Za żelazną bramą

O, płótna kolorowe, których tutaj tyle,

Czerwone, granatowe, różowe motyle,

Jak kwadraty skaczące barwnej szachownicy.

Kraino egzotyczna w pośrodku stolicy!

Woń owoców, ryb lśniących, suszonych fig skrzynie,

Hale miejskie zmieniają w port w wschodniej krainie,

W targowisko krzyczące pod dalekim niebem

Gdzie się chałwę sprzedaje z świętojańskim chlebem.

Tęsknoto ma, co kramy zmieniasz w tajemnice,

W wonny ogród zamorski, żydowską dzielnicę,

Oto, jak ptak, odlotu niespokojne chwili

Moje serce drży tutaj i ze smutkiem się chyli

Nad gwarną, dygoczącą co dzień ludzką rzeką,

Nad podróżą tak bliską, a taką daleką.

Colas Breugnon10

Wypędzili z raju aniołowie

Ludzi, ptaki i strwożone 11sarny,

Zamiast ambrozji słodkiej i złotej

Krowie mleko nam dali i chleb czarny.

Myślał Bóg, że łamiąc chleba ćwiercie

W gniewie okrutnym załamiemy ręce,

A oto nam się chleb wydał słodszym od ambrozji12

I wznieśliśmy ręce w podzięce.

Oto, krowy na łąkach zielonych

Ciepłem mlekiem trysnęły w dzbany

I w obłokach dzbanów glinianych

Zobaczyliśmy raj nam zabrany.

Naszych pieśni jabłonie srebrzyste

Przesłoniły Twój majestat jasny,

Zakazany owoc zrywamy

I dzielimy go wspólnie z niewiastą.

Przepłynęła nam przez serca radość

Musującą jak strumień nowiną —

Dałeś Panie kielich goryczy,

Myśmy gorycz zmienili na wino.

Łuki świątyń, jak brwi Twe gniewne

Zacisnęły nad nami niebiosa,

O, Panie, rozchyl zasłony niebieskie,

Ukaż jasną twarz Dionizosa13!