SALA RYCERSKA

Faust, Mefistofeles, Cesarz, Herold, Astrolog, Architekt, Dworki, Rycerze, Szambelan, Młódka, Starsza Dworka, Najstarsza Dworka, Skromnisia, Dyplomata, Dworzanie, Poeta, Paź, Uczony, Zjawy: Parys, Helena.

światło przyćmione; właśnie wszedł Cesarz, za nim dworzanie.

HEROLD

Frasuję173 się dziś setnie174; — urząd wodzireja,

zapowiadacza zabaw, trapi mnie dziś srodze —

zrozumieć, co się dzieje? — ach próżna nadzieja!

Jakieś tajemne moce stanęły na drodze.

Już przyładzono stołki, fotele i zydle175,

już cesarz zajął miejsce w sali prawym skrzydle —

naprzeciw rozwieszono nadobne arrasy,

by się mógł myślą przenieść w przeszłość, w złote czasy.

Siedzą wszyscy; — czekają; dwór łaknie zabawy;

drążkowi176 już zajęli pod ścianami ławy,

kochaneczka, ta, owa, trwożliwie spoziera

i ze strachu przed duchem w kochanka się wpiera.

A więc wszystko w porządku; cichnie pomruk głuchy;

czekamy! — Na audiencję proszę! — Wejdźcie duchy!

Hejnały.

ASTROLOG

Przed królem jegomością teatrum się pocznie!

Na rozkaz pana, wołam, rozstąpcie się ściany!

stropie, zbądź177 swej ciężkości — zbłękitniej obłocznie —

niech się ziści czar magii w chwili powołanej.

Dywany jak kurtyna wznoszą się do góry;

jak w obrotowej scenie — odwracają mury;

czyliż to teatr rośnie w rozkwicie zwodniczym

i oświetla nas blado blaskiem tajemniczym?

Wychodzę na proscenium178.

MEFISTOFELES

z budki suflera w pólpostaci

Tutaj będzie mi dobrze; ujrzę to i owo —

zresztą podpowiadanie jest diabła wymową.

do Astrologa

Ty zaś, co w wiecznych gwiazdach czytać umiesz ładnie —

zrozumiesz me suflerstwo — ach! — arcydokładnie.

ASTROLOG

Oto w zwartej harmonii, w surowej powadze

wstaje stara świątynia przez czarnoksięstw władzę;

jak ramiona Atlasa179 w prostocie rozumnej

dach dźwigają szeregiem wzniesione kolumny;

dwie z nich zdołają wesprzeć budowę potężną,

a razem mogą dźwignąć górę niebosiężną.

ARCHITEKT

Więc to jest styl antyczny? Złudzenie wszechwładne!

to obmierzłe prostactwo, mówią, ma być ładne,

szlachetne, nieporadne wprawdzie, ale wielkie!

Nie wierzcie! głupstwem istnym są greczyzny wszelkie!

Jeno kolumny smukłe, zgubione w bezmiarze

sklepienia, ostre łuki, stubarwne witraże —

oto budowa szczytna, co podnosi ducha.

ASTROLOG

Kroków idących godzin niech każdy wysłucha;

rozsądek zmiotą łacno czarodziejskie pieśni,

a wtedy wyobraźnia ułudę swą prześni;

rozszerzcie oczy wasze łakome — na czary —

jeno, co niemożliwe, godne naszej wiary.

Faust zjawia się po drugiej stronie proscenium.

ASTROLOG

W kapłańskiej zbliża się szacie,

dębowy wian ma na głowie —

oto za chwilę poznacie

zaklętą moc w jego słowie.

Trójnóg się dźwiga z otchłani,

wonne kadzidła przewiały;

szlachetni w sali zebrani,

misteria będą się działy.

FAUST

z patosem

W imieniu waszym, MATKI, które królujecie

w samotności i pustki bezgranicznym świecie,

w aureoli ruchomej życia, co w przeszłości

zapadłe — żyje z wami w harmonii wieczności —

stoję tu na tym miejscu, świadom waszej mocy,

co przędzie dniom namioty, a sklepienia nocy.

Jedne siły się w życia wplatają chorały,

inne zaklina wolą cudotwórca śmiały

i z ufną rozrzutnością pomiędzy swym ludem

sieje, tęsknoty ziszcza i zadziwia cudem.

ASTROLOG

Oto żarzącym kluczem dotknął złotej czary,

wraz180 się gęste wysnuły po sali opary;

mgły senne, przyczajone jak pod wiatrem chmury

zbijają się i razem wzlatują do góry.

Patrzcie! Cudowna chwilo! Powietrze przenika

Stłumiona i rozwiana przeciągła muzyka!

Łączą się dźwięki szklane w tajemne bógwieco,

a czego drżeniem dotkną, melodią podniecą —

wszystko gra — i tryglify181 dzwonią, i kolumny —

i idzie śpiew do głowy jak zboże tak szumny.

Świątynia śpiewa! — Cicho! Oto mgła opada,

z rytmu melodii postać wynurza się blada —

— Efeb idzie — już milczę — znacie kształtu zarys —

Któż go nie zna, kto nie zna — to on! — piękny Parys!

Wyłania się zjawa Parysa.

DWORKA I

Cóż za widzenie cudne! Młodości kwiecista!

DWORKA II

Jako brzoskwinia wonna, świeża i soczysta!

DWORKA III

Patrz, jak słodko nabrzmiałe, jak wymowne wargi!

DWORKA IV

Ach, zwierzyć im sam na sam z bliska serca skargi.

DWORKA V

Owszem wcale182 przystojny — za mało smukłości.

DWORKA VI

Zbywa mu na ogładzie, no i na zgrabności.

RYCERZ I

Pastuch, zgoła bez manier, bez gustu, bez wzięcia —

taki książę? — Dziękuję za takiego księcia!

RYCERZ II

Ba, półnagi — więc wabi, panie niepokoi,

lecz chciałbym go obaczyć od stóp do głów w zbroi.

DWORKA

Siada! Popatrzcie, siada z wdziękiem i swobodnie.

RYCERZ

Aśćce183 tam na kolanach byłoby wygodnie?!

INNA DWORKA

Jak wdzięcznie zgrabną głowę na ramieniu wspiera!

SZAMBELAN

Gest ten zdradza prostaka, lecz nie kawalera.

DWORKA

Was, panów, wszystko mierzi184 i wszystko przeraża.

SZAMBELAN

Któż bo widział tak siedzieć tu wobec cesarza.

DWORKA

Przecież on nas nie widzi, on ma taką rolę.

SZAMBELAN

U nas nawet w teatrze karcimy swawolę.

DWORKA

Bohater nasz zasypia; to senność mistyczna.

SZAMBELAN

Chrapnie zaraz — przecież to gra realistyczna.

MŁÓDKA

zachwycona

Ach! zawoniało, kwieciście, radośnie —

cóż za woń cudna! Serce w piersiach rośnie.

STARSZA DWORKA

Ach! rzeczywiście — ten zapach! To tchnienie!

Ach! wzruszające — to — on...

NAJSTARSZA DWORKA

... To ciała kwitnienie;

to młodość pachnie; — to członeczki świeże

tchną wonią tak uroczą w całej atmosferze.

Wyłania stę zjawa Heleny.

MEFISTOFELES

Ach, więc to ona! — Słusznie ją nazwano łanią;

kaducznie185 ładna — ale — nie mam gustu na nią.

ASTROLOG

Zamilknąć muszę! Na honor! Cóż w świecie

piękniejszego być może jak czar w tej kobiecie

kwitnący! — tak! — Helena to piękno, Helena to życie;

cudność tych lic i kształtów boskich opiewano

przez wieki! — Kto ją ujrzy, ten tonie w zachwycie

najszczęśliwszy, kto może zwać ją ukochaną.

FAUST

O, ziemskie oczy moje! Wam w dziale186 przypadło

patrzeć na to niebiańskie, czcigodne widziadło!

O, jakże świat był pusty, o, jakże zamarły

dopóki lęk i trwoga tych drzwi nie otwarły!

Oto teraz świat widzę jutrzniany, niebiański,

gdym na ziemię powrócił w tej szacie kapłańskiej.

Przez tę chwilę spojrzenia utonąłem w niebie —

nie odejdę już nigdy — Faust nie zdradzi ciebie.

Pomnę — w zwierciadle czarów zamglone widzenia —

one, a rzeczywistość! To był ach! cień cienia.

Pani piękna! Potęgę budzisz we mnie, męstwo —

tyś jest miłość! — tyś płomień, modlitwa, szaleństwo!

Moją jesteś i będziesz po sercu i woli.

MEFISTOFELES

z budki suflera

Upamiętaj się, Fauście! — Tego nie ma w roli.

DWORKA LECIWA

Rosła i bardzo kształtna, lecz głowa za mała.

DWORKA MŁODSZA

A stopa nazbyt duża, czy pani widziała?

DYPLOMATA

Zna się różne księżniczki na moim urzędzie,

lecz ona może z nimi w jednym stanąć rzędzie.

DWORZANIN

Zbliża się do śpiącego cicho i pochopnie.

DWORKA

W porównaniu z młodzieńcem brzydka jest okropnie.

POETA

Od jej piękności płonie mu na twarzy łuna.

DWORKA

Widziałam taki obraz: Endymion187 i Luna.

POETA

I ja widziałem. — Zda się, światłem go spowija —

pochyla się nad śpiącym; dech warg jego spija!

Pocałunek! — Ach, słodycz, nieznana, niebiańska!

SKROMNISIA

Tak na oczach nas wszystkich! To miłość pohańska!

FAUST

Ona go kocha! Gorze!

MEFISTOFELES

Cóż ci to przeszkadza,

niech sobie cienie robią to, co im dogadza.

DWORZANIN

Odchodzi! W każdym ruchu ściszona i śpiewna.

DWORKA

Obejrzała się jeszcze — byłam tego pewna!

DWORZANIN

Zbudził się; — snem cudownym zda mu się widzenie.

DWORKA

Dla niej to rzeczywistość — dla niego zdumienie.

DWORZANIN

Znowu idzie ku niemu z gracją i miłością.

DWORKA

Rozumiem! — Chce go uczyć; — pleść będzie ambaje188;

w tych wypadkach mężczyźni nie grzeszą mądrością,

każdy myśli, że pierwszy, każdemu się zdaje.

RYCERZ

Majestatyczna! Hołdy trza oddać powinne189.

DWORKA

Fe! kochanica! — To są obyczaje gminne!

PAŹ

Chętnie bym się z Parysem w tej chwili zamienił.

DWORZANIN

W słodkim niewodzie190 każdy by się szczęsnym mienił191.

DWORKA

Z rąk do rąk już przechodził ten klejnocik miły,

latka płoche192 czerwieniec193 mocno nadszczerbily.

DWORKA DRUGA

Dziesięć latek miała

do chłopca się rwała —

RYCERZ

Każdy się w swoim czasie swą cząstką radował,

ja bym się chętnie piękną resztą kontentował194.

UCZONY

Widzę ją najdokładniej —; niemniej sprawa mglista,

przyznam się — wątpię — czy jest rzeczywista;

teraźniejszość doraźna nie ma perspektywy,

jedynie sens pisanej historii jest żywy;

lecz tu się dokopuję niejakiej ostoi —

napisano: „zwodziła wszystkich starców Troi” —

Świetnie się zgadza! Zważcie, wszak nie jestem młody,

a czuję, jak mnie ciągnie, pcha do jej urody.

ASTROLOG

Oto się młodzian nagłe zmienił w bohatera —

patrzcie, jak miłość siłą i męstwem w nim wzbiera!

objął ją — tak bezbronną i miękką — on śmiały!

Unosi ją! Porywa!

FAUST

Stój! głupcze zuchwały!

Jak śmiesz! Poczynasz sobie nazbyt śmiele!

MEFISTOFELES

Przecież sam reżyserem jesteś w swoim dziele!

ASTROLOG

Już jedno tylko słowo! — Patrząc na te sceny,

nazwałbym widowisko: Porwaniem Heleny.

FAUST

Porwanie — ?! — Jestem tu i stoję,

klucz zloty w moim ręku!

Szedłem przez grozę, niepokoje,

w wiecznych, bezmiernych sfer pojęku;

stanąłem tu, gdzie rzeczywistość,

gdzie duch się może z duchem wadzić

i zdobyć wielką serc dwoistość!

Czyż na to miałbym ją sprowadzić

z olbrzymiej dali, ze stuleci,

by w czarów stracić ją obłędzie?!

Raz jeszcze władczy klucz zaświeci —

po dwakroć moją będzie!

O, MATKI —! Wy mój krzyk słyszycie,

wołaniem moim drży przestworze!

Kto u jej stóp raz złożył życie,

już jej utracić nie może!

ASTROLOG

Fauście! Co czynisz — Fauście! — Ku niej zmierza

przypada — chwyta — ona niknie w ręku!

A!! — na młodzieńca kluczem się zamierza —

dotknął go!! Biada!! — krzyk!... ginie w pojęku...

Wybuch; Faust pada.

Duchy znikają.

MEFISTOFELES

unosi Fausta

Ot, macie! — Gdy się diabeł z dudkami195 kamraci196,

i dudków nie pokrzepi, i sam przy nich straci.

Zamieszanie; mrok.