Rozdział dziesiąty

Ksiądz przestał czytać, a wszyscy, słuchając, mieli łzy w oczach. Hrabina nie odejmowała chustki od swoich; w końcu wstała i wraz z Natalią opuściła pokój. Inni milczeli, a ksiądz powiedział:

— Rodzi się pytanie, czy należy dać odjechać poczciwemu markizowi, nie odkrywszy mu naszej tajemnicy? Bo któż by choćby na chwilę wątpił, że Augustyn i nasz harfiarz to jedna osoba? Rozważmy, co trzeba zrobić, zarówno ze względu na nieszczęśliwego człowieka, jak i na rodzinę. Ja bym radził nie śpieszyć się i zaczekać na wiadomości, jakie przyniesie nam lekarz, którego stamtąd właśnie się spodziewamy.

Wszyscy byli tego samego zdania, a ksiądz mówił dalej:

— Równocześnie powstaje drugie pytanie, które może wypadnie załatwić wcześniej. Markiz jest nadzwyczaj wzruszony gościnnością, jakiej doznawała u nas jego biedna siostrzenica, a zwłaszcza u naszego młodego przyjaciela. Musiałem mu szczegółowo opowiedzieć całą historię, ba, kilkakrotnie, a on okazywał najserdeczniejszą wdzięczność. „Ten młodzieniec — powiedział — wymówił się od podróży ze mną, zanim poznał związek, jaki istnieje między nami. Teraz nie jestem już dla niego obcym, którego zachowania się i humoru nie byłby może pewny; jestem z nim złączony, a jeśli pan chcesz, spowinowacony, a ponieważ jego chłopiec, którego nie chciał pozostawiać, był początkowo przeszkodą, która powstrzymywała go od zostania moim towarzyszem, niechże to dziecko stanie się piękną wstęgą, która nas tym silniej zwiąże ze sobą. Obok zobowiązania, jakie mam już teraz, niech mi się jeszcze okaże użyteczny w podróży, niech wraca ze mną, mój starszy brat przyjmie go z radością, niech nie wzgardzi dziedzictwem swej wychowanki, gdyż według tajemnej umowy naszego ojca z jego przyjacielem, majątek, który przeznaczył dla swej córki, przeszedł na nas, a my z pewnością nie pozbawimy dobroczyńcy naszej siostrzenicy tego, na co sobie zasłużył”.

Teresa wzięła Wilhelma za rękę i rzekła:

— Jesteśmy tu znowu świadkami pięknego przypadku, że bezinteresowne dobrodziejstwo przynosi najwyższe i najśliczniejsze korzyści. Idź pan za tym osobliwym wezwaniem, a podwójnie oddając usługi markizowi, śpiesz pan do pięknego kraju, który już nie raz przyciągał do siebie twoją wyobraźnię i serce.

— Powierzam się całkowicie moim przyjaciołom i ich kierownictwu — odrzekł Wilhelm; — Próżno na tym świecie działać według własnej woli. Co pragnąłem zachować, muszę porzucić, a niezasłużone dobrodziejstwo samo mi się narzuca.

Uścisnąwszy rękę Teresy, puścił swoją.

— Zdaję się zupełnie na pana — rzekł do księdza — co o mnie postanowisz; kiedy nie muszę się rozstawać ze swoim Feliksem, to rad będę pojechać gdziekolwiek i podjąć się wszystkiego, co się uzna za dobre.

Usłyszawszy to wyjaśnienie, ksiądz natychmiast rozwinął swój plan.

— Trzeba — rzekł — pozwolić markizowi odjechać. Wilhelm niech zaczeka na wiadomości od lekarza, a potem, kiedy się rozważy, co robić, może wraz z Feliksem pojechać za markizem.

Tak też pod jakimś pozorem namówił Markiza, aby nie krępując się przygotowaniami młodego przyjaciela do podróży, tymczasowo rozglądał się w osobliwościach miasta.

Markiz odjechał, wielokrotnie gorąco zapewniając o swej wdzięczności, której dostateczny dowód dawały podarunki, jakie pozostawił, a które się składały z klejnotów, rzeźbionych kamieni i haftowanych materii.

I Wilhelm był już także całkiem gotów do drogi. Tym większe było zakłopotanie, iż od lekarza nie nadchodziły żadne wiadomości; lękano się, czy czasem nie spadło na harfiarza jakieś nieszczęście właśnie w chwili, gdy miano nadzieję zgotować mu o wiele lepszą dolę. Wysłano umyślnego, ale ledwie odjechał, gdy wieczorem wszedł lekarz z jakimś obcym, którego postać i zachowanie były znaczące, poważne i wpadające w oczy, a którego nikt nie znał. Obaj przybysze milczeli przez chwilę. W końcu obcy podszedł do Wilhelma, a podając mu rękę, powiedział:

— Więc już pan nie znasz swego starego przyjaciela?

Był to głos harfiarza, ale z jego postaci nie pozostał już żaden ślad. Miał na sobie zwykły ubiór podróżny, czysty i przyzwoity; broda znikła, w układzie pukli widać było pewną sztukę. Co go właściwie zmieniło do niepoznania, to to, że na jego wymownej twarzy nie można już było dostrzec rysów starości. Wilhelm uściskał go z najżywszą radością; przedstawiono go innym; zachowywał się bardzo rozumnie, lecz nie wiedział, jak dalece stał się na krótko przedtem znany temu towarzystwu.

— Będziecie państwo wyrozumiali — mówił dalej z wielką swobodą — dla człowieka, który choć wygląda na dorosłego, wstępuje teraz w świat po długim cierpieniu jak niedoświadczone dziecko. Temu dzielnemu mężowi zawdzięczam, że się znowu mogę pojawić w towarzystwie ludzkim.

Powitano go przyjaźnie, a lekarz zaplanował zaraz przechadzkę, ażeby przerwać tę rozmowę i sprowadzić ją na rzeczy obojętne.

Kiedy byli sami, lekarz wyjaśnił:

— Wyleczenie tego człowieka poszczęściło nam się wskutek najosobliwszego przypadku. Długo go kurowaliśmy według naszego przeświadczenia moralnie i fizycznie; do pewnego stopnia szło to dobrze, lecz wciąż jeszcze trapił go strach przed śmiercią, a swojej brody i długiej sukni nie chciał nam poświęcić; zresztą brał coraz częstszy udział w sprawach doczesnych, a zarówno jego śpiewy, jak wyobraźnia zdawały się znowu zbliżać do życia. Wiecie państwo, jak dziwny list księdza mnie stąd odwołał. Przybywszy, zastałem naszego człowieka zupełnie zmienionego; dobrowolnie pozbył się brody, pozwolił na przystrzyżenie puklów według przyjętej formy, poprosił o zwykłe ubranie i nagle stał się jakby innym człowiekiem. Byliśmy ciekawi przyczyny tej przemiany, a jednak nie śmieliśmy rozpytywać o to jego samego; na koniec przypadkiem odkryliśmy dziwną okoliczność. W domowej apteczce księdza zabrakło buteleczki płynnego opium171; uznano za rzecz konieczną przeprowadzić najsurowsze badania; każdy się starał obronić przed podejrzeniem; pomiędzy domownikami wynikły gwałtowne sceny. Wreszcie wystąpił ten człowiek i zeznał, że on ją ma. Zapytano go, czy z niej zażywał. Odpowiedział przecząco, ale tak mówił dalej: „Jej posiadaniu zawdzięczam powrót do rozumu. Od was zależy odebranie mi tej flaszeczki, ale zobaczycie mnie znów popadającego bez nadziei w mój dawny stan. Poczucie, że jest to pożądane ujrzeć cierpienia tej ziemi kończące się śmiercią, naprzód poprowadziło mnie na drogę wyzdrowienia; wkrótce potem powstała myśl zakończenia ich przez dobrowolną śmierć; z tym zamiarem wziąłem buteleczkę; możliwość natychmiastowego usunięcia na zawsze wielkich bólów dała mi siłę do znoszenia bólów i tym sposobem, odkąd posiadłem ten talizman, bliskość śmierci pchnęła mnie z powrotem do życia. Nie bójcie się — dodał — żebym z tego zrobił użytek, lecz zgódźcie na to jako znawcy ludzkiego serca, żebyście przyznając mi niezależność od życia, uczynili mnie naprawdę zależnym od życia”. Po dokładnym rozważeniu nie naciskaliśmy go dalej i odtąd nosi przy sobie w mocnej, szlifowanej buteleczce tę truciznę jako najosobliwsze antidotum.

Powiadomiono lekarza o wszystkim, co w tym czasie odkryto, i postanowiono zachować najgłębsze milczenie w stosunku do Augustyna. Ksiądz postanowił go nie opuszczać i poprowadzić go dalej po dobrej drodze, na którą wstąpił.

Tymczasem Wilhelm miał odbyć z markizem podróż po Niemczech. Jeśliby się wydawało możliwe przejąć Augustyna miłością do jego ojczyzny, to zamierzano jego stan odsłonić krewnym, a Wilhelm miał go odprowadzić do rodziny.

Ten porobił już wszystkie przygotowania do podróży, a chociaż zrazu wydawało się dziwne, że Augustyn okazał radość, dowiedziawszy się, iż jego stary przyjaciel i dobroczyńca miał natychmiast wyjechać, ksiądz odkrył jednak niebawem powód tego osobliwego nastroju. Augustyn nie mógł przezwyciężyć dawnego strachu przed Feliksem i chciał, żeby chłopiec odjechał, im prędzej, tym lepiej.

Stopniowo przybywało tak wielu ludzi, że ledwie można było ich pomieścić w zamku i w oficynach, tym bardziej że z początku nie poczyniono przygotowań na przyjęcie tak licznych gości. Śniadano, obiadowano razem i chętnie wmawiano by sobie, że żyje się w przyjemnej zgodzie, gdyby już po cichu umysły do pewnego stopnia nie odskakiwały od siebie. Teresa czasami wyjeżdżała z Lotharem, a częściej jeszcze sama; poznała już w sąsiedztwie wszystkich gospodarzy i gospodynie; było to jej zasadą gospodarską i może miała słuszność, że trzeba być w najlepszych stosunkach z sąsiadami, wciąż utrzymując ustawiczną wymianę uprzejmości. Wydawało się, że nie ma mowy o jej związku z Lotharem; obie siostry miały sobie dużo do powiedzenia; ksiądz zdawał się szukać towarzystwa harfiarza; Jarno często naradzał się z lekarzem; Fryderyk trzymał się Wilhelma, a Feliks był wszędzie, gdzie mu szło dobrze. Tak więc zazwyczaj pary łączyły się na spacerze, kiedy towarzystwo się rozchodziło, a kiedy wypadło być razem, czym prędzej uciekano się do muzyki, aby wszystkich zjednoczyć, każdego powierzając samemu sobie.

Niespodziewanie hrabia powiększył towarzystwo, chcąc zabrać małżonkę i, jak się zdawało, uroczyście się pożegnać ze swymi światowymi krewnymi. Jarno wybiegł mu naprzeciw aż do powozu, a kiedy przybyły zapytał, jakie zastaje towarzystwo, odpowiedział mu w przystępie szalonego humoru, który zawsze go ogarniał, ilekroć widział hrabiego:

— Zastajesz pan szlachtę całego świata zebraną razem: markizów, margrabiów, milordów i baronów; brakło tylko jeszcze hrabiego.

Weszli potem na schody, a Wilhelm był pierwszą osobą, która spotkała ich w przedsionku.

— Milordzie — rzekł do niego hrabia po francusku, przyjrzawszy mu się przez chwilę — bardzo się cieszę z niespodzianego odnowienia znajomości z panem; chyba bardzo bym się mylił, jeśli nie widziałem pana w swoim zamku w orszaku królewicza.

— Miałem istotnie szczęście być wówczas do usług waszej ekscelencji — odparł Wilhelm. — Tylko za dużo mi pan okazujesz honoru, biorąc mnie za Anglika, i to pierwszej rzędu; jestem Niemcem i...

— I bardzo dzielnym młodzieńcem — przerwał mu natychmiast Jarno.

Hrabia spojrzał na Wilhelma z uśmiechem i miał właśnie coś odpowiedzieć, kiedy nadeszła reszta towarzystwa i przywitała go jak najprzyjaźniej. Usprawiedliwiano się, iż nie mogą mu od razu przeznaczyć przyzwoitego pokoju i obiecano bezzwłocznie postarać się o potrzebne pomieszczenie.

— Aha — rzekł, uśmiechając się — widzę, że list przewozowy pozostawiono przypadkowi; ileż to rzeczy można dokonać z przezornością i należytym urządzeniem! Ale teraz proszę was, nie ruszajcie z miejsca nawet pantofla, bo inaczej, przewiduję to, nastanie wielki nieporządek. Wszystkim będzie się żyło niewygodnie, a tak być z mego powodu nie powinno ani przez godzinę. Byłeś pan świadkiem — rzekł do Jarna — a i pan także, mister — zwracając się do Wilhelma — ile to wówczas ludzi pomieściłem wygodnie w swoim zamku. Proszę mi dać spis osób i sług, proszę mi pokazać, jak każdy teraz jest zakwaterowany; ja zrobię plan dyslokacji, żeby każdy z najmniejszym trudem znalazł stosowne mieszkanie i żeby zostało jeszcze miejsce dla gościa, który przypadkiem by do nas zawitał.

Jarno stał się zaraz adiutantem hrabiego, dostarczył mu wszystkich potrzebnych wiadomości i po swojemu cieszył się najwięcej wtedy, gdy starszego pana mógł wprowadzić w błąd. Ten jednak odniósł wkrótce wielki triumf. Rozkład był gotowy; kazał w swojej obecności powypisywać nazwiska na wszystkich drzwiach i nie można było zaprzeczyć, iż cel został w pełni osiągnięty małym zachodem i przy niewielkich zmianach. A Jarno między innymi pokierował tak, że osoby, które interesowały się sobą, zamieszkały razem.

Kiedy wszystko było urządzone, hrabia rzekł do Jarna:

— Pomóż mi pan wpaść na trop młodzieńca, którego nazywasz pan Meistrem, a który ma być Niemcem.

Jarno milczał, bowiem bardzo dobrze wiedział, iż hrabia był jednym z tych ludzi, którzy pytając, chcą właściwie pouczać; istotnie, ten, nie czekając odpowiedzi, ciągnął dalej:

— Przedstawiłeś mi go pan wówczas i poleciłeś jak najlepiej w imieniu królewicza. Jeżeli nawet jego matka była Niemką, to obstaję przy tym, iż jego ojciec jest Anglikiem, i to wyższego rodu; któż by zdołał policzyć wszystką krew angielską, jaka od trzydziestu lat płynie w żyłach niemieckich? Nie będę na to dłużej naciskał; zawsze macie takie rodzinne sekrety, ale ja w takich wypadkach nie dam się wywieść w pole.

Opowiadał następnie jeszcze różne rzeczy o tym, co wówczas miało się przydarzyć Wilhelmowi w jego zamku; na co Jarno również milczał, chociaż hrabia był zupełnie w błędzie i nieraz mieszał Wilhelma z pewnym młodym Anglikiem z orszaku księcia następcy. Dobry pan miał dawniej doskonałą pamięć i do tej pory był dumny z tego, iż może sobie przypomnieć najdrobniejsze zdarzenia swojej młodości; teraz jednak z równą pewnością podawał za prawdziwe dziwaczne kombinacje i bajki, jakie mu wobec coraz słabszej pamięci nasunęła kiedykolwiek wyobraźnia. Poza tym stał się bardzo łagodny i uprzejmy, a jego obecność miała bardzo korzystny wpływ na towarzystwo. Żądał, żeby czytano razem coś pożytecznego, nawet urządzał niekiedy małe gry, w których, jeśli nie był uczestnikiem, to wielce gorliwym kierownikiem, a kiedy dziwiono się jego pobłażliwości, odpowiadał, że obowiązkiem każdego, kto dystansuje się od świata w rzeczach zasadniczych, jest tym bardziej stawać z nim na równi w rzeczach obojętnych.

W czasie tych gier Wilhelm przeżywał niejedną chwilę niepokoju i przykrości; lekkomyślny Fryderyk wykorzystywał tę czy inną sposobność, by uwydatnić skłonność Wilhelma do Natalii. Skąd mu to przyszło do głowy? Jakie miał do tego prawo? A czyż towarzystwo, widząc, że obaj bardzo często ze sobą przestają, nie mogło sobie pomyśleć, że Wilhelm zrobił przed nim tak nieopatrzne i nieszczęsne zwierzenie?

Pewnego dnia przy podobnej igraszce byli weselsi niż zazwyczaj, kiedy nagle przez gwałtownie pchnięte drzwi wpadł Augustyn; twarz miał bladą, oczy dzikie; zdawało się, że chce mówić, głos odmówił mu posłuszeństwa. Towarzystwo przeraziło się; Lother i Jarno, podejrzewając powrót obłąkania, skoczyli do niego i mocno trzymali. Jąkając się, głucho, potem gwałtownie i donośnie mówił i krzyczał:

— Nie mnie trzymajcie, śpieszcie, pomagajcie, ratujcie dziecko! Feliks otruty!

Puścili go. Wybiegł drzwiami, a przerażone towarzystwo ruszyło się za nim. Posłano po lekarza; Augustyn skierował swoje kroki do pokoju księdza. Znaleźli dziecko, które się wydawało przestraszone i zakłopotane, kiedy zawołali do niego z daleka:

— Coś ty zrobił?

— Kochany ojcze — zawołał Feliks — piłem nie z butelki, tylko ze szklanki; tak mi się chciało pić.

Augustyn załamał ręce, wołając:

— Zgubiony!

Przecisnął się przez otaczających i wybiegł.

Na stole znajdowała się szklanka orszady172, a obok karafka, w połowie pusta. Nadszedł lekarz, oznajmiono mu, co wiedziano; z przerażeniem ujrzał leżącą na stole pustą, dobrze sobie znaną flaszeczkę, w której znajdowało się niegdyś opium w płynie; kazał przynieść octu i wezwał na pomoc wszystkie środki swojej sztuki.

Natalia kazała zanieść chłopca do pokoju i troskliwie nim się zajęła. Ksiądz pobiegł poszukać Augustyna i uzyskać od niego wyjaśnienia. Podobnie nieszczęśliwy ojciec bezskutecznie próbował, a powróciwszy, ujrzał na wszystkich twarzach niepewność i troskę. Tymczasem lekarz zbadał orszadę w szklance i znalazł w niej bardzo silną przymieszkę opium. Dziecko leżało na pościeli i wyglądało na bardzo chore; prosiło ojca, żeby mu tylko nic już więcej nie wlewano, żeby go już nie dręczono. Lothar wysłał ludzi i sam pojechał, aby wpaść na ślad ucieczki Augustyna. Natalia siedziała przy dziecku; schroniło się na jej łono i błagało ją o opiekę, o kawałek cukru, bo ocet taki kwaśny! Lekarz zezwolił.

— Trzeba — rzekł — żeby dziecko, które znajduje się w straszliwym wzburzeniu, choć na chwilę poleżało spokojnie. Co było do zaradzenia, to się zaradziło, zrobię wszystko, co w mej mocy.

Hrabia zbliżył się z pewną jakby niechęcią; wyglądał poważnie, nawet uroczyście, położył ręce na dziecku, spojrzał w niebo i pozostał przez chwilę w tej postawie. Wilhelm, który siedział niepocieszony na krzesełku, poderwał się, rzucił rozpaczliwe spojrzenie na Natalię i wyszedł.

Wkrótce potem hrabia również opuścił pokój.

— Nie pojmuję — rzekł lekarz po chwili — dlaczego u dziecka nie widać najmniejszego śladu niebezpiecznego stanu. Nawet jednym łykiem musiało wchłonąć olbrzymią dozę opium, a przecież w jego pulsie nie znajduję większego przyśpieszenia niż to, jakie mogę przypisać moim środkom i strachowi, w jaki wprawiliśmy dziecko.

Niebawem przyszedł Jarno z wiadomością że znaleziono Augustyna na strychu we krwi, że leżała przy nim brzytwa, że prawdopodobnie podciął sobie gardło. Lekarz wybiegł i spotkał ludzi znoszącymi ciało na dół. Złożono je na łóżku i dokładnie zbadano; cięcie poszło w tchawicę i po wielkim upływie krwi nastąpiło omdlenie, ale niebawem zauważono, że życie trwa, że jest jeszcze nadzieja. Lekarz ułożył ciało we właściwej pozycji, połączył rozdzielone części i związał bandażem. Noc minęła wszystkim bezsennie i w wielkim niepokoju. Dziecko nie chciało się rozstać z Natalią. Wilhelm siedział przed nią na stołeczku; trzymał nogi chłopca na swoim łonie, a na jej leżały głowa i piersi; tak podzielili między siebie miły ciężar i bolesne troski i w tej niewygodnej i przykrej pozycji wytrwali aż do świtu. Natalia podała Wilhelmowi rękę, nie mówili ani słowa, patrzyli na dziecko i spoglądali na siebie. Lothar i Jarno siedzieli w drugim końcu pokoju i prowadzili ze sobą bardzo ważną rozmowę, którą byśmy tu chętnie powtórzyli naszym czytelnikom, gdyby zdarzenia nas zbytnio nie popędzały. Chłopiec spał spokojnie, obudził się wczesnym rankiem całkiem wesoły, podskoczył i poprosił o chleb z masłem. Kiedy Augustyn doszedł trochę do siebie, starano się uzyskać od niego wyjaśnienie. Nie bez trudu i tylko stopniowo dowiedziano się, że kiedy przy owej nieszczęsnej dyslokacji hrabiego umieszczony został w jednym pokoju z księdzem, znalazł tam rękopis, a w nim swoją historię; jego przerażenie było niezrównane i i był teraz przekonany, że nie powinien już dłużej żyć; zaraz jak zazwyczaj uciekł się do opium, wlał je do szklanki orszady, ale poniósłszy do ust, wzdrygnął się; zostawił je tedy, by raz jeszcze pobiec do ogrodu i zobaczyć świat; po powrocie zastał dziecko zajęte ponownym napełnianiem szklanki, z której się napiło.

Proszono nieszczęśnika, by się uspokoił; chwycił kurczowo rękę Wilhelma i rzekł:

— Ach, dlaczego nie zostawiłem cię dawno temu? Wiedziałem, że zabiję chłopca, a on mnie!

— Chłopiec żyje! — zapewnił Wilhelm.

Lekarz, który się temu pilnie przysłuchiwał, zapytał Augustyna, czy cały napój był zatruty.

— Nie — odparł ten — tylko szklanka.

— Więc dziecko najszczęśliwszym przypadkiem — zawołał lekarz — piło z butelki! Jakiś dobry duch kierował jego ręką, iż nie sięgnęła po śmierć, która tak blisko stała przygotowana!

— Nie! Nie! — krzyknął Wilhelm, zasłaniając oczy rękoma. — Jakie straszne jest to stwierdzenie! Dziecko wyraźnie powiedziało, że nie piło z butelki, tylko ze szklanki. Jego zdrowie to tylko pozory, umrze nam w rękach.

Wybiegł. Lekarz zeszedł na dół i pieszcząc dziecko, zapytał:

— Feliksie, piłeś z butelki, a nie ze szklanki, prawda?

Dziecko zaczęło płakać. Lekarz powiedział po cichu Natalii, jak się sprawy mają; ona także na próżno się próbowała dowiedzieć się prawdy od dziecka; płakało tylko jeszcze więcej, póki nie usnęło. Wilhelm czuwał przy nim; noc przeszła spokojnie.

Nazajutrz zastano Augustyna martwego w łóżku; oszukał czujność swoich opiekunów pozornym spokojem, zdjął po cichu bandaż i wykrwawił się na śmierć.

Natalia przechadzała się z dzieckiem; było ruchliwe jak w swoich najszczęśliwszych dniach.

— Ty jesteś dobra — rzekł do niej Feliks — nie gniewasz się, nie bijesz mnie; powiem ci więc, piłem z butelki! Matka Aurelia zawsze mnie biła po palcach, kiedy zabierałem się za karafkę; ojciec wyglądał na tak rozgniewanego, myślałem, że będzie mnie bić.

Uskrzydlonymi krokami Natalia pośpieszyła do zamku.; Wilhelm spotkał ją, wciąż przejęty cierpieniem.

— Szczęśliwy ojcze! — zawołała głośno, podnosząc dziecko i rzucając mu je w objęcia. — Masz tu swego syna! Pił z butelki; niegrzeczność go uratowała.

Opowiedziano szczęśliwe zakończenie hrabiemu, ale ten przysłuchiwał się z uśmiechniętą, spokojną, skromną pewnością siebie, z jaką się znosi błąd dobrych ludzi. Jarno, baczny na wszystko, nie mógł sobie tym razem wyjaśnić tak daleko posuniętego zadowolenia z siebie, aż w końcu po pewnym kołowaniu dowiedział się, iż hrabia jest przekonany, że dziecko rzeczywiście zażyło truciznę, lecz on swoją modlitwą i włożeniem na nie rąk, cudownie zachował je przy życiu.

Hrabia postanowił też zaraz wyjechać; w jednej chwili, jak zazwyczaj u niego, wszystko było spakowane; przy pożegnaniu piękna hrabina, nie wypuszczając ręki siostry, wzięła za rękę Wilhelma, uścisnęła wszystkie cztery ręce razem, odwróciła się pośpiesznie i wsiadła do powozu.

Tyle strasznych i dziwnych zdarzeń, które się tłoczyły jedne na drugie, zmuszając do niezwykłego trybu życia i wprowadzając wszędzie nieporządek i zamieszanie, wprowadziło dom w pewne gorączkowe drganie. Godziny snu i czuwania, jedzenia, picia i towarzyskich zebrań zostały zmienione i przewrócone. Oprócz Teresy nikt nie pozostał przy właściwej sobie kolejności; mężczyźni starali się przywrócić sobie dobry humor napojami wyskokowymi, a nadając sobie sztuczny nastrój, oddalali naturalny, jaki nam zapewnia jedynie prawdziwa pogoda ducha i aktywność.

Wilhelmem wstrząsały i targały najgwałtowniejsze namiętności; niespodziewane a przeraźliwe wzburzenia uczyniły głębię jego duszy całkiem niezdolną do opierania się namiętności, która tak gwałtownie zawładnęła sercem. Feliks został mu przywrócony, a jednak zdawało mu się, że brak mu wszystkiego; listy Wernera z przekazami leżały gotowe; do podróży nie brakowało mu niczego prócz odwagi, by wyjechać. Wszystko pchało go do tej podróży. Mógł przypuszczać, że Lothar i Teresa czekają tylko na jego oddalenie się, by się pobrać. Jarno wbrew swemu zwyczajowi był milczący i nawet można by było powiedzieć, że stracił nieco ze swej zwykłej wesołości. Na szczęście lekarz w pewnej mierze wybawił naszego przyjaciela z kłopotu, oświadczając, że jest chory i dając mu lekarstwo.

Towarzystwo zbierało się zawsze wieczorem, a Fryderyk, człowiek swawolny, który zwykle pił więcej wina niż należało, opanowywał rozmowę i po swojemu, setkami cytatów i sowizdrzalskich przytyków, doprowadzał ich do śmiechu i nieraz wprawiał w zakłopotanie, pozwalając sobie głośno myśleć.

Zdawał się wcale nie wierzyć, że jego przyjaciel jest chory. Pewnego razu, gdy byli wszyscy razem, zawołał:

— Jak nazywacie, doktorze, słabość, która napadła naszego przyjaciela? Czy do niej nie pasuje żadna z tych trzech tysięcy nazw, którymi przystrajacie swoją niewiedzę? Przynajmniej nie brakowało podobnych przykładów. Przypadek taki — mówił dalej stanowczym tonem — zjawia się pewnie w dziejach egipskich albo babilońskich.

Towarzystwo spojrzało po sobie i uśmiechnęło się.

— Jak się zwał król? — zawołał i zamilkł na chwilę. — Kiedy nie chcecie mi pomóc — mówił następnie — to sam potrafię sobie pomóc.

Otworzył szybko drzwi i wskazał wielkie malowidło w przedsionku.

— Jak się nazywa ta kozia broda w koronie, co się tam rozkwila nad swoim chorym synem u stóp łoża? Jak się nazywa ta piękna, co wchodzi i w swych skromnych, a figlarnych oczach nosi truciznę zarazem i antidotum? Jak się nazywa ten pasterz-lekarz, któremu w tej chwili dopiero błyska światełko, który po raz pierwszy w życiu znajduje sposobność zapisania rozumnej recepty, podania lekarstwa, co leczy z gruntu, a jest zarówno smaczne, jak zbawienne?

W tym tonie wciąż wykrzykiwał. Towarzystwo wstrzymywało się, jak mogło, i skrywało zakłopotanie za wymuszonym uśmiechem. Lekki rumieniec pokrył policzki Natalii i zdradzał wzruszenie jej serca. Na szczęście przechadzała się z Jarnem po pokoju; doszedłszy do drzwi, zręcznym ruchem wymknęła się, przeszła się kilka razy po przedsionku i udała się do swej komnaty.

Towarzystwo milczało. Fryderyk zaczął tańczyć i śpiewać:

Och, cuda ujrzycie tu wnet!

Co się stało, to się stało,

Co się rzekło, to się rzekło.

Zanim jeszcze będzie dniało,

Cuda ujrzycie tu wnet!

Teresa poszła za Natalią; Fryderyk pociągnął lekarza do wielkiego malowidła, wypowiedział śmieszną pochwałę medycyny i umknął.

Lothar stał dotychczas we wnęce okna i bez ruchu wpatrywał się w ogród.

Wilhelm był w najokropniejszym położeniu. Nawet teraz, gdy znalazł się sam na sam ze swoim przyjacielem, milczał przez jakiś czas; przebiegał w ulotnym oglądzie swoją historię i w końcu ze zgrozą zatrzymał się na swym obecnym stanie; w końcu poderwał się i zawołał:

— Jeśli jestem winny temu, co się dzieje, temu, co mnie i pana spotyka, to mnie pan ukarz! Na domiar moich cierpień cofasz mi pan swoją przyjaźń i rzucasz mnie bez pociechy w szeroki świat, w którym już od dawna musiałbym zginąć! Jeżeli zaś widzisz pan we mnie ofiarę strasznego, przypadkowego zawikłania, z którego nie byłem zdolny się wydobyć, to daj mi zapewnienie swojej miłości, swojej przyjaźni na tę podróż, której nie mogę już dłużej odkładać. Przyjdzie czas, kiedy będę mógł panu powiedzieć, co zaszło we mnie w ciągu tych dni. Być może właśnie teraz cierpię za to, że nie dość wcześnie odkryłem się przed panem, że zwlekałem z pokazaniem się panu całkowicie takim, jakim jestem; byłbyś mi pan dopomógł, byłbyś mnie pan zawczasu wyzwolił. Raz po raz otwierają mi się oczy na siebie samego, zawsze za późno i zawsze na próżno. Jak bardzo zasłużyłem na nagany Jarna! Jakże mi się zdawało, że je zrozumiałem, jakże miałem nadzieję skorzystania z nich, rozpoczęcia nowego życia. Czy mogłem? Czy powinienem? Na próżno my, ludzie, oskarżamy samych siebie, na próżno narzekamy na los! Nędzni jesteśmy i na nędzę skazani; i czy to nie wszystko jedno jedno, czy własna wina, wpływ z góry czy przypadek, cnota czy występek, mądrość czy obłąkanie popychają nas do zguby? Bywaj pan zdrów! Ani chwili dłużej nie zabawię w domu, w którym wbrew mej woli tak okropnie naruszyłem prawo gościnności. Niedyskrecja pańskiego brata jest niewybaczalna, doprowadza mnie do najwyższego stopnia nieszczęścia, doprowadza mnie do rozpaczy.

— A gdyby — odparł Lothar, biorąc go za rękę — związek, pana z moją siostrą był tajemnym warunkiem, pod jakim Teresa zgodziła się oddać mi swą rękę? Takie wynagrodzenie obmyśliła dla pana szlachetna dziewczyna; przysięgła, że ta podwójna para jednego dnia pójdzie do ołtarza. „Jego rozum — rzekła — wybrał mnie, jego serce pragnie Natalii, a mój rozum przyjdzie z pomocą jego sercu”. Zgodziliśmy się obserwować Natalię i pana; wtajemniczyliśmy w nasz zamiar księdza, któremu musieliśmy przyrzec, że nie uczynimy żadnego kroku ku zawarciu tego związku, lecz pozostawimy rzecz własnemu biegowi. Tak też zrobiliśmy. Natura działała, a szalony brat tylko strząsnął dojrzały owoc. A kiedy się zeszliśmy ze sobą tak cudownie, nie prowadźmy życia pospolitego, bądźmy czynni wspólnie w sposób dostojny! To nie do uwierzenia, czego może dokonać dla siebie i innych człowiek ukształcony, jeżeli nie pragnąc panować, ma odwagę zostać opiekunem wielu, pobudza ich do robienia tego w porę, co oni wszyscy chętnie chcieliby robić, i prowadzi do ich celów, które oni zwykle trafnie dostrzegają, a błądzą tylko w obiorze drogi do nich. Zawrzyjmy tedy związek; to nie marzycielstwo, to myśl, dająca się bardzo dobrze zrealizować i często też realizowana przez dobrych ludzi, tylko nie zawsze całkiem świadomie. Moja siostra Natalia jest tego żywym przykładem. Sposób działania, jaki natura wskazała tej pięknej duszy, pozostanie na zawsze niedościgły. Tak jest, zasługuje ona na tę zaszczytną nazwę przed wieloma innymi, więcej, śmiałbym powiedzieć, niż nawet nasza szlachetna ciotka, która w owym czasie, kiedy nasz poczciwy lekarz tak rubrykował ten rękopis, była najpiękniejszą naturą, jaką znaliśmy w naszym kółku. Tymczasem Natalia rozwinęła się, a ludzkość raduje się z takiego zjawiska.

Chciał mówić dalej, ale wpadł Fryderyk z wielkim krzykiem.

— Na jaki wieniec zasługuję? — zawołał. — I jak też mnie nagrodzicie? Mirty, wawrzyn, bluszcz, liście dębowe, najświeższe, jakie można znaleźć, splećcie razem! Tyle zasług macie we mnie do uwieńczenia. Natalia jest twoja! Ja jestem czarodziejem, który odkrył ten skarb.

— Roi mu się — rzekł Wilhelm — a ja odchodzę.

— Czy masz zlecenie? — rzekł baron, zatrzymując Wilhelma.

— Z własnej mocy i potęgi — odparł Fryderyk — a i z bożej łaski, jeśli chcecie, jak byłem zalotnikiem, teraz tak jestem posłem; podsłuchiwałem u drzwi; ona zwierzyła się całkowicie księdzu.

— Bezwstydny! — rzekł Lothar. — Któż ci każe podsłuchiwać?

— A kto jej każe się zamykać! — odparł Fryderyk — Słyszałem wszystko dokładnie, Natalia była bardzo wzruszona. W nocy, kiedy dziecko wydawało się tak chore i na wpół spoczywało na jej łonie, a ty, stroskany, siedziałeś przed nią i dzieliłeś z nią miłe brzemię, ślubowała, że gdyby dziecię umarło, wyzna ci swą miłość i sama zaofiaruje ci rękę. Teraz, kiedy dziecko żyje, dlaczegóż by miała zmieniać zdanie? Co się w ten sposób przyrzeka, dotrzymuje się w każdych warunkach. Zaraz tu przyjdzie klecha i poczyta za cuda nowiny, jakie przynosi.

Ksiądz wszedł do pokoju.

— Wiemy wszystko — zawołał Fryderyk do niego. — Mówcie krótko, gdyż przychodzicie tylko dla formalności; panowie nie muszą robić nic innego.

— Podsłuchiwał — rzekł baron.

— Co za nieobyczajność! — zawołał ksiądz.

— Tylko prędko — odparł Fryderyk. — Jakże tam z ceremoniami? Można je wyliczyć na palcach: musicie jechać, zaproszenie markiza wybornie się dla was nadaje. Jak tylko dostaniecie się za Alpy, wszystko będzie w porządku; ludzie są wdzięczni, kiedy robicie coś cudownego, dostarczacie im zabawy, za którą nie muszą płacić. To tak samo, jakbyście im dali maskaradę za darmo; wszystkie stany mogą w niej brać udział.

— Takimi uroczystościami ludowymi zaiste bardzo zasłużyłeś się pan publiczności — odparł ksiądz. — A ja, jak się zdaje, dziś nie dojdę do słowa.

— Jeśli nie wszystko jest tak, jak mówię — odciął się Fryderyk — to dajcie nam coś lepszego. Chodźcie tu, chodźcie! Musimy ich zobaczyć i cieszyć się.

Lothar uściskał przyjaciela i poprowadził go do siostry; wraz z Teresą wyszła im na spotkanie; wszyscy milczeli.

— Nie ociągać się! — zawołał Fryderyk. — Za dwa dni możecie być gotowi do drogi. Jak się wam zdaje, przyjacielu — mówił dalej, zwracając się do Wilhelma — kiedyśmy się spotkali, kiedy odbierałem wam piękny bukiet, któż by pomyślał, że kiedyś otrzymacie taki kwiat z mojej ręki?

— Nie przypominaj mi pan tamtych czasów w tej chwili najwyższego szczęścia!

— Nie powinniście się ich wstydzić, tak jak nie ma się co wstydzić swego pochodzenia. Tamte czasy były dobre i śmiać mi się chce, gdy patrzę na ciebie: wyglądasz mi jak Saul173, syn Kisa, który wyszedł szukać oślic swego ojca, a znalazł królestwo.

— Wartości królestwa nie znam — odparł Wilhelm — ale wiem, że osiągnąłem szczęście, na które nie zasługuję i którego nie zamieniłbym za nic w świecie.

Przypisy:

1. Ogłoszenie przekładu (...) nie może się uważać — dziś popr.: Ogłoszenia przekładu (...) nie można uważać. [przypis edytorski]

2. armilarna sfera — sferyczne astrolabium: dawny przyrząd astronomiczny złożony z wielu pierścieni, służący do wyznaczania współrzędnych obiektów na niebie. [przypis edytorski]

3. pochop (daw.) — bodziec, impuls; powód. [przypis edytorski]

4. lubo (daw.) — chociaż. [przypis edytorski]

5. atoli (daw.) — jednak, ale; spójnik wyrażający przeciwstawienie, kontrast. [przypis edytorski]

6. Schiller, Friedrich (1759–1805) — czołowy niemiecki poeta, filozof i dramatopisarz, przyjaciel Goethego. [przypis edytorski]

7. żartki — żwawy, energiczny, pełen życia; porywczy. [przypis edytorski]

8. Nemezis (mit. gr.) — bogini zemsty, przeznaczenia i sprawiedliwości świata. [przypis edytorski]

9. wyczerpnąć (daw.) — dziś popr.: wyczerpać. [przypis edytorski]

10. Klettenberg, Susanne von (1723–1774) — niemiecka zakonnica, autorka utworów religijnych; przyjaciółka matki Goethego, korespondowała z nim, powodując, że zainteresował się literaturą mistyczną i alchemiczną, stała się pierwowzorem dla jednej z postaci w jego powieści Lata nauki Wilhelma Meistra. [przypis edytorski]

11. owszem (daw.) — co więcej, a nawet; całkowicie, zupełnie. [przypis edytorski]

12. osobistość (daw.) — osoba; osobowość, charakter człowieka. [przypis edytorski]

13. filisterstwo — sposób myślenia cechujący filistrów; filister (pogardl.): mieszczuch o ograniczonych horyzontach, prozaiczny materialista pozbawiony wyższych aspiracji. [przypis edytorski]

14. kalokagatia — staroż. greckie określenie ideału harmonijnego połączenia piękna ciała ze szlachetnością duszy. [przypis edytorski]

15. Le Sage a. Lesage, Alain-René (1668–1747) — powieściopisarz i dramaturg francuski, zasłynął jako autor powieści Diabeł kulawy oraz Przypadki Idziego Blasa (fr. Histoire de Gil Blas de Santillane). [przypis edytorski]

16. wolnomularze — masoni, członkowie ruchu powstałego w XVIII w., mającego na celu moralne i społeczne doskonalenie człowieka, braterstwo ludzi różnych religii, narodowości i poglądów. [przypis edytorski]

17. iluminaci a. Zakon Iluminatów (z łac. illuminatus: oświecony) — tajne stowarzyszenie założone w Bawarii w 1776, mające na celu propagowanie oświeceniowych idei równości i racjonalizmu; w 1784 razem z innymi tajnymi stowarzyszeniami zakazane przez państwo i zlikwidowane. [przypis edytorski]

18. polityki restauracyjnej — tj. polityki restauracji, przywracania dawnych dynastii, ustrojów i porządków w Europie, obalonych przez podboje Napoleona. [przypis edytorski]

19. Voigt, Christian Gottlob von (1743–1819) — niemiecki polityk i poeta; radca stanu Wielkiego Księstwa Saksonii-Weimaru-Eisenach w Weimarze; przez prawie czterdzieści lat blisko związany z Goethem, zarówno zawodowo, jak i prywatnie. [przypis edytorski]

20. Eckermann, Johann Peter (1792–1854) — niemiecki pisarz i poeta, najbardziej znany z książki Rozmowy z Goethem (1836). [przypis edytorski]

21. z podatnej sy — błąd w wyd. źródłowym trudny do zinterpretowania. [przypis edytorski]

22. Jean Paul, właśc. Johann Paul Richter (1763–1825) — pisarz niemiecki, jeden z głównych prekursorów romantyzmu w literaturze niemieckiej XVIII w. [przypis edytorski]

23. prowincja — tu: dziedzina wiedzy lub umiejętności. [przypis edytorski]

24. Boisserée, Sulpiz (1783–1854) — niemiecki kolekcjoner sztuki i historyk sztuki; razem ze swoim bratem Melchiorem stworzył kolekcję, która zapoczątkowała galerię Starej Pinakoteki w Monachium. [przypis edytorski]

25. miejscowość (daw.) — miejsce, okolica. [przypis edytorski]

26. przemagać (daw.) — mieć przewagę, przeważać, dominować. [przypis edytorski]

27. usterków — dziś popr.: usterek. [przypis edytorski]

28. etamina — cienka, przezroczysta tkanina bawełniana z prześwitami, pierwotnie jedwabna. [przypis edytorski]

29. miarkować się — panować nad emocjami. [przypis edytorski]

30. Samuel, Jonatan, Dawid, Goliat — postacie biblijne z Pierwszej Księgi Samuela: sztuka przedstawia wydarzenia z 1 Sm 17–18: Saul to pierwszy król Izraela, Jonatan to jego syn; Dawid to syn Jessego, młody pasterz, który wyrzuconym z procy kamieniem pokonał olbrzymiego filistyńskiego wojownika Goliata, przyjaźnił się z Jonatanem, a później, po śmierci Saula, został królem Izraela. [przypis edytorski]

31. Saul zabił tysiąc, a Dawid dziesięć tysięcy! — 1 Sm 18, 7. [przypis edytorski]

32. Lindor i Leander — postacie kochanków z wczesnych sztuk Gottholda Ephraima Lessinga (1729–1781). [przypis edytorski]

33. piędź — dawna jednostka długości równa ok. 20 cm; pierwotnie odległość między końcem kciuka i małego palca rozwartej dłoni. [przypis edytorski]

34. kitajka (daw.) — tafta, jedwabna nieco sztywna tkanina, szeleszcząca przy jej poruszaniu; pierwotnie chińska, skąd nazwa (daw. Kitaj to Chiny). [przypis edytorski]

35. luidor (z fr. Louis d’or: złoty Ludwik) — złota moneta francuska z podobizną króla, bita w latach 1640–1791. [przypis edytorski]

36. Chaumigrem, Katon i Dariusz — tu: postacie sceniczne, bohaterowie dramatów Melchiora Grimma, Johanna Christopha Gottscheda oraz Friedricha Lebegotta. [przypis edytorski]

37. Jerozolima wyzwolona — włoski epos rycerski autorstwa Torquato Tasso, wyd. w 1575, bardzo popularny w czasach romantyzmu. [przypis edytorski]

38. krotochwila (daw.) — żart, zabawa. [przypis edytorski]

39. qui pro quo (łac.) — nieporozumienie; dosł. jeden zamiast drugiego, pomyłka co do osoby. [przypis edytorski]

40. jednak (daw.) — jednak, ale; spójnik wyrażający przeciwstawienie, kontrast. [przypis edytorski]

41. kądziel — pęk lnu, konopi albo wełny przygotowanej do przędzenia. [przypis edytorski]

42. liwerant (daw.) — dostawca wojskowy. [przypis edytorski]

43. Młodzieniec na rozstajnych drogach — zapewne wariant popularnej starożytnej przypowieści etycznej o Heraklesie na rozstajnych drogach: młodemu Heraklesowi na rozstaju dróg ukazały się dwie kobiety, Nieprawość i Cnota, nakłaniające do wyboru jednej z dwóch dróg życia i przedstawiające swoje argumenty: za życiem łatwym i przyjemnym oraz za pełnym trudów, ale chwalebnym; przypowieść tę znamy ze Wspomnień o Sokratesie (II 1, 21–34) Ksenofonta, który stwierdza, że pochodzi ona z rozprawy Prodikosa. [przypis edytorski]

44. Sybilla (mit. gr; mit. rzym.) — wieszczka przepowiadająca przyszłość; najbardziej znaną Sybillą była kapłanka wyroczni Apollina w Cumae, której przypisywano autorstwo ksiąg z przepowiedniami dotyczącymi losów Rzymu. [przypis edytorski]

45. frycowe (pot.) — strata ponoszona wskutek błędu przez nowicjusza w jakiejś sprawie, kogoś niedoświadczonego w danej dziedzinie. [przypis edytorski]

46. aktuariusz (z łac.) — urzędnik mający pieczę nad aktami, pisarz sądowy. [przypis edytorski]

47. amtman — najwyższy urzędnik administracyjny i sądowy mianowany przez władcę, zarządzający majątkiem, zamkiem i wsią w krajach niemieckich. [przypis edytorski]

48. fistuła (med.) — przetoka. [przypis edytorski]

49. gemma — szlachetny lub półszlachetny kamień z wyrzeźbionym rysunkiem, używany jako ozdoba lub pieczęć. [przypis edytorski]

50. czarownica z Endor — wróżbitka z Endor w Galilei wywołała dla biblijnego króla Saula (1042–1012 p.n.e.) ducha zmarłego Samuela (1 Sm 28, 1–25). [przypis edytorski]

51. Iryda a. Iris (mit. gr.) — bogini tęczy, posłanka bogów. [przypis edytorski]

52. Il pastor fido (wł.: Wierny pasterz) — tragikomedia pasterska z 1590 autorstwa Giovanniego Battisty Guariniego; także tytuł opartej na niej opery Georga Friderica Haendla z 1712. [przypis edytorski]

53. Pajac (wł. Pagliaccio) — postać z włoskiej commedia dell’arte. [przypis edytorski]

54. monsieur (fr.) — pan. [przypis edytorski]

55. damoiselle (fr.) — dama. [przypis edytorski]

56. pudermantel (z niem.) — tu: podwłośnik, pelerynka z białej, lekkiej tkaniny, chroniąca ubiór podczas czesania lub pudrowania włosów i peruki. [przypis edytorski]

57. harcap (z niem.) — warkocz noszony przez mężczyzn w XVIII w. [przypis edytorski]

58. Adalbert z Magdeburga (ok. 910–981) — niemiecki mnich i opat benedyktyński, pierwszy arcybiskup Magdeburga, misjonarz, pracownik dworu cesarza Ottona I; święty Kościoła katolickiego. [przypis edytorski]

59. Matylda — tu zapewne: Matylda von Ringelheim (ok. 895–968), żona króla Niemiec Henryka I Ptasznika, matka cesarza Ottona I; święta katolicka. [przypis edytorski]

60. ochwacić — uszkodzić miękkie części końskiego kopyta, wywołując ich zapalenie. [przypis edytorski]

61. Co tam rozbrzmiewa tak w oddali... — przekład Ludwika Jenikiego, trochę zmieniony i skombinowany z przekładem Syrokomli dla większej zgodności z oryginałem. [przypis tłumacza]

62. romanca — sławiący bohaterów utwór liryczno-epicki, zbliżony do ballady. [przypis edytorski]

63. masztalerz — starszy stajenny; osoba zajmująca się końmi. [przypis edytorski]

64. Znasz-li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa... — z przeróbki Mickiewicza mogło w tej pieśni pozostać zaledwie kilka wierszy, gdyż szło o wierne odtworzenie oryginału. [przypis tłumacza]

65. rozstawne konie — świeże, niezmęczone konie umieszczane dawniej w pewnych odległościach w karczmach lub innych punktach na trasie, żeby umożliwić podróżnym wymianę zmęczonych wierzchowców lub zwierząt w zaprzęgu i dzięki temu szybsze przebycie drogi. [przypis edytorski]

66. kamerjunkier — młodszy szambelan. [przypis edytorski]

67. oficyna — budynek przy dworze, przeznaczony dla służby lub na pomieszczenia gospodarcze. [przypis edytorski]

68. in effigie (łac.) — pod postacią obrazu, wizerunku. [przypis edytorski]

69. Minerwa (mit. rzym.) — bogini mądrości i sztuk, utożsamiana z grecką Ateną. [przypis edytorski]

70. Montfaucon, Bernard de (1655–1741) — francuski mnich, uczony, paleograf, uważany za jednego z założycieli nowożytnej archeologii; autor m.in. 15-tomowego dzieła L’antiquité expliquée et en représentée (1719–1724), w wielkim formacie in folio, zawierającego miedzioryty przedstawiające zabytki klasycznej starożytności. [przypis edytorski]

71. Pallada a. Pallas (mit. gr.) — przydomek Ateny, dziewiczej bogini mądrości i wojny sprawiedliwej. [przypis edytorski]

72. forpoczta — wojskowy oddział zwiadowczy lub wysunięte stanowisko posterunkowe. [przypis edytorski]

73. Kirke (mit. gr.) — bohaterka Odysei Homera, czarodziejka, która towarzyszy Odyseusza zmieniła w świnie. [przypis edytorski]

74. Racine, Jean Baptiste (1639–1699) — francuski dramaturg, autor tragedii opartych na motywach klasycznych i biblijnych, m.in. Andromacha (1667), Fedra (1677), Berenika (1670), Brytanik (1669). [przypis edytorski]

75. Corneille, Pierre (1606–1684) — francuski dramaturg, autor tragedii klasycystycznych. [przypis edytorski]

76. Ludwik XIV (1638–1715) — król Francji (od 1643), zwany „Królem Słońce”, panujący w okresie szczytowego rozwoju francuskiej monarchii absolutnej. [przypis edytorski]

77. kupić się (daw., gw.) — skupiać się, gromadzić się. [przypis edytorski]

78. Parnas — pasmo górskie w środkowej Grecji, wg mit. gr. będące siedzibą boga Apollina, opiekuna sztuk, oraz orszaku otaczających go Muz, patronek różnych kunsztów. [przypis edytorski]

79. Ja, biedaczysko, panie baronie... — przekład Kazimierza Glińskiego. [przypis tłumacza]

80. lampa Argranda — rodzaj lampy olejowej z knotem w postaci pustej w środku rurki oraz podwójnym obiegiem powietrza, dającej kilkakrotnie więcej światła niż tradycyjne, skonstruowany ok. 1782 przez genewskiego fizyka, chemika i wynalazcę Ami Argranda (1750–1803). [przypis edytorski]

81. dudek (daw., pot.) — głupiec. [przypis edytorski]

82. halsztuk — chustka na szyję, wiązana wysoko pod brodą przez mężczyzn w końcu XVIII i w XIX w., poprzednik krawata. [przypis edytorski]

83. ekwipażem (z fr. équipage) — przest.: ogół rzeczy potrzebnych do wygodnej podróży, w szczególności zaprzęg, pojazd, wyposażenie, bagaż. [przypis edytorski]

84. apostrofa — figura retoryczna polegająca na bezpośrednim zwróceniu się do fikcyjnego lub realnego adresata. [przypis edytorski]

85. kordelas — długi nóż myśliwski, służący do oprawiania upolowanej zwierzyny; niegdyś również element uzbrojenia. [przypis edytorski]

86. krócic — broń palna podobna do pistoletu, ładowana od przodu, z zamkiem skałkowym; pistolet podróżny. [przypis edytorski]

87. muszkiet — ciężka strzelba lontowa, gładkolufowa, ładowana odprzodowo. [przypis edytorski]

88. cyrulik — fryzjer wykonujący również proste zabiegi medyczne. [przypis edytorski]

89. amazonka — kobieta uprawiająca jazdę konną; od nazwy mitycznego plemienia kobiet-wojowniczek. [przypis edytorski]

90. Samarytanka — mieszkanka staroż. krainy Samarii, między Galileą a Judeą; przen.: miłosierna kobieta, śpiesząca z pomocą rannym, chorym i słabym. [przypis edytorski]

91. Klorynda — bohaterka poematu Torquata Tassa Jerozolima wyzwolona, dzielna wojowniczka muzułmańska, córka króla etiopskiego Synapa. [przypis edytorski]

92. bez gałązki oliwnej — nawiązanie do biblijnej Księgi Rodzaju: bogobojny Noe przed zesłanym na ziemię niszczycielskim potopem z rozkazu Boga zbudował według szczegółowych wskazówek arkę (rodzaj statku), dzięki której uratował swoją rodzinę oraz po parze każdego rodzaju zwierząt. Aby dowiedzieć się, czy wody potopu już opadły i można bezpiecznie opuścić arkę, co jakiś czas wysyłał ptaki; powrót gołębicy z gałązką oliwną o świeżych liściach był dla niego znakiem, że ziemia jest dostatecznie sucha. [przypis edytorski]

93. Czas wyszedł ze swych fug; biada mi, żem się zrodził, by go naprawiać — Szekspir, Hamlet, akt I, scena 5 (spotkanie Hamleta z duchem ojca), ostatnie słowa Hamleta w tej scenie; w tłum. Józefa Paszkowskiego z 1862: „Świat wyszedł z formy / I mnież to trzeba wracać go do normy!”. [przypis edytorski]

94. subiekt (daw.) — sprzedawca w sklepie. [przypis edytorski]

95. Amor (mit. rzym.) — bóg miłości, syn Wenus i Marsa, przedstawiony jako skrzydlaty chłopczyk z łukiem. [przypis edytorski]

96. Arlekin — postać błazna we włoskiej commedia dell’arte, występująca w czarnej masce i kostiumie zszytym z kolorowych trójkątów albo rombów. [przypis edytorski]

97. aleksandryn (lit.) — forma wierszowa, w której szósta sylaba wersu i szósta sylaba po średniówce stanowią ostatnie sylaby akcentowane półwersów; aleksandrynem pisze się utwory o charakterze heroicznym, np. tragedie czy epopeje. [przypis edytorski]

98. sofista — tu: człowiek rozmyślnie używający nieuczciwej argumentacji w celu udowodnienia fałszywej tezy. [przypis edytorski]

99. sekwestr — zajęcie majątku w celu zapewnienia realizacji dochodzonego roszczenia. [przypis edytorski]

100. śmierć dwu dworzan wskutek listu Uriaszowego — nawiązanie do biblijnej postaci Uriasza Hetyty, męża Batszeby i dowódcy w armii króla Dawida. Dawid uwiódł Batszebę, a kiedy okazało się, że kobieta jest w ciąży, wysłał Uriasza na wojnę, potajemnie rozkazując żołnierzom opuścić dowódcę w czasie zażartej bitwy, by zginął. W tragedii Hamlet król Klaudiusz postanawia pozbyć się tytułowego księcia i wysyła go do Anglii z dwójką dworzan, dając im list, na podstawie którego Hamlet ma zostać uwięziony i zabity, jednak ten wykrada list i zmienia jego treść, wydając tym samym wyrok śmierci na obu dworzan. [przypis edytorski]

101. Wieland, Christoph Martin (1733–1813) — niemiecki poeta i prozaik, pierwszy tłumacz Shakespeare’a na jęz. niemiecki; autor m.in. powieści Agaton (1776), jednego z pierwszych utworów z gatunku Bildungsroman (przedstawiającego proces psychologicznego, moralnego i społecznego formowania się osobowości głównego bohatera). [przypis edytorski]

102. pas des deux (fr.) — duet w balecie klasycznym, taniec wykonywany przez pierwszego solistę i pierwszą solistkę, którego celem jest ukazanie ich kunsztu tanecznego. [przypis edytorski]

103. Filomela — imię żeńskie pochodzenia greckiego, oznaczające „przyjaciółka pieśni”; w mit. gr.: siostra Prokne, żony króla Tereusa, który ją zgwałcił i uciął jej język, aby o zdradzie nie dowiedziała się żona; została zamieniona przez bogów w słowika (tak w Metamorfozach Owidiusza), wg innych wersji w jaskółkę. [przypis edytorski]

104. rondo a. rondeau (fr.) — forma w muzyce (również w poezji i tańcu), której konstrukcja opiera się na wielokrotnych powtórzeniach tematu. [przypis edytorski]

105. ustęp o srogim Pirrusie — w tragedii Szekspira Hamlet, w rozmowie z przybyłymi na dwór aktorami (akt II, scena 2), główny bohater mówi do jednego z nich, że słyszał go deklamującego fragment sztuki, w której Eneasz opowiada Dydonie o śmierci króla Troi Priama, zaczynający się od słów: „Okrutny Pirrus, jak ów zwierz hirkański...” (tłum. Józef Paszkowski). [przypis edytorski]

106. Priam (mit. gr.) — król Troi podczas wojny trojańskiej, mąż Hekuby, ojciec licznych dzieci, m.in. Parysa, Hektora i Kasandry. [przypis edytorski]

107. Hekuba (mit. gr.) — żona Priama, królowa Troi. [przypis edytorski]

108. qui pro quo (łac.) — nieporozumienie, pomyłka co do osoby. [przypis edytorski]

109. Grandison, Klarysa, Pamela — tytułowe postacie romansów epistolarnych angielskiego pisarza Samuela Richardsona, prekursora powieści: Dzieje sir Charlesa Grandisona (1753), Klarysa czyli historia młodej damy (1748), Pamela czyli cnota nagrodzona (1740). [przypis edytorski]

110. Pleban z Wakefield — tytułowy bohater powieści irlandzkiego pisarza Olivera Goldsmitha z roku 1766. [przypis edytorski]

111. Tom Jones — tytułowy bohater oświeceniowej powieści przygodowo-obyczajowej Historia życia Toma Jonesa, czyli dzieje podrzutka (1749) angielskiego pisarza Henry’ego Fieldinga. [przypis edytorski]

112. wolnomularze — masoni, członkowie powstałego w XVIII w. hermetycznego stowarzyszenia międzynarodowego o hierarchicznej strukturze wewnętrznej, którego przedmiotem zainteresowania jest duchowe doskonalenie człowieka i braterstwo ludzi różnych religii, narodowości i poglądów, pielęgnowanie zasad moralnych i idei Oświecenia; symbolika masonerii odwołuje się do przenośni budowania jako obowiązku każdego z członków, do używanych symboli należą przedmioty używane w pracy przez dawnych murarzy: węgielnica, kielnia, fartuch, pion i młotek; nazwa „wolnomularstwo” oznacza wolne murarstwo, gdyż słowo „murarz” i „mularz” były synonimami. [przypis edytorski]

113. połowica (daw.) — połowa; przen.: żona, małżonka. [przypis edytorski]

114. chybki (daw.) — szybki i zwinny. [przypis edytorski]

115. po skończeniu trzeciego aktu (...) wyszły — duch ojca Hamleta po raz ostatni pojawia się w sztuce w czwartej i ostatniej scenie trzeciego aktu (rozmowa Hamleta z matką). [przypis edytorski]

116. menady (gr.: szalejące) a. bachantki (mit. gr.) — kobiety z orszaku boga wina i płodności Dionizosa, tańczące w nieokiełznanej religijnej ekstazie. [przypis edytorski]

117. pianissimo (wł., muz.) — bardzo cicho. [przypis edytorski]

118. drumla — prosty, niewielki ludowy instrument muzyczny, zbudowany z ruchomej podłużnej blaszki ujętej obejmą; grający zwykle wkłada nieruchomą obejmę do ust, językiem wprawiając w drgania blaszkę, przy czym jama ustna pełni rolę pudła rezonansowego. [przypis edytorski]

119. szmermel — wężykowaty fajerwerk; raca. [przypis edytorski]

120. Mistrzu — w oryginale Meister ma podwójne znaczenie, jako nazwisko bohatera i jako imię pospolite: mistrz. Tej gry słów niepodobna oddać po polsku. „Meistrze!” (majstrze!) brzmiałoby chyba trochę trywialnie. [przypis tłumacza]

121. karm (daw.) — karma; pokarm. [przypis edytorski]

122. perfide (fr.) — perfidny; zdradziecki. [przypis edytorski]

123. treulos (niem.) — wiarołomny, niewierny. [przypis edytorski]

124. herrnhuci (z niem. Herrnhut: Straż Pańska) a. bracia morawscy — ewangelicka wspólnota kościelna ukształtowana w XVIII w. przez uciekinierów religijnych, którzy schronili się w Saksonii, kontynuująca doktrynę i tradycje braci czeskich (ruchu wyłonionego z husytyzmu). [przypis edytorski]

125. Emilia Galotti — pięcioaktowa tragedia Gottholda Ephraima Lessinga napisana w 1772, z akcją rozgrywającą się we Włoszech, ujawniająca zakłamanie i niemoralność władzy. [przypis edytorski]

126. Chrześcijański niemiecki Herkules — niem. Des Christlichen Teutschen Groß-Fürsten Herkules Und der Böhmischen Königlichen Fräulein Valjska Wunder-Geschichte (Cudowna historia chrześcijańskiego wielkiego księcia niemieckiego Herkulesa i czeskiej królewskiej panny Valiski, 1659–1660), autorstwa Andreasa Heinricha Bucholtza, pierwsza dworska powieść historyczna w literaturze niemieckiej nieopierająca się na zagranicznych wzorach, licząca 1800 stron druku. [przypis edytorski]

127. Oktawia rzymska — niem. Römische Octavia, obszerna niemiecka powieść historyczna Antona Ulricha Herzoga von Braunschweig-Wolfenbüttel, opublikowana w 1677 w trzech tomach, w wersji rozszerzonej uzupełniona o trzy kolejne tomy, pośmiertnie wydano tom siódmy; w krótszej wersji pierwszej liczy ok. 7000 stron. [przypis edytorski]

128. kalwin — protestant, wyznawca doktryny Jana Kalwina. [przypis edytorski]

129. Rzesza Niemiecka — hist. określenie państwa niemieckiego, przedstawiające je jako jedność złożoną z mniejszych tworów politycznych; I Rzesza (Stara Rzesza) istniała w latach 962–1806, było to państwo niemieckie (od 1474 Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego), którego władcy nawiązywali do tradycji starożytnych cesarzy rzymskich. [przypis edytorski]

130. halski pietyzm (niem. Hallischer Pietismus) — forma pietyzmu luterańskiego, nurtu religijnego kładącego nacisk na intensywną modlitwę, studiowanie Biblii, udział w pobożnych zgromadzeniach religijnych i rygorystyczną moralność, rozwinięta w XVII w. przez teologa Augusta Hermanna Francke i jego współpracowników w pruskim mieście Halle. [przypis edytorski]

131. Agaton — tytułowy bohater powieści Christopha Martina Wieland, jednego z pierwszych utworów z gatunku Bildungsroman (przedstawiającego proces psychologicznego, moralnego i społecznego formowania się osobowości głównego bohatera). [przypis edytorski]

132. gaje delfickie — gaje wokół staroż. greckiego miasta Delfy, miejsca wyroczni i ośrodka kultu Apollina, boga słońca, opiekuna sztuki, przewodnika dziewięciu muz. [przypis edytorski]

133. Girard, Cartouche, Damiens — głośni przestępcy: Jean-Baptiste Girard (1680–1733), francuski jezuita oskarżony o uwiedzenie i stosunki seksualne z penitentką; Louis Dominique Cartouche (1693–1721) stał na czele bandy rozbójniczej; Robert-François Damiens (1714–1757) dokonał nieudanego zamachu na życie króla Francji Ludwika XV. [przypis edytorski]

134. Dawid, kiedy zobaczył Batszebę — scena z Biblii (2 Sm 11,2): król Dawid z dachu swojego pałacu zobaczył kąpiącą się Batszebę, żonę Uriasza, dowódcy armii, i zapragnął jej. Dawid uwiódł Batszebę, a kiedy okazało się, że kobieta jest w ciąży, wysłał Uriasza na wojnę, potajemnie rozkazując żołnierzom opuścić dowódcę w czasie zażartej bitwy, by zginął. [przypis edytorski]

135. pieśniach, jakie Dawid utworzył — biblijna Księga Psalmów przypisuje autorstwo kilkudziesięciu z nich królowi Dawidowi. [przypis edytorski]

136. pism hrabiego — Zinzendorfa (1700–1760) [Nikolaus Ludwig von Zinzendorf, niemiecki hrabia, teolog ewangelicki i reformator religijny, biskup braci morawskich, opiekun i przywódca ruchu pietystycznego w Saksonii; red. WL]. [przypis tłumacza]

137. kacerz — odstępca religijny; heretyk. [przypis edytorski]

138. śpiewnik ebersdorfski — książka z hymnami religijnymi bractwa herrnhutów. [przypis edytorski]

139. Zinzendorf, Nikolaus Ludwig von (1700–1760) — niemiecki teolog ewangelicki i reformator religijny, biskup braci morawskich, opiekun i przywódca ruchu pietystycznego w Saksonii. [przypis edytorski]

140. Danaidy, Syzyf (mit. gr.) — osoby, które za popełnione za życia zbrodnie ponosiły męczarnie w Tartarze, najmroczniejszej części podziemnej krainy zmarłych; Danaidy: córki króla Danaosa, za zamordowanie w noc poślubną swoich mężów zostały skazane na napełnianie beczki bez dna wodą, noszoną w sitach; Syzyf: przebiegły założyciel i król Koryntu, który zdradził sekret Zeusa, a następnie podstępnie uwięził posłanego po niego Tanatosa (Śmierć), za co został skazany na wtaczanie na górę kamienia, który zawsze stacza się na dół tuż przed osiągnięciem szczytu. [przypis edytorski]

141. penaty (mit. rzym.) — domowe bóstwa opiekuńcze; tu żart.: dobytek. [przypis edytorski]

142. Stwórcę przechadzającego się po ogrodzie podczas wieczornego chłodu — Rdz 3, 8. [przypis edytorski]

143. konfirmacja (łac.: potwierdzenie) — w Kościołach protestanckich: obrzęd uroczystego przyjęcia do wspólnoty kościelnej, odpowiednik jednocześnie pierwszej komunii i bierzmowania w Kościele katolickim. [przypis edytorski]

144. tonsura — wygolone kółko na czubku głowy na znak przynależności do niektórych męskich zakonów katolickich. [przypis edytorski]

145. Tu jest Ameryka albo nigdzie! — odniesienie do słów Horacego (Listy I, XVII, w. 39): Tu jest lub nigdzie to, czego szukamy (Hic est aut nusquam quod quaerimus). [przypis edytorski]

146. podagra — dna moczanowa, choroba charakteryzująca się nawracającymi epizodami ostrego zapalenia stawów. [przypis edytorski]

147. apopleksja — nagły wylew krwi do mózgu. [przypis edytorski]

148. wyrobnica (daw.) — kobieta wynajmująca się do różnych prac fizycznych. [przypis edytorski]

149. Furie (mit. rzym.) — demoniczne boginie zemsty, ścigały przestępców (szczególnie morderców), dręcząc ich poczuciem winy i doprowadzając do obłędu. [przypis edytorski]

150. rajfurka — pośredniczka prostytucji; stręczycielka. [przypis edytorski]

151. lombr — dawna gra w karty, jeden z prototypów brydża. [przypis edytorski]

152. umbrelka — osłona dająca cień; zasłona na lampę. [przypis edytorski]

153. parobek Ruprecht (niem. Knecht Ruprecht) — postać z niemieckiej tradycji Bożonarodzeniowej: przychodzi do niegrzecznych dzieci i „obdarowuje” je rózgą, podczas gdy Jezus grzecznym dzieciom wręcza prezenty (Marcin Luther propagował nieuznawanie kultu świętych i zastąpił osobę przynoszącego podarki świętego Mikołaja postacią małego Jezusa). [przypis edytorski]

154. Mauzolos (ok. 400–352 p.n.e.) — król Karii (od 377), krainy w Azji Mniejszej; sławny ze wspaniałego grobowca ku jego czci, zbudowanego przez jego żonę, Artemizję II, tzw. Mauzoleum w Halikarnasie, zaliczanego do 7 cudów świata starożytnego. [przypis edytorski]

155. Scypion a. Publiusz Korneliusz Scypion Afrykański Starszy (236–183 p.n.e.) — wódz rzymski z okresu II wojny punickiej, pogromca Hannibala, dwukrotny konsul rzymski. [przypis edytorski]

156. Aleksander III Macedoński (356–323 p.n.e) — król Macedonii, uczeń Arystotelesa, zwycięzca w wojnie z Persją; jego podboje zainicjowały epokę hellenistyczną. [przypis edytorski]

157. bufonada — przechwalanie się, błazenada. [przypis edytorski]

158. kobold (mit. germ.) — karzeł strzegący podziemnych skarbów. [przypis edytorski]

159. in folio (łac.) — o książce: w formacie złożonego na pół arkusza drukarskiego; ogólnie: wielkich rozmiarów. [przypis edytorski]

160. Gottfried, Johann (1584–1633) — niemiecki redaktor, autor dzieła Historische Chronick oder Beschreibung der merckwürdigsten Geschichte (Kronika historyczna, czyli opisanie najosobliwszych dziejów). [przypis edytorski]

161. Theatrum Europaeum — kroniki historyczne ziem niemieckojęzycznych, obejmujące okres 1618–1718, wydawane w latach 1633–1738 w 21 tomach. [przypis edytorski]

162. Acerra philologica — zbiór 200 przydatnych, zabawnych i zapadających w pamięć historii zaczerpniętych z dzieł starożytnych autorów greckich i rzymskich, wydany w 1637 przez Petera Lauremberga; jedna z najbardziej poczytnych książek tego okresu. [przypis edytorski]

163. Gryphius (łac.), właśc. Andreas Greif (1616–1664) — niemiecki poeta i dramaturg, jeden z najwybitniejszych poetów niemieckojęzycznych epoki baroku. [przypis edytorski]

164. Maria Magdalena — nawrócona grzesznica i uczennica Jezusa z Nowego Testamentu. [przypis edytorski]

165. egzekwie — kościelne ceremonie pogrzebowe ze wszystkimi obrzędami a. część liturgii za zmarłych. [przypis edytorski]

166. lombardzki — pochodzący z Lombardii, krainy historycznej w płn. Włoszech. [przypis edytorski]

167. Parka (mit. rzym.) — jedna z trzech bogiń przędących i przecinających nić ludzkiego losu; w mit. gr. ich odpowiednikami były Mojry. [przypis edytorski]

168. Karol Boromeusz (1538–1584) — włoski kardynał, arcybiskup Mediolanu, święty Kościoła katolickiego; urodził się na zamku w Aronie, na brzegu jeziora Maggiore, 50 km na płn.-wsch. od Mediolanu. [przypis edytorski]

169. Arona — miejscowość w płn. Włoszech, nad jeziorem Maggiore; przepływa przez nią strumień Vevera, który wpada do jeziora. [przypis edytorski]

170. Gryzonia (fr. Grisons, wł. Grigioni, niem. Graubünden) — szwajcarski kanton w Alpach, na pograniczu Włoch, Austrii i Liechtensteinu. [przypis edytorski]

171. opium — wysuszony sok makówek; w XVIII w. ze względu na jego właściwości uspokajające opium, głównie w postaci nalewki alkoholowej, zwanej laudanum, używano jako leku na zaburzenia nerwowe; w dużej dawce powoduje śpiączkę i śmierć. [przypis edytorski]

172. orszada — napój chłodzący z tartych migdałów, gotowanych z cukrem. [przypis edytorski]

173. Saul (ok. XI w. p.n.e.) — postać biblijna, syn Kisza z plemienia Beniamina, pierwszy król Izraela; kiedy Kiszowi zaginęły oślice, poszukujący ich Saul po bezskutecznej wędrówce udał się po radę do proroka Samuela, który ugościł go i niespodziewanie namaścił na króla (1 Sm 9,3–10, 9). [przypis edytorski]