SCENA TRZECIA

Ci sami i Artur.

ALBERT

Ty tutaj? Cóż cię tak nagłego sprowadza?

ARTUR

na stronie

Aha, już wiedzą wszystko.

głośno

Zapewne ta sama sprawa, co i was. Dzień dobry, wujaszku! Dzień dobry, ojcze. Ale dziwi mnie, że już wiecie o całej historii. Prawda, że scena w kawiarni była zbyt jawna.

ALBERT

Co ty mówisz?

ARTUR

Wszak wiecie...

ANDREA

wpadając mu w słowo

Wszystko... a przynajmniej główną osnowę faktu.

ARTUR

Zaraz też pomyślałem, że taki skandal nie mógł się długo ukryć w naszym mieście.

ANDREA

Cały świat o tym mówi.

ALBERT

Ale o czym?

ANDREA

gestem zmuszając go do milczenia; do Artura

Tylko szczegóły różnie opowiadają. Czy znasz je, Arturze?

życzliwie

Ty, co zawsze wiesz wszystko, i to tak dokładnie...

ARTUR

zadowolony

Bywa się trochę tu i tam, to się zawsze coś posłyszy.

ANDREA

hamując swą niecierpliwość

Jakże stoi sprawa?

ARTUR

Źle, bardzo źle, zwłaszcza dla Ernesta!

ANDREA

Czy być może? Ale może się to da jeszcze ułagodzić.

ARTUR

Bardzo wątpię. Sekundanci, na żądanie obu przeciwników, rzecz ułożyli na bardzo krótki termin.

ANDREA

Sekundanci?! A tak, naturalnie, z powodu wyjazdu. Ale musimy przeszkodzić jednemu i drugiemu, tak pojedynkowi, jak i jeździe.

ALBERT

cicho do Andrea

O jakim pojedynku mówisz?

ANDREA

podobnie

Cicho!

głośno

Mam nadzieję nakłonić Ernesta do łagodniejszych kroków, a i jego przeciwnik da sobie przecież wyperswadować. Zbyt ostre słowa dadzą się przecież cofnąć.

ARTUR

Ostre słowa? Wujaszku, zdaje mi się, że twoje informacje były bardzo niedokładne. Tu nie chodzi przecież o słowa, ale o policzek, wymierzony baronowi della Rocca przy dwudziestu świadkach, w Cafe Ricco...

ANDREA

Policzek?!... Był słuszny, bo baron... skłamał!

ARTUR

Być może. Obelga jednak była tak wyraźna, że nikt jej płazem puścić nie może, zwłaszcza baron, który w tych sprawach nie żartuje i odbył już kilkanaście pojedynków. Postawione warunki są też dosyć ostre: bój na śmierć i życie, a przynajmniej dopóty, dopóki jeden z przeciwników nie stanie się niezdatny do walki.

ANDREA

bardzo poruszony

Tak, to wiedziałem!... Ale przecież jest może środek...

ARTUR

Po tym, co przed chwilą słyszałem w klubie, wątpię.

ANDREA

Ale nie rozumiem, jak mógł Ernest tak się unieść. On, który...

ARTUR

Kochany wuju, to zapalona głowa! Właśnie spotkał w kawiarni przyjaciela, który mając kogoś z krewnych w Kongu, miał mu dać list polecający oraz parę ważnych wskazówek. Siedzieli spokojnie przy bocznym stoliku i nie zważali na wesołe towarzystwo młodzieży, które zajmowało wielki środkowy stół. Wtem do uszu Ernesta doszło wymówione dość głośno jego własne nazwisko i przy tym jakaś ironiczna uwaga, dotycząca zamierzonej podróży. Drgnął cały, ale słucha dalej. Po chwili słyszy swoje imię, powtórzone raz jeszcze, a obok niego imię kobiety — i temu skojarzeniu wtóruje niegodny, brudny koncept, przyjęty śmiechem przez całe zgromadzenie. Tego było już nadto — zrywa się jak szalony, skronie nabiegają mu krwią, chwyta gwałtownie barona za rękę i drżącym z wściekłości głosem szepce raczej, niż mówi: „Kłamiesz, nędzniku! Odwołaj to natychmiast!” Możecie sobie wyobrazić, co się dalej stało. Cisza grobowca, straszna. Baron, blady z gniewu, chce podnieść rękę, ale Ernest go uprzedza — rozlega się policzek. Obecni z trudem rozdzielają walczących.

ANDREA

Imię tej kobiety?

ARTUR

milczy.

ANDREA

grzmiącym głosem

Julia! Przeczuwałem to...

Rzuca się na krzesło i zakrywa oczy dłońmi.

ALBERT

cicho do syna

Arturze, cóżeś uczynił?!

do Andrea

Ale uspokójże się, mój drogi...

ANDREA

powstając, zimno

Tak, potrzebuję teraz spokoju. Obraza dotknęła moją żonę i nikomu nie przyznaję prawa bronienia jej honoru. To należy do mnie. Czy mogę na ciebie liczyć, Albercie?

ALBERT

Zawsze możesz na mnie liczyć.

ANDREA

robi kilka kroków, potem mówi do Artura surowo

Teraz żądam odpowiedzi stanowczej, bez ogródek. O której godzinie ma się odbyć pojedynek?

ARTUR

Dziś po południu o trzeciej.

ANDREA

Kim są sekundanci?

ARTUR

Znam tylko jednego, hrabiego Casabianca.

ANDREA

To dobrze, znam go także. Zostań tu, dopóki Ernest nie wróci.

do Alberta

A ty pójdź ze mną.

ALBERT

Dokąd?

ANDREA

Do kogóż, u licha? Do barona della Rocca!

z dziką radością

Dotychczas potwarz grała ze mną w chowanego. Była wszędzie i nigdzie — czułem ją wkoło siebie, a nie mogłem pochwycić. Nareszcie mam ją w postaci człowieka z krwi i kości... człowieka tego zgnieść muszę... muszę! Chodźmy.

Andrea i Albert odchodzą.