ULICA

Żołnierz Walenty — brat Małgosi,Faust, Mefistofeles Małgorzata, Marta; Mieszczanie. Noc. Przed domem Małgorzaty.

WALENTY

Gdy się tak w knajpie tęgo piło.

siedziało, grało i gwarzyło,

koledzy, pełni już ochoty,

chwalili dziewczyn swoich cnoty.

Przy pełnej flaszy i kielichu

spokojniem patrzył w głośny krąg

i uśmiechałem się po cichu

do tych wiwatujących rąk.

Jeden z drugiego się natrząsa,

ten mówi to, a tamto ów,

a ja podkręcam w górę wasa

i mówię sobie: gadaj zdrów!

I biorę w garście pełny kielich

i mówię dziarsko, jak to młody,

a któż mej siostrze cnót anielich

nie pozazdrości — jej urody?

— a oni mówią: rację masz!

kto co innego twierdzi: łgarz!

hura! i brzęk, i brzęk o szkło —

Zdrowie Małgosi! — toż to szło!!

A teraz — włosy z głowy rwać —

palce ogryzać aż do krwi!

Gdzież się podziała dziarska brać?

już nie ma — każden jeno drwi —

tu jakieś słówko podejrzane,

tam szpilkę wbije ktoś znienacka —

kto może, rozdrapuje ranę

i poszła sława w dym wojacka!

Ej! — gdybym krzyknąć mógł — kłamiecie!

i sam przed sobą rzec: nie wierzę!

rozbiłbym w puch to marne śmiecie,

ejże! leciałyby paździerze!

Ktoś idzie! Zbliża się! Czuj duch!

— nie mylę się — tak! idzie dwóch!

— jeśli to on — Małgosin gach,

nie wróci żywy pod swój dach!

Wchodzą Faust i Mefistofeles.

FAUST

Jak to w zakrystii światło właśnie

oliwnej lampki drżące w dali,

co mży i cichnie, pełga, gaśnie

i choć się z nagła żywiej pali,

już w czyhające wsiąka ciemnie,

tak właśnie mroczno we mnie.

MEFISTOFELES

A we mnie jakaś chęć raczej łasząca,

uczucie kota, który po drabinie

na dach wychodzi — patrzy do miesiąca230

i znów przez rynnę zwinnie się przewinie;

trochę złodziejstwa w tym i lubieżności,

oraz swoistej, rzekłbym, cnotliwości.

Już się w mych żyłach z krwią przelewa

jutrzejszy łysogórski gon,

noc czarodziejska we mnie śpiewa

melodią nietoperzych błon.

FAUST

Kiedyż się wzniesie skarb ku górze,

który rozbłysnął tam przy murze!

MEFISTOFELES

Ach, będziesz mógł wydobyć sam

kociołek z ziemi stary.

Spojrzałem kiedyś tam:

talary — bite talary!

FAUST

Ni dyjademu, ni pierścienia

dla lubej mojej przystrojenia?

MEFISTOFELES

Widziałem, zanim zapiał kur,

w kociołku pereł suty sznur.

FAUST

To bardzo dobrze — wstyd mi broni

tak bez podarków chodzić do niej.

MEFISTOFELES

Toć nie powinno serca chmurzyć,

można za darmo czasem użyć.

— Lecz teraz — gdy tak gwiazdki mżą

i pięknie niebo stroją,

do reszty już odurzę ją

moralną piosnką moją.

śpiewa231 — przygrywa na gitarze

O, Kasiu moja, powiedz mi,

co u kochanka szukasz drzwi

godziną tak poranną.

Chętnie on Kasiu wpuści cię,

lecz z wypuszczeniem będzie źle,

nie wrócisz, Kasiu, panną!

Więc, Kasiu słodka, rozważ to;

Kasia nie słucha, kocha go,

więc: dobrej nocy w łóżku!

Ej, Kasiu, przestrzegałem cię,

stokrotnie pewniej kochać się

z pierścionkiem na paluszku!

WALENTY

wpada

Gruchać przyszedłeś, szelmo, tu?

Patrzcie no gaszka232! — drań, sobaka!

Wpierw z instrumentem do diabłów stu!

teraz się wezmę do śpiewaka!

MEFISTOFELES

Gitara pękła — gra skończona!

WALENTY

Teraz się po łbach będziem prać!

Ty albo ja, ktoś z nas tu skona.

MEFISTOFELES

do Fausta

Doktorze! nie uciekać — stać!

tu do mnie! — już się składa,

mądrze się jeno trzeba brać —

zaczynać! z pochwy szpada!

WALENTY

Odparuj!

MEFISTOFELES

Już!

WALENTY

Ten cios...

MEFISTOFELES

I ten!

WALENTY

Moc czarcia! Mdleje dłoń!

MEFISTOFELES

do Fausta

Uderzaj!!

WALENTY

pada

A!

MEFISTOFELES

Wieczny mu sen!

Doktorze, szpadę skłoń!

A teraz w nogi! Trzeba umknąć zaraz,

zanim się zbiegnie ciekawskich czereda233:

z policją jeszcze mniejszy jest ambaras234,

lecz z klątwą raz — dwa uporać się nie da.

Wychodzą szybko — tłum się zbiera.

MARTA

w oknie

Gwałtu! ratunku!

MAŁGORZATA

Światła dajcie!

MARTA

jeszcze w oknie

Bójka, ratunku! Przybywajcie!

TŁUM

Tu już zabity jeden leży!

MARTA

wychodzi z domu

Zbrodniczy popełniono czyn!

MAŁGORZATA

wychodzi z domu

Kto to?

TŁUM

Twej matki syn!

MAŁGORZATA

Ratuj mnie, Chryste, z złej obierzy235!

WALENTY

Umieram! — to niedługie słowo!

a krótsza jeszcze zgonu chwilka.

Precz z łzami, z potrząsaniem głową!

Przybliżcie się — chcę rzec słów kilka!

Otaczają go wszyscy.

Małgosiu moja! jeszcześ młoda —

tak jakoś wszystko... wielka szkoda...

... tak jakoś zrobiłaś opacznie —

niechże śmiertelna ta nauka

przypomni, powie ci, żeś suka!

A teraz się to gorsze zacznie.

MAŁGORZATA

Bracie! Mój Boże! całyś krwawy...

WALENTY

Nie mieszaj Boga do tej sprawy!

Co się stać miało — już się stało;

źle bardzo się podziało...

Najpierw się z jednym — no tak — lubisz —

i drugi przyjdzie — tak — niewiasto —

i trzeci — tuzin przyhołubisz,

aż w łoże całe wpuścisz miasto!

Gdy hańba na ten świat przychodzi,

to w tajni, w mroku, w ćmie236 się rodzi,

rękę się trzyma u jej warg,

by nie zdradziła się przedwcześnie;

tak się ją kryje wciąż obleśnie —

najchętniej skręcić by jej kark!

Lecz gdy podrośnie — furda237! basta238!

w dzień biały idzie środkiem miasta!

a przecież nic nie wypiękniała,

lecz im kaprawsza — bardziej śmiała!

na rynek pcha się i w południe,

gdy gwarno, rojno, strojno, ludnie,

mizdrzy239 i puszy się obłudnie.

Ja widzę już przedśmiertnym wzrokiem,

jak ty się stajesz hańby łupem,

jak szybkim cię mijają krokiem

bliźni — w ohydzie — jak przed trupem

Niech jak choroba wstyd cię toczy,

kiedy ci ludzie spojrzą w oczy!

Ścierko! porzucisz ty złotości.

nie będziesz stawać u ołtarza:

w ozdobie szat i zalotności

już do miejskiego wirydarza

nie pójdziesz — nie! Tobie ciemnica.

ukryty w zgniłej ćmie zaułek,

tam niech ci nędza czerni lica,

twym miejscem szpital i przytułek!

Choć Bóg się wzruszy skargi twemi

ja cię przeklinam tu — na ziemi!

MARTA

Zamiast się modlić tej godziny,

bluźnierstwem jeno zwiększasz winy!

WALENTY

Rajfurko240 stara! gdybym mógł

zemstę swą wywrzeć na tobie —

sprościłbym241 grzeszne szlaki dróg

i spokój znalazł w grobie!

MAŁGORZATA

Bracie! mój bracie! straszny kres!

WALENTY

Zaprzestań płakać! szkoda łez!

Odchodzę — idę na boski sąd

z krwawiącą w sercu raną,

przez twoją rękę i twój błąd

na wieki mi zadaną!

Bóg wydał rozkaz, żołnierz słucha,

przyjmij w Twe ręce mego ducha!

EGZEKWIE242

Małgorzata; Zły Duch; Tłum. Katedra. Nabożeństwo: organy, śpiew. W tłumie Małgorzata; za nią Zły Duch.

ZŁY DUCH

Jakożeś inna w swych dniach młodości,

wiary, miłości, cicha, niewinna,

przed ołtarz szła.

Słodko i szczerze twoje pacierze,

jak dym kadzielny, jak wonna mgła

modrzą się, snują,

gdzie Nieśmiertelny w aniołów gronie

w niebie króluje, w gwiezdnej koronie.

Małgosiu — dziecię — kędyż na świecie

serce zgubione, nieodgadnione?

Matka twa siwa, o, nieszczęśliwa!

ducha oddała Bogu.

Tyś ją zabiła, sponiewierała —

ty i grzech ciała!... Nieczysta siła

matkę zabiła.

Małgosiu — krew na twym progu.

A pod twym sercem w strwożonym łonie

już nowe życie tli się i płonie

tajemnie, skrycie —

MAŁGORZATA

O, myśli grzeszna, myśli straszliwa!

czymże ją zwalczę ja nieszczęśliwa!

CHÓR

Dies irae, Dies illa

Solvet saeclum in favilla243

Organy grają.

ZŁY DUCH

Groza nad tobą? Organy grają,

a groby wnętrza swe otwierają.

Grzech twoje myśli, serce popieli,

jakże z popiołu ogień wystrzeli?!

Drżyj!

MAŁGORZATA

Zamieram w sobie straszną tęsknotą,

psalmy organne głazem mnie gniotą.

CHÓR

Iudex ergo, cum sedebit

quidquid latet adparebit

nil inultum remanebit.244

MAŁGORZATA

Ciemno i duszno! Cierpi sumienie,

wali się ma mnie ciężkie sklepienie.

Słupy olbrzymie, ściany kościoła

duszą mnie, więżą! Śmiertelne koła!

Tchu!

ZŁY DUCH

Ukryj się! Grzechu nic nie ukryje,

umrzesz zhańbiona, wstyd cię przeżyje.

Wołasz ty — światła — wołasz — powietrza —

wzgardzonej duszy nic nie ulecza!

Biada ci!

CHÓR

Quid sum miser tunc dicturus?

Quem patronum rogaturus?

Cum vix iustus sit securus.245

ZŁY DUCH

Błogosławieni skrywają lica —

umknie się tobie czysta prawica.

Biada twej doli.

CHÓR

Quid sum miser tunc dicturus

MAŁGORZATA

Podajcie mi trzeźwiących soli!

Omdlewa.

SABAT246

Faust, Mefistofeles, Błędnik, Czarownice, Czarownicy, Generał, Minister, Parweniusz, Autor, Straganiarka, Proktofantazy. Zjawy: Lilith, Meduza, Serwibilis, Oberon, Tytania, orszak weselny. Łysa Góra.

MEFISTOFELES

No cóż — przydałoby ci się stylisko247?

Ja chętnie dosiadłbym już kozła;

droga daleka — cel nieblisko.

FAUST

Jeszcze mnie krzepko niosą nogi,

sękacz248 mi tęgi dobrze służy;

piękne widoki są z tej drogi,

więc się i wzrok nie nuży.

Po pochyłościach piąć się ku szczytowi

przez skały, z których spada woda,

u stóp czar dolin — któż wysłowi!

Dzika, wspaniała gór przyroda.

Brzoza już liśćmi się zieleni,

przebujne życie kipi w sośnie;

pławi się w wiośnie las radośnie —

my jedni mamyż być znużeni?

MEFISTOFELES

Mnie jakoś mróz po kościach chodzi,

noc czarna — istna sadza,

księżyc niemrawo w chmurach brodzi,

wciąż drogę jakiś pień zagradza

lub skała twarda jak ze stali

omal że głowy nie rozwali;

po prostu byłby nam niezbędny

przewodnik — bodaj ognik błędny;

tam właśnie u kamiennych płyt

błyszczy się błędnik: przyjacielu!

hej! — wyprowadzisz nas na szczyt!

BŁĘDNIK

Chętnie — lecz nie wiem, czy do celu

dojdziecie prędko moim szlakiem,

ja bowiem płynę zygzakiem —

gdzie wiatr — tam i ja.

MEFISTOFELES

Po prostu naśladujesz ludzi?

Niech no się asan249 dziś potrudzi!

A nie — to zdmuchnę cię jak świecę.

BŁĘDNIK

Władczy twój głos — już świecę — lecę,

lecz zważcie, czarów dziś godziny!

góry szaleją, wicher wieje

i czarcie przypomina dzieje,

możemy zbłądzić — nie z mej winy.

FAUST, MEFISTOFELES, BŁĘDNIK

śpiewają na przemiany

W światy czarów, snów i baśni,

które noc i mrok spowiły!

Świeć nam, ogniu, świeć najjaśniej

przez tej drogi szlak zawiły —

w nieobjęty kraj — w przestrzenie!

Drzewa, drzewa i drzew cienie

pędzą, lecą, czas mijają

rzeszą gwarną i pątniczą,

góry grają, lasy grają,

chrapią, wrzeszczą, trąbią, krzyczą.

A strumienie cienko smyczą

na skrzypicach kamienistych;

słyszysz szumy — słyszysz pieśni —

pól i krzów250, i łąk rosistych?

czy to podziomkowie leśni?

czy to piosenka zagubiona

tej przeszłości, co już kona?

wraca echem baśń wygrana,

zapomniana — przypomniana!

Uhu! Uhu! Puchacz huczy —

stado sów się nocą włóczy,

zwołują się kruki, wrony —

cały ptasi świat zbudzony.

Spod łopuchów, patrz, ropuchy

wywalają grube brzuchy,

a korzenie, giętkie łozy251,

jak kłąb wężów, jak połozy252

siecią pnączy zapowiły

pnie, wykroty253, skały, iły254

i czyhają na wędrowca

u przepaści, u manowca;

człek się trwoży, męczy, dyszy —

aż tu nagle z mchu, z upłazu255

tysiącbarwne wojsko myszy

skacze do twych nóg od razu.

Lud świetlaków256 skrzy się, roi,

aż się w oczach mży i troi.

Czy stoimy, czy idziemy?

wszystko w ruchu, w wirze, w splocie —

nic nie wiemy, nic nie wiemy —

drzewa, skały, świateł krocie —

jakieś duchy na przelocie —

noc się mnoży, tysięcznieje —

dziwa! czarnoksięskie dzieje!

MEFISTOFELES

Chwyć się mocno mego płaszcza,

skała twarda, duża, śliska —

i spójrz teraz! spoza chaszcza

mamonowy skarb rozbłyska.

FAUST

Jakże przedziwnie mroczne dale

rozkwieca odblask złotych zórz,

światło przez lasy i przez hale

przerzuca się od wzgórz do wzgórz:

wpada w przepaście uroczyste,

budzi uśpione, głuche dna,

jaśniejsze wraca, przezroczyste

i snuje się jak srebrna mgła;

z nagła się stapia w mknące źródło,

znów rozpryskuje w tysiąc smug

i szarfą zbladłą i wychłódłą

oplata wąskie linie dróg.

A w bliży grają światła żywe

jak struny fosforycznych lir —

sypią się iskry urokliwe

na górski szczyt jak złoty żwir;

lecz słysz — lecz słysz — w górzystym łonie

drży serce — drży — od dna po czub —

wybucha pożar! góra płonie!

wyrosła jak ognisty słup!

MEFISTOFELES

Pałac Mamona257 lśni jaskrawo —

noc wielkich dziś uroczystości!

Z sutą gotują się zabawą

na przyjazd licznych gości.

FAUST

Wiatr oszalałe gna powietrze,

po twarzy smaga, tnie i siecze.

MEFISTOFELES

Chwyć się skał rękami mocno,

bo cię wicher w przepaść rzuci:

iść nam trzeba przez mgłę nocną,

która zwodzi, bałamuci.

Słysz, jak wicher zrywa skały,

mierzwi bory, zgniata drzewa,

znaglonego ognia grzywa,

skier zawieją świat zalewa;

a z tej mierzwy258 płomienistej

raz po razie grom wylata,

błyskawice, huki, świsty,

jakby krwawy koniec świata;

pogłos wrzawy w alarm wali,

leci szarża w tysiąc koni —

ognia!! lecą, tętnią — w dali

stukot kopyt w skały dzwoni;

w dali — w bliży — w dole — w górze —

głosy — krzyki rechotliwe —

czarownice w skier wichurze

lecą żądne i chutliwe259.

CHÓR CZAROWNIC

Leci czarownic dziarski chór,

żółte rżyska260 — zielony siew —

pan czarny siedzi na szczycie gór

— śpiewa — w nas kipi krew!

Przez miasta i wsie

chór czarownic mknie!

Za nami! za nami! wprzód!

przez lasy — przez góry — przez swąd i smród!

GŁOS

Staruszka Baubo261 na maciorze

w skrach płomienistych wicher porze262!

CHÓR

Chwała jej, chwała! za nią w bieg!

— Matka na świni — czart ich strzegł!

GŁOS

A ty! — skąd jazda?

GŁOS

Z Kamieńca263 wprost!

Zajrzałem sowie do gniazda —

ślepia rozwarła — uciekła.

GŁOS

Przez diabli most!

Dokąd tak w cwał?!

GŁOS

Noc mnie urzekła,

wicher mnie zwiał —

rana zapiekła,

spala mnie szał.

CHÓR CZAROWNIC

Droga się dłuży, droga się snuje —

cóż to za pęd! cóż to za szczęk!

widły nas bodą, miotła w zad kłuje —

dziecko się dusi, brzuch matce pękł!

PÓŁCHÓR CZAROWNIKÓW

Wleczemy się wśród złomu,

a każdy z nas się biedzi —

w drodze do czarta domu

baba chłopa wyprzedzi.

DRUGI PÓŁCHÓR

Ejże! patrzcie proroków!

Daremne to gadanie,

gdzie baba za sto kroków,

chłop jednym susem stanie.

GŁOS

z góry

Do mnie — do mnie! Z jeziora!

GŁOSY

z dołu

Ach, chętka nasza skora —

pierzemy — czyste i godne —

cóż z tego — jesteśmy niepłodne!

OBA CHÓRY

Ucicha wicher, gwiazda wschodzi,

księżyc się kryje w chmur powodzi —

chór leci w mgły, zawieje —

ogniste iskry sieje.

GŁOS

z dołu

Hola — czekajcie — hej!

GŁOS

z góry

Któż to tam woła z kniej?

GŁOS

z dołu

Weźcie mnie z sobą — podajcie ręce,

trzysta lat idę w znoju i męce —

każdy rok płaci — każdy rok traci,

dotrzeć nie mogę do moich braci.

OBA CHÓRY

Niesie mnie miotła — dźwiga drąg —

widły unoszą w górę, w krąg —

nogami wierzgaj, ręką trzep —

kto dziś nie wzleci — istny kiep264.

PÓŁCZAROWNICA

Kuśtykam z tyłu — no i cóż,

nadążyć siostrom ani rusz!

W samotnym domu nie usiedzę,

a tu na próżno nogi biedzę.

CHÓR CZAROWNIC

Pomaga nam skutecznie maść,

spódnice trza na wietrze kłaść,

a wtedy z cebra świetna łódź

— nie możesz zdążyć, to się wróć!

OBA CHÓRY

Obieżym szczyt najwyższy w krąg,

wy na nas patrzcie z błotnych łąk!

o czarnoksięstwie myślcie wciąż!

Bywajcie! Chórze, w górę dąż!

Odlatują.

MEFISTOFELES

Cóż to za hałas, wrzask i ścisk!

Krzyk, wycie, rechot, ryk i pisk!

Ogień i chuć — skrzy, świeci, pryska,

na czarnoksięskie mknie igrzyska!

A teraz ze mną! przy mnie stój!

Gdzie jesteś?

FAUST

z oddali

Tutaj!

MEFISTOFELES

Już cię rój

latawic porwał w taniec swój!

Już ja tu sobie z tym poradzę!

Trzeba odsłonić swoją władzę!

Rozstąpić się! precz! idzie mistrz!

Miejsca, sławetni!

Doktorze, tu! masz rękę moją —

trza się wydostać z dymu, z zgliszcz;

już mnie samego niepokoją

te tłumy i obrzydliwości,

na to trza dużo cierpliwości.

Tam chodźmy! Nowość mnie pociąga,

choćby rodziła dziwoląga.

FAUST

Sprzeczności duchu! Na toś mnie prowadził,

pełen przekory i wraz265 roztropności,

byś mi tu nagle najpoważniej radził

opuścić czary — ostać w samotności?

MEFISTOFELES

Spójrz jeno — tutaj nie ma ścisku,

ktoś przecież siedzi przy ognisku,

czyliż ci zaraz tłumu trzeba?

FAUST

Wolałbym jednak być tam w górze,

w płomieniu chmurnym i wichurze;

kędy panuje czarny książę,

jakaś zagadka się rozwiąże.

MEFISTOFELES

Może i jedna się rozwiąże,

lecz nowe drogę ci zagrodzą.

Niechajże wielki świat szaleje,

no już zbyt znane, stare dzieje:

z wielkich się małe światy rodzą.

Ostań na chwilę ze mną tu,

w spokoju nabierzemy tchu,

tym bardziej, że tu rojno, widzę:

stare z młodymi w zgodnej lidze,

ależ — czarownic nagich sporo!

a wszystkie młode! stare za to

chętnie się odziewają szatą,

bardzo rozumnie! chętki biorą

podejść tam nieco; trudu mało,

uciechy dużo; chodźmy śmiało.

A cóż za wstrętna brzmi muzyka!

Do szpiku kości drze, przenika

tak sobie wszyscy chwile szpecą;

trzeba się przyzwyczaić nieco!

No, chodź już, chodź! ja dobrze radzę —

ja pójdę pierwszy — poprowadzę.

Ależ, mój drogi, toż olbrzymia przestrzeń,

— popatrz no! końca jej nie widać prawie —

a co tu tańców, pijatyki, pieszczeń,

trzeba się przecież przypatrzyć zabawie!

FAUST

W jakiejże roli chcesz się tutaj dostać?

Czy weźmiesz diabła, czyli266 maga postać?

MEFISTOFELES

Najchętniej incognito267! To najbardziej lubię,

lecz można się z orderem zjawić — właśnie w klubie:

podwiązki nie dostałem268 od królewskiej żony,

ale mam nóżkę końską — order tu ceniony.

Zresztą tu nawet ślimak już z mojego cienia

orientuje się dobrze, z kim ma do czynienia;

trudno się, widzisz, ukryć, swój świat swoim światem;

chodźmy! bądź panem młodym, ja będę twym swatem.

do kilku obstarniejszych269 zgromadzonych koło ogniska

A cóż wy tu robicie, dobrodzieje mili?

życzę wam szczerze, byście się zbytnio nie nudzili,

tu uciecha jest prawem i prawem swawola,

nudzić można się w domu, jeśli czyja wola.

GENERAŁ

Narodom ufać? niech to piorun trzaśnie!

Zasługi? to czczy dym!

W narodach jak u kobiet właśnie,

młodość jedynie dzierży270 prym271.

MINISTER

Wszystko się do upadku chyli —

czemu? rzecz prosta: nie ma nas!

Wtedy, gdy myśmy wszystkim byli,

wtedy był złoty czas!

PARWENIUSZ272

Na kim się zmełło — na kim skrupi!

Co zakazane — to popłaca!

Tę prawdę tłum odrzucił głupi —

w perzynę273 poszła nasza praca.

AUTOR

Dziś młodzież jest mądrości katem,

a dobrych książek pełne — strychy!

doprawdy, jeszcze jak świat światem

nie było w młodych tyle pychy!

MEFISTOFELES

postarzał się nagle

Przyszedłem tu, lecz pełen smutku.

Sądny dzień idzie! słyszcie, głusi!

Gdy ja się kończę pomalutku

i świat się ze mną skończyć musi.

STRAGANIARKA

Panowie — nie mijajcie! czemu tak z ostrożna?

niebywała sposobność — czego pragnie dusza —

kupić nie kupić — potargować można!

popatrzeć — wybrać; kupić nikt nie zmusza.

Czego nigdzie na świecie nie ma, nie dostanie274

tu właśnie jest — kupujcie!! Na moim straganie

nie ma ni jednej rzeczy, która bólu nie sprawiła;

ni jednej nie ma rzeczy, która kogoś nie skrzywdziła;

ten sztylet zabił wielu — z żeber się nie zśliźnie —

ten kielich — jeszcze wilgny275 po strasznej truciźnie —

oto klejnoty, kupić za nie można cnotę,

oto miecz, zdradzający wieczystą robotę

skrytobójczego mordu; czego pragnie dusza:

popatrzeć! wybrać! kupić nikt nie zmusza!

MEFISTOFELES

Źle coś pojmujesz czasy współczesne, ciotuchno,

co do towaru twego — owszem, w tym masz rację,

lecz przestarzałą mocno, toż to samo próchno!

nowe czasy! — więc nowe potrzebne sensacje.

FAUST

Czy ja się mylę? — zdaje się,

tu istny jarmark w lesie.

MEFISTOFELES

Wszystko się w górę zbitą tłoczy zgrają.

Sądzisz, że ty pchasz?! nie! to ciebie pchają!

FAUST

Kto to?!

MEFISTOFELES

Przyjrzyj się dobrze: Lilith276 pięknowlosa!

FAUST

Kto?

MEFISTOFELES

Lilith Adamowi dana przez niebiosa,

żona pierwsza przed Ewą. — Radzę ci, zmruż oczy,

by nie złowiła źrenic na sidła warkoczy.

Na kogo rzuci urok włosów swoich cudem,

ten spod władzy okrutnej wychynie się z trudem.

FAUST

A oto, widać, w tańcu chyba przerwa krótka —

siedzą jedna przystarna, ale druga młódka.

MEFISTOFELES

Dziś się nie nuży nikt! Czas opętany!

Już się poczyna! Chodźmy w tany!

FAUST

tańczy z młodą

Wiesz, śniło mi się, piękna ma,

że w słonku ślicznie jabłoń płonie,

a na gałęzi jabłuszka dwa

kusiły — wylazłem po nie!

NADOBNA

Już w raju jabłka was kusiły,

tę chętkę waszą znam.

Strasznie się cieszę, panie miły,

że to i ja jabłuszka mam.

MEFISTOFELES

tańczy ze starq

Wiesz, śniło mi się, stara ma,

żem wierzbę widział rozłupaną,

w nią............................277

zbudziłem się aż rano.

STARA

Pięknie się kłaniam końskiej nóżce —

słodki to sen był, panie mój,

bądź pewien, zawsze twojej służce

będzie smakował......................

PROKTOFANTAZY278

Przeklęty tłumie! przeklęta gra!

Tak długo wykładałem wam to w trudzie,

że duch gliniane nogi ma,

a wy tańczycie tu jak ludzie!

NADOBNA

tańczy

Po cóż on przyszedł na nasz bal?

FAUST

tańczy

Bo, widzisz, byłoby mu żal,

gdyby go nie mógł skrytykować,

nic nie istnieje dlań — czego nie widzi;

a jeśli czegoś nie może zmiarkować279,

to albo milczy, albo-li wyszydzi.

Gdybyście jednak tańczyli,

tak jakby on wam grał,

usprawiedliwiłby łaskawie

i taniec wasz, i szał;

nawet by rzekł, żeście wspaniali,

gdybyście mu się w pas kłaniali.

PROKTOFANTAZY

Jeszczeście tutaj! — Niesłychane!

Zniknijcie przecie — nie ma was!

To mrzonki jeno są pijane!

Czym dla was przestrzeń i czym czas?

To prawda — w zamkach ponoć straszy,

lecz siły to nieznane!

Kiedyż wymiotę z świadomości waszej

te bzdury niesłychane?!

NADOBNA

Przestanie waćpan wreszcie nudzić.

PROKTOFANTAZY

Niechże mnie ktoś tu z was posłucha —

duchy! Nie lubię despotyzmu ducha,

co czysty rozum może zbrudzić!

Tańczą bez przerwy.

Na nic dziś słowa i dorady280;

podróży się nie zrzeknę przeto —

czas przyjdzie! O, dam ja rady

i diabłom, i poetom!

MEFISTOFELES

Czekajcie chwilę — wnet się mędrzec znuży

i po pijawki pójdzie do kałuży,

a gdy mu z zadu wysączy się jucha281,

z duchów wyleczy się — i z ducha!

do Fausta, który wycofał się z kręgu tańczących

Czy ona w tańcu się zmęczyła

czy ciebie zabolał krzyż?

FAUST

Ach — podczas śpiewu wyskoczyła

z jej ust czerwona mysz.

MEFISTOFELES

To drobiazg! żeby chociaż szara —

doprawdy schadzki szkoda!

FAUST

A potem...

MEFISTOFELES

Co?

FAUST

Przedziwna mara —

dziewczyna blada, młoda,

przeszła koło mnie powolutku,

pełna cichego w sobie smutku;

w kolanach jakoby spętana,

a w oczach — jakby czegoś prosi,

nieznana, a wraz przecież znana —

to widmo jest Małgosi!

Spójrz — ona — tam — idzie.

MEFISTOFELES

To, co dojrzałeś w sennym zwidzie

ócz niewidzących majaczeniem —

jest omamieniem, śladem, cieniem;

niedobrze spotkać to widziadło!

Na kogo jej widzenie padło,

temu zastyga w żyłach krew,

w kogo wzrok wwierci, wznosząc brew,

ten się od tego jej spojrzenia

powoli w twardy kamień zmienia:

to Meduza282!

FAUST

Zaiste — oczy szklane jak u zmarłej,

których miłosne palce nie zawarły;

lecz to jej piersi, to Małgosi lica!

To ona! ona — z mroków się wyświeca283!

MEFISTOFELES

To właśnie czarów mocą jest nieznaną:

wszyscy w niej widzą swoją ukochaną.

FAUST

O, rozkosz czuję i zarazem trwogę,

oczu oderwać nie zdolę284, nie mogę;

a jakże zdobi jej łabędzią szyję

czerwony sznurek, co się wkoło wije,

tak wąski, że się ostrzem brzytwy zdaje.

MEFISTOFELES

I ja go widzę stąd, i rozpoznaję;

— strach dodam jeszcze twoim własnym strachom:

może swą głowę nosić i pod pachą —

to właśnie ślad jest cięcia Perseusza285.

Wiecznym szaleństwem obąkana dusza!

Chodź! — już się wyzbyć tych majaczeń radzę,

chodź! — tam na wzgórek ciebie wyprowadzę,

festyn tam istny — śmiechu, gwaru tyle;

ten gmach olbrzymi, jeśli się nie mylę,

to teatr!

SERWIBILIS286

Tak! w istocie tak!

Zaraz poczęcia damy znak;

siódmą dziś sztukę odgrywamy,

taki dosiódmy zwyczaj mamy.

Dyletant ją napisał, panie,

i dyletanckie będzie granie,

a jam dyletant też — kurtyniarz!

MEFISTOFELES

Dużo radości mi przyczyniasz,

gdy na właściwym miejscu widzę

głupotę ze szaleństwem w lidze287.

INTERMEZZO288

SEN NOCY SABATOWEJ czyli ZŁOTE GODY OBERONA i TYTANII289

DYREKTOR TEATRU

Dzisiaj odpoczniemy przecie,

dzielni synowie Muz;

lepszej sceny nie ma w świecie

niż ta wśród gór i łóz290.

HEROLD

Lat pięćdziesiąt migiem zleci,

wtedy złotych godów pora;

gdy już słońce zgody świeci,

mogę złoto pchać do wora.

OBERON

Zastęp duchów niechaj spłynie,

czeka na was król z królową,

którzy oto w tej godzinie

pobierają się na nowo.

PUK

Puk zlatuje — Puk się kręci,

zgrabnie w tańcu stopki stawia;

nikt się z duchów dziś nie smęci,

każdy z Pukiem się zabawia.

ARIEL

Śpiew Ariela szczerozłoty,

jak niebiańska brzmi muzyka;

dźwięk jej wabi moc szpetoty,

lecz i piękno w cwał pomyka.

OBERON

Chcesz w małżeństwie żyć szczęśliwie,

nuże ucz się od nas skoro!

Ci kochają się prawdziwie,

co wpierw rozwód z sobą biorą.

TYTANIA

Pan grymasi, zrzędzi pani,

lek na to pomocny:

południowy biegun dla niej,

dla niego północny.

ORKIESTRA TUTTI291

fortissimo

Muszych skrzydeł szmer, bzykania

komarze i trzmiele,

rechot żab, świerszczowe grania:

to nasze kapele!

SOLO

Kobza292 idzie! na bok! z drogi!

To bańka mydlana.

Gra na nosie — mazur srogi —

ramtajdiadana.

DUCH

który się dopiero kształtuje

Pajęcze nóżki, brzuch ropuszy

i skrzydełka ma ten skrzacik!

chce być zwierzątkiem, już się puszy,

ledwo zeń będzie poemacik.

PARKA293

Kroczek mały, skok wysoki;

wonie, rosę chłepce —

nie wyleci nad obłoki,

kto wciąż w kółko drepce.

CIEKAWY PODRÓŻNY

Toć reduta294 wynaglona295!

Mamże wierzyć oczom?

Widzę boga Oberona

osobę uroczą.

ORTODOKS296

Nie ma wprawdzie końskiej nogi,

lecz mówię nie żartem:

że jak wszystkie greckie bogi

i on też jest czartem.

ARTYSTA PÓŁNOCY

To, co widzę, to szkicuję

w swobodzie beztroskiej —

lecz się już przygotowuję

do podróży włoskiej.

PURYSTA

Napytałem sobie biedy:

wpadłem w straszną ruję!

Prawie nikt się z tej czeredy

diablej nie pudruje.

MŁODA CZAROWNICA

Suknia, puder, miły ciołku,

zdatne starej babie;

siedzę goła na koziołku,

jędrnym ciałkiem wabię.

MATRONA

Kto wytworny, słowa waży;

jednak mam nadzieję,

że ciał chutność, powab twarzy

przepadnie, spróchnieje.

KAPELMISTRZ

Ejże! muchy i komary,

do gołej lecicie —? —

żabo szczwana297, świerszczu stary,

i wy takt gubicie!

CHORĄGIEWKA NA DACHU

z tej strony

Panien na wydaniu mrowie!

Towarzystwo, istny raj!

W chłopa chłop — kawalerowie!

To wesoło, w to mi graj!

CHORĄGIEWKA NA DACHU

z tamtej strony

Gdy się w ziemię nie zapadną,

gdy ich los nie skarci,

niech mnie zaraz w piekło na dno

porwą wszyscy czarci!

KSENIE298

Ćma owadów leci z cienia

żądlista, zażarta,

niesie cześć i pozdrowienia

dla ojczulka czarta.

KRYTYK

Patrzcie, jak nas zgrają mamią

rozśmiane, niefrasobliwe!

jeszcze w końcu nas okłamią.

że serduszka mają tkliwe.

PRZYWÓDCA MUZ

Chętnie bym w świat ten dziwów wrósł

pośród czartowskiej dziatwy;

bo bardzo trudny jest rząd Muz,

a rząd czarownic łatwy.

BYŁY GENIUSZ CZASU

Z mądrym nie żal tracić czasu.

Dobrniemy do mety!

Łysej Góry i Parnasu

rozłożyste grzbiety.

CIEKAWY PODRÓŻNY

A któż to ten sztywny człek?

Stąpa dumnie pośród szczytów;

„ach! to taki sobie szpieg,

wszędzie wietrzy jezuitów”.

ŻURAW

Przezroczyście — trochę mętnie —

łowić można, byle w wodzie;

więc świętoszek żyje chętnie

nawet z diabłem w zacnej zgodzie.

DZIECIĘ ŚWIATA

Dla świętoszków dobra wszędzie

sposobność na popisy;

zejdą się — bractwo będzie,

choćby na Górze Łysej.

TANCERZ

Już chór nowy ku nam płynie,

jakby werbel bębna głuchy;

jeno cicho! — w szumnej trzcinie

brzęczą bąków zrzędne duchy.

TANCMISTRZ

Każdy nóżki swe naciąga!

Kuternoga dryga!

Tłuścioch w taniec wziął kośląga,

śmieszna to fatyga.

WEREDYK299

Chętnie by utopili siebie w łyżce wody,

taka w nich żywie300 nienawiść zawzięta;

tylko kobza ich jedna i skłania do zgody,

jak lira Orfeusza301 godziła zwierzęta.

DOGMATYK

Ni krytyka, ni zwątpienie

nie zmoże mnie siłą.

Diabli muszą mieć znaczenie —

bo by ich nie było!

IDEALISTA

Wyobraźnia zbyt szaleje,

stwierdzam to ze smutkiem.

Jeśli się to we mnie dzieje,

to już jestem dudkiem302.

REALISTA

Istnienie mnie przeraża,

na wszystko patrzę gniewnie;

raz pierwszy mi się zdarza,

że stąpam coś niepewnie.

NADNATURALISTA

Z radosną patrzę nadzieją

i pełen jestem otuchy,

bo jeśli diabły istnieją,

muszą i dobre być duchy.

SCEPTYK

Jak zdobyć skarby i mienie

tym myśl swą dręczy biedną:

diabeł, to znaczy zwątpienie —

wszakże trafiłem w sedno?

KAPELMISTRZ

Żabo szczwana, świerszczu stary,

precz z dyletantami!

Jeno muchy i komary —

te są muzykami!

ZRĘCZNI

Beztroskliwców rzesza ludna

— z śmiechem się zowie —

nie zwyczajnie, to rzecz nudna,

chodzimy na głowic.

NIEZARADNI

Miły Boże! Toż się żarło!

Teraz zmiana taka!

Dziś obuwie się podarło —

tańczmy na bosaka!

BŁĘDNIKI

Błędne ogniki — lecimy

z mokradeł, bagniska;

ach, jak wspaniale świecimy

pośród zbiegowiska.

GWIAZDA SPADAJĄCA

Zabłysnęłam w gwiezdnej sławie,

rozświetliłam się jak zorze,

oto spadłam, leżę w trawie —

któż mi powstać dopomoże?

OCIĘŻALI

Czyńże ruch, latawców zgrajo!

trawa w lęku, w zawierusze,

idą duchy — duchy mają

także tęgość303, setną tuszę.

PUK

Ociężale tak kroczycie,

jakby stęp słoniowych nóg —

niech na niezgrabności szczycie

jeden tylko stanie — Puk.

ARIEL

Skrzydła dała wam przyroda

za mną do świetlanych wzgórz!

Lećmy, kędy lśni pogoda

w wonnym gaju róż!

ORKIESTRA

pianissimo304

Lotne chmury, zwiewne mgły,

świetlistość zalewa.

W trzcinach powiew, w drzewach tchy

wszystko się rozwiewa.