3. rok pierwszy

pacholę jasnowłose pachnie słodyczą pasiek

szerokie w bark wiązaniu a wiotkie bardzo w pasie

goni od czaru do czaru zawzięcie

mrok ciężkich nocy rudział

kwiaty strzelały na cierniach

obaj zapominając o ludziach

widzieli cień berła

szczęście

styczeń luty miesiące mitów

ciało poznaje dobre uściski

na gołoledzi też ciało ikar tu spadł z zenitu59

a choinka ciągle jeszcze śni się błyska

szczęściem

w marcu wino dni kołysało szepcząc

hildur tańczył z cygańskim bębenkiem

w rytmie wtórował sobie chcąc nie chcąc

nucił piosenki

szczęścia

cała wiosna kwieciste burze

bzy konwalie narcyzy róże

korowodami wonnymi zbiegają ku temu

który je urzekł

szczęściem

czerwiec lipiec i sierpień ciągną słoneczną strunę

przed nagimi rozlewają nurt rzeki

więc łodzie świętojańskie upalne muzyki fruną

i wilgotny urok z łozin

późna noc ja wiem na czarne brzegi

szczęście zanosi

wrzesień pogoda stojąca woda

złocista woda stawu

włosów hildura świeci hełm

i w mieście

po kolumnach po liniach architrawów60

schodzi radosne spojrzenie szept

szczęście

jesień to dziwna pora bez niebios kobaltu61

usmutnia ogrody deszczów bulgot

są mokre a pełne pomarłych łodyg

pierwszych cieniów pierścieniem staje się myśli kółko

ale szybko otrząsa się baldur

jest szczęście

szczęście młodych

znowu zima zawiesza lampy nad śmiechem

o któż by tam patrzył na godzin połamanych stos

hildur i baldur na wszystko odpowiadają w głos

szczęście ono zawsze było lotne i lekkie

jak jasny włos