Św. Katarzyna Genueńska

W srebrnym obłoku chodząca,

W fałdach nieba ukryta,

Jak w adamaszku1,

Spłakana, drżąca,

Światłami Boga pobita,

Jak Paweł2 u bram Damaszku.

W wysokich skrzydłach aniołów,

Jak w deszczu gęstym i czystym

Myjąca życie.

Wieżo kościołów,

Szczytem i aktem strzelistym

Uwidoczniona w błękicie.

Bij w serce me, jak w naczynie,

Co samo sobie wystarcza,

Wstępuj pożogą,

Niech szczękiem spłynie,

Gnie się i łamie jak tarcza,

Pod twoją złoconą nogą.

O, jeśli Jakuba schody3,

Wyścieła gorące słowo

Aż do niebiosów! —

Zniszcz moje chłody!

Zalewaj płomienną mową

Miarowy dźwięk mego głosu.

O, Pani Doskonałości!

Duszo i ciało z diamentu —

Mą słabość wzniosłą

Mieczem miłości

Przemierz i połam do szczętu,

Jak gałąź nazbyt wyrosłą.

Dolor ante lucem4

(Z Aleksandra Błoka)

W zachodu krwawych, ostatnich promieniach,

Pragnący śmierci — nie czekam już na nic.

I znów dzień wstaje, brzask bije z otchłani,

Powraca męka codzienna istnienia.

Chciałem zło rzucić i dobro zostawić,

Poznałem śmierci trwogę i nadzieję —

I znów powracam, by patrzeć, jak dnieje,

By zło przeklinać, dobru błogosławić.

Boże mój, Boże — Panie nieomylny —

Czyś wszystkich równym obdarzył wyrokiem —

Człowiek śmiertelny, ku Tobie się wlokę,

Od jutrzni rannej do nocy — bezsilny.