poniedziałek, 20 lipca

Porządki w biurku i z zaległą korespondencją, więc czyn­ności powtarzane od lat, gdy usiłuję przełamać zatruwającą mnie inercję. Odłożyłem na bok, do szuflady biurka, wszystkie zeszyty z notatkami do Miazgi. Już nie chcę do nich zaglądać. Chciałbym się od tej książki jak najprędzej oderwać. Ale mu­szę raz jeszcze tekst przeczytać i poprawić. Również uważnie przeczytać kilka egzemplarzy maszynopisu przepisanego na czys­to. Jedyne, co mnie interesuje, to przyszłość Miazgi, ona sama nie interesuje mnie zupełnie. Zamknięty rozdział. Jest i bę­dzie, jaka jest. Poprawki, jakie mogę zrobić, ograniczą się do rzeczowych, przed kilkoma dniami zauważyłem np. przegląda­jąc tekst, że w pierwszej części Łukasz Halicki ma na imię Daniel, poprawię, ale tylko tyle, niczego już nie zmienię, nie dodam, w momencie, gdy przed tygodniem napisałem ostatni rozdział części III — oderwałem się od tego wszystkiego, na­reszcie po siedmiu latach. Ulga? Żadnej. Odczułbym ulgę wów­czas tylko, gdybym wiedział, co chcę i mogę napisać teraz.

Mimo wszystko za kilka dni muszę się zmusić do przeczyta­nia i poprawienia tej sterty papieru. Pragnienia? Poszukiwania po omacku czegoś, co jest nieporównywalnie lepsze od wszyst­kiego, co się dotychczas zdołało dokonać? Piękniejsze? Właśnie tak, piękniejsze. I w jakimś sensie czystsze. Jakże jednak mogę pisać o sprawach, których nigdy nie potrafiłem i dzisiaj również nie potrafię nazwać? Ale może właśnie na tym sztuka pisarska polega? Przekazywać innym ludziom to, czego się nie wie i nie rozumie? Myślę, że siła i namiętność niespełnień, skuteczniej ludzi łączą aniżeli najwspanialsza realizacja. Jeśli sądząc tak popełniam omyłkę — wydaje mi się, że niekie­dy jest to błąd słuszny.