II
1. Klęska Cestiusza i powodzenie nadspodziewane oszołomiło Żydów, szczęście nie dało im zmrużyć powiek i coraz gwałtowniej brali się do wojny. Kto tylko zdolny był do noszenia broni, przyłączał się do pochodu na Askalon. Było to miasto starożytne, od Jerozolimy na odległość pięciuset dwudziestu stajań położone, z dawna znienawidzone przez Żydów, iż sądzili, że od niego napady swoje rozpocząć powinni. Dowództwo objęli trzej wodzowie krzepcy, a zdolni, Niger Peraita, Sylas Babilończyk i esseńczyk Jan. Askalon był wprawdzie obwarowany silnie, ale załogę posiadał nikłą, gdyż tylko kohortę pieszych i jeden oddział konnicy, którą to garstką dowodził Antoniusz.
2. Żydzi tak spiesznym ruszyli pochodem, że całkiem znienacka wyłonili się przed miastem; wszelako Antoniusz, w porę o zamierzonym napadzie powiadomiony, wyprowadził przez bramy konnicę i bynajmniej niezastraszony liczebnością ani śmiałością przeciwnika, dzielnie odparł pierwsze natarcie i odrzucił w tył tych, którzy do murów się cisnęli. Żydzi, do boju niezaprawni w porównaniu z żołnierzem doskonale wyćwiczonym, walcząc pieszo z jeźdźcem, zmagając się bezładną kupą ze zwartymi szeregami wroga, mając do czynienia z wojskiem w pełnym będącym rynsztunku, a sami uzbrojeni w oręż tu i ówdzie połapany, raczej odważnie niż rozważnie rzucając się na zastępy, które, wybornie ułożone, na komendę wszystko spełniały, zostali szybko złamani. Bo skoro tylko wkradło się zamieszanie w ich pierwsze szeregi, pierzchając przed jeźdźcami, wpadli na tych, którzy za nimi cisnęli się w stronę murów, tak tedy sami siebie poczęli ścierać, aż wreszcie, przez konnicę przyparci, wszyscy pierzchli i rozproszyli się po całej równinie. Ale było to miejsce właśnie dla konnicy wielce dogodne, przeto Rzymianie, ścigając Żydów, większą ich część wybili. A przy tym zabiegając drogę uciekającym, wpadali pędem na tych, co się w kupy zbierali, i całymi gromadami ich powalali. Gdzie indziej znowu, kupy te ze wszystkich stron otoczywszy, bez trudu strzałami kładli trupem. Mimo tedy przeważających sił Żydzi, całkiem bezradni, poczuli brak wszelkiego oparcia. Rzymianie natomiast, choć tak nieliczni, mając za sobą powodzenie, bynajmniej słabości swej nie odczuwali. Gdy tedy pierwsi borykali się ze swym losem, tak rychłej wstydząc się ucieczki i żywiąc nadzieję odwetu, a drudzy powodzenie swoje wyzyskiwali, bitwa przeciągnęła się do wieczora, aż legło z dziesięć tysięcy Żydów, a z nimi dwóch wodzów, Jan i Sylas. Pozostali, przeważnie ranni, z trzecim wodzem Nigrem, cofnęli się do miasteczka idumejskiego Chaallis769. Rzymianie zaś ponieśli w bitwie tej straty bardzo nieznaczne.
3. Ale ta dotkliwa klęska bynajmniej nie złamała ducha Żydów, raczej nieszczęście jeszcze bardziej żgnęło ich śmiałość. Nie licząc się z tym, że stąpali po stosach trupów swych braci, mając w pamięci dawne powodzenia, sami się rzucili w przepaść wtórej klęski. Nie czekając, aż im się rany zasklepią, skupiwszy wszystkie swoje siły, ze zdwojoną zaciętością rzucili się na Askalon. Ale tu z powodu niedoświadczenia bojowego i innych braków ten sam, co pierwej, oczekiwał ich los. Antoniusz, w wąwozach poczyniwszy zasadzki, otoczył ich konnicą, nim zdołali ustawić się w szyk bojowy, i znowu ich tam legło do ośmiu tysięcy, cała zaś reszta pierzchła, a z nimi Niger, który wszelako w odwrocie niejeden raz męskim błysnął czynem, aż parci przez nieprzyjaciela, zamknięci zostali w wieży wsi Belzedek770, do zdobycia niemożliwej. Żołnierze Antoniusza, nie chcąc na próżno czasu mitrężyć zdobywaniem owej wieży, a nie pragnąc również wypuścić żywcem dowódcy Żydów jako najmężniejszego wśród nich wojownika, podłożyli ogień, a kiedy wieża poszła z dymem, mniemając, że i Niger tam zginął, pełni dobrej myśli dalej pociągnęli. Lecz Niger, skoczywszy z tej wieży, skrył się w zamkowym chodniku, zapuściwszy się weń jak najdalej, i dopiero po trzech dniach771, gdy go swoi, biadając, wielce szukali, aby go pogrzebać, krzyknął do nich z głębi. Żydzi, odnalazłszy go, zaraz co do jednego otuchy nabrali, bo mniemali, że opatrzność Boża zachowała im wodza na dalsze wypadki.
4. Wespazjan zetknął się z wojskiem, którym miał dowodzić, w Antiochii, stolicy Syrii, która pod względem wielkości i zamożności zajmuje trzecie miejsce772 w rzędzie miast należących do Rzymian. Tu połączył się także z królem Agryppą, który czekał go na czele całego swojego wojska. Następnie ruszył do Ptolemaidy. Do miasta tego przybyli na jego spotkanie pokojowo usposobieni obywatele galilejskiego miasta Sefforis, którzy mając na myśli własny ratunek oraz licząc się z potęgą Rzymian, jeszcze przed przybyciem Wespazjana zawarli układ z Ceseniuszem Gallusem773 i z tego powodu otrzymali dla własnego bezpieczeństwa załogę. Pokłonili się wodzowi i oświadczyli się z gotowością walczenia przeciw swoim rodakom. Aby ich przed napadem Żydów zabezpieczyć, wódz, prośbom ich ulegając, dodał im do obrony piechotę i konnicę w sile wystarczającej. Zdało mu się bowiem, że byłoby wielce niebezpieczne, gdyby wobec wojny, jaka się już paliła, utracił Sefforis, największe z miast galilejskich, a już przez samo położenie swoje najlepiej obwarowane, będące przy tym najlepszym miejscem do strzeżenia całego narodu.