VI

1. Kiedy powstańcy uciekli do miasta, a Przybytek z wszelkimi należącymi do niej budowlami gorzał, Rzymianie przenieśli swoje godła do świątyni, zatknęli je naprzeciwko bramy wschodniej, składali owym godłom ofiary i wśród hucznych okrzyków obwołali Tytusa imperatorem1321. Żołnierstwo zdobyło tyle łupów, że w Syrii cena złota spadła o połowę dawnej wartości. Spomiędzy kapłanów, wciąż jeszcze kryjących się na murze Przybytku, wychyliło się jakieś spragnione chłopię, prosiło rzymską straż o zmiłowanie i o pozwolenie napicia się. Żołnierze, ulitowawszy się nad wiekiem i nad niedolą chłopaka, obiecali, że mu niczego nie uczynią. Tedy chłopiec zszedł w dół, napił się do syta, a zaczerpnąwszy wody w naczynie, jakie ze sobą miał, szybko zbiegł do swoich. Straże, nie zdoławszy go przychwycić, jęły łajać, że słowo złamał. Ale on wołał, że wcale tak nie jest, albowiem prosił o łaskę, nie żeby u nich zostać, ale żeby zejść i zaczerpnąć wody, uczynił jedno i drugie, postąpił sprawiedliwie. Oszukani żołnierze bardzo się zdumiewali nad sprytem owego chłopca, zwłaszcza, że był bardzo młody. Zresztą dnia piątego głód tak przyparł kapłanów, że zeszli w dół, a straże stawiły ich przed Tytusem, którego jęli błagać, żeby im darował życie. Ale Tytus odparł1322, że czas łaski dla nich już minął; nie ma także już i owej rzeczy, dla której byłby ich może oszczędził; godzi się zresztą kapłanom ginąć razem ze świątynią. Tedy kazał ich stracić.

2. Teraz dopiero stronnictwo tyrana, zewsząd otoczone, a z powodu muru wystawionego przez Rzymian dokoła miasta żadnej możliwości ucieczki niemające, zwróciło się do Tytusa w sprawie układów. Ten, z natury ludzki, pragnął bodaj miasto od zagłady uchronić; tak mu też i radzili przyjaciele, wyrażając mniemanie, że owo zbójectwo niezawodnie już zmiękło. Tytus stanął tedy w stronie zachodniej zewnętrznego dziedzińca. Tu, nad Ksystosem, była brama i szedł most, który łączył świątynię z Górnym Miastem. Most ten dzielił w tej chwili tyranów i Cezara. Obie strony stanęły z licznym swoim otoczeniem: Żydów, zebranych dokoła Szymona i Jana, targały obawy i nadzieje, czy zyskają przebaczenie, Rzymianie natomiast, otaczający Cezara, niecierpliwie czekali, jakie będzie jego w tym względzie postanowienie. Tytus, rozkazawszy wojskom poskromić bojową zaciekłość i przestać miotać pociski, a tłumaczowi stanąć przy sobie, na znak, że jest zwycięzcą, pierwszy głos zabrał: „Prawdopodobnie, o mężowie, nasyciliście się już klęskami swej ojczyzny, wy, niewidzący ani naszej potęgi, ani własnej słabości, w bezrozumie, ślepocie, szaleństwie doprowadzający do upadku naród, miasto, Przybytek, a zaiste byłaby to rzecz ze wszech miar sprawiedliwa, gdyby i was w tę ogólną otchłań zniszczenia strącono, bo od dnia, kiedy was ujarzmił Pompejusz ciągle i ciągle się burzycie, a teraz jawną przeciwko Rzymianom wszczęliście wojnę. Czyż na liczbę swych gromad się oglądacie? Nieznaczna to część jest siły rzymskiej, która was zmogła! A może liczycie na pomoc sprzymierzeńców? Sięgnijcie za granice naszego państwa i powiedzcie, gdzież znajdzie się taki naród, który by wolał wybrać Żydów niż Rzymian? Na krzepkie ręce? Toż chyba wiecie, że nawet z Germanów uczyniliśmy sobie niewolników. Na tęgie mury? Czyż ocean nie jest potężniejszym przedmurzem? A przecież orężowi rzymskiemu ulegli Brytanowie! Na wytrzymałość waszą i obrotność wodzów? Ale i to chyba wiecie, że podołaliśmy Kartagińczykom. Nic tedy innego nie mogło was ośmielić do porwania się na Rzymian, tylko ich ludzkie z wami obchodzenie się. Zostawiliśmy wam wasze ziemie, pozwoliliśmy wam mieć własnych królów, szanowaliśmy wasz Zakon, dopuściliśmy do tego, że mogliście wedle swego obyczaju żyć nie tylko u siebie, ale wszędzie, więcej powiem, pozwoliliśmy wam ku czci Boga zbierać podatek1323 i ofiary, żadnych w tym względzie przeszkód wam nie stawiając, dopuściliśmy, że wy, nieprzyjaciele nasi, staliście się od nas bogatsi, a za nasze własne pieniądze poczęliście się przeciwko nam zbroić. I o to wszystko, coście otrzymali, zostało przez was użyte przeciwko tym, którzy was tak wyposażyli. Wzorem nieoswojonych wężów bryznęliście jadem na tych, co was chcieli sobie zjednać. Niech będzie, żeście sobie lekceważyli opieszałość Neronową, ale gdy przedtem, niby po wierzchu zasklepiona rana, złośliwe wprawdzie kryjąc zamiary, siedzieliście przynajmniej spokojnie, gdy choroba gdzie indziej się wzmogła, zaraz prawdziwą ukazaliście twarz, zaraz wydęły was szalone zamiary i nieposkromione chętki. Wtedy w kraju tym zjawił się rodzic mój, a nie przyszedł po to, aby was karać za Cestiusza, ale aby wam udzielić przestrogi. Bo gdyby chciał naród wasz wytępić, tu przede wszystkim sięgnąć by musiał do samego korzenia i to miasto czym prędzej zburzyć. On natomiast jedynie Galileę i ziemie okoliczne spustoszył, chcąc dać wam czas do rozmysłu. Ale ludzkość nasza wydała się wam słabością, a wskutek naszej łagodności opętało was ostateczne szaleństwo. Po śmierci Nerona poczynaliście sobie jak tylko można najhaniebniej, nasze wewnętrzne niepokoje tchnęły w was hardość, a kiedy to ja z rodzicem pociągnąłem do Egiptu, skorzystaliście z tego, aby się zbroić do wojny, nie zawahaliście się zaniepokoić tych imperatorów, których przedtem jako ludzkich poznaliście wodzów. A kiedy już władza spoczęła w naszych rękach, gdy wszystkie burze się uciszyły, gdy z najodleglejszych ziem przybywały poselstwa z wynurzeniami, znowu jedni Żydzi wrogie względem nas zajęli stanowisko, bo oto wysyłaliście podżegaczy za Eufrat, warownymi murami otaczaliście miasta, wybuchły bunty, rozterki między tyranami, wojna domowa rozgorzała, wszystko, co godne tak nikczemnych ludzi. I oto osobiście stanąłem pod tym miastem, mając do spełnienia przykre rozkazy mego rodzica, które mi wydał z ociąganiem się. Doszły mnie słuchy, że lud pragnie pokoju; byłem temu rad. Nim przystąpiłem do działań wojennych, zażądałem od was, abyście broń rzucili; walczyliście długo, oszczędzałem was, ułaskawiałem zbiegów, każdemu dotrzymałem słowa, kto się u mnie zjawił, litowałem się nad tą wielką liczbą więźniów, srogo karałem tych, co ich krzywdzili, niechętnie wysunąłem machiny przeciwko waszym murom, powstrzymywałem żołnierzy od rzezi, a niby zgromiony, a nie gromiący po każdym zwycięstwie o pokój do was wołałem. Na progu waszej świątyni jeszcze zapomnieć chciałem o tym prawie wojennym, jakie miałem za sobą, jeszcze was wzywałem, abyście o Przybytku waszym i jego losach pomyśleli, pozwalałem wam, gdybyście się poddali, pociągnąć, dokąd wola, a nie, to stoczyć walkę na innym miejscu. Wszystko to braliście lekko, tedy powiem, własnymi rękami spaliliście tę waszą świątynię! A teraz, wy brudni, wzywacie mnie do układów? A cóż tam jest jeszcze godne ratowania po tych stratach, które już są niepowetowane? Gdy świątynia z dymem poszła, jakże to wam może zależeć na osobistym ratunku? Toż jeszcze i teraz widzę broń w rękach waszych, a wcale nie macie wyglądu ludzi proszących o łaskę, choć ostatnia niedola was przycisnęła. Na czym to jeszcze, ludzie nieszczęśni, budujecie jakieś nadzieje? Naród wasz trup, świątyni nie ma, miasto jak moje, życie wasze w tym tu oto ręku moim! Jeszcze wam uśmiecha się sława w bohaterskim zmaganiu się ze śmiercią? Ale cóż będę spory toczył z szaleńcami! Broń odrzućcie od siebie, poddajcie się, życie wam daruję i tylko niby ów łagodny władca domowy niepoprawnych pokarzę, a reszta niech mi żyje!”.

3. Na to powstańcy odpowiedzieli Tytusowi, że łaski przyjąć od niego nie mogą, albowiem poprzysięgli sobie, że tego nigdy nie uczynią; natomiast proszą go, niechaj im pozwoli z żonami i dziećmi odejść swobodnie poza mury; pociągną na pustynię, jemu zostawiając miasto. Zaraz się Tytus oburzył, że ludzie ci, całkiem już prawie zwalczeni, jeszcze niby zwycięzcy stawiają mu warunki. Kazał im tedy powiedzieć tak: niechaj odtąd żaden zbieg nie szuka drogi do jego obozu, niechaj się nikt o łaskę do niego nie zwraca, nikogo oszczędzać nie będzie; niech walczą, ile mają sił, niech się ratują, jak mogą; on sam będzie się już tylko rządził prawem wojny. Następnie wydał żołnierstwu rozkaz, aby miasto zrabowano i spalono. Owego dnia przewlekano jeszcze; ale nazajutrz puszczono z dymem archiwum, Akrę, Radę i Oflę. Ogień doszedł aż do pałacu Heleny, stojącego w pośrodku Akry, obejmując także domy i ulice, zapełnione stosami trupów tych, co tam pomarli z głodu.

4. Owego dnia stanęli przed Cezarem, błagając łaski, synowie i bracia króla Izatesa, a także wielu spomiędzy wybitnych obywateli. Aczkolwiek Tytus zaciął się przeciwko wszystkim Żydom, jacy jeszcze zostali, nie mógł postąpić wbrew swemu usposobieniu, przeto przyjął ich łaskawie. Wszelako tymczasem kazał ich trzymać pod strażą; synów zaś i krewniaków króla kazał później w kajdanach jako zakładników powieść do Rzymu.