POMORZE

Wędrowiec, Filemon, Baucyda557.

WĘDROWIEC

O, lipy stare, mroczne,

witam was po raz drugi —

pod wami dziś odpocznę

po wędrówce długiej.

Tak — ta sama zagroda,

która mnie przytuliła,

gdy mórz wzburzona woda

na brzeg mnie wyrzuciła.

Co też z gospodarzami?

żyje pobożna para?

już wtedy przed latami

przygarbiona, stara —

Zacni ludzie! w tęsknocie

do was idę; witajcie!

szczęśliwego w swej cnocie

zmierzchu zażywajcie.

BAUCYDA

staruszka zgrzybiała

Cicho, przechodniu sercu miły,

cicho! — śpi zacny mój małżonek;

sen długi krzepi starca siły

na pracowity, krótki dzionek.

WĘDROWIEC

Tyżeś to, matko, sercu miła?

korzę się tobie w dzięce zbożnej.

Tyś mnie do życia przywróciła,

ty i małżonek twój pobożny.

Wasze to serca cud sprawiły.

ożyłem w waszych serc obronie.

Wchodzi Filemon.

Tyżeś Filemon sercu miły,

coś morskie przemógł558 dla mnie tonie?

Waszego ognia płomień pilny,

waszego dzwonka srebrne bicie,

z toni wyrwały mnie mogilnej

i wam zawdzięczam życie.

Nad bezgraniczne idę morze,

piach ucałować, złożyć modły;

o, niezbadane drogi boże,

które mnie w cichy dom wasz wwiodły.

Zmierza ku brzegowi.

FILEMON

do Baucydy

W ogródku naszym pod lipami

posiłek przyładź559 jak należy;

on się zatrwoży widziadłami

i oczom nie uwierzy.

do Wędrowca, przy nim stanąwszy

Pomnisz tu morską toń wzburzoną?

— fala za falą się przelewa —

a oto ogród założono,

grzędy i kwiaty, krzewy, drzewa.

Starcem już byłem, słabe ciało

mogłożby sprostać pracy takiej? —

w miarę jak sił mych ubywało,

morze zmieniało szlaki.

Przyszli mędrkowie, śmiała czeladź560

kopali rowy, tamy, jazy561

zdołali morze z piachów przelać,

posłuszne na ich rozkazy.

Dziś lasy tu zieleniejące —

łąki, ogrody, wsie, spowiły —

Lecz już zachodzi, synu, słońce,

chodź na posiłek, gościu miły.

Tam w zorzy żagle się czerwienią,

— dołem spływają nocne mroki —

jak ptaki umykają cieniom,

do gniazd mkną — tam, gdzie port głęboki.

I tak cofnięty, zagubiony,

modry pas morza w mgle się mieni —

jak okiem sięgnąć w obie strony

krąg zaludnionej przestrzeni.

Podeszli do stołu pod lipami, zasiedli we troje do wieczerzy.

BAUCYDA

Dlaczego milczysz, gościu miły?

nietknięte mleko i razowiec.

FILEMON

Te zmiany tak go zadziwiły!

Ty lubisz mówić, opowiedz —

BAUCYDA

Dziwy się, wielkie dziwy, działy;

do dziś mnie straszą lęki —

bo to i ten wypadek cały

z szatańskiej był poręki562.

FILEMON

Że brzeg darował i mieliznę

cesarza winić niepodobna563;

herold ogłosił darowiznę

wszem wszystkim, każdemu z osobna.

Tu niedaleko mej zagrody

pierwsze na tamy bito pale;

namioty, domki! — wnet ogrody

i pałac z piachów wzrósł wspaniale.

BAUCYDA

W dzień się tłum łudzi krząta z wrzawą,

niewiele pociech z ich mordęgi —

aż w nocy ognie błysły krwawo,

nazajutrz wał się piętrzy tęgi.

Ofiary — straszne, któż policzy?!

nocami krzyki, wycia szału!

morzem w dal płynie błysk zwodniczy!

rano już wody lśnią kanału.

Bezbożnik! Boga nie ma w duszy!

pożąda naszej ojcowizny;

potęgą władzy swej się puszy

i chce nas zaprząc do pańszczyzny.

FILEMON

Przecież zalecał nam zamianę

na folwark zacny i — obszerny —

BAUCYDA

Te wodne lądy zakłamane!

Trwajmy na straży domu wiernej!

FILEMON

Ostatni promień słońca kona,

więc na modlitwy iść nam trzeba,

oddzwonić ave, wznieść ramiona,

z ufnością skarbić łaski nieba.