Muzyka poranna

Daleko i bardzo leciutko,

Wiatr niebo i drzewa kołysze,

Ptaki błękit z gardziołków

Kroplami leją w ciszę.

Cisza, jak waza pełna

Po brzegi słodkiego płynu,

Rozlewa błękit w kieliszki

Akacyj4 i jaśminu.

Błękit się z srebrem łączy,

Mocną wypryska wonią,

Ptakom języczki drapie

I nowe krople dzwonią.

Do młodzieńca z obrazu Maasa5

Młodzieńcze, próżno wzrok swój ukrywasz przed nami,

Oczy coraz smutniejsze zachodzą ci łzami,

Na smukłą, młodą postać zapatrzony czule,

Jak winem się upiłeś szlachetnym swym bólem.

W południe, spowinięte6 gorącym muślinem,

Na twarzy ukochanej śledząc żyłki sine,

Możeś w oczy jej patrząc, jak w dwa nieba, przeczuł,

Że zarówno z błękitem i ją zgasi wieczór.

I gdy z wolna odejdzie pogodna i wiotka

Ta, którą ukochałeś wśród innych, na wieki,

Gdy jak płatki opadną jej zwiędłe powieki —

Wiedz, pod twoim spojrzeniem nawet śmierć jest słodka.