ZATOKI MORZA EGEJSKIEGO

Księżyc w zenicie nieruchomy.

SYRENY

leżą na głazach, śpiewają i grają na fletniach

Ciebie wróżki z nieb otchłani

zaklęciami w mrokach nocy

wołały ku skalnej grani!

Bądź nam, Pani, ku pomocy;

i przesrebrzonej cichej dali

spłyń na bezmiar żywych mórz,

prześwietlone cuda twórz;

po ruchliwej, skrzącej fali

stąpaj cicho, lekko, zwiewno —

przejścia twego srebrny ślad

będzie się zadumą kładł

w sercach naszych, o, królewno!

Snuj z promiennych gwiazd przędziwa

pieśni ponadziemskich stref;

zawtóruje ci nasz śpiew,

Srebrna Pani Miłościwa!

NEREIDY I TRYTONY303

Pieśń śpiewajcie w nocy głuszy,

pieśń, co morski bezmiar wzruszy;

z głębin płyniemy, z daleka,

z szalejących burz ojczyzny —

mkniemy ku wam na mielizny,

bo nas wasza pieśń urzeka.

Tak weselnie ustrojeni,

w koralowych szat purpury,

w kałakuckich304 pereł sznury,

w kolie zorzanych promieni,

w głębin delie305 szmaragdowe —

wieńcem meduz wieńcząc głowę,

płyniemy w pogłosach burz

do was — czarodziejki mórz.

SYRENY

Ludu burzy! — wiemy, wiemy,

w głębiach rybny naród niemy

żyje głucho, beztroskliwie;

wy świąteczni i weselni

bądźcie śmiali, żywi, dzielni

w przesrebrzonym nocy dziwie.

NEREIDY I TRYTONY

Nie lękajcie się — my sami

radziliśmy z głębinami,

jak nam działać w tej godzinie;

obaczycie nas w zatoce,

że w nas szumne, dumne moce,

że w nas krew, nie woda płynie.

Odpływają.

SYRENY

Drużyna hoża i świeża

na samotrackie wybrzeża

z szczęśliwym wiatrem odpływa;

w państwo tajemnych Kabirów

dążą wśród kręgów i wirów.

Na jakież płyną tam dziwa?

Czy pomagają, czy szkodzą

te bóstwa, co same się rodzą,

co same z siebie powstają

i same siebie nie znają.

Trwaj, Luno, nieruchomo w srebrzystej pustoszy,

niechaj noc trwa najdłużej, dzień niech nas nie płoszy!

TALES

na brzegu do Homunkulusa

Do Nereusza306, ciebie, starego prowadzę,

z nim rozmówić się i zasięgnąć wieści — radzę!

Wprawdzie strasznie uparty, zrzędliwy dobrodziej

i nikt mu jako żywo w niczym nie dogodzi,

— a najbardziej go ludzie mierżą, irytują —

lecz że zna przyszłość, więc go wszyscy respektują,

wszyscy czczą — choć się w jamie odludek zasklepił —

boć niejednemu pomógł, niejednego skrzepił.

HOMUNKULUS

Więc próbujmy! — Zapukam i powitam pięknie,

przecież to nie zaszkodzi — szkło z tego nie pęknie.

NEREUSZ

Któż to tam w mą jaskinię bezczelnie zaziera —

czy to ludzie? śmiertelni? Żółć gniewem mi wzbiera!

Twory marne, dorównać boskiej chcą osobie,

a przeklęci dorównać zdolą ledwie sobie.

Dawno mogłem odpocząć, bo i wiek mnie trudzi,

alić zawszem pomagać chciał najlepszym z łudzi.

Nadaremno — przekora stoi na zawadzie —

wszyscy zawsze działali źle, wbrew mojej radzie.

TALES

Wszyscy się jednak, starcze, liczą z twą osobą,

jesteś mędrcem! — z tej racji stajemy przed tobą:

półczłowieka istotę skupia płomyk blady,

udziel jej, zatroskanej, starcze morski, rady.

NEREUSZ

Rady?! — O, nie zadaję się już z ludzką tłuszczą,

jednym uchem słuchają, a drugim wypuszczą.

Ileż to razy czyn ich mści! się jak najsrożej,

lecz to ich nie nauczy, błądzą coraz gorzej!

Jakżeż to przestrzegałem Parysa, ladaco,

że mu się jego żądze niewczesne307 odpłacą;

na helleńskim wybrzeżu stał w zachodniej zorzy

płonący — i mówiłem z ducha — wieszczek boży:

o strasznych, krwawych mękach zarwanego zgonu,

o zgliszczach i pożarze świętego Ilionu,

O tym, że ducha swego w wstydzie sponiewiera,

wklęty na całą wieczność w heksametr Homera —

I cóż? — jemu się wróżba starca zda zabawą —

pustka i nieoględność pomściły się krwawo;

lat dziesięć mija ledwo, z gór orły się zerwą

i topią krzywe szpony w Priamidów ścierwo.

A Odys? — jemum wieścił o Achajów zwadzie

i o Circe308 podstępnej, o Cyklopów zdradzie

i o innych przygodach, a on w odpowiedzi

robi swoje — w tułactwie sroma się i biedzi,

aż wreszcie, jak z wyraju umęczone ptaki,

wraca do wytęsknionych wybrzeży Itaki.

TALES

W mądrych słowach twych gorycz płonie jako głownie,

lecz dobroć nakazuje próbować ponownie —

łut309 wdzięczności podany w odpowiednej chwili

cetnary310 niewdzięczności przeważy, przesili;

i myśmy tutaj przyszli z bardzo ważną rzeczą,

ten stworek pragnie stać się istotą człowieczą.

NEREUSZ

Dziś nic nie powiem! — Dziś dla mnie dzień święty!

Ożyją niebywale mórz żywe odmęty

na ojcowe wołanie; — na srebrne posiady

wychyną morskie Gracje, córki me, Driady.

Ani Olimp wysoki, ani ziemia cała

piękniejszych istot nie ma i nie będzie miała.

Cudne, wiotkie postacie nurzają się w tonie,

i podrzutem fal skaczą na neptuńskie konie,

lekkością uskrzydlone, uniesione w tanie,

zdają się zwiewnie ślizgać po świetlistej pianie;

a na ich czele śliczna, prześwietlona kruża,

Galatea311 jak Wenus z piany się wynurza;

jej to na Pafos312 boski hołd składają w dani,

odkąd wyspą wzgardziła Cypru piękna Pani.

I tak strojna perliście w konchowe opale

dziedziczka boskich włości kwieciścieje w chwale.

Odejdźcie! — Niechże godzin radości ojcowskiej

nie spsowają zgryzoty, złości ani troski.

Idźcie do Proteusza313! — co mnie do tych baśni —

jak stać się, jak odmienić — odmieniec objaśni.

Oddala się to stroną morza.

TALES

Stracony czas! zmartwionyś — widzę po twej minie —

choć spotkamy odmieńca, to się nam wywinie,

a jeżeli przystanie, sens słów tak przetrąci,

że zmilkniemy, a w głowie do reszty się zmąci.

Lecz, że to chcesz koniecznie dochrapać się wiedzy,

nie pomińmy tej jeszcze, choć niepewnej miedzy.

Oddalają się.

SYRENY

na szczytach skał

Cóż tam przez morskie manowce,

pod wiatru cichym powiewem

leci jak białe żaglowce

z klaskaniem, śmiechem i śpiewem?

To one mierzwią mórz tonie,

kwiat oceanów i cud —

boginie perlistych wód!

Spieszmy je witać w pokłonie!

NEREIDY I TRYTONY

Ramiona nasze obarcza

olbrzymia żółwia tarcza.

W orszaku morskich dziew,

oto najstarszych bogów

do waszych niesiemy progów;

przywita ich wasz śpiew!

SYRENY

Postać mała, siła wdała,

Stróże prastarych przybytków —:

opieka, ratunek rozbitków.

NEREIDY I TRYTONY

Przynosimy Kabirów314

na wesołe święto,

staną pośrodku wirów

ciszą niepojętą.

SYRENY

My widzimy z daleka,

gdy grom wbudza trwogę,

ich wszechmocna opieka

ratuje załogę.

NEREIDY I TRYTONY

Trójmoc niesiem szczęśliwie,

czwarta przyjść nie chciała,

właśnie ta, co prawdziwie

za nich wszystkich działa.

SYRENY

Bóg, co boga drugiego

w pośmiew jawny daje —

choć klęczysz u stóp jego,

nieszczęściem się staje.

NEREIDY I TRYTONY

Kabirów tajemniczych siedmioraka postać!

SYRENY

Gdzież, powiedzcie, z siódemki — troje mogło ostać?

NEREIDY I TRYTONY

Pytanie wasze złowieszcze,

i my się o to pytamy —

ponoć jest ósmy jeszcze,

lecz tego zupełnie nie znamy.

Władza ich jest i działa,

lecz w mgle ich istność cała.

O, Bóstwa wielkie! — O, nieporównani!

z mocą trwacie przed przemian ostatecznych tronem,

wieczną tęsknotą smagani i gnani

za niepojętym, za nieogarnionem!

SYRENY

Czy w dzień, czy w nocy w pokornej wierze

do bóstw nieznanych wznosim pacierze.

NEREIDY I TRYTONY

Jakże cześć nasza zakwita bogato,

że my to święto ogłaszamy światom!

SYRENY

O, jakżeż bohaterstwa bladą świecą łuną,

— nawet one wyprawy po złociste runo —

wobec naszych zdobyczy z mórz otchłannych wirów,

skąd niesiemy w triumfie mitycznych Kabirów.

CHÓR

Z otchłani mórz, z otchłani najgroźniejszych wirów

sobie i mam przynieśli mitycznych Kabirów.

Nereidy i Trytony odpływają.

HOMUNKULUS

Bezkształt tych bóstw jest dla mnie jako pusty czerep315,

— nad tym się mądrzy głowią — po to schodzą w Ereb!

TALES

Oto, co ma specjalny wdzięk i urok w świecie:

rdza dopiero dodaje wartości monecie.

PROTEUSZ

niewidoczny

Mędrkujecie, niech was trzysta!

ja, co jestem kolorysta,

mówię i powtarzam zawsze:

im dziwniejsze, tym ciekawsze!

TALES

Gdzie jesteś Proteuszu? —

PROTEUSZ

sposobem brzuchomówczym, raz blisko, raz daleko

— Tu i tam —

TALES

Stary figlarzu! — bywaj! — znam cię, znam,

lecz mnie nie zwiodą twoje gry —

na prawo głos twój — w lewo ty!

PROTEUSZ

niby to z dala

Bądź zdrów!

TALES

cicho do Homunkulusa

Zaświeć no mocno! Już jest blisko!

Ciekawy jest okropnie,

a więc w świetlane kolisko

nos zechce wsadzić pochopnie.

HOMUNKULUS

Juz świecę! starczy? — coś w retorcie jękło,

boję się, by rozgrzane szkło z nagła nie pękło.

PROTEUSZ

w postaci olbrzymiego żółwia

Cóż to za światło przymglone i złote?

TALES

zakrywa Homunkulusa

Możesz się przyjrzeć, jeśli masz ochotę,

Lecz mniemam, waćpan, nic na tym nie straci,

jeśli się nam pokaże w człowieczej postaci,

a już jeśli chcesz ujrzeć to, co świeci za mną —

przybierz kształt mniej potworny, postawę mniej kłamną.

PROTEUSZ

jako człowiek

Nie ma co mówić, umiesz z mańki zażyć.

TALES

A tyś odmieńcem ostał! — przestańmy się swarzyć.

odkrywa Homunkulusa

PROTEUSZ

zdumiony

Karzełek i świetliczek — dziw! — w osobie jednej?!

TALES

Prosi ciebie o radę, widzisz, bardzo biedny —

sam mi to opowiadał, nieco chaotycznie —:

urodzony jest, jakby to rzec — połowicznie,

a teraz chciałby się stać! Nie brak mu wartości,

pojętny — myślom jego znacznej przytomności

odmówić nie podobna; więc z tego oszklenia

pragnie się wyrwać — tęskni do ucieleśnienia.

PROTEUSZ

do Homunkulusa

Dziewicorództwa316 problem rozwiązałeś —

zanim się miałeś stać, ty już się stałeś!

TALES

cicho

Również mam podejrzenie, powiem ci to skryto,

coś mi się zdaje, że on jest hermafrodytą.

PROTEUSZ

Ach, to drobiazg! to przecie nic a nic nie szkodzi,

może sobie płeć wybrać, nim się w ciele zrodzi.

Lecz szkoda każdej chwili! — Tu cię nic nie zmieni,

trzeba rozpocząć próby na morskiej przestrzeni.

Trza zacząć od małego, pożerać drobiny,

potem większe istoty — i — tak z czynów w czyny

piąć się, jak po drabinie, od zdarzeń do zdarzeń,

aż dojrzejesz do coraz wyższych przeobrażeń.

HOMUNKULUS

Tu wiatr cudne powietrze śle przez morskie tonie;

tak dziwnie zielenieje! ach! przesłodkie wonie!

PROTEUSZ

Wierzę, o, bardzo wierzę, milutka chłopczyno,

tam na morzu powietrze wonieje jak wino!

tam dopiero jest miło, lekko, co się zowie —

tu włóczą się opary; — na morze! po zdrowie!

Widzisz ten orszak piękny przed znaczną osobą?

jak się z morza podnosi, jak wabi pląsami —

zbliża się; — chodźcie ze mną!

TALES

Ja już idę z tobą —

HOMUNKULUS

Dziwy! Dziwy prawdziwe! W drogę! Idę z wami!

Telchinowie317 rodyjscy na morskich koniach i smokach: z trójzębem Neptuna w ręku.

CHÓR

Wykuliśmy trójkąt Neptuna, kowale,

trójzębem przycisza bóg wiry i fale.

Gdy burza szumiąca rozmawia z Neptunem,

bóg morza jest hukiem — bóg burzy piorunem;

gdy górą w błyskaniach grom wali za gromem,

mórz głębia oddźwięka bezmiernym ogromem,

a co się w pośrodek niebacznie nawinie,

na pył jest zmiażdżone jak ziarno we młynie;

w paździerze je strzaska przemożny szał tuczy,

a fala zmierzwiona po skałach wywłóczy;

tak oto w podzięce, dziś Neptun nam w ręce,

to berło dał swoje, na radość, ukoje.

SYRENY

W tej godzinie wysrebrzonej,

o, heliosowy318 orszaku,

bądź nam szczęśnie pozdrowiony

w Luny przeświętym znaku.

TELCHINOWIE

O, Pani Srebrzysta! — Rozbłyska poświata

jak uśmiech siostrzany posłany do brata;

ku wyspie rodyjskiej nachylasz w śnie ducha,

skąd pean319 słoneczny jak jutrznia wybucha.

Gdy dzień się otrząśnie z pełznących w mgle cieni,

oświeca nas słońce uśmiechem promieni

i patrzy na góry, na miasta, na wody,

rumiane, rozśmiane przepychem urody.

Mgła nocna się snuje po łąkach, po lesie —

już świt ją rozświeci, a powiew rozniesie,

a Helios się spręży, podźwignie i wstanie

młodzieńczy bohater w złocistym rydwanie.

Telchiny pierwotni władnący od wieka,

zaklęli moc Boga w kształt godny człowieka320.

PROTEUSZ

Niechże śpiewają, niech się chwalą,

że wklęli słońce w spiż czy w głaz —

słońce z nich szydzi — minie czas —

a w pył posągi się rozwalą;

ono, co tworzy, skupia, spaja,

czymże dlań pusta głusza cisz?

czymże dlań bezruch, zimny spiż?

czymże dlań chwalców dumnych zgraja?

Stoją bogowie w rzeźbie, niemi,

co mówię! — toć się stało przecie!

jedno trzęsienie marne ziemi —

posągi zwali, zmiażdży, zmiecie.

Życie spojone z ziemską grudą

jest zawsze bólem, troską, żmudą;

życiu jedynie fala sprzyja,

co lśni, i w wieczność się przewija.

Tam, w tę wieczystych wód urodę,

ja jako delfin cię zawiodę.

zmienia się w delfina

Wiele cię czeka w życiu prób; —

na grzbiet mi siadaj, panie młody

pójdziemy drogą żywej wody —

tam z oceanem zawrzesz ślub.

TALES

Stoisz, Homunkulusie, u dni twoich wątku,

radzę: zacznij istnienie swoje od początku.

Działaj szybko i sprawnie; zadanie twe wdzięczne;

na rozkaz życia formy przybierzesz tysięczne,

aż się czasy wypełnią — przyszłość to daleka —

wdziejesz na siebie szatę ostatnią: człowieka.

Homunkulus siada na Delfina-Proteusza

PROTEUSZ

Więc naprzód — do wodnistych leż.

Zażyjesz, bezcielesny zuchu,

do woli pędu, wiru, ruchu,

urośniesz wzdłuż i wszerz.

Lecz miejże mi pohamowanie,

po szczeblach bytu właź powoli,

bo kto się raz człowiekiem stanie,

ten się już z kresem swym zespoli.

TALES

Lecz i tutaj światełko jaśniejsze migoce:

miło człowiekiem wielkim być w swojej epoce.

PROTEUSZ

do Talesa

Niby jak ty nie przymierzając!

Na to ma czas nasz szklany chwat;

między duchami się szwendając,

znam cię od kilku setek lat.

SYRENY

na skałach

Chmurki złocą nieba głębie,

kryją księżyc — wiotkie, miękkie;

to nie chmury, to gołębie!

białoskrzydłe, bieluteńkie.

Lecą ciszą niepojętą,

z Pafos321 lecą do nas w gości!

Kończy się już nasze święto

w pełni szczęścia i radości!

NEREUSZ

przy Talesie

Jakiś nocnych dróg włóczęga

rzekłby, patrząc na zjawisko,

że to chmura, co gwiazd sięga,

że podchodzi do nich blisko —

lecz my, duchy, wiemy pewnie,

tą mądrością nieczłowieczą,

że to córce mej, królewnie,

co pod nocy tej jest pieczą,

krąg gołębi towarzyszy

i tak mieni się bieliście

w rozsrebrzonej nocnej ciszy

na mej córki święte przyjście.

TALES

I ja mniemam, że najlepiej,

aby cisza sobą żyła —

mędrca to pragnienie krzepi,

aby świętość świętą była.

PSYLLE I MARSY322

na morskich bykach, jałówkach323 i trykach324

Na Cyprze w podziemnej jaskini

tajemnej, nikomu nie znanej,

stoi wóz święty bogini,

bogini naszej kochanej.

Ani go fala zaleje,

ani trzęsienie nie wzruszy,

bo on — to nasze nadzieje,

on duszą naszej jest duszy.

I jeno przez noce samotne,

przez sennej fali zsrebrzenia,

wieziemy w szlaki powrotne

królową — na serc pokrzepienia!

Idziemy, mórz pracownicy,

ani nas księżyc nie płoszy,

ani skwir325 krwawej orlicy

rozdrgany w ponurej pustoszy.

Przez cienie i światła, i mroki,

przez czasy, trwania i zmiany,

przez szlaki wód, czy posoki326

idzie nasz orszak zwołany;

przez miasta, wsie i grodziska

do wyznaczonych granic

na świętych bóstw uroczyska327

idzie — nie zważa na nic!

Przez wieki, co w pustkę się toczą

niesiemy boginię uroczą.

SYRENY

Płyną w tanecznych fal pląsie

wokoło wozu królewnej328

i przewijają się, gną się

w rytm melodyjny i śpiewny.

Do nas! Do nas, do nas, zwidy,

prężne, urocze i zwiewne —

Driady i Nereidy.

Tu do nas — przynieście królewnę!

Zawtórzymy wraz trofeom —

mórz zielonych szczęsne swatki,

przybywajcie z Galateą,

wizerunkiem boskiej matki!

Galateo! — Cześć ci! — Cześć ci!

O, łącząca czar boskości

i czar ludzki —: wdzięk niewieści —

w nieśmiertelny hymn miłości!

DORYDY

przepływają chórem przed Nereuszem; wszystkie na delfinach

W przepych srebrzystych, mieniących wianków

ustrój, o, Luno, orszak uroczy,

bo oto miłych słodkich kochanków

przyprowadzamy przed ojca oczy.

do Nereusza

Oto młodzieńcy, których z topieli

rączyny nasze szczęśnie wyrwały —

złożyłyśmy ich na mchu pościeli,

piersi ich nasze z martwych ogrzały.

Wśród pieszczot naszych wzrosły junaki,

wdzięczą się grzecznie, całują pilnie —

płyniemy z nimi przez morskie szlaki —

o spójrz na swadźby329, ojcze, przychylnie!

NEREUSZ

Zdwojoną korzyść losy przynoszą:

współczucie serca łączą z rozkoszą.

DORYDY

Słowa twoje najłaskawsze,

sprzyjające, miłujące —

pozwól kochać ich na zawsze

paść nimi piersi drżące.

NEREUSZ

Niechże was zdobycz wdzięczna raduje,

młodzieńcy w mężów dostojnych wzrosną;

lecz was nie zdarzę łaską radosną —

ponad mą wolą Dzeus330 króluje.

Jak kołysanie chybotnej fali

chwiejna jest miłość, zmienne jest życie,

a gdy się skłonność do cna wypali,

same kochanków swych porzucicie.

DORYDY

Płoną nam serca, wichrzą się szały,

rozkosz się dwoi smętem rozstania —

zażywać z wami miłości trwałej

wola nam bogów wiecznych zabrania.

MŁODZIEŃCY

Lubością nas karmicie,

włodarzy kruchych lodzi —

przesłodkie nasze życie,

nie może nam być słodziej.

Galatea zbliża się na rydwanie z konchy.

NEREUSZ

Tyżes to, córo moja?! — Śliczna krasawica331!

GALATES

Ojcze mój, szczęściem wielkim płoną moje lica —

Więżą mnie twoje oczy! — Wstrzymajcie Delfiny!

NEREUSZ

Mijają mnie! — Z przystani na morskie głębiny

orszak zmierza z pośpiechem, srebro fal roztrąca,

nie wstrzyma go ojcowska tęsknota gorąca!

Zabierzcie umie ze sobą! — To jedno spojrzenie

ma cały rok wypełnić?! — O, słodkie wspomnienie.

TALES

Radość zakwita we mnie, radość przewspaniała,

— krzyczeć pragnę i wołać: — chwała! chwała! chwała!

Co jeno wielkie pięknem prawdziwej urody,

rodzi się i powstaje z prawieczystej wody

i w wodzie byt ma wszystko! — Święty oceanie,

w tobie jest łaska życia i bytu władanie!

Gdybyś ty chmur nie zsyłał,

gdybyś rzek nie rozwijał,

gdybyś deszczów nie spijał,

gdybyś lądów nie mijał —

czymże by były góry, doliny i światy?

ty w nie tchniesz wiecznie nowe życia aromaty!

ECHO: CHÓR ORSZAKÓW

Ty chronisz skrzętnie wszelki żywioł od zatraty.

NEREUSZ

Oto w dali koliskiem rozchwianym się toczą

lecz już oczu kochanych nie zbliżą mym oczom.

Jak łańcuch łyszcząc się statecznie

i uroczyście, i świątecznie

płynie orszaku barwny wąż —

z rozchybotanych fal zawici

konchowy rydwan Galatei

widzę — dostrzegam — wciąż.

Poprzez tańczących fal igrzyska332

jak złota gwiazda z mórz wybłyska

— to tam — to tu —

Lecz chociaż w wieczność już zapadnie —

ojciec go dojrzy — wciąż — dokładnie —

oczami snu.

HOMUNKULUS

W tej rozperlonej wilgoci

świecę, a wszystko się złoci

urokiem tęczowych barw...

PROTEUSZ

W tej życiodajnej wilgoci

twe światło się pieśnią rozzłoci,

graniem eolskich harf333.

NEREUSZ

Już płyną jak widma do modrych mórz ciemnic

w uroku nieznanych, znaglonych tajemnic.

W krąg konchy jak świetlak334 u róży kielicha

coś świeci, rozbłyska, to w mżeniu nacicha.

Blask tętni jak serce strwożone — rozgłośnie

— już płomień dygoce pieściwie, miłośnie...

TALES

To właśnie Homunkulus; Proteusz go wiedzie...

Niestworek roztęskniony ugania na przedzie —

niepokoi mnie pojęk w światła szklanym tonie —

heroizm szalony strzaska się przy tronie —

— już rozbłyska płomieniem — skrzy słodyczą pieszczeń,

błękitnieje i blednie — rozlewa się w przestrzeń!

SYRENY

Cud nagły! Ogniowy! — Cud fale odmienia,

pluszczące rytmicznie wśród światła i cienia;

rozświetla się przestwór, modrzeje pogodnie,

a ciała się żarzą jak białe pochodnie;

roztapia się przestrzeń w jasności płomiennej —

to Eros! — to Eros! — Bóg życia promienny!

Pochwalone bądź morze rozpieśnione falą!

Pochwalone płomienie, co świecą i palą!

Pochwalone wód głębie żyjące w przestworzu!

Pochwalone przygody na lądzie i morzu!

WSZYSTKIE CHÓRY

Pochwalony bezkresie błękitny, daleki!

Pochwalone przepaście i skalne wierchoły!

Pochwalone bądź życie promienne na wieki!

O, pochwalone bądźcie wy, cztery żywioły!