Ignaś

Ignaś dostał od ojca w darze, karty stare;

Nie wie, jak tę wspaniałą ocenić ofiarę.

Szczęśliwy, stawia pałac, i zniecierpliwiony,

W jednemby oka mgnieniu chciał mieć gmach wzniesiony.

Stanęła już budowa. Rozkosz go przenika,

Wtem ktoś, przez nieostrożność dotknął się stolika,

To wstrząśnienie, choć lekkie, cały gmach wywraca,

Runął — a z nim mozolna Ignasiowa praca.

Łatwo sobie wystawić żal tego dziecięcia,

Ale to nie zachwiało jego przedsięwzięcia.

Na nowo wznosi pałac tamtemu podobny,

Zwyciężyła wytrwałość: staje gmach ozdobny.

Co tu było uciechy, rozkoszy, klaskania!

Troskliwie od wstrząśnienia swój stolik zasłania,

Stoi w silnych posadach pałac niezachwiany.

Ale Ignaś nie kontent, pragnie znowu zmiany;

Już mu spowszedniał stary, chciałby widzieć nowy,

I pyszne dobrowolnie obala budowy.

Uwielbiajmy zarząd Boski,

Nie mruczmy na los niestały;

Gdyby nie bojaźń i troski,

Rozkoszeby spowszedniały.