sobota, 18 kwietnia

Zastanowić się, czy zostawić tę notatkę biograficzną, jej miejsce właściwe w formie cokolwiek rozszerzonej jest przecież w Życiorysach, a tutaj znalazła się tylko dlatego, że gdy pisa­łem tę scenę — nie miałem jeszcze całkiem jasnej koncepcji, w ja­ki sposób włączyć do Miazgi życiorysy poszczególnych postaci. Więc chyba skreślić tę notkę. Jeśli czytelnik zainteresuje się tą książką — nie będzie się, jak myślę, niecierpliwić, gdy natrafiwszy w tekście na postać, o której nic nie wie, poszuka informacji w Życiorysach.

Rozmowa telefoniczna Adama Nagórskiego z Alicją Singer.

— Adam?

— A kto mówi?

— Zdziwisz się. Alicja Singer.

— Jak się masz! Nie poznałem cię po głosie.

— Nic dziwnego, rzadko mnie słyszysz.

— To prawda. Już bardzo dawno, droga Alicjo, skończyłem dwa­dzieścia lat.

— A ja osiemnaście.

Roześmiał się.

— Co u ciebie?

— Żyję.

— Mam nadzieję, że dobrze?

— Nie narzekam. A ty?

— Mój zawód wymaga narzekania.

— A przy nadmiarze?

— Gnije, droga Alicjo.

— O Boże! — na to Alicja — jak to dobrze, że moja pralnia nie jest tak uwrażliwiona.

— Za to ja mam zaniżone podatki. Co u twojej mamy?

— Nie wiem, nie widujemy się.

Po chwili:

— Pomyślałeś, że jestem potworem?

— Wcale nie. Pomyślałem tylko, że prawdopodobnie jesteście w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobne, tylko swoje niespo­żyte zasoby energii ku całkiem innym sprawom kierujecie.

— A wiesz, że to dość inteligentne, co mówisz. My z mamą rzeczywiście nie mamy wspólnego języka. Myślę, że to dlatego, że ona w dwustu procentach wykonała plan ideowy, a ja sobie już bardzo dawno powiedziałem stop, dosyć tej zabawy.

— Rozumiem.

— Powiedz mi Adam, bo właściwie w tej sprawie pozwoliłam sobie do ciebie zadzwonić. Znasz może takiego młodego poetę, który ma na imię Marek?

— Kuran?

— Właśnie!

— Zdemolował ci mieszkanie?

— Co to za jeden?

— Bardzo zdolny poeta.

— Nie słyszałam. On moich przyjaciół poznał gdzieś przypadkiem i przyciągnęli go tutaj. Nie wiesz, czy ma jakąś rodzi­nę, przyjaciół, gdzie on mieszka?

— Pojęcia nie mam — skłamał — — — — —

W swoim czasie myślałem o scenie u Alicji Singer (potwier­dzającej najgorsze przypuszczenia Ksawerego Panka), nie wydaje mi się jednak, żeby ten wątek warto było ciągnąć dalej. Niech zostanie, jak jest — w niedomówieniu. Tak łatwo się domyślić, co się mogło dziać w mieszkaniu Alicji! Także obojętne, kiedy się tam Marek Kuran zjawił: wczoraj wieczorem czy wcześniej. Nie wiem natomiast, czy jest dość jasne, że Alicja Singer kłamie, gdy na informację Nagórskiego: bardzo zdolny poeta, odpowiada: nie słyszałam. Musiała o Kuranie słyszeć, szczególnie o jego różnych wyczynach skandalizujących. Bardzo jest nawet prawdopodobne, że znajomi na jej własne życzenie ściągnęli młodego poetę.

Po południu Nagórski, który od kilku tygodni unikał swego biurka, zabiera się do porządkowania zaległej korespondencji, lecz cokolwiek zdeprymowany ilością listów, na które nie odpo­wiedział, porzuca tę robotę, czyta, jednak nie dłużej niż kwa­drans monografię Friedenthala (rozdział o starczej miłości Goet­hego do szesnastoletniej Ulryki von Leevetzov), potem robi so­bie mocną kawę i wróciwszy do biurka wyjmuje z bocznej szuflady teczkę z nieopublikowanymi opowiadaniami (na teczce napis Nowe opowiadania) i zabiera się do ich lektury, co w stosunku do ut­worów napisanych czyni tylko wówczas, gdy w sposób jeszcze bardzo mglisty, lecz natarczywy poczyna się w nim kształtować nowy pomysł, a raczej atmosfera wokół pomysłu. Tego rodzaju zabieg jest dla Nagórskiego czymś w rodzaju sprawdzenia samego siebie.