3

w ciemności przegonny powiew

na dachach strzelistych jak pacierz

noc czarną jamą

niewidzialni trzepocą orłowie

zamość zamość

rynek to staw kamienny

z ratusza przystanią

kolumn kroki senne

dalekie rano

w ciemności ukosy kortyn

blanki szkarpy

bramy

czarnym się fortem

zamość w ziemię wszarpał

amen

dzień

klatki dygocą w studniach cegieł

lampa milczący wulkanów szyldwach20

wirem falami śruby pobiegły

na piętra w lodem zionący wind wark

turkot i brzęk blach dołem i górą

chwieje się hala czerwony sztandar

tryska w powietrze czarny pot stu rąk

dym z papierosów ergo21 i wanda

w białym oparze tłok tryby pchał tak

że kurz opadał dusił darł nozdrza

piec rozpalony szumiał jak bałtyk

tlenowych gwizdków wysoki głos drżał

kamień żelazo łuny grzmoty

koła bijące sercem o tor

ramiona śmigła lewary22 młoty

gorący motor

gdy chaos huków przybierał pęczniał

o niewiast piersiach marzyła pierś

to drżał w niej ciężar stalowa tęcza

idąca śmierć

do tereski z lisieux23

drobniutkie stopki tupot nad otchłanią

śnieg pada bieli choinki

oczy tereski bóg zapalił

powinny być skrzydła u ramion

trzepotać zmawiać godzinki

habit czarny spadochron nie pozwala upaść

ludzie upadają płaczą drżą

gwiazdy rodzą gwiazdy księżyc ciemność rozłupał

a ja spłynąłem miłością jak rzeka krwią

zasłoń święta łez dolinę

niech nie widzę

uszy dłońmi otul

jak zapomnieć mam że płynę

w oparach krwawego potu

boli ty masz dłonie białe

ziemia dymi ty się uśmiechasz

zrozumiałem

że milczysz to ma być mój lekarz

odejdź teresko

na swoją wysoką steczkę

niech tam na niebie będzie święto niebiesko

pozostanę niedoli dzieckiem

nie anioł ale ziemic

nie chcę błogosławić

z wieków i chwili wydzieram krzyk

o świecie

nim cię kto zbawi

zgiń przemiń

wąwozy czasu

siedemnastego maja o siódmej godzinie

złoty wieczór się kładzie na siwym lublinie

lampy na smukłych słupach biją jak wodotryski

płynące złotem szemrzą o zachodzie okna

ulic klingi placów regularne dyski

futra skwerów zlał blask tego ognia

tak w śródmieściu się pali dzień dogasający

inaczej tu o milę od murów

za sitowiem zapada słońce

jak ciężka szala wagi na której zmierzch urósł

czas

wieczność czasu

szare wąwozy czasu

czas

ścieka w kroplach urasta otchłanie zapełnia

wieje chaosem rzeczy co są lecz się topią

w obłokach ciepłych noc dzień przepadły zupełnie

półbrzask jedynie wisi mętny szary popiół

obrazy marcoussisa24 piorun sen kruk sztandar

świeca morze pociski przyjaciółki ukłon

katalog róg ulicy pieśń mej matki żandarm

wszystko hurgoce w chmurach mgieł sztywnych jak sukno

krzyczący wir wybuchem znienacka uderza

wir niepokoju powstał może z przeczytanych książek

zagmatwał strugę czasu spruł ją wskroś i przeżarł

szczelinę wydrążył

przez ręką wiru smagłą uczyniony wyłom

widać jak w teleskopie gwiazdę to co było

z daleka namiot cyrku z bliska transatlantyk

zasłonił nieba niebieski fajans

od ryku osypały się urwisk żółte kanty

mastodont stąpa zagniewany

rozpycha wieczór skórę tak wieczorem chłodzi

nagle zwinęły się liście paprotne po gajach

zaszumiały pianą

to nic to ta chwila odchodzi

w chmurnej szczelinie inna sprzed tysiącoleci

pyłem drobnym jak petit na szpaltę nadleci

wiatr nurt zgrzebny dymem odurza

gwiezdny jakże piękny jest ognisk purpurowy żużel

za obozem kołysały się wzgórza

grzbietami wielkich wołów

drewniane niezdarne łamały szuwar koła

i tu chaos mosiężne ręce miecze karki

naszyjniki z krzemieni oczy w ogniu jarkim

oto burza postaci w skórach i kożuchach

stosy rozbijające płomieniami łun nów

aż znowu zaszumiało w szumach półbrzask bucha

pochłania miękka paszcza obłoku tłum hunnów25

potem się w nowych światłach powoli rozchyla

i jak balon nad miastem niedawna tkwi chwila

muł w rzekach kolczastego drutu

wśród bomb ginących twarze

złuszczył je ból jak belki łuszczy płomień w pożarze

ziemia i pułki butów

dnie stojące na płytkich okopach

mitraliez26 kaszle i świsty

na ogniach nocny popas

niebo ogniste

miasto mdlejące przestrzeń która rzęzi

armaty rozpalone rwące się z uwięzi

w ogniach nicość

nagle odmęt białawy zawrzał w głos zanucił

jesteśmy pod lublinem który zorzą płonie

dzień dzisiejszy powrócił

powrócił jak syn marnotrawny

ucałujmy jego skronie

bo gdzie spojrzeć jak dawniej

budynki w oddaleniu lśniące

a tu o milę od murów

za trzciną i sitowiem zagubia się słońce

jak ciężka szala wagi na której zmierzch urósł

czas

wieczność czasu

szare wąwozy czasu

czas

wizje nie nasycają są zawiłym haftem

czy z tego alfabetu co będzie odczytam

po cóż czytać i tak wiem chyba to jest prawdą

pytania odpowiedzi brzmią jak odpowiedzi pytań

wieczorem

mała moja maleńka

chwieją się żółte mlecze

w dolinę napływa gór cień

cichy odwieczerz

brodzi w zmierzchowym nurcie

już późno

mały mój ukochany

trudno z miłości się podnieść

a jeszcze ciężej od złych nowin

gdy patrzysz na mnie ciemnym nowiem

smutniej mi chłodniej

boję się

rozstać się musimy

ty z innym do ślubu jedziesz

na srebrne noce złote dnie

moja droga gdzie indziej wiedzie

we mgle

tam gdzie najsamotniejsi

słyszę turkot karocy

niebo nazbyt się chmurzy

daj rękę ukochany raz jeszcze

o ciemne godziny pieszczot

co było nie może trwać dłużej

czas mi już czas

całuj ostatni raz

żegnaj

dobrzy ludzie

błogosławcie zdarzenia które przeszły

błogosławcie i te co przyjdą

zapowiedź

czerwone grube spirale dookoła dzbanów

połysk cętkowanych muszli

coraz to mniejsze kule płyną w srebrnej smudze

dom rozchyla się jak wachlarz

jakże ten profil zamknąć w trapezy i kąty

drzewem zwichrzonym tragicznie zasłaniam naszą miłość

ścięte kwiaty uśpione w misach

zwierciadła ukazują bladą głębię podwodną

orzeźwia ciężka fałda zapachu kadzidła

wymykają się wreszcie słowa o które chodzi

metafizykę splecioną jak piękne włosy

rozplącze jasny miecz chemia

mózg lat 12

chmury wyżej niżej to nuty

brodzą w błękicie luzem

brodzą i moje buty

w letniego wiatru strudze

kapliczki ze świętym janem

w wianeczku zawiędłych bylin

dosięgnął niewypowiedziany

obłok motyli

dalej drogą na łąkę

wędruj pagórem gliny

torze kolejki

papierowy powój poprzerastał szyny

do łąki ścieżyna pałąkiem

na dół z nasypu

depcąc trawę u rzeki

nagi chłopak zakipiał

gdzie się choiny kończą

zasłaniające miasto

wyrzuca sto wiotkich rączek

mózg lat dwunastu

między kroplami chabru

na rybiej łusce fali

trzepoce się chyży kaprys

torsu gibkiego spirala

krzyk o południe o potok

krzyku pełne usta i garście

w ekstazie słońca jak motor

pali się mózg lat dwanaście

patrzę dzień idzie za południe już niesymetryczny

wkrótce wieczór nasypie się jak góra

wiatr trawy ruszył a nie drgnąłby komin fabryczny

ze złotej rzeka będzie bura

chłopcze chłopiec jutro pojutrze

radość naga a to nie życia zaczyn

zamknie się na zawsze jak kluczem

w 1936 chłopcze na rzekę spod hełmu popatrzysz

narzeczona

wszedł na fale łucznik jutrzni pięść wparł w głąb

ściekał długo złotą strugą migotał w łuskach

w ciemnym złocie liśćmi ociekł jak strugą dąb

w ciemnym świcie wichru wycie i pustka

a cóżeście to tak wodę zmącili

czemu kuźnia pod dębami nie dzwoni

noc zesuwa się niebieska jak kilim

w czarnym krzyku gniazd wronich

wychodziły białe chaty na ług

jeszcze stoi wielka rosa na ziołach

wyjdźże młoda przestąp próg

spojrzyj w ranek malowany

spojrzyj bystro dokoła

ukochany

nie wołaj

mam na oczach marę senną piękniejszą

a cóżeście to tak dymy rozwiedli

że w siności tej nie widać wsi całej

świtem rankiem słońce sunie spod jedlin

jak twarz moja zuchwałe

ustawiały się rzędem płoty

chochołami27 róż kołysał zły wiatr

wyjdźże młoda na jesienne zaloty

spojrzyj chłopak u ściany

czarnooki czeka swat

ukochany

me zaloty

sen tęskliwy mara której nie znasz

ja karabin

zapomniałem piękny sierpniu od wczoraj

jak drzwi kina otworzyła się ta pora

mur spękany nad tapczanem rozkwitł srebrnie

znowu głowa będzie gwiazdą niepotrzebnie

artylerio z betonowych łożysk ryknij

dosyć zmierzchów fałszowanych i jutrzni

cedzi słowa bardzo mądre dzień zwykły

w muszlę uszu których ja znów jestem uczniem

słodko wiersze w cieczy cisz tych się ważą

jak trzmiel czarny w tunelowym garażu

tylko taki czas odmienny chciałbym poznać

w którym ludu karabinem będę z wiosną

legenda

spojrzeniem obłoki przebrał trójkąt mądre oko boże

księżyc kroplą ze srebra ciężył o tej porze

smolny swąd z czarnych lasów się dźwigał

nad miastami czerwono i dym i gaz

niebo chodziło kołem jak śmiga28

zataczał się bo noc głucha czas

zwykłe słowa

mówi się zawsze zwykłym słowem

o inaczej zaczynać na nowo

otrząsnąć z gwiazd głowę

noc gwiazdy bulwary drzewa

wiatr nie tak szarpie mi kurtę jak niegdyś szarpał sukienkę

przedwiośnie nawet nie śpiewa

przerwało piosenkę

ciszą ty chcesz mnie przebić

w milczeniu słychać twe wieki

groźbą wołasz do siebie

boże daleki

szuka oko bystre

znalazłeś wstrzymałem oddech

wznoszą się ręce przeczyste

czekają kiedy się poddam

o daleki

słyszysz te wiersze

daleki

nie będę twoim świerszczem

wzdychają miłością piersi

nie doczekasz się niebo przemian

niech się wiersz łamie jak pierścień

przybywaj ziemio

ziemia skała glina

a ja to mięśnie i kościec

kończy się co się zaczyna

nie może być jaśniej i prościej

coda29

fale chodzą cichutko

z drugiego brzegu od bagien

prowadzi wesołą łódkę

łopoczący żagiel

twarz rybaka w refleksach wiosny

kapelusz nad nią stoży się wysoki

ogorzałe ręce pogrążają płytko wiosło

burząc w wodzie obłoki

one i żagiel za cypel płyną prosto

pod wierzbę obciążoną złocistym okwiatem

w milczeniu plam świateł

luby jest postój

taki w pamięci pejzaż się otwiera

choć dzień niejeden go pokrył

jezioro na litwie nazywało się wiero

ten rybak bogdan modryj

myślę miasto niebo w łunie rudawej

tam zdziera płuca we wrzasku odlewni wentyl

pod kratami mostu okręt zawył

stocznie remizy dymią

wszystko cenię ceną legendy

krzyk miasta ciszę na łodzi

legendą olbrzymią dzień jak co dzień

a la campagne30

przekłady na język świata

tłumaczyła M. S.

le foin sent le sommeil

le foin sentait bon dans des rêves d’autrefois

les après-midi de campagne chauffent le seigle

le soleil fait sonner la riviere en fer blanc etincelant

la vie les champs en or fondu

le soir l’appontement à travers le ciel

la soirée et les vêpres

les vaches laitières rentrant aux batiments

ruminent près de l’auge plein e crepuscule

les nuits de dessous des bras des croix aux croissements des chemins

tombe de la vermoulure azurée des étoiles

des petits nuages devant le seuil dans les gazons

ce sont des boules de duvet blanc

la dent de lion

la lune s’en va laver des linges argentés

des petits grillons grésillent dans les meules

qu’y a-t-il à craindre

puisque le foin sent le sommeil

et l’air de cantique y celée

presse contre moi ses joues d’enfant

protège contre le mal

une ruelle31

przekłady na język świata

tłumaczyła M. S.

une petite parcelle en pierre de l’univers

une ruelle en fleurs comme une jeune fille

sûrement nul n’aura envie

d’y heurter avec le bruit d’une auto

oui

ce n’est qu’ailleurs qu’éclate le brouhaha victorieux

tantôt de lourds camions font résonner leur chaînes en roulant

et tantôt à travers des autobus éléphants bruns et fauves

ou bien des tramways filent

parmi les sentinelles des reverbères

la toison noire de la foule moutonne

la rumeur monte dans les brumes et la fumée

ici l’herbe au milieu des pierres

verdit doucement pour le ciel et pour les hirondelles

les hommes sont des grands enfants

et tu es un avion petite abeille

je demeure ici dans une chambrette petite comme une boîte

où le soleil verse son seau doré

le jardinet hésite faut-il sortir dans la rue

où bien grimper avec la vigne sur le volet

le vent aime cette solitude s’y assied souvent

pour chuchoter quelque chose aux interstices parler aux croisées

chanter

aux perches branlantes du tournesol

aux araignées sous les portes à claire voie en bois de chêne

la nuit penètre le jour

les matinées les soirées

alors de côté sur les maisons des lumières

a part les halos du soleil et de la lune

la tranquillité

la mort32

przekłady na język świata

tłumaczyła M. S.

c’est ecrit la gare des marchandises

c’est ecrit le depot

l’ascenseur et le monte-charge penchent leurs tetes pesantes

quoi qu’il arrive

le wagon la prison rouge des vaches

a bouche des petits fenetres avec des museaux de veaux

un beuglement plein des regrets un beuglement et de nouveau

des machines moulent le silence

les sacs sur la rampe sentent le fourrage

pour un moment c’est la campagne oh quel est son attrait

mais il n’y a pas de bruissement humide des herbes aux paturons

des blancs lampadaires eteignent la douce nuit

oh les roues qui les huit

vous savez bien ou est l’abattoir

a eux aux freins aux chaines aux essieux

le chemin non plus n’est interminable

pourquoi des planches salurees de fraisse

ont cesse d’etre des pins fleuris

c’est pour cela et la maison en brique

la gare des marchandises avec la grue en fer

ne s’apitoiera pas sur la nuit et les vaches

les vaches sont pour qu’on les tue.

Przypisy:

1. na wsi — utwór występuje równiez w tomie poetyckim Józefa Czechowicza Kamień. [przypis edytorski]

2. nieszpory — codzienna modlitwa wieczorna. [przypis redakcyjny]

3. Wołga — najdłuższa rzeka Europy; przepływa przez Rosję. [przypis redakcyjny]

4. lemiesz — ostrze pługa rozcinające ziemię. [przypis redakcyjny]

5. manometr — przyrząd do pomiaru ciśnienia gazów i cieczy. [przypis redakcyjny]

6. amper — jednostka natężenia prądu elektrycznego. [przypis redakcyjny]

7. Atlantyda — mityczna kraina, która miała być miejscem istnienia rozwiniętej cywilizacji zniszczonej przez serię trzęsień ziemi i zatopionej przez wody morskie. [przypis redakcyjny]

8. reja — poziome drzewce omasztowania statku. [przypis redakcyjny]

9. bukłak — pojemnik na napoje. [przypis redakcyjny]

10. Verdun — miejscowość w północno-wschodniej Francji, nad Mozą. W roku 1916 w czasie I wojny światowej toczyły się tam krwawe walki pozycyjne, w których poległo ok. 700 tys. żołnierzy. [przypis redakcyjny]

11. rampa — podwyższenie ułatwiające ładowanie towarów na stacji kolejowej. [przypis redakcyjny]

12. pęcina — część kończyny znajdująca się nad kopytem. [przypis redakcyjny]

13. piłsudski — wiersz jest również dostępny w tomie poetyckim Józefa Czechowicza Ballada z tamtej strony. [przypis edytorski]

14. czeremcha — drzewo lub krzew o białych, odurzająco pachnących kwiatach. [przypis redakcyjny]

15. Nike — w mitologii greckiej bogini zwycięstwa. [przypis redakcyjny]

16. Belweder — pałac w Warszawie w Parku Łazienkowskim, dawna siedziba Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. [przypis redakcyjny]

17. Atlas — w mitologii greckiej tytan dźwigający z rozkazu Zeusa na barkach sklepienie niebios. [przypis redakcyjny]

18. arkada — łuk wsparty na dwóch kolumnach. [przypis redakcyjny]

19. Wilia — rzeka na Białorusi i Litwie płynąca przez Wilno. [przypis redakcyjny]

20. szyldwach (daw.) — żołnierz stojący na warcie. [przypis redakcyjny]

21. ergo (łac.) — więc; spójnik używany tradycyjnie przy budowaniu dowodu filozoficznego. [przypis redakcyjny]

22. lewar — dźwignia do podnoszenia ciężarów. [przypis redakcyjny]

23. Teresa z Lisieux (1873–1897) — karmelitanka francuska, święta katolicka, patronka misji. [przypis redakcyjny]

24. Marcoussis Louis — przyjęty w 1912 r. pseudonim Ludwika Kazimierza Markusa, polskiego malarza działającego w Paryżu, reprezentanta nurtu kubistycznego i surrealistycznego. [przypis redakcyjny]

25. Hunowie — staroż. plemiona koczownicze, które w IV w. n. e. przybyły z Azji Środkowej i opanowały Europę, przyczyniając się m. in. do upadku Cesarstwa Rzymskiego. [przypis redakcyjny]

26. mitralieza (przestarz.; fr. mitrailleuse) — karabin maszynowy. [przypis redakcyjny]

27. chochoł — słomiane okrycie drzewek i krzewów ogrodowych na zimę. [przypis redakcyjny]

28. śmiga — skrzydło wiatraka. [przypis redakcyjny]

29. coda — końcowy, zwykle o szybszym w stosunku do całości tempie, fragment utworu muz., oparty na jego materiale tematycznym. [przypis redakcyjny]

30. a la campagne — przekład wiersza Na wsi. [przypis edytorski]

31. une ruelle — przekład wiersza Zaułek. [przypis edytorski]

32. la mort — tłumaczenie wiersza Śmierć. [przypis redakcyjny]