XXVI

Słuchał go Trojnat, i oko błyskało;

Znać w duszy pieśń mu burtynika grała,

Ale za miecz swój nie pochwycił jeszcze,

Nie wstał ze skóry i odrzekł powolnie —

Nie mnie sokołem, nie mnie być mścicielem;

I ja, i miecz mój, obydwaśmy537 starzy;

A Krzyżak w piersi Litwy rękę trzyma,

I jéj wnętrzności i życie wydziéra.

Gdzie lud, co stanie do walki z Niemcami,

Gdzie są oszczepy do krwawego boju?

Oszczepem woły w pługu popędzają,

Łuki spalili na miejscu łuczywa538.

Pokój im smaczny i jarzmo niemieckie,

Bo w chatach siedzą i dzieci kołyszą,

I złote kłosy na polach zżynają. —

— O, nie, rzekł Nerges, Kunigas Trojnacie!

Ty siedzisz w gniezdzie539 sokolim wysoko,

I tyś nie widział, co się w Litwie dzieje.

Stoją oszczepy, łuków nie spalono,

A żnąc na polach nie pieją540 wesoło.

Schylone karki, posmucone dusze,

Bo gdzie są Bogi, gdzie nasze ołtarze??

Drżą, lada chmurka z nieba się ukaże,

Aby ich Perkun nie wybił swym grzmotem;

Płaczą, bo Litwa nie Litwą, Trojnacie! —

Niemiecka ziemia, ochrzczona mieczami.

O, nie! na Litwie, Kniaziu, nie wesoło,

I róg bojowy, gdy z jednéj rubieży

Na wojnę wyzwie, głos jego przebieży

Przez puszcze Litwy, przez rzeki i góry.

Cały lud wstanie, pójdzie i pokona. —

Chciał mówić Trojnat, wtém u drzwi zasłona

Nagle się umknie; trzech odartych ludzi

Wpadli ze łkaniem, i do nóg mu czołem.

Porwał się Trojnat — Co wam? ludzie! — rzecze.

— Przebacz! wołali, my niewinni temu. —

— Coż wam przebaczyć? — Podnieśli się z ziemi,

Trojnat ich poznał. — Trzéj to jego słudzy,

Trzy dni jak z dary541 wysłał ich starszemu

Bratu, co w pruskiéj zamieszkał granicy;

Trzy dni minęły, jak poszli z darami.

Teraz wracali z próżnemi rękami.

I starszy rzekł mu — Szliśmy za rozkazem

Na włości Niemców — W lesie nas spotkali

Niemieccy knechci, i wszystko wydarli,

W pęta związali; zaledwieśmy z życiem

Uciekli nocą. —

Trojnat buchnął gniewem.

— Wiedzieliż542, czyje od was wydziérali? —

— Stośmy543 im razy błagając mówili,

Ale szyderstwy544 nam odpowiadali. —

— I pan twój, rzekli, nasz, i co ma, nasze;

Niech dzięki złoży, że jeszcze mu ogniem

I mieczem do wrót starych nie stukamy,

Że nie przychodzim po pogańską głowę. —

— Dość, wrzasnął Trojnat, dość tego, na Bogi!

Lub oni moją, lub ja ich mieć będę!

Konia i sługi!! — zakrzyknął, miecz stary

Porwał ze ściany i wylał ofiarę.

Zdumieni słudzy z daleka patrzali,

Jak szłyk wdział czarny, zbroił się do drogi,

W skórzane wiżos obuł silne nogi,

Lecz słowa więcéj nie wyrzekł; w milczeniu

Nocą wyjechał za zamkowe mury,

Konia ku Litwie gościńcem skiérował.

Uderzył nogą i z wichrem poleciał.

A kędy leciał, jak wiatr liście spadłe

Podnosi z ziemi i ze sobą niesie,

Tak on Litwinów spadłe serca wznosił,

I niósł za sobą na nadziei skrzydłach.

Wszędy po Żmudzi, po litewskich siołach

Radość na chmurnych zabłyskała czołach. —

Trojnat na Niemców prowadzić chciał woje545!

Trojnat ich wyzwał, aby na głos rogu

Stanęli wszyscy pod chorągiew starą,

Znamię546 przez krewów niegdyś poświęcone.

I lud biegł za nim, słowa jego słuchał,

Jako na wiosnę piérwszego słowika,

Jako przed wiosną żórawich547 zawodów.

Gdzie tylko słowy w pierś ludu uderzył,

Piersi, jak głośny lietauros548, wtórzyły,

I wojną wrzały, i wojnę głosiły.