Ćmiasto. Interroryzacja
sen przyjdzie cicho lecz nas
nie zastanie chyba w drodze
do mękki albo
niedorado jaka wiata
wiatykiem będzie która
ultima thule utuli i czyja
ziemia stanie się nam
obmacaną
po omacku przemieszczam się
w podryw i dryf przetapiam
w utopię lądów ludów pomny
niepomnik ja tubylec ubywalec
ubywatel
wschodem zbiegam
w oko liczności w sto lic moje
wliczam ulicą odkrawana
krawędzią odkrytki siępleniąca
zespalana spajana nieprzystojna
jak tutejsze przystanie piórw
ulicznic
zabliźnionym rannym
traumwajem gdzie mój cel
moja cela mój szczerościan
w czasownikach kasowana odjeżdżam
taksowana ulgowo oddycham
uchodzeniem z nocy w noc
coraz bardziej
nie należę się temu miastu