Ludwiś

Kto pilny, pracowity, ten bawić się może!

Ale próżniak, broń Boże!

Ludwiś się pięknie uczył i wszystko rozumiał,

Kilkanaście bajeczek już na pamięć umiał;

Czytał płynnie, z uwagą, nie przekręcił słowa,

Wiedział gdzie Europa, gdzie szukać Krakowa,

A nawet był tak pilnym, tak chwili żałował,

Że kiedy świeczka zgasła, na pamięć rachował,

Wszyscy mu też pragnęli dostarczyć zabawy,

A mama śliczną piłkę przywiozła z Warszawy

Już po pilności — poszły w kąty dzieła:

Piłka czas cały zajęła.

Ledwie przetarł oczy zrana,

Dalej do piłki, książka nietykana.

Zeszły chwile do obiadu

A roboty ani śladu.

Tak dzień za dniem marnie ginie,

A czas jak płynie, tak płynie.

Widzi matka, że na nic wszelkie napomnienia,

Więc dla pana Ludwika także się odmienia.

Już to nie ta postać miła,

Co niegdyś trudy słodziła.

Z groźną postawą, łącząc głos surowy,

Temi przemawia słowy:

Kto nadużył dobroci, zasłużył na karę;

Odbieram piłkę, boś już przebrał miarę

Lubię wesołość, niewinne pustoty,

Lecz po zabawie — zaraz do roboty.

A kto na niczem śmie cały dzień trawić,

Nie wart się bawić.