środa, 13 maja

Przystępując przed dwoma miesiącami do pisania Dziennika nie przypuszczałam, że notatki i uwagi, podjęte w intencji upo­rządkowania tekstu Miazgi, aby przez to uporządkowanie doprowa­dzić go do wersji ostatecznie wykończonej, niebawem zachłannie w ów tekst wtargną, stając się czymś w rodzaju konia trojańs­kiego, coraz natarczywiej rozbijającego akt wykończenia.

Ludzkość bardzo wiele zawdzięcza pięknu dzieł sztuki. Czy za element oszustwa, oszustwa podniecającego a zarazem uspoka­jającego, który się w nich zawiera, też powinna być wdzięczna? Być może.

Ze Swetoniusza fragment o pytaniach Tyberiusza:

„Szczególnie zajmował się poznawaniem dziejów bajecznych, popadając nieraz w brednie i śmieszność. Oto na przykład filo­logom, którą to kategorię ludzi, jak już powyżej wspomniałem, szczególnie lubił, takie mniej więcej zadawał pytania: »Jak się zwała matka Hekuby? jakie miał imię Achilles, gdy przeby­wał wśród dziewcząt? jaką pieśń zwykły śpiewać syreny?«”.

Lektura opowiadań Flannery O’Connor: ich precyzyjnie wykalkulowane okrucieństwo bardziej zadziwia niż wstrząsa, a jeśli również niepokoi, to przede wszystkim na skutek rozbudzenia ciekawości, kim była ta przedwcześnie zmarła kobieta, uważana za jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy amerykańs­kich. Zdaje się, że nie wyszła za mąż, mieszkała w rodzinnej po­siadłości w Georgii, zmarła w czterdziestym roku życia, pozos­tawiając po sobie dwie powieści i dwa tomy opowiadań — to wszy­stko, co o niej wiem. Bardzo chciałbym wiedzieć coś więcej.