżeż małe jest to zło w porównaniu z ogromem tego zła, od którego wybawia! Choćby ktoś chciał sprzeniewierzyć, nie potrafiłby, przynajmniej tak, żeby nie było znać. Wytkniecie mi tutaj avoyerów w kilku kantonach szwajcarskich; ale skądże pochodzą ich nadużycia? Oto z kar pieniężnych, jakie nakładają. Te dowolnie wymierzane grzywny są już same w sobie wielkim złem; a jednak gdyby mogli nakładać je tylko w towarach, nie byłoby to prawie niczym. Łatwo ukryć pieniądze wydarte, ale nie całe magazyny. Rozglądnijcie się po wszystkich krajach, po wszystkich rządach i po całej ziemi: nie znajdziecie takiego zła w moralności i w polityce, w które nie byłby wmieszany pieniądz.
Powiecie mi, że równość majątkowa panująca w Szwajcarii ułatwia oszczędność w administracji, kiedy w Polsce tyle możnych domów i wielkich panów wymaga dla swego utrzymania znacznych wydatków i potrzebuje pieniędzy na ich pokrycie. Wcale nie. Ci wielcy panowie są bogaci dzięki swym ojcowiznom, a ich wydatki zmniejszą się, skoro w państwie przestanie się cenić zbytek — ale i te zmniejszone wydatki wyróżniać się jeszcze będą od majątków szczuplejszych, które przecież w tym samym stosunku wydatki swe ograniczą. Płaćcie ich usługi znaczeniem, zaszczytami, wysokimi stanowiskami. Korzyść szlachectwa wynagradza w Polsce nierówność stanowisk, bo sprawia, że zajmujący te stanowiska bardziej są zazdrośni o zaszczyty niż o zyski. Rzeczpospolita, stopniując i właściwie rozdzielając te czysto honorowe wynagrodzenia, wytwarza skarb, który nie może jej zrujnować, a który ją obdarzy obywatelami-bohaterami. Ten skarb zaszczytów to niewyczerpany środek w narodzie mającym poczucie honoru i dałby Bóg, żeby Polska mogła mieć nadzieję, iż wyczerpie ten środek. Szczęśliwy naród, który nie mógłby w swym łonie znaleźć już więcej odznaczeń dla cnoty.
Wynagrodzenia pieniężne prócz wady, że nie są godne cnoty, mają i drugą, że nie są dość widoczne, że nie przemawiają dostatecznie do oczu i do serc, że z chwilą przyznania znikają i że nie zostawiają żadnego widocznego śladu, który by pobudzał do współzawodnictwa, zapewniając dłuższą trwałość zaszczytowi, jaki powinien się łączyć z wynagrodzeniem. Chciałbym, by wszystkie stopnie, urzędy, nagrody honorowe rzucały się w oczy dzięki jakimś znakom zewnętrznym; by człowiekowi na stanowisku nie wolno było chodzić incognito180; by mu zawsze towarzyszyły odznaki jego stanowiska czy godności, tak by lud szanował go zawsze i by on sam siebie zawsze szanował, by zawsze mógł w ten sposób górować nad bogactwem; by bogaty, będący tylko bogatym, zaćmiewany ustawicznie przez obywateli utytułowanych a biednych, nie znajdował w ojczyźnie ani poważania, ani zadowolenia, by musiał służyć jej, jeżeli pragnie błyszczeć, być prawym z ambicji i pomimo swego bogactwa starać się o stanowiska, do których prowadzi jedynie uznanie publiczne, a z których nagana zawsze może strącić. Oto jak osłabia się siłę bogactw i jak się tworzy ludzi, których kupić nie można. Szczególny na to kładę nacisk, w przekonaniu, że wasi sąsiedzi, zwłaszcza zaś Rosjanie, niczego nie oszczędzą, by przekupić ludzi zajmujących u was stanowiska, i że najważniejszą sprawą waszego rządu jest praca nad tym, by ci ludzie stali się niedostępni dla zysku.
Jeżeli mi powiecie, że chcę z Polski uczynić naród kapucynów181, odpowiem naprzód, że to jest argument na modłę francuską i że żart nie stanowi dowodu. Odpowiem dalej, że nie należy przesadzać moich zasad ponad moje intencje i ponad miarę rozumną, że moim zamiarem jest nie usunąć obieg monety, ale tylko pohamować go, a przede wszystkim udowodnić, ile zależy na tym182, by dobry system ekonomiczny nie był systemem pieniężnym. Likurg, chcąc wykorzenić w Sparcie chciwość, nie zniósł monety, ale wprowadził monetę z żelaza. Co do mnie, nie chcę wypędzać srebra ani złota, chcę tylko, by stały się mniej konieczne i by ten, kto ich nie ma, był ubogi, ale nie był żebrakiem. W gruncie rzeczy pieniądz nie stanowi bogactwa, jest tylko jego znakiem; nie znak trzeba mnożyć, ale rzecz, którą przedstawia. Widziałem sam, wbrew bajkom opowiadanym przez podróżników, że Anglicy wpośród całego swego złota nie mniejsze cierpią braki niż inne narody. I istotnie, cóż mi może na tym zależeć, że mam sto gwinei zamiast dziesięciu, skoro tych sto gwinei nie daje mi wygodniejszego utrzymania? Bogactwo pieniężne jest tylko czymś względnym i zależnie od stosunków, które z tysiąca przyczyn mogą ulec zmianie, można z tą samą sumą być raz bogatym, raz biednym; inaczej z dobrami w naturze, te bowiem, jako bezpośrednio użyteczne dla człowieka, mają zawsze wartość bezwzględną, niezależną od operacji handlowych. Mógłbym przyznać, że naród angielski jest bogatszy niż inne narody, ale nie wynika z tego, żeby mieszczanin londyński żył dostatniej niż mieszczanin paryski. W stosunkach między narodami naród, który ma więcej pieniędzy, ma więcej korzyści, ale to zupełnie nie wpływa na los jednostek prywatnych i nie na tym polega dobrobyt narodu183.
Popierajcie rolnictwo i rzemiosła — nie przez wzbogacanie rolników, bo to pobudzałoby ich tylko do porzucania swego zawodu, ale sprawiając, by zawód ich był zaszczytny i przyjemny. Zakładajcie fabryki środków pierwszej potrzeby; mnóżcie ustawicznie zboże i ludność, nie troszcząc się o resztę. Nadwyżka wytwórczości rolnej, której wskutek rozlicznych monopolów zabraknie reszcie Europy, przyniesie wam z konieczności więcej pieniędzy, niż będziecie potrzebowali. Poza tym dochodem, koniecznym i pewnym, będziecie ubodzy, jak długo będziecie pragnęli mieć go więcej; gdy tylko nauczycie się obywać bez tego, będziecie bogaci. Oto duch, którym chciałbym natchnąć wasz system ekonomiczny: mało myśleć o zagranicy, mało się troszczyć o handel, ale mnożyć u siebie, ile się tylko da, i żywność, i spożywców. Nieomylnym i naturalnym skutkiem wolnego i sprawiedliwego ustroju jest zaludnienie184. Im bardziej zatem będziecie udoskonalać swój ustrój, tym więcej pomnażać będziecie ludność, nawet nie myśląc o tym. W ten sposób nie będziecie mieli ani żebraków, ani milionerów. Nieznacznie znikną razem i zbytek, i ubóstwo, a obywatele uleczeni z zamiłowań płochych, jakie daje bogactwo, i z przywar związanych z nędzą, będą się starać i mieć sobie za chwałę, by dobrze służyć ojczyźnie, a w spełnianiu obowiązków znajdą szczęście.
Chciałbym, by zawsze okładano podatkiem raczej ramiona ludzi niż ich trzosy, by budowano drogi, mosty i gmachy publiczne, by pełniono służbę książęcą i państwową w drodze świadczeń obowiązkowych, a nie za pieniądze. W gruncie rzeczy ten rodzaj opodatkowania jest najmniej uciążliwy, a przede wszystkim najmniej zostawia pola do nadużyć; pieniądz bowiem, gdy wyjdzie z rąk płacącego, znika — ale każdy widzi, do czego się używa ludzi, i nie można przeciążać ich bezużytecznie. Wiem, że tej metody nie da się stosować tam, gdzie panuje zbytek, handel i sztuki, ale w narodzie prostym i o dobrych obyczajach nie ma nic łatwiejszego niż ona i nic nie nadaje się lepiej, by utrzymać w narodzie te właściwości; jeszcze jeden powód więcej, by dać tej metodzie pierwszeństwo.
Wracam więc do starostw i znowu przyznaję, że projekt ich sprzedaży i obrócenia uzyskanego stąd dochodu na korzyść skarbu publicznego jest dobry i trafnie pomyślany, o ile chodzi o założony cel ekonomiczny; ale o ile chodzi o cel polityczny i moralny, projekt ten tak mało mi odpowiada, że gdyby starostwa sprzedano, życzyłbym, żeby odkupiono je z powrotem, aby z nich utworzyć fundusz płac i nagród dla tych, którzy służą ojczyźnie, względnie wobec niej dobrze się zasłużyli. Jednym słowem, chciałbym, gdyby to było możliwe, by wcale nie było skarbu publicznego i by fiskus wcale nawet nie znał wypłat pieniężnych. Czuję, że ściśle biorąc nie jest to możliwe, ale duch rządu powinien zawsze dążyć do tego, by to się stało możliwym, a duchowi temu nic bardziej nie sprzeciwia się, jak właśnie sprzedaż, o której była mowa. Przez tę sprzedaż wzbogaciłaby się Rzeczpospolita — to prawda; ale w tym samym stosunku osłabiłaby się energia rządu185.
Przyznaję, że gdyby cały majątek publiczny składał się z dóbr naturalnych, a nie z pieniędzy, to zarząd tym majątkiem stałby się trudniejszy, zwłaszcza zaś mniej przyjemny dla zarządców; ale trzeba by wówczas utworzyć z tego zarządu i z jego kontroli stopnie próby dla rozsądku, czujności, zwłaszcza zaś prawości, stopnie umożliwiające dojście do wyższych stanowisk. W tym względzie będzie to tylko naśladowanie administracji miejskiej ustanowionej w Lyonie, gdzie trzeba zacząć od zarządu szpitala, by dojść do godności miejskich, a według wywiązania się z tego zarządu ocenia się, czy ktoś jest godny tamtych. Nikt nie był bardziej prawy niż kwestorzy186 armii rzymskich, kwestura bowiem stanowiła pierwszy krok na drodze do godności.
Stanowiska, które mogą wzbudzić pokusę chciwości, należy urządzać w ten sposób, by ambicja mogła tę pokusę opanować. Największym dobrem, jakie stąd płynie, jest nie to, że w ten sposób dochodzi się do ograniczenia łajdactw, ale to, że wzbudza się cześć dla bezinteresowności i szacunek dla ubóstwa, gdy ono jest owocem prawości187.
Dochody Rzeczypospolitej nie dorównują wydatkom; zupełnie wierzę: obywatele nie chcą wcale płacić. Ale ludzie, którzy chcą być wolni, nie powinni być niewolnikami swych trzosów, a gdzież jest państwo, w którym by nie trzeba wolności okupić, nawet bardzo drogo? Przytoczycie Szwajcarię, ale, jak już mówiłem, w Szwajcarii obywatele sami pełnią funkcje, które wszędzie gdzie indziej wolą opłacać, aby je inni spełniali. Są żołnierzami, oficerami, urzędnikami, robotnikami, są wszystkim w służbie państwa, a zawsze gotowi zapłacić własną osobą, nie potrzebują jeszcze płacić swymi trzosami. Jeśli Polacy zechcą postępować tak samo, nie więcej będą potrzebowali pieniędzy niż Szwajcarowie; ale jeżeli wielkie państwo nie chce kierować się zasadami małych republik, nie może spodziewać się ich korzyści ani pragnąć skutku, skoro odrzuca wiodące do niego środki. Gdyby Polska była, jakbym pragnął, związkiem 33 małych państw, połączyłaby siłę wielkich monarchii z wolnością małych republik, ale w tym celu trzeba by porzucić chęć popisywania się, a przejmuje mnie obawa, by ten punkt nie był najtrudniejszy.
Z wszystkich sposobów opodatkowania najwygodniejsze i najmniej kosztowne jest bezsprzecznie pogłówne; ale też sposób to najbardziej gwałtowny, najbardziej samowolny i dlatego zapewne Montesquieu uważa go za niewolniczy188, aczkolwiek ten jedyny podatek stosowali Rzymianie i aczkolwiek jeszcze obecnie istnieje w wielu republikach, pod inną nazwą wprawdzie, jak np. w Genewie, gdzie nazywa się „strażą” i gdzie opłacają go tylko obywatele i mieszczanie, podczas gdy mieszkańcy i urodzeni189 płacą inne podatki, co właśnie stoi w zupełnej sprzeczności z poglądem Montesquieugo. Ale ponieważ jest rzeczą niesłuszną i nierozsądną okładać podatkiem ludzi nic niemających, podatki rzeczowe są zawsze lepsze niż osobowe; należy tylko unikać takich, których pobór jest trudny i kosztowny, a zwłaszcza tych, które można omijać w drodze przemytnictwa, ono bowiem tworzy wartości bezużyteczne, przepełnia państwo oszustami i zbójami, psuje wierność obywateli. Opodatkowanie powinno być tak dobrze przystosowane, żeby oszustwo sprawiało więcej kłopotu, niż dawało zysku. A więc żadnego podatku od tego, co łatwo ukryć, jak koronki i klejnoty; lepiej zakazać noszenia ich niż sprowadzania. We Francji pobudza się jakby umyślnie pokusę przemytnictwa i to mi nasuwa domysł, że dzierżawa podatków znajduje korzyść w tym, by istnieli przemytnicy. Ten system jest wstrętny i przeciwny wszelkiemu rozsądkowi. Doświadczenie uczy, że stemple190 stanowią podatek szczególnie uciążliwy dla ubogich, krępujący dla handlu, mnożący w ogromnej mierze szykany i wzbudzający wszędzie, gdzie tylko jest ustanowiony, wielkie narzekania ludności; nie radziłbym myśleć o nim. Podatek od bydła wydaje mi się o wiele lepszy, byleby tylko unikano przy nim oszustwa, bo każda możliwość oszustwa jest zawsze źródłem zła; może on być jednak dla podatników uciążliwy dlatego, że trzeba go płacić w pieniądzach, a dochód z tego rodzaju podatków zanadto łatwo odwrócić od jego właściwego przeznaczenia.
Moim zdaniem, podatkiem najlepszym, najbardziej naturalnym, niepodlegającym oszustwu, jest proporcjonalny podatek gruntowy191, obciążający wszystkie ziemie bez wyjątku, tak jak to proponowali marszałek de Vauban192 i ksiądz de Saint-Pierre193; boć w końcu płacić winno to, co produkuje. Wszystkie dobra, królewskie, szlacheckie, kościelne i nieszlacheckie, winny płacić na równi, to znaczy w stosunku do swego obszaru i produkcyjności, ktokolwiek byłby ich właścicielem.
Wydawałoby się, że ten podatek wymagałby pewnej czynności wstępnej, długiej i kosztownej, to znaczy katastru194 ogólnego. Ale tego wydatku można bardzo dobrze uniknąć, zasadzając podatek nie wprost na ziemi, ale na jej produkcji, co byłoby jeszcze słuszniejsze, to znaczy ustanawiając w stosunku, jaki uzna się za odpowiedni, dziesięcinę od zbiorów, pobieraną w naturze, tak jak dziesięcina195 kościelna; dla uniknięcia zaś kłopotliwych szczegółów i magazynów wydzierżawiałoby się tę dziesięcinę w drodze licytacji, jak to robią plebani; w ten sposób obywatele byliby obowiązani dawać dziesięcinę tylko od zbiorów i płaciliby ją gotówką wtedy jedynie, gdyby sami tak woleli, według taryfy przez rząd ustanowionej. Te dzierżawy, razem wzięte, mogłyby dostarczyć materiału dla handlu przez sprzedaż towaru stanowiącego ich produkt, towaru, który można by wywozić za granicę przez Gdańsk albo przez Rygę. W ten sposób uniknęłoby się jeszcze wszystkich kosztów poboru i zarządu, tej całej chmary funkcjonariuszy i urzędników, tak wstrętnej dla ludu, tak niewygodnej dla publiczności196, a — co jest punktem najważniejszym — Rzeczpospolita miałaby pieniądze, choć obywatele nie byliby obowiązani ich dawać: bo — nie mogę nigdy zbyt często powtarzać — talię197 i wszelkie inne podatki uciążliwymi dla rolnika czyni to, że są one pieniężne i że musi wpierw sprzedać, by mógł zapłacić198.