poniedziałek, 13 kwietnia

Ostatnie dwa dni, a również i dzisiejszy — zerowe. Nagły, mimo serii zastrzyków, nawrót dolegliwości ischiasowych stał się tak dokuczliwy, że wczoraj cały dzień przeleżałem w łóżku, dzisiaj także pozycja siedząca sprawia mi nazbyt wiele kłopotu, żebym mógł pracować.

Lektury dla wypełnienia dłużącego się czasu: trochę Toma­sza Manna, kilka fragmentów z Choroby na śmierć Kierkegaarda, przeglądanie pierwszego tomu Nowej księgi przysłów polskich, środkowe rozdziały Dziejów Bizancjum Ostrogorskiego.

Lot Apolla-13, który wystartował w sobotę wieczorem, odby­wa się normalnie. Chłodno, koło zera. Przygnębienie, a jeszcze większy niepokój z powodu tej przedłużającej się przerwy w pracy. Obawa, żeby się znowu w tym wszystkim nie zgubić. I ten wciąż oddalający się ode mnie koniec, perspektywa, że w najpiękniejszy czas wiosny (kiedyś wreszcie chyba będzie?) i lata będę przywiązany do biurka.