XIII

Olbrzymia żelazna kłódka na drzwiach schowka była w tym pokoju jedynym przedmiotem, na którym oczy mogły spocząć bez odrazy, jaką budziły wszystkie inne znajdujące się tam sprzęty, dziwnie brzydkie w kształcie i wykonane z lichego materiału. Kłódki tej nikt nie chciał kupić z powodu jej okazałych rozmiarów i właściciel sklepu dla marynarzy we wschodniej części Londynu odstąpił ją Profesorowi za parę pensów. Pokój był duży, czysty, przyzwoity i biedny tym rodzajem biedy, który ze wszystkich ludzkich głodów zaspokaja tylko jeden: głód chleba. Na ścianach nie było nic oprócz tapet, płacht arsenowej zieleni92, pokrytych gdzieniegdzie nieokreślonymi smugami i plamami, co przypominało spłowiałe mapy niezamieszkanych kontynentów.

Przy sosnowym stole blisko okna siedział towarzysz Ossipon z głową wspartą na piersiach. Profesor, odziany w swoje jedyne ubranie, z tandetnego samodziału, kłapał tam i sam po gołych deskach parą niewiarygodnie zniszczonych pantofli, trzymając ręce głęboko w wypchanych kieszeniach kurtki. Opowiadał gościowi o swoich niedawnych odwiedzinach u apostoła Michaelisa. Wzorowy anarchista trochę się nawet rozkrochmalił.

— Ten człowiek nie wiedział nic a nic o śmierci Verloca. Naturalnie. Przecież na dzienniki nawet nie spojrzy. Mówi, że zanadto go przygnębiają. Ale mniejsza z tym. Wszedłem do domku. Ani żywej duszy. Musiałem wołać ze sześć razy, zanim mi odpowiedział. Myślałem, że jeszcze leży w łóżku i śpi. Ale nic podobnego. Pisał swoją książkę już od czterech godzin. Siedział w tej małej klatce wśród całych fur rękopisu. Na stole leżała obok niego niedojedzona marchew. Jest teraz na diecie złożonej z surowej marchwi i odrobiny mleka.

— No i jak on przy tym wygląda? — spytał obojętnie towarzysz Ossipon.

— Niebiańsko... Podniosłem garść kartek z podłogi. Ubóstwo jego rozumowania jest zdumiewające. Żadnej logiki. Nie umie myśleć konsekwentnie. Ale to jeszcze nic. Podzielił swą biografię na trzy części, zatytułowane: Wiara, Nadzieja, Miłość93. Opracowuje teraz plan świata pomyślanego jako olbrzymi, przyjemny szpital wśród kwiatów i ogrodów, w którym to szpitalu silni mają się oddawać pielęgnowaniu słabych.

Profesor umilkł na chwilę.

— Czy wy, Ossipon, możecie sobie wyobrazić ten absurd? Poświęcać się pielęgnowaniu słabych! Słabi to źródło wszystkiego zła na tej ziemi — ciągnął z ponurą pewnością siebie. — Powiedziałem mu na to, że ja marzę o świecie podobnym do jatek, o świecie, gdzie wszystkich słabych wzięłoby się za łeb, aby ich wytępić. Rozumiecie mnie, Ossipon? To oni są źródłem wszystkiego zła! Narzucają nam swoją złowrogą władzę — słabi, niedołężni, głupi, tchórzliwi, ludzie o wątłych sercach i niewolniczym duchu. Ale przedstawiają wielką siłę. Z nich składa się tłum. Ich jest królestwo ziemi94. Tępić, tępić! to jedyna droga postępu. Jedyna! Słyszycie, Ossipon? Najpierw musi zginąć mrowie słabych, a potem ci, co są tylko względnie silni. Rozumiecie? Najpierw ślepi, potem głusi i niemi, potem chromi i kulawi — i tak dalej. Każde zepsucie, każdy występek, każdy przesąd, każda tradycja musi znaleźć swój kres.

— A co zostanie? — zapytał Ossipon stłumionym głosem.

— Ja zostanę... jeśli jestem na to dość silny — oświadczył malutki, wybladły Profesor, którego wielkie uszy, cienkie jak błona i odstające od małej czaszki, zabarwiły się nagle ciemną czerwienią. — Nacierpiałem się już dość przez tyranię słabych — ciągnął gwałtownie. Dotknął bocznej kieszeni i mówił dalej: — A jednak jestem siłą. Tylko muszę mieć czas! Czas! Dajcie mi czasu! Ach, to ludzkie mrowie, zbyt głupie, aby czuć litość lub strach. Niekiedy zdaje mi się, że wszystko jest po ich stronie. Wszystko... nawet śmierć — moja własna broń.

— Chodźcie i napijcie się ze mną piwa w „Sylenie” — rzekł krzepki Ossipon po chwili ciszy, przerywanej tylko szybkim kłapaniem pantofli Wzorowego Anarchisty. Profesor zgodził się. Był tego dnia na swój sposób wesoły. Uderzył Ossipona po ramieniu.

— Piwa? Dobrze! Pijmy i weselmy się, bo jesteśmy silni, a jutro umrzemy.

Zaczął wkładać trzewiki, nie przestając mówić właściwym sobie urywanym, stanowczym tonem.

— Co wam jest, Ossipon? Wyglądacie markotnie i poszukujecie nawet mojego towarzystwa. Słyszę, że widują was ciągle tam, gdzie się gada głupstwa przy kieliszku. Co się stało? Czyżbyście już porzucili kolekcję waszych kobiet? One są tymi słabymi, którzy karmią silnych — co?

Tupnął obutą nogą i wziął z podłogi drugi sznurowany but, ciężki, o grubej podeszwie, niewyczyszczony i pokryty łatami. Uśmiechnął się do siebie złośliwie.

— Powiedzcie mi, Ossipon, straszny człowieku, czy też któraś z waszych ofiar odebrała sobie kiedyś życie? A może wasze tryumfy są jeszcze niekompletne? Albowiem wielkość pieczętuje się tylko krwią. Krwią. Śmiercią. Spójrzcie na historię.

— Żebyście z piekła nie wyszli — rzekł Ossipon z głową wciąż odwróconą.

— Terefere! Zostawcie piekło słabym, którzy je wymyślili dla silnych. Ossipon, czuję do was życzliwą pogardę. Nie potrafilibyście zabić i muchy.

Ale tocząc się na szczycie omnibusu w stronę piwiarni „Sylen”, Profesor stracił na humorze. Widok tłumów rojących się po chodnikach przygniótł jego pewność siebie ciężarem wątpliwości i niepokoju; ciężaru tego pozbywał się tylko wówczas, gdy przesiedział czas jakiś samotnie w izbie o wielkim schowku zamkniętym na olbrzymią kłódkę.

— A więc — doszedł go z tyłu głos Ossipona, który siedział w omnibusie tuż za nim — a więc Michaelis marzy o świecie wyglądającym jak wspaniały, wesoły szpital?

— Właśnie. Jak olbrzymi zakład dobroczynny do leczenia słabych — potwierdził szyderczo Profesor.

— Cóż za absurd — przyznał Ossipon. — Słabości uleczyć nie można. Ale w gruncie rzeczy Michaelis może się tak bardzo nie myli. Za dwieście lat światem będą władali lekarze. Nauka rządzi światem już teraz. Rządzi z ukrycia, lecz rządzi. A cała nauka musi ześrodkować się w końcu na nauce leczenia — i to nie słabych, lecz silnych. Ludzkość pragnie żyć... żyć.

— Ludzkość sama nie wie, czego chce — oświadczył Profesor, błyskając zarozumiale okularami oprawnymi w żelazo.

— Ale wy wiecie — burknął Ossipon. — Dopiero co żądaliście czasu... czasu. No więc doktorzy dostarczą wam czasu pod dostatkiem, jeśli na to zasłużycie. Uważacie się za silnego, ponieważ macie w kieszeni dość prochu, aby przenieść się do wieczności i zabrać z sobą jeszcze — powiedzmy — ze dwadzieścia osób. Ale wieczność jest próżnią, psiakrew. Czego wam potrzeba, to właśnie czasu. Gdybyście spotkali człowieka, który by mógł wam zapewnić dziesięć lat życia, uznalibyście go za pana.

— Dewizą moją jest: ani Boga, ani pana — rzekł Profesor sentencjonalnie i wstał, aby wysiąść.

Ossipon szedł za nim.

— Poczekajcie aż przyjdzie wasza godzina i będziecie żegnać się z życiem — odparł, zeskakując za Profesorem — z waszym marnym, nędznym, parszywym życiem — ciągnął, mijając jezdnię i dając susa na chodnik.

— Ossipon, blagier z was i tyle — rzekł Profesor, otwierając władczą dłonią drzwi sławnego „Sylena”. A gdy już zasiedli przy stoliku, zaczął uzupełniać swą łaskawą opinię. — Nie jesteście nawet doktorem. Natomiast jesteście śmieszni. Wasze wyobrażenia o ludzkości, która na całej ziemi, od bieguna do bieguna, będzie pokazywała język i zażywała pigułki na rozkaz kilku nadętych pajaców, oto proroctwo godne tego, co je wypowiedział. Proroctwo! Po kiego licha myśleć o tym, co będzie! — Podniósł kufel. — Za zagładę tego, co jest — rzekł spokojnie.

Wypił i zapadł z powrotem w zwykłe sobie, osobliwie znaczące milczenie. Gnębiła go myśl o ludzkości nieprzeliczonej jak piasek na morskim brzegu, równie jak piasek niezniszczalnej i trudnej do opanowania. Wśród bezmiaru jej biernych ziarenek huk pękających bomb zatraca się bez echa. Na przykład ta sprawa Verloca. Kto już dziś o niej myśli?

Ossipon, niby przynaglony tajemniczą siłą, wyjął z kieszeni kilkakrotnie złożony dziennik. Profesor podniósł głowę, słysząc szelest.

— Co to za gazeta? Jest tam co ciekawego? — spytał.

Ossipon drgnął jak nastraszony lunatyk:

— Nie. Nie ma tu nic. To gazeta sprzed dziesięciu dni. Zapomniałem, że mam ją w kieszeni.

Ale nie wyrzucił tej starej gazety. Zanim ją schował z powrotem, zerknął na ostatnie zdanie pewnej notatki. Brzmiało, jak następuje: „Nieprzenikniona tajemnica zawiśnie chyba na wieki nad tym czynem szaleństwa lub rozpaczy”.

Były to końcowe słowa notatki pod tytułem: Samobójstwo pasażerki na statku kursującym po Kanale Angielskim. Towarzysz Ossipon był już obeznany z pięknym dziennikarskim stylem tej notatki. „Nieprzenikniona tajemnica zawiśnie chyba na wieki...” Umiał każde słowo na pamięć. „Nieprzenikniona tajemnica...” Krzepki anarchista, zwiesiwszy głowę, pogrążył się w głębokiej zadumie.

Ta sprawa zagrażała podstawom jego istnienia. Kiedy się wybierał na randki z kobietami, którym zawrócił głowę — zalecał się do nich zwykle na ławkach w Kensington Gardens albo u ogrodzeń przed domami — obawiał się wciąż, że zacznie mówić o „nieprzeniknionej tajemnicy, która”... Ponieważ był spoufalony z wiedzą, jął się lękać obłędu czyhającego nań wśród tych wierszy. „Zawiśnie chyba na wieki”... To było opętanie, to była tortura. W ostatnich czasach zaniedbał się stawić na kilka takich spotkań, podczas których zdobywał bezwzględną ufność obejściem pełnym uczucia i męskiej tkliwości. Łatwowierność kobiet z różnych środowisk zadowalała potrzeby jego miłości własnej i zaopatrywała go w środki materialne. Potrzebował jej do życia. Miał ją na zawołanie. Ale jeśli nie będzie mógł nadal jej wyzyskiwać, śmierć z głodu zagrozi i jego ideałom, i jego ciału... „Nad tym czynem szaleństwa lub rozpaczy”.

Dla całej ludzkości „nieprzenikniona tajemnica” miała na pewno „zawisnąć na wieki” nad ową sprawą. Ale co on, Ossipon, pocznie, jeśli sam jeden ze wszystkich ludzi na świecie nie zdoła nigdy zapomnieć o tej przeklętej historii?

A wiedział najdokładniej wszystko to, co dziennikarz podawał do wiadomości czytelników, zatrzymując się na samym progu „tajemnicy”, która „zawiśnie na wieki”...

Towarzysz Ossipon był dobrze poinformowany. Marynarz pilnujący pokładu zauważył, co następuje: „Pani w czarnej sukni i czarnej woalce spacerowała o północy po bulwarze wzdłuż statku. — Czy pani płynie naszym statkiem? — spytał zachęcająco. — O, tędy, proszę pani. — Robiła wrażenie, że nie wie, co począć. Pomógł jej wejść na pokład. Wydawała się bardzo osłabiona”.

Ossipon wiedział również, co zauważyła stewardessa. Czarno ubrana pasażerka o bladej twarzy stała w środku pustej kajuty dla pań. Za namową stewardessy położyła się w końcu. Zdawało się, że nie jest zdolna wymówić ani słowa, jakby była czymś okropnie zgnębiona. Potem stewardessa spostrzegła, że nie ma jej w kajucie. Poszła więc na pokład jej szukać. Dalej Ossipon dowiedział się, że zacna kobieta znalazła nieszczęśliwą panią wyciągniętą na jednym z leżaków osłoniętych daszkami. Pasażerka miała oczy otwarte, ale nie chciała odpowiadać na żadne pytania. Wyglądała jak ciężko chora. Stewardessa sprowadziła głównego stewarda i oboje przystanęli obok leżaka, naradzając się, co począć z tą niezwykłą, tragiczną pasażerką. Rozmawiali głośnym szeptem (zdawało się, że pasażerka nie jest w stanie nic usłyszeć), mówili, że w St. Malo jest konsul i że trzeba się porozumieć z rodziną tej pani w Anglii. Potem odeszli, aby zarządzić przeniesienie jej do kabiny, bo sądząc z wyglądu, wydała im się po prostu konająca.

Lecz towarzysz Ossipon wiedział, że pod tą białą maską toczyła się walka między zgrozą i rozpaczą a potężną żywotnością, przywiązaniem do życia tak silnym, iż mogło przezwyciężyć straszliwą mękę prącą do zabójstwa i ślepy, obłędny strach przed szubienicą. Wiedział to. Ale stewardessa i główny steward nie wiedzieli nic poza tym, że gdy wrócili w niespełna pięć minut potem, czarno ubranej pani nie było już na leżaku. Nie było jej nigdzie. Znikła. Stało się to o piątej rano i nie był to wcale wypadek. W godzinę później ktoś z załogi znalazł na leżaku ślubną obrączkę, która przylgnęła do mokrego drzewa i swym połyskiem zwróciła uwagę marynarza. Wewnątrz obrączki była wyryta data 24 lipca 1879 r. „Nieprzenikniona tajemnica zawiśnie chyba na wieki”...

Towarzysz Ossipon podniósł zwieszoną głowę, ubóstwianą przez różne skromne kobiety Wysp Brytyjskich, głowę promienistym gąszczem włosów przypominającą Apolla95.

Tymczasem Profesor uczuł niepokój. Wstał z miejsca.

— Czekajcie no — rzekł spiesznie Ossipon. — Powiedzcie mi, co wy myślicie o szaleństwie i rozpaczy.

Profesor przesunął końcem języka po suchych, cienkich wargach i rzekł pouczająco:

— Te rzeczy już nie istnieją. Wszystkie potężne uczucia zatraciły się. Świat jest przeciętny, sflaczały, bezsilny. A szaleństwo i rozpacz stanowią siłę. Siła jest zbrodnią w oczach durniów, ludzi słabych i ludzi naiwnych, którzy rządzą kurnikiem. Wy jesteście przeciętni. Verloc, którego sprawie policja ukręciła łeb tak gładko, był przeciętny. No i policja go zamordowała. Był przeciętny. Każdy jest przeciętny. Szaleństwo i rozpacz! Dajcie mi je za dźwignię, a poruszę świat96. Ossipon, wyrażam wam swoją szczerą pogardę. Wy nie jesteście w stanie nawet zamierzyć tego, co przeciętny zapasiony obywatel nazwałby zbrodnią. Nie ma w was siły.

Zamilkł, uśmiechając się szyderczo pod srogim połyskiem grubych okularów.

— I pozwólcie sobie powiedzieć, że nie przybyło wam oleju w głowie od tego małego spadku, co to mówią, żeście się go dochrapali. Siedzicie nad piwem jak mumia. Do widzenia.

— Chcecie go wziąć? — rzekł Ossipon, spoglądając na Profesora z idiotycznym uśmiechem.

— Co wziąć?

— Spadek. Co do grosza.

Nieprzekupny Profesor tylko się uśmiechnął. Odzienie jego było prawie w strzępach, buty, bezkształtne od łat, ciężkie jak ołów, nasiąkały wodą za każdym krokiem. Rzekł:

— Poślę wam wkrótce mały rachunek za chemikalia, które jutro obstaluję97. Potrzebuję ich na gwałt. Zgoda?

Ossipon skłonił powoli głowę. Był sam. „Nieprzenikniona tajemnica”... Wydało mu się, że widzi zawieszony w powietrzu własny mózg, drgający w rytm pewnej nieprzeniknionej tajemnicy. Mózg najwyraźniej chory... „Nad tym czynem szaleństwa lub rozpaczy”.

Pianola u drzwi zagrała walca z bezczelnym zacięciem i nagle umilkła jakby rozzłoszczona.

Towarzysz Ossipon, zwany Doktorem, wyszedł z piwiarni. U drzwi zawahał się, mrużąc oczy w słońcu, które nie świeciło nazbyt wspaniale. Dziennik z notatką o samobójstwie kobiety spoczywał w kieszeni Ossipona; serce jego biło, uderzając o ten dziennik. Samobójstwo kobiety — „czyn szaleństwa lub rozpaczy”.

Szedł ulicą, nie patrząc, gdzie stawia nogi, i nie zdążając na miejsce spotkania z pewną kobietą — podstarzałą wychowawczynią, która pokładała ufność w boskiej głowie przypominającej Apolla. Szedł w kierunku przeciwnym. Nie chciał mieć do czynienia z żadną kobietą.

Był zgubiony. Nie mógł ani myśleć, ani pracować, ani spać, ani jeść. Natomiast zaczynał pić z przyjemnością, z wyczekiwaniem, z nadzieją. Był zgubiony. Jego kariera rewolucyjna, wspierana uczuciami i zaufaniem wielu kobiet, zachwiała się z powodu niedocieczonej tajemnicy — tajemnicy ludzkiego mózgu pulsującego nienormalnie w takt dziennikarskich frazesów... „Zawiśnie chyba na wieki...” zwiesił głowę nad rynsztokiem... „szaleństwa lub rozpaczy...”

— Jestem poważnie chory — mruknął do siebie z wnikliwością człowieka nauki. Jego krzepka postać, z kieszeniami wypchanymi pieniędzmi odziedziczonymi po panu Verlocu (dostarczył ich tajny fundusz pewnej ambasady), kroczyła środkiem rynsztoka, jak gdyby Ossipon już się zaprawiał do zadań nieuniknionej przyszłości. Pochylał szerokie ramiona i głowę o boskich kędziorach, niby przygotowując się do dźwignięcia skórzanego jarzma tablicy reklamowej98. Podobnie jak owej nocy, przeszło tydzień temu, towarzysz Ossipon szedł, nie zważając, gdzie stawia nogi, nie czując zmęczenia, nie czując w ogóle nic, nie widząc nic, głuchy na wszystko. „Nieprzenikniona tajemnica...” Szedł wśród ludzi mijających go obojętnie... „Nad tym czynem szaleństwa lub rozpaczy”.

A nieugięty Profesor szedł również przed siebie, odwracając wzrok od ohydnych, nieprzeliczonych tłumów. Nie istniała dla niego przyszłość. Lekceważył ją. Był potęgą. Pieścił się w myśli obrazami zniszczenia i zagłady. Szedł drobny, niepozorny, obszarpany, nędzny — i straszliwy w prostocie swej idei, przywołującej szaleństwo i rozpacz dla odrodzenia świata. Nikt na niego nie patrzył. Śmiercionośny jak zaraza, sunął, nie budząc podejrzeń, ulicą pełną ludzi.

Przypisy:

1. savoir faire (fr.) — zręczność w postępowaniu z ludźmi. [przypis edytorski]

2. zamach, mający na celu wysadzenie w powietrze obserwatorium w Greenwich — 15 lutego 1894 r. w Greenwich Park na obrzeżach Londynu, ok. 50 metrów od budynku Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego, francuski anarchista Martial Bourdin został śmiertelnie ranny w przedwczesnym wybuchu przenoszonej przez siebie bomby. Niedoszły zamachowiec zmarł wkrótce potem od obniesionych ran, cel i motywy planowanego ataku pozostały nieznane. [przypis edytorski]

3. niepodobna (daw.) — nie można, nie da się, jest niemożliwe. [przypis edytorski]

4. Anderson, Robert (1841–1918) — nadkomisarz policji londyńskiej (1888–1901), napisał wspomnienia pt. Sidelights on the Home Rule Movement (1906), na które powołuje się Conrad. [przypis edytorski]

5. Harcourt, William Vernon (1827–1904) — bryt. polityk, prawnik i dziennikarz, minister spraw wewnętrznych w latach 1880–1885. [przypis edytorski]

6. okoliczności (...) zmusiły mnie do odarcia powieści z jej literackich szat pogardy i oburzenia — Conrad wspomina tu o swej przeróbce na scenę powieści Tajny agent. [przypis tłumacza]

7. szyling — dawna angielska jednostka monetarna. Szyling był równy 1/20 funta i dzielił się na 12 pensów. [przypis edytorski]

8. Dwa płomyki gazu na wystawie — pod koniec XIX w. w dużych miastach Anglii powszechnie używano zasilanych z gazowni lamp gazowych, emitujących silne światło dzięki rozgrzewaniu do białości siatki żarowej płomieniem spalanego gazu; oświetlano nimi ulice, budynki publiczne, warsztaty, sklepy, a także domy klasy średniej. [przypis edytorski]

9. Belgravia — ekskluzywna dzielnica mieszkaniowa w środkowej części Londynu, powstała w poł. XIX w. [przypis edytorski]

10. influenca a. influenza (daw.) — grypa. [przypis edytorski]

11. Soho — centralna część dzielnicy West End w Londynie; w XIX w. gęsto zaludniona przez napływających imigrantów, mająca fatalną reputację jako miejsce rozpusty i występku. [przypis edytorski]

12. Dzięki naszemu świetnemu systemowi przymusowego nauczania umiał czytać i pisać — w 1870 wprowadzono w Anglii przepisy o obowiązkowej edukacji podstawowej wszystkich dzieci w wieku 5–12 lat. [przypis edytorski]

13. szmermel (przest.) — raca, wężykowaty fajerwerk. [przypis edytorski]

14. Rotten Row — modna droga dla jeźdźców biegnąca wzdłuż płd. strony londyńskiego Hyde Parku. [przypis edytorski]

15. Hyde Park Corner — obszar Londynu w okolicy płd.-wsch. narożnika Hyde Parku, gdzie krzyżuje się kilka głównych ulic. [przypis edytorski]

16. omnibus (łac. dosł.: dla wszystkich) — duży, kryty pojazd konny o wielu miejscach, pod koniec XIX w. powszechny jako środek regularnej komunikacji w dużych miastach Europy; poprzednik autobusów. [przypis edytorski]

17. jard — anglosaska miara długości, równa trzem stopom i wynosząca ok. 0,9 metra. [przypis edytorski]

18. chancelier d’ambassade (fr.) — szef kancelarii ambasady, wyższy urzędnik zajmujący się paszportami i dokumentami dyplomatycznymi. [przypis edytorski]

19. binokle — rodzaj okularów bez uchwytów, mocowanych na nosie z pomocą sprężynki. [przypis edytorski]

20. wilczy dół — pułapka łowiecka lub daw. przeszkoda fortyfikacyjna w postaci zamaskowanej jamy lub rowu o stromych ścianach. [przypis edytorski]

21. mon cher (fr.) — mój drogi. [przypis edytorski]

22. cherchez la femme (fr.) — szukajcie kobiety! (wyrażenie oznaczające, że ukrytą przyczyną sprawy zazwyczaj jest kobieta). [przypis edytorski]

23. Vox et... (łac.) — początek frazy Vox et praeterea nihil: głos i nic więcej (z Powiedzeń spartańskich Plutarcha, o słowiku, z którego po oskubaniu niemal nic nie zostało). [przypis edytorski]

24. fontaź (z fr. fontange) — fantazyjna, luźna kokarda noszona pod szyją przez mężczyzn na przełomie XIX i XX w., rodzaj dawnego krawata. [przypis edytorski]

25. agent provocateur (fr.) — agent-prowokator, przenikający do jakiejś organizacji w celu nakłaniania jej członków do złamania prawa, aby można było ich aresztować. [przypis edytorski]

26. Kanał Angielski (ang. English Channel) — ang. nazwa kanału La Manche, oddzielającego Wielką Brytanię od Francji. [przypis edytorski]

27. bourgeoisie (fr.) — burżuazja. [przypis edytorski]

28. National Gallery (ang.: Galeria Narodowa) w Londynie — muzeum sztuki zał. przez parlament bryt. w 1824 r., zawierające jedną z największych na świecie kolekcji malarstwa. [przypis edytorski]

29. Charing Cross — dworzec kolejowy w centrum Londynu, zbudowany w 1864 r. [przypis edytorski]

30. paczka z Lozanny — Lozanna była kojarzona z działalnością anarchistów na wygnaniu; m.in. schroniła się tam grupa francuskich anarchistów po nieudanej próbie wzniecenia rewolucji w Lyonie (1870); w 1876 na kongresie w Lozannie anarchiści ostatecznie odseparowali się od innych ugrupowań, socjaldemokratycznych, socjalistycznych i komunistycznych. [przypis edytorski]

31. bajowy — wykonany z bai, miękkiej tkaniny bawełnianej. [przypis edytorski]

32. Marienbad (niem.), ob. Mariańskie Łaźnie — miejscowość w Czechach, od XIX w. popularny kurort, słynny ze źródeł mineralnych. [przypis edytorski]

33. hawelok — popularny na przełomie XIX i XX w. płaszcz męski bez rękawów, z pelerynką, pod którą umieszczone były otwory na ręce. [przypis edytorski]

34. szewiot — rodzaj szorstkiej, lekko połyskliwej tkaniny wełnianej. [przypis edytorski]

35. Lombroso, Cesare (1835–1909) — włoski psychiatra i kryminolog, propagator antropometrii, twórca teorii zakładającej, że niektóre osoby mają wrodzone skłonności do zachowań przestępczych lub chorób psychicznych, co można rozpoznawać po pewnych degeneracyjnych lub atawistycznych cechach wyglądu. [przypis edytorski]

36. perkalowy — wykonany z perkalu, cienkiego bawełnianego płótna. [przypis edytorski]

37. pół pensa — w dawnym angielskim systemie pieniężnym półpensówka była najdrobniejszą monetą. [przypis edytorski]

38. Islington — dzielnica mieszkalna ok. 6 km od centrum Londynu, od połowy XIX do połowy XX w. zaniedbana i zamieszkiwana głównie przez biedotę. [przypis edytorski]

39. ergo (łac.) — więc, zatem. [przypis edytorski]

40. Kapua — miasto na Płw. Apenińskim; w staroż. słynące z bogactwa, luksusu i wygód, które miały doprowadzić zimujące tam po bitwie pod Kannami (216 p.n.e.) oddziały Hannibala do osłabienia ducha bojowego. [przypis edytorski]

41. galon — anglosaska miara objętości płynów i ciał sypkich; galon angielski jest równy ok. 4,5 litra. [przypis edytorski]

42. kopalowy pokost — werniks malarski wykonywany z rozpuszczonego kopalu, twardej, żółtawej masy żywicznej zbliżonej do bursztynu. [przypis edytorski]

43. uncja — ang. jednostka objętości lub wagi, ok. 28 cm³ lub 28 g. [przypis edytorski]

44. bronchit — zapalenie oskrzeli. [przypis edytorski]

45. lukrecja — wyciąg z korzenia drzewa lukrecjowego o charakterystycznym słodko-mdłym smaku, stosowany w lecznictwie. [przypis edytorski]

46. Błękitne dzwonki Szkocji (ang. Blue Bells of Scotland) — popularna ballada szkocka, opublikowana po raz pierwszy w 1801 r. [przypis edytorski]

47. Kaligula, właśc. Gaius Julius Caesar Augustus Germanicus (12–41) — cesarz rzym. (od 37), znany z despotycznych i brutalnych rządów; pragnął, aby rzymski senat miał tylko jedną głowę: wypowiedź Kaliguli dotyczyła nie senatu, lecz ludu rzymskiego, tłumów zgromadzonych podczas igrzysk cyrkowych. [przypis edytorski]

48. tuba głosowa — urządzenie złożone z dwóch stożków połączonych rurą powietrzną, przez które mowę można przenosić pomiędzy pomieszczeniami; w XIX w. używane do komunikacji wewnętrznej na statkach i w biurach; wyparte przez telefon. [przypis edytorski]

49. wist — gra karciana dla czterech osób, popularna w XVIII i XIX w., poprzednik brydża. [przypis edytorski]

50. funt — dawna angielska jednostka wagi równa ok. 0,45 kg; 250 funtów to ok. 114 kg. [przypis edytorski]

51. pięć stóp i sześć cali — wzrost wyrażony w dawnych ang. miarach długości, równy 1,68 m. [przypis edytorski]

52. plutokracja — warstwa społeczna ludzi bogatych i wpływowych. [przypis edytorski]

53. Wallace, Alfred Russel (1823–1913) — bryt. podróżnik, przyrodnik, antropolog; niezależnie od K. Darwina sformułował teorię ewolucji drogą doboru naturalnego; autor wielu publikacji, m.in. książki Archipelag Malajski (1869). [przypis edytorski]

54. mila angielska — dawna miara odległości równa ok. 1,6 km; trzy mile to ok. 5 km. [przypis edytorski]

55. choć był tak zwanym człowiekiem, nie umiał się uśmiechać — aluzja do zdania Arystotelesa, iż człowiek to jedyne zwierzę, które się śmieje (O częściach zwierząt). [przypis edytorski]

56. bankiet w Guildhall — doroczny bankiet wydawany przez lorda majora (burmistrza) Londynu w ratuszu miejskim. [przypis edytorski]

57. City — tu: City of London, historyczny rdzeń Londynu, stare centrum, w którym skupia się większość działalności handlowo-finansowej. [przypis edytorski]

58. Strand — gł. arteria w gminie Westminster, w środkowej części Londynu. [przypis edytorski]

59. Margate — nadmorskie miasto w hrabstwie Kent, w płd. Anglii, popularny ośrodek wypoczynkowy. [przypis edytorski]

60. Dover — nadmorskie miasto z przeprawą promową, położone w hrabstwie Kent, w Anglii, nad Cieśniną Kaletańską, w najwęższym miejscu kanału La Manche. [przypis edytorski]

61. woluta — ornament architektoniczny w formie zwoju lub spirali. [przypis edytorski]

62. Dwór Św. Jakuba (ang. Court of St James’s) — tradycyjna nazwa brytyjskiego dworu królewskiego, używana w dyplomacji; od pałacu Św. Jakuba, oficjalnej rezydencji władców. [przypis edytorski]

63. toodles (pot. ang.) — na razie, cześć. [przypis edytorski]

64. nie posiadał wykształcenia literackiego, nie uległ więc obawie, aby pieniądz stał się zeschłym liściem — motyw przemiany złota w liście występuje w Księdze tysiąca i jednej nocy, w XIX w. pojawiał się m.in. w baśniach braci Grimm, w tekstach Alphonse’a Daudeta, Wilkie Collinsa, Charlesa Dickensa. [przypis edytorski]

65. korona — dawna angielska jednostka monetarna równa pięciu szylingom, tj. sześćdziesięciu pensom. [przypis edytorski]

66. Whitehall — ulica w środkowej części Londynu (w gminie Westminster), wokół której skupione są budynki rządowe; jej nazwa jest często używana jako synonim brytyjskiego rządu. [przypis edytorski]

67. Święty Szczepan — tu: budynek Klubu Św. Szczepana, w gminie Westminster, w Londynie; wzniesiony w 1874, istniejący do 1994 w miejscu obecnego Portcullis House. [przypis edytorski]

68. kapotka (tu daw.) — rodzaj damskiego kapelusza wiązanego pod brodą. [przypis edytorski]

69. feston — girlanda; element dekoracyjny w formie podwieszonych po bokach kwiatów lub upiętej tkaniny. [przypis edytorski]

70. gazon — ozdobny trawnik obsadzony kwiatami i krzewami. [przypis edytorski]

71. Sylen (mit. gr.) — towarzysz boga wegetacji i wina Dionizosa, przedstawiany jako tłustawy mężczyzna z końskimi uszami, nogami i ogonem. Wirgiliuszowego Sylena, co (...) rozprawiał o bogach Olimpu wobec naiwnych sycylijskich pastuszków: w wierszu rzym. poety Wergiliusza (Eklogi, VI). [przypis edytorski]

72. Penelopa (mit. gr.) — opisana w Odysei żona Odyseusza, która przez 20 lat wiernie czekała na powrót męża z wojny trojańskiej. W tym czasie zwodziła ubiegających się o jej rękę zalotników, obiecując, że wyjdzie ponownie za mąż, gdy skończy tkać całun dla teścia, lecz każdej nocy pruła robioną w dzień tkaninę. [przypis edytorski]

73. via dolorosa (łac.) — dosł.: droga cierpienia; droga krzyżowa. [przypis edytorski]

74. ciężkiej zgryzoty, która może i woli tkwić za plecami jeźdźca — nawiązanie do słów ody rzym. poety Horacego (Pieśni III, 1): Za plecami jeźdźca siedzi czarna troska. [przypis edytorski]

75. imperium, nad którym słońce nigdy nie zachodzi — określenie globalnego mocarstwa tak rozległego, że zawsze w jakiejś jego części trwa dzień; w XIX w. używane w odniesieniu do brytyjskiego imperium kolonialnego, którego terytorium osiągnęło wówczas rozmiar większy niż jakiegokolwiek innego imperium w historii świata. [przypis edytorski]

76. quorum (łac.) — kworum, czyli minimalna liczba osób niezbędna do prowadzenia obrad i podjęcia wiążących decyzji. [przypis edytorski]

77. pies morski — w oryg.: dogfish (dosł.: psia ryba), określenie różnych gatunków ryb z rodziny rekinkowatych. Psem morskim (sea dog) nazywano dawniej rekina, ale także fokę pospolitą. [przypis edytorski]

78. szezlong — kanapa w kształcie wydłużonego fotela, na której można odpoczywać w pozycji półleżącej. [przypis edytorski]

79. cause célebre (fr.) — głośna sprawa, słynny proces sądowy. [przypis edytorski]

80. perypatetyk — uczeń Arystotelesa lub zwolennik jego filozofii; określenie wywodzone od zwyczaju przechadzania się podczas wykładów i dyskusji (gr. peripatetikos: przechadzający się), panującego w szkole Arystotelesa. [przypis edytorski]

81. niepodobieństwo (daw.) — coś niemożliwego a. nieprawdopodobnego. [przypis edytorski]

82. Cheshire Cheese — nazwa fikcyjnego londyńskiego pubu (baru, gdzie podaje się głównie piwo); taką lub podobną nazwę nosiło kilka lokali w Londynie, położonych jednak daleko od sklepu Verloca w Soho. [przypis edytorski]

83. nie ujrzał na tej ścianie żadnego napisu — aluzja do zapowiedzi upadku, wyrażenie nawiązujące do opowieści z biblijnej Ks. Daniela (5,25): podczas wielkiej uczty wydanej przez króla Babilonu tajemnicza ręka wypisała na ścianie słowa będące przepowiednią zagłady państwa babilońskiego. [przypis edytorski]

84. Pieczeń na półmisku, jakby przygotowana na stypę — w oryginale wykorzystano określenie funereal baked meats, użyte także przez Hamleta (Hamlet, akt I, scena 2). [przypis edytorski]

85. drzeworytów ilustrujących pewien rodzaj opowieści... — odniesienie do tanich powieści sensacyjnych dla klasy robotniczej wydawanych w Wielkiej Brytanii w XIX w. [przypis edytorski]

86. szubienic nie wznosi się już (...) lecz na podwórzach więzień — ostatnia publiczna egzekucja w Wielkiej Brytanii miała miejsce w 1868 r. [przypis edytorski]

87. ślepa latarka — latarka z ruchomą przesłoną, ukierunkowującą światło. [przypis edytorski]

88. Chyba że zmiażdżysz mi głowę obcasem — w oryg. heel, co oznacza zarówno piętę, jak i obcas; Winnie nieświadomie przywołuje biblijny obraz węża-kusiciela, który z wyroku Boga zostanie zmiażdżony piętą (Rdz 3,14–15). [przypis edytorski]

89. cal — jednostka miary długości równa ok. 2,5 cm. [przypis edytorski]

90. intermedium — krótka sceniczna wstawka, zwykle komiczna, pomiędzy częściami średniowiecznego dramatu religijnego. [przypis edytorski]

91. Opactwo — tu: Opactwo Westminsterskie (ang. Westminster Abbey), wielki gotycki kościół w Londynie, tradycyjne miejsce koronacji i pochówku królów Anglii; jego dwie wieże, w stylu neogotyckim, dobudowano w latach 1722–1745. [przypis edytorski]

92. arsenowa zieleń — w XIX w. syntetyczne związki arsenu i miedzi były popularnymi pigmentami (zieleń Scheelego oraz zieleń paryska); przed wykryciem ich szkodliwości stosowano je masowo do barwienia papieru, szczególnie tapet, oraz tkanin. [przypis edytorski]

93. Wiara, Nadzieja, Miłość — trzy teologiczne cnoty chrześcijańskie, wymieniane przez św. Pawła (1 Kor 13,12–13). [przypis edytorski]

94. Ich jest królestwo ziemi — odniesienie do biblijnego: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest królestwo niebios” (Mt 5,3; podobnie Łk 6,20). [przypis edytorski]

95. Apollo (mit. gr.) — bóg słońca i światła, klasyczny ideał męskiego piękna. [przypis edytorski]

96. Dajcie mi je za dźwignię, a poruszę świat — nawiązanie do słów Archimedesa, staroż. matematyka, fizyka i inżyniera: „Dajcie mi punkt oparcia i dźwignię, a poruszę Ziemię”. [przypis edytorski]

97. obstalować — zamówić, zlecić wykonanie czegoś. [przypis edytorski]

98. dźwignięcia skórzanego jarzma tablicy reklamowej — mowa o popularnych w XIX w. dużych tablicach reklamowych noszonych przez ludzi na piersiach i na plecach, za pośrednictwem pasów umożliwiających zawieszenie ciężaru na ramionach. [przypis edytorski]