Rozdział trzeci
Nazajutrz, kiedy wszystko było jeszcze w spokoju i spoczynku, wyszedł na dwór, by się rozejrzeć po domu. Był on architektury najczystszej, najpiękniejszej, najdostojniejszej, jaką widział.
— Prawdziwa sztuka — zawołał — to jak dobre towarzystwo: w najprzyjemniejszy sposób zniewala nas rozpoznawać miarę, według której i do której ukształtowana jest głąb naszej duszy.
Niewymownie miłe było wrażenie, jakie wywarły na nim posągi i popiersia jego dziadka. Z utęsknieniem podążył do obrazu chorego królewicza, a i teraz jeszcze uważał go za powabny i wzruszający. Sługa otworzył mu różne inne pokoje, znalazł bibliotekę, zbiór przyrodniczy, gabinet fizykalny. Czuł się tak obcy wobec tych wszystkich przedmiotów!
Feliks tymczasem obudził się i przybiegł za nim. Myśl o tym, jak i kiedy otrzyma list Teresy, przejęła Wilhelma troską; lękał się widoku Mignon, a w pewnej mierze i widoku Natalii. Jak niepodobny był jego obecny stan w porównaniu z tymi chwilami, kiedy zapieczętował list do Teresy i z pogodną myślą oddawał się tak szlachetnej istocie!
Natalia kazała go poprosić na śniadanie. Wszedł do pokoju, w którym kilka czysto ubranych dziewcząt, niemających jeszcze, jak się zdawało, lat dziesięciu, nakrywało do stołu, gdy jakaś podeszła osoba wnosiła różne rodzaje napojów.
Wilhelm zaczął uważnie przypatrywać się obrazowi wiszącemu nad kanapą; musiał go uznać za wizerunek Natalii, chociaż go nie zadowalał. Weszła Natalia, a podobieństwo zdawało się znikać zupełnie. Ku jego otusze był na nim krzyż orderowy, a on ujrzał podobny na piersi Natalii.
— Przyglądałem się temu portretowi — rzekł do niej — dziwiłem się, jak to malarz może być zarazem tak prawdziwy i tak fałszywy. Wizerunek jest w ogólności bardzo podobny do pani, a jednak to nie są ani jej rysy, ani charakter.
— Dziwić się raczej trzeba — odparła Natalia — że jest tak bardzo podobny, bo to wcale nie mój wizerunek. To portret ciotki, która nawet w starości była podobna do mnie, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Malowany był, gdy miała mniej więcej moje lata, a na pierwszy rzut oka wszyscy sądzą, że mnie widzą. Musiałeś pan chyba znać tę zacną osobę? Tyle jej zawdzięczam. Zdrowie bardzo słabe, może za duże zajmowanie się sobą, a przy tym zaprzątnięcie moralne i religijne nie pozwoliły zostać jej dla świata tym, czym by zostać mogła w innych okolicznościach. Była światłem, które przyświecało tylko niewielu przyjaciołom, a mnie w szczególności.
— Czyż to podobna — odparł Wilhelm po chwilowym namyśle, kiedy na raz tyle różnorodnych okoliczności ukazało mu się w związku ze sobą — czyż to podobna, żeby owa piękna, szlachetna dusza, której ciche zwierzenia i mnie także zostały udzielone, była pani ciotką?
— Czytałeś pan ten zeszyt? — spytała Natalia.
— Tak jest i to z największym zrozumieniem i nie bez wpływu na całe me życie — odrzekł Wilhelm. — Co zajaśniało mi największym światłem z tego pisma, to, że tak powiem, czystość istnienia nie tylko jej samej, ale wszystkiego, co ją otaczało, ta samodzielność jej natury i ta niemożność wchłonięcia czegoś, co nie harmonizowało z jej szlachetnym, pełnym miłości nastrojem.
— To jesteś pan — odparła Natalia — łaskawszy, a raczej powinnam powiedzieć: sprawiedliwszy względem tej pięknej natury niż niektórzy inni, którym dawano ten rękopis. Każdy wykształcony człowiek wie, jak mocno musi walczyć w sobie i w innych z pewną dzikością, jak wiele kosztuje go własne wykształcenie i jak dalece mimo to w pewnych wypadkach myśli tylko o sobie, zapominając, co winien innym. Jak często uczciwy człowiek robi sobie wyrzuty, że postępował nie dosyć delikatnie; a przecież, jeśli jakaś piękna natura wykształci się na zanadto delikatną, na zanadto sumienną, jeśli w tym ukształceniu popadnie, dajmy na to w przesadę, to dla takiej, zdaje się, nie ma w świecie ani tolerancji, ani wyrozumiałości. A jednak ludzie tego rodzaju są na zewnątrz nas tym, czym są ideały w naszym wnętrzu: wzorami, nie do naśladowania, ale do podążania za nimi. Śmieją się ze schludności Holenderek, ale czy przyjaciółka Teresa byłaby tym, czym jest, gdyby nią w sprawach gospodarskich nie kierowała podobna myśl?
— A więc w przyjaciółce Teresy — zawołał Wilhelm — znajduję przed sobą tę Natalię, która od młodości tak była rozumiejąca, tak przyjazna, tak pomocna! Tylko z takiego rodu mogła powstać taka natura. Co za widok otwiera się przede mną, kiedy naraz obejmuję okiem przodków pani i całe to koło, do którego pani należysz.
— Tak — odparła Natalia — w pewnym względzie nie mogłeś pan być o nas powiadomiony lepiej niż za pośrednictwem opisu naszej ciotki; oczywiście jej przywiązanie do mnie kazało jej powiedzieć za dużo dobrego o dziecku. Kiedy się mówi o dziecku, nigdy nie ma się na myśli samego przedmiotu, ale nadzieje przezeń budzone.
Wilhelm szybko tymczasem doszedł do wniosku, że wie o pochodzeniu Lothara i latach jego pierwszej młodości; piękna hrabina ukazała mu się jako dziecko z perłami swej ciotki na szyi; toż i on tak blisko był tych pereł, kiedy jej delikatne, małe wargi skłoniły się ku jego ustom; te piękne wspomnienia starał się oddalić za pomocą innych myśli. Przebiegł w duchu znajomych, których nastręczył mu ów rękopis.
— Więc jestem — zawołał — w domu czcigodnego stryja! To nie dom, to świątynia, a pani jesteś dostojną kapłanką, co więcej, samym duchem opiekuńczym; póki życia pamiętać będę wrażenie wczorajszego wieczoru, kiedy wszedłem do wnętrza, a przede mną znów stanęły stare dzieła sztuki z najwcześniejszej młodości. Przypomniałem sobie litościwe posągi marmurowe z pieśni Mignon, lecz te wizerunki nie potrzebowały mnie żałować; patrzyły na mnie z wyniosłą powagą i łączyły moje najdawniejsze lata bezpośrednio z tą chwilą. Ten nasz stary skarb rodzinny, to uprzyjemnienie życia mojego dziadka, odnajduję tutaj, wystawiony pośród wielu innych cennych dzieł sztuki, a siebie, którego natura uczyniła ulubieńcem tego dobrego starca, siebie niegodnego, także tutaj znajduję, o Boże! w jakich stosunkach, w jakim towarzystwie!
Młodzież żeńska powoli opuściła pokój, idąc do swym drobnych zajęć. Wilhelm, zostawszy sam z Natalią, musiał jej dokładniej wyjaśnić ostatnie swoje słowa. Odkrycie, że cenna część wystawionych tu dzieł sztuki należała niegdyś do jego dziadka, obudziło pogodny towarzyski nastrój. Jak przez rękopis zaznajomił się z tym domem, tak znowu teraz znalazł się jakby w swojej dziedzicznej cząstce.
Potem pragnął ujrzeć Mignon; przyjaciółka prosiła go, żeby się z tym wstrzymał do chwili, kiedy powróci lekarz, którego wezwano do sąsiedztwa. Łatwo się domyślić, że to był ten sam niski, aktywny człowiek, którego już znamy i o którym wspominały także Zwierzenia pięknej duszy.
— Ponieważ znajduję się — mówił dalej Wilhelm — w tym gronie rodzinnym, to i ksiądz, o którym wspomina to pismo, jest zapewne tym dziwnym, niepojętym człowiekiem, którego zastałem po najdziwniejszych wydarzeniach w domu pani brata? Możesz mi pani udzielić o nim jakichś dokładniejszych objaśnień?
— Byłoby o nim wiele do opowiedzenia — odparła Natalia. — Najlepiej wiem o wpływie, jaki miał na nasze wychowanie. Był przekonany, przynajmniej przez jakiś czas, że wychowanie powinno się opierać tylko na przywiązaniu; jak myśli obecnie, nie mogę powiedzieć. Twierdził, że pierwszą i ostatnią rzeczą w człowieku jest aktywność i niczego nie można zrobić bez chęci do działania, bez instynktu, który nas do tego popycha. „Przyznaje się — zwykł mawiać — że poeci się rodzą, przyznaje się to co do wszystkich sztuk, ponieważ trzeba i ponieważ owe działania natury ludzkiej zaledwie pozornie mogą być wynikiem małpiego naśladownictwa, ale jeżeli się przyjrzymy temu dokładniej, to zobaczymy, że każda, nawet najmniejsza zdolność jest nam wrodzona i że nie ma wcale zdolności nieokreślonej. Tylko nasze dwuznaczne, rozproszone wychowanie czyni człowieka niepewnym; budzi pragnienia zamiast ożywiać popędy, a zamiast dopomagać rzeczywistym uzdolnieniom zwraca wysiłki ku przedmiotom, które tak często są sprzeczne z naturą, która stara się ją ku nim skierować. Dziecko, młodzieniec, którzy błąkają się na swej własnej drodze, są dla mnie milsi niż niejeden, który na obcej drodze idzie prosto. Kiedy tamci czy to sami przez się, czy wskutek wskazówki znajdą drogę prawdziwą, to jest tę, która jest stosowna ich do natury, to już nigdy jej nie opuszczą, a tymczasem ci co chwila są w niebezpieczeństwie zrzucenia obcego jarzma i oddania się nieograniczonej wolności.
— To szczególne — powiedział Wilhelm — że ten osobliwy człowiek i mną także się zainteresował i, jak się zdaje, na swój sposób, jeżeli nie pokierował, to przynajmniej utwierdził mnie na jakiś czas w moich błędach. Jak się on kiedyś wytłumaczy z tego, że razem z kilkoma innymi drwił sobie niejako ze mnie, muszę na to poczekać cierpliwie.
— Co do mnie — odrzekła Natalia — nie potrzebuję się skarżyć na tę mrzonkę, jeżeli to mrzonka, gdyż spomiędzy mojego rodzeństwa najlepiej na niej wyszłam. Nie widzę też, żeby mój brat Lothar mógł być piękniej wykształcony; może tylko moja dobra siostra, hrabina, powinna była być inaczej traktowana, może w jej naturę można by było wlać więcej powagi i siły. Co będzie z brata Fryderyka, pomyśleć się nie da; lękam się, żeby nie został ofiarą tych prób pedagogicznych.
— Pani masz jeszcze jednego brata? — zawołał Wilhelm.
— Tak jest — odparła Natalia. — To bardzo wesoła, płocha natura, a ponieważ nie powstrzymano go od bujania po świecie, to nie wiem, co wyrośnie z tej roztrzepanej, lekkomyślnej istoty. Od dawna go już nie widziałam. To mnie jedno uspokaja, że ksiądz i w ogóle towarzystwo mego brata w każdej chwili jest powiadomione, gdzie się on znajduje i co porabia.
Wilhelm zamierzał właśnie zarówno zbadać myśli Natalii co do tych paradoksów, jak też poprosić ją o objaśnienia na temat tajemniczego towarzystwa, kiedy wszedł lekarz i po przywitaniu zaraz zaczął mówić o stanie Mignon.
Natalia, wziąwszy za rękę lekarza, oświadczyła, że zaprowadzi go do Mignon i przygotuje dziewczynkę na pojawienie się jej przyjaciela.
Lekarz został tedy sam z Wilhelmem i mówił dalej:
— Mam panu do opowiedzenia inne rzeczy, których się pan ani domyślasz. Natalia daje nam wolne pole, byśmy mogli mówić swobodniej o sprawach, o których, chociaż mogłem je poznać tylko przez nią samą, niepodobna byłoby mówić tak swobodnie w jej obecności. Szczególna natura tego dobrego dziecka, o którym teraz mowa, polega prawie wyłącznie na głębokiej tęsknocie; pragnienie ujrzenia znowu swojej ojczyzny i tęsknota za tobą, mój przyjacielu, jest, że tak powiem, jedynym u niej uczuciem ziemskim, to i tamto ciągnie się w nieskończoną dal, obydwa przedmioty stoją przed tym wyjątkowym umysłem jako niedościgle. Pochodzi ona pewnie z okolic Mediolanu i w bardzo wczesnej młodości została uprowadzona od rodziców przez jakieś towarzystwo linoskoczków. Czegoś dokładniejszego nie można się od niej dowiedzieć, częściowo dlatego, że była za młoda, by móc ściśle podać miejsce i nazwy, szczególnie zaś dlatego, że złożyła przysięgę, iż żadnemu człowiekowi nie określi dokładniej swego mieszkania i pochodzenia. Właśnie bowiem ci ludzie, którzy znaleźli ją zbłąkaną i którym tak dokładnie opisała swoje mieszkanie z tak usilnymi prośbami, by ją odprowadzili do domu, tym pośpieszniej zabrali ją ze sobą i nocą w oberży, myśląc, że dziecko już zasnęło, żartowali sobie z dobrego połowu i zapewniali, że nigdy nie odnajdzie drogi powrotnej. Wtedy opanowała biedne stworzenie straszliwa rozpacz, w której ukazała mu się w końcu Matka Boża i zapewniła je, że się nim zaopiekuje. Złożyło więc przed sobą świętą przysięgę, że już nigdy nikomu nie zaufa, nikomu nie opowie swojej historii i będzie żyć i umierać jedynie w nadziei bezpośredniej pomocy boskiej. I tego nawet, co ja tu panu opowiadam, nie wyznała Natalii wyraźnie; nasza zacna przyjaciółka zestawiła to z oderwanych wyrażeń, z pieśni i dziecięcej nieopatrzności, która to właśnie zdradza, co pragnie przemilczeć.
Wilhelm mógł sobie teraz wyjaśnić niejedną pieśń, niejedno słowo tego dobrego dziecięcia. Prosił swego przyjaciela jak najusilniej, by nie ukrywał przed nim niczego, czego się dowiedział o dziwnych śpiewach i zwierzeniach tej wyjątkowej istoty.
— O — rzekł lekarz — przygotuj się pan na szczególne zwierzenia, na historię, w której pan, nie pamiętając o tym, brałeś znaczny udział, a która, jak się obawiam, zdecydowała o śmierci i życiu tego dobrego stworzenia.
— Niechże pan powie — odparł Wilhelm — jestem nadzwyczaj niecierpliwy.
— Czy przypominasz sobie — rzekł lekarz — tajemne, nocne, kobiece odwiedziny po przedstawieniu Hamleta?
— Tak jest, doskonale je sobie przypominam! — zawołał Wilhelm zawstydzony — ale nie sądziłem, żeby w tej chwili trzeba było mi o nich przypominać.
— Wiesz pan, kto to był?
— Nie! Przerażasz mnie pan! Na miłość boską, przecież nie Mignon? Kto to był? Powiedz mi pan.
— Ja sam nie wiem.
— A więc nie Mignon?
— Nie, z pewnością nie! Ale Mignon zamierzała zakraść się do pana i musiała ze swego kąta widzieć ze zgrozą, że jakaś rywalka ją uprzedziła.
— Rywalka! — zawołał Wilhelm. — Mów pan dalej; wprawiasz mnie pan w okropne zmieszanie.
— Ciesz się pan — odrzekł lekarz — że możesz pan dowiedzieć się ode mnie tak szybko o rezultatach. Natalia i ja, którzy bierzemy w tym tylko bardzo odległy udział, wiele się nadręczyliśmy, zanim zdołaliśmy tak jasno rozejrzeć się w stanie tej dobrej istoty, której pragnęliśmy dopomóc. Gdy lekkomyślne rozmowy Filiny i innych dziewcząt oraz pewna piosenka zwróciły jej uwagę, wielce powabna wydała się jej myśl spędzenia nocy u ukochanego, chociaż przy tym nie wyobrażała sobie nic innego nad poufny, szczęśliwy wypoczynek. Skłonność do ciebie, mój przyjacielu, była już w tym dobrym sercu żywa i potężna; w twoich objęciach dobre dziecko wypoczęło już po wielkim bólu; zapragnęło więc tego szczęścia w całej jego pełni. Już to postanawiała uprzejmie prosić pana o to, już to powstrzymywała ją od tego jakaś tajemna zgroza. W końcu wesoło spędzony wieczór i nastrój wywołany obfitym użyciem wina natchnęły ją odwagą spróbowania śmiałego kroku i wśliźnięcia się owej nocy do pana. Wybiegła naprzód, by się ukryć w niezamkniętym pokoju, ale gdy właśnie wydostała się po schodach na górę, posłyszała jakiś szelest; skryła się i ujrzała jakąś białą, żeńską istotę wsuwającą się do pańskiego pokoju. Niebawem pan nadszedłeś i usłyszała zasuwający się rygiel. Doświadczała niewymownej męczarni; wszystkie gwałtowne wzruszenia namiętnej zazdrości mieszały się z niezrozumiałym pragnieniem niejasnej żądzy i targały na pół rozwiniętą naturę. Serce jej, które dotychczas biło żywo tęsknotą i oczekiwaniem, zaczęło się nagle zatrzymywać i cisnęło jej pierś jak ołowiane brzemię; nie mogła odetchnąć, nie umiała sobie poradzić, posłyszała harfę starca, pośpieszyła do niego na poddasze i spędziła noc u jego nóg w straszliwych drgawkach.
Lekarz zamilkł na chwilę, a kiedy Wilhelm nie odzywał się, zaczął mówić dalej:
— Natalia zapewniała mnie, że nic w życiu tak jej nie przeraziło i nie wzruszyło, jak stan dziecka przy tym opowiadaniu; co więcej, nasza szlachetna przyjaciółka robiła sobie wyrzuty, że swoimi pytaniami i poleceniami wyłudziła te zwierzenia i tak okrutnie odnowiła wspomnieniem dotkliwe cierpienia. „Dobre stworzenie (tak mi opowiadała Natalia), ledwie doszedłszy do tego punktu w swoim opowiadaniu, a raczej w odpowiedziach na moje kolejne pytania, nagle upadło przede mną i z ręką na piersi zaczęło się skarżyć na powracający ból owej strasznej nocy. Wiło się jak robak na ziemi, a ja musiałam skupić całą przytomność umysłu, aby pomyśleć i zastosować znane mi środki wspomożenia ducha i ciała w tych okolicznościach”.
— Wprawiasz mnie pan w straszne położenie — zawołał Wilhelm — dając mi tak żywo odczuć moje liczne uchybienia względem tej drogiej istoty, i to właśnie w chwili, kiedy mam ją znowu ujrzeć. Jeżeli mam ją zobaczyć, czemu odbierasz mi pan odwagę swobodnego pojawienia się przed nią? Przyznam się panu, że w takim nastroju jej duszy nie rozumiem, jak moja obecność miałaby pomóc. Jeżeli pan jako lekarz jesteś przekonany, że ta podwójna tęsknota tak dalece podkopała jej naturę, iż zagraża rozstaniem się z życiem, to po co swoją obecnością mam wznawiać jej cierpienia, a może nawet przyśpieszać jej zgon?
— Mój przyjacielu — odparł lekarz — gdzie nie możemy pomóc, obowiązani jesteśmy przynieść ulgę, a jak bardzo obecność ukochanego przedmiotu odbiera wyobraźni jej burzącą siłę i przemienia tęsknotę w spokojne wpatrywanie się, na to mam bardzo ważne przykłady. Wszystko w miarę i z celem! Ponieważ tak samo obecność może ponownie rozniecić gasnącą namiętność. Zobacz się pan z dobrym dzieckiem, zachowaj się pan przyjaźnie i czekajmy, co z tego wyniknie.
Natalia właśnie wróciła i poprosiła, żeby Wilhelm poszedł za nią do Mignon.
— Wydaje się całkiem szczęśliwa z Feliksem i przyjmie dobrze przyjaciela, jak się spodziewam.
Wilhelm poszedł nie bez pewnego oporu; był głęboko wzruszony tym, czego się dowiedział, i lękał się namiętnej sceny. Gdy wszedł, stała się rzecz wprost przeciwna.
Mignon w długiej, białej, kobiecej sukni, z bujnymi czarnymi włosami, częściowo w puklach, częściowo związanymi, siedząc, trzymała Feliksa na łonie i przyciskała go do serca; wyglądała zupełnie jak duch nie z tego świata, a chłopiec jak samo życie — niby niebo i ziemia w objęciu. Z uśmiechem podała Wilhelmowi rękę i rzekła:
— Dziękuję ci, że przyprowadzasz mi z powrotem dziecko; uprowadzili mi je Bóg wie jak, a ja od tego czasu nie mogłam żyć. Dopóki moje serce potrzebuje czegoś na ziemi, ono wypełni braki.
Spokój, z jakim Mignon przyjęła swego przyjaciela, sprawił towarzystwu wielką radość. Lekarz zażądał, żeby Wilhelm często ją odwiedzał i żeby utrzymywano ją w równowadze zarówno cieleśnie, jak duchowo. Sam odszedł, obiecując, że niedługo wróci.
Wilhelm mógł tedy przyglądać się Natalii w jej kółku; niepodobna byłoby życzyć sobie czegoś lepszego niż żyć przy niej. Jej obecność wywierała najczystszy wpływ na młode dziewczęta i kobiety w różnym wieku, które już to mieszkały w jej domu, już to przychodziły do niej częściej czy rzadziej z sąsiedztwa.
— Bieg życia pani — rzekł raz do niej Wilhelm — był prawie zawsze bardzo jednostajny? Obraz bowiem, który ciotka dała o pani jako o dziecku, nadal wydaje się pasować do pani. Czuje się po pani, że się nigdy nie błąkałaś. Nigdy nie byłaś pani zmuszona cofać kroku.
— Zawdzięczam to swemu stryjowi i księdzu — odparła Natalia — którzy umieli tak dobrze ocenić moje cechy. Z młodych lat nawet ledwie przypominam sobie jakieś żywsze wrażenie niż to, że wszędzie widząc potrzeby ludzi, doznawałam niepowstrzymanego pragnienia, by im uczynić zadość. Dziecko, które nie mogło jeszcze ustać na nogach, starzec, który się na swoich utrzymać nie zdołał, tęsknota bogatej rodziny za posiadaniem dzieci, niemożność biednej wyżywienia swoich, każda cicha chęć do zawodu, popęd do jakiegoś talentu, usposobienie do setnych drobnych uzdolnień: by to wszystko wszędzie odkrywać, oko moje zdawało się przeznaczone z natury. Widziałam to, na co nikt nie zwrócił mojej uwagi, ale też zdawało się, że po to się tylko urodziłam, aby to widzieć. Powaby martwej natury, na które tylu ludzi nadzwyczaj jest wrażliwych, nie miały na mnie żadnego wpływu; prawie jeszcze mniej powaby sztuki; najmilszym dla mnie uczuciem było i jest dotąd, ilekroć mi się w świecie ukazał jakiś brak, jakaś potrzeba, wynajdywać zaraz w duchu zadośćuczynienie, zaradzenie, pomoc. Jeśli zobaczyłam biedaka w łachmanach, naraz przychodziła mi na myśl zbywająca odzież, jaką widziałam w szafach krewnych i znajomych; jeśli zobaczyłam dzieci marniejące bez opieki i pielęgnowania, przypominałam sobie tę czy ową kobietę, u której pomimo bogactwa i wygody zauważyłam nudy; jeśli zobaczyłam mnóstwo ludzi stłoczonych w ciasnej przestrzeni, myślałam sobie, że powinni by dostać mieszkanie w wielkich pokojach niejednego domu i pałacu. Ten sposób patrzenia na rzeczy był u mnie zupełnie naturalny, bez najmniejszej refleksji, tak że jeszcze jako dziecko wyprawiałam z tego powodu najcudaczniejsze w świecie rzeczy i niejednokrotnie nabawiałam ludzi kłopotu najdziwniejszymi propozycjami. I to jeszcze było moją cechą, że dopiero z trudem i późno zaczęłam postrzegać pieniądze jako środek zaspokajania potrzeb; wszystkie moje dobrodziejstwa dawałam w naturze i wiem, że dosyć często śmiano się ze mnie. Tylko ksiądz zdawał się mnie rozumieć; wszędzie śpieszył mi z pomocą, zaznajamiał mnie z samą sobą, z tymi pragnieniami i skłonnościami i uczył mnie, jak je zaspokajać celowo.
— Czy pani także — zapytał Wilhelm — w wychowaniu swego żeńskiego światka przyjęła zasady owych dziwnych ludzi? Czy i pani pozwalasz każdej naturze rozwijać się samej? Czy pozwalasz także swoim szukać i błądzić, popełniać omyłki, stawać szczęśliwie u celu lub też nieszczęśliwie ginąć na manowcach?
— Nie — odrzekła Natalia — taki sposób postępowania z ludźmi byłby sprzeczny z moimi uczuciami. Wydaje mi się, że kto nie pomaga od razu, nigdy nie pomoże; kto nie daje rady od razu, nigdy nie doradzi. Za równie konieczne uważam też wypowiadać i wpajać w dzieci pewne prawa, które życiu dają niejaką podporę. Co więcej, chciałbym prawie powiedzieć, że lepiej jest błądzić zgodnie z regułami niż błądzić według samowoli naszej natury, pędzącej nas w różne strony; a kiedy patrzę na ludzi, zdaje mi się, że w ich naturze tkwi zawsze jakiś brak, który można wypełnić jedynie stanowczo ogłoszonym prawem.
— A więc sposób pani postępowania — rzekł Wilhelm — jest całkiem odmienny od tego, jakiego się trzymają nasi przyjaciele?
— Tak jest — odparła Natalia — ale możesz pan z tego przekonać się o niesłychanej tolerancji tych ludzi, iż mi wcale nie przeszkadzają na mej drodze dlatego właśnie, że to moja droga, lecz raczej przychodzą mi z pomocą we wszystkim, czego tylko sobie mogę życzyć.
Szczegółowy opis, jak Natalia postępowała z dziećmi, zachowujemy sobie do innej sposobności.
Mignon często pragnęła być w towarzystwie; przystawano na to tym chętniej, że powoli zdawała się znowu przyzwyczajać do Wilhelma, otwierać przed nim swe serce i w ogóle stawać się pogodniejsza i weselsza. Na przechadzkach, łatwo się męcząc, chętnie wspierała się na jego ramieniu.
— Oto — mówiła — Mignon już nie wdrapuje się i nie skacze, a jednak wciąż jeszcze doznaje pragnienia, by się przechadzać po szczytach gór, przedostawać się z jednego domu na drugi, z jednego drzewa na drugie. Jakże godne zazdrości są ptaki, zwłaszcza gdy tak zręcznie i serdecznie ścielą sobie gniazda.
Stało się niebawem zwyczajem, że Mignon niejednokrotnie zaciągała swego przyjaciela do ogrodu. Jeżeli był zajęty albo nie można go było znaleźć, to musiał go zastępować Feliks; a choć dobra dziewczynka w pewnych chwilach wydawała się zupełnie oderwana od ziemi, to w innych innym razem mocno lgnęła do ojca i syna i rozdzielenia z nimi lękała się widocznie bardziej niż czegokolwiek innego.
Natalia wydawała się zamyślona.
— Pragnęliśmy — rzekła — pańską obecnością otworzyć na nowo to biedne, dobre serce; czyśmy dobrze zrobili, nie wiem.
Zamilkła i zdawała się oczekiwać, by Wilhelm coś powiedział. Przyszło mu też na myśl, że w obecnych okolicznościach Mignon będzie wyjątkowo udręczona przez jego związek z Teresą, ale w niepewności nie miał odwagi mówić o tym zamiarze; nie domyślał się, że Natalia o nim wiedziała.
Nie mógł też spokojnie przysłuchiwać się rozmowie, kiedy jego szlachetna przyjaciółka opowiadała o swej siostrze, sławiąc jej wielkie zalety i bolejąc nad jej stanem. Znalazł się w niemałym kłopocie, gdy Natalia zapowiedziała mu, że niebawem ujrzy tutaj hrabinę.
— Jej małżonek — rzekła — myśli teraz tylko o jednym: żeby zastąpić zmarłego hrabiego w gminie, podeprzeć i dalej rozwinąć ten wielki zakład za pomocą rozwagi i działalności. Przybywa do nas wraz z nią, aby się niejako pożegnać; potem zwiedzi rozmaite strony, w których osiedliła się gmina; traktują go poważnie według jego życzeń i niemal wierzę, że odważy się wraz z moją biedną siostrą na podróż do Ameryki, żeby stać się zupełnie podobnym do swego poprzednika; a ponieważ prawie jest już przeświadczony, że niewiele mu brakuje, by zostać świętym, to może niekiedy przed jego duszą unosi się pragnienie, żeby w końcu, jeśli można, zabłysnąć jeszcze jako męczennik.