wieczorem
Po prawie dziesięciu godzinach pracy jestem tak zmordowany fizycznie, ale tylko fizycznie, że brak mi sił, aby się zabrać do powrotu Antka Raszewskiego do domu i jego rozmowy z matką. Też scena nienapisana, sporo jednak do niej dawnych pomysłów, trzeba je tylko będzie uporządkować i zdecydować ostatecznie, czy tekst eseju Antka o Ostatniej godzinie ma być w tym miejscu, czy przełożyć go do części III. Już kilkakrotnie rozpatrywałem wszystkie argumenty, przemawiające na korzyść lub niekorzyść każdego z tych dwóch rozwiązań. Na razie bardziej mi trafia do przekonania, aby tekst eseju (jutro, to znaczy w sobotę, są urodziny Antka, kończy dwadzieścia lat i nie bez głębszych racji wybrał sobie ten właśnie dzień, aby zanieść w południe swoją pracę Nagórskiemu, tekst w schludnej teczce leży na biurku) przeczytała jeszcze tego wieczoru Celina Raszewska. Ale to do jutra.
Żeby nie zapomnieć, bo mi to dzisiaj, gdy krótko odpoczywałem po obiedzie, przyszło do głowy.
1) W przeciwieństwie do męża i syna Celina Raszewska nie ma jeszcze wykończonej biografii. Więc do jej danych dodać: jeszcze przed wojną skończyła stomatologię, nie prowadząc praktyki prywatnej, pracuje do dzisiaj w Klinice Stomatologicznej Akademii Medycznej. Nikt, nawet najbliżsi, nie wie, że jest śmiertelnie chora i ma przed sobą nie więcej niż rok życia (rak wątroby, żołądka?). Jej wieloletnie zaangażowanie partyjne. Jej miłość do młodego Stefana, w tych dawnych latach, gdy był rzeczywiście wspaniałym chłopcem i jak nikt inny precyzyjnie i bezbłędnie wykonywał wyroki na prowokatorach i zdrajcach. Ten motyw zabijania musi wrócić w scenie części III, gdy Stefan Raszewski spędza parę godzin w szpitalu, przy łóżku umierającego ojca, starego i zasłużonego komunisty, przed wojną tramwajarza.
2) W związku z powyższym: w sobotę wieczorem (19 kwietnia) Zygmunt Raszewski wraca z partyjnego zebrania Komitetu Miejskiego Śródmieście, więc nie może wpaść wśród zadymki pod auto u zbiegu Miodowej i Krakowskiego Przedmieścia, Zygmunt Raszewski mieszka w jednym z bloków Muranowa, jest po śmierci żony sam, Komitet Miejski Śródmieście ma swój lokal w tej właśnie dzielnicy, można przypuścić, że po zebraniu stary Raszewski, chcąc być sam, odłącza się od swoich towarzyszy i idzie w stronę placu Dzierżyńskiego, żeby w barze mlecznym, który się mieści kilkadziesiąt metrów za placem, coś zjeść. Wpada pod auto na placu Dzierżyńskiego. Tuż obok, w jednym z wieżowców w najbliższym sąsiedztwie placu Dzierżyńskiego i baru mlecznego mieszka Julia Singer. Ona to właśnie w przeniesionym na chodnik starym i prawie martwym mężczyźnie rozpozna ojca Stefana Raszewskiego. Powie to, roztrzęsiona, milicjantowi, który jest bardzo młody i najoczywiściej jeszcze niedoświadczony, lecz te jego braki nie umniejszają wrażenia, jakie na nim robi stwierdzenie starszej kobiety, iż ofiarą tragicznego wypadku jest ojciec Sekretarza KC. Ponieważ nikt spośród spanikowanych lekarzy szpitala Przemienienia Pańskiego na bliskiej Pradze, dokąd karetka pogotowia przewozi starego Raszewskiego, nie zna domowego telefonu jego wysoko postawionego syna, jeden z dyżurujących akurat doktorów (kto?) postanawia... zatelefonować do Komitetu Centralnego. Jest dziewiąta wieczór, może trochę wcześniej, żeby się to akurat zbiegło z najazdem członków Bractwa Żółwiowego (Andrzej Wajs i jego kumple z różnych Ministerstw) na Jabłonnę, gdzie mimo odwołania przyjęcia ślubnego wszystko jest przygotowane na przybycie gości i Łukasz Halicki, zgodnie z życzeniem niedoszłego Pana Młodego, witać będzie w charakterze Hermesa (koniecznie z kaduceuszem) niewydarzonych gości. Funkcjonariusz przyjmujący w KC telefon ze szpitala nie może podać domowego telefonu sekretarza, skoro jednak dociera do jego świadomości, o co chodzi — oświadcza, że sam tę sprawę załatwi. I to on dzwoni do Raszewskiego. Raszewski jedzie natychmiast. Od wielu miesięcy myślę o tej scenie: partyjny dygnitarz spędza dwie długie godziny w zaimprowizowanej naprędce separatce (jakieś pozostałości po poprzednim pacjencie?) przy umierającym, lecz zupełnie przytomnym ojcu. Całe dzieciństwo, cała młodość. I mówi do konającego: tato!
Dochodzi teraz ósma. Bardzo jeszcze wcześnie. Gwałtownie się w godzinach popołudniowych oziębiło, ale w mieszkaniu, ponieważ wciąż grzeją kaloryfery, bardzo duszno. Mam do przeczytania dwa ostatnie rozdziały monografii Ostrogorskiego.