SCENA PIERWSZA
Andrea i Albert, których wprowadza Gospodyni.
ANDREA
do Gospodyni
Czy myślisz pani, że pan Alessandri zaraz nadejdzie?
GOSPODYNI
Nie wiem proszę pana. Powiedział mi wychodząc, że będzie tu za godzinę. Godzina już dawno minęła, a pana jeszcze nie widać. To coś dziwnego! Taki akuratny i pilny pan! Znowu całą noc pisał. Bardzo się smucimy, ja i mój mąż, że już nas jutro porzuca.
ANDREA
Jak to, to wam już powiedział? Tak mu pilno w tę drogę?
GOSPODYNI
Tak proszę pana, kuferek już spakowany, a dziś rano przyszedł z Genui jakiś list polecony, zapewne bilet na parostatek. Takeśmy go namawiali oboje, aby pozostał! Jakby to taki młody i ładny pan zaraz potrzebował wyjeżdżać do Afryki, do jakiegoś tam Kongo, co go ledwie nauczyłam się wymawiać przeszłego miesiąca. Cóż to, czy tu u nas nie ma już z czego żyć?
ANDREA
No, i cóż wam odpowiedział?
GOSPODYNI
Ech, niewiele. Uśmiechnął się tylko i dodał: „Zostawcie mi to już, moja dobra Maciejowo, tak być musi”. Zresztą, on nie lubi dużo mówić.
ANDREA
No, to poczekamy tutaj na niego.
Gospodyni odchodzi.