C. K. Norwid rysuje okładkę do „Lirenki” T. Lenartowicza, co nieuchronnie przechodzi w traktat o przyjaźni, a nieopłacony list dochodzi lub nie dochodzi do adresata

Złotniczeńku zrób mi kubek ale proszę zrób mi ład

nie ładu nie ma Piękno wskrusza dopiero po jęku

ugodzonej pęknięciem lirenki Jak strup kory

umyka od drzewa tak kruszec opuszcza sioło

przymkniętych rąk Bo były niegodne szczerego

złotego pola W poranioną ciszą porę

głuchnie uchwyt

zgrzyta przetrącony

win dojrzałością okalecza

niepokalane: chatkę baranka

dziecko

z dna chybionego formatu

za ucho którego nie ma

do rozchylonych ptasio ust

podnosi wybrakowane spełnia

dolę uzdalnia dalą

kołysze jaźń przyjaźni

łkanie w oczu kącikach przełknie

między nami

milcząc W łopocących sieroco

listach zrodzona idylla

z ran ona