XLIII

W komnacie ciemnéj, za stołem pokrytym

Suknem do dołu, xięgami1075 zasłanym,

Pargaminami1076 zawalonym stosy,

Stał krzyż z hebanu, z ozdoby1077 srébrnemi;

Na nim Zbawiciel; u nóg trupia głowa;

A obraz Boga, sześcią1078 skrzydeł strojny1079,

Dwóma1080 ku niebu podnosić się zdawał,

Dwóma ku ziemi spuszczał litościwy,

Dwóma okrywał święte ciało swoje;

Na stole złotych dwoje świec1081 gorzało;

Zegar piaskowy, szemrząc, pokazywał,

Jak czas nieznacznie po ziarnku upływał.

Nad kartą pisma stary człowiek siedział;

Czarną miał suknię, na niéj krzyż wyszyty,

Na głowie czapkę czarną, siwą brodę,

Oczy przygasłe, policzki wychudłe;

Żylastą ręką pargamin uciskał,

Jakby myśl jaką wycisnąć chciał z niego;

Podparł się, dumał; potém rzucił kartę,

I troski z czoła scierając1082 uparte,

Przechylił, spójrzał1083, wykrzyknął zdziwiony.

Naprzeciw niego, z drugiéj stołu strony,

Stał niemy człowiek, niewielkiéj postawy;

Włos ciemny czoło wysokie osłaniał;

Broda bez włosa; twarz bez wąsów, biała,

Mimo kobiécych rysów, w sobie miała

Surowość męzką1084, dumę nieugiętą,

Upor1085 żelazny i wolę zawziętą;

Brwi się na czole schodząc namarszczone,

Dwóma brózdami1086 zaorały skórę;

A usta blade i silnie ściśnione

Śmiały się niby, śmiały niewesoło,

Jakby szydziły, jakby pewne siebie,

Rozkazem, groźbą ciężką zionąć miały.

Starszy był mistrzem Krzyżaków Zakonu,

A młódszy1087 — Witold, co Krzyżaków zdradził.

Teraz on nazad do mistrza powraca:

Bo był w Mazowszu, a Jagiełły krewny,

Xiążę1088 Ziemowit odmówił pomocy,

Olgierdowicze powstali na niego,

I nié ma w nikim, prócz mistrza, nadziei.

— Wy tu! — mistrz z zgrozą i dziwem1089 wykrzyka1090.

— Jam tu, w twych rękach — Witold mu odpowié. —

Zdrajca! wszak prawda? to powiedzieć chciałeś?

Więc zdrajca w twoje znów przybywa ręce.

Słuchaj! na próżno łudzić się kłamstwami,

Wyście mi synów w Królewcu otruli.

Jam, mszcząc ich śmierci1091, Jagielle przebaczył.

Jagiełło Wilno Skirgielle oddaje,

Litwę na ręce plugawe powierza,

Mnie kark uginać każe przed tym źwierzem!

Ja znowu do was przychodzę z przymierzem.

Chcecie? nie chcecie? Słowo — rzecz skończona.

Kłamstwa nie cierpię. Mów mi prawdę gorzką,

A mów otwarcie. Jakem wszedł, wychodzę,

I wasze zamki popalę po drodze. —

— Xiążę! — mistrz rzecze — wy nas dobrze znacie.

My także wrogi1092 Jagiełły i Lachów.

Czy możem rękę, którą wyciągacie,

Odepchnąć, aby pomścić się przeszłości?

Lecz cóż zaręczy, że z Jagiełłą znowu

Wy nie złączycie? nie zerwiecie z nami? —

— Ostróżni1093 bądźcie, miejcie mnie na oku!

Daję wam słowo i pieczęć na karcie.

Zakon wié, komu i kiedy dowierza.

Chcecie? nie chcecie mojego przymierza?

Ja potrzebuję pomocy Zakonu,

I będę waszym, waszym druhem wiernym;

A jeśli Litwy rządami owładnę,

Mistrzu! wszak wielkie nagrody weźmiecie! —

— Starą umowę odnowić więc chcecie? —

— Starą lub nową zawrę, byle z wami

Pomścić się na tym wileńskim niedźwiedziu,

I na zlaszałym1094, bezmozgim1095 Jagielle,

O, i na braciach, Mazowsza xiążętach,

Co teraz skomlą w Jagiełłowych pętach,

I że Jagiełło dał Ziemowitowi

Siostrę swą Olgę1096 i radomską ziemię.

Gdym do nich przyszedł o posiłek1097 prosić,

Zimném wejrzeniem na wrota wskazali! —

Mistrz słucha mowy, a wzrok mu się pali.

— Zgoda — rzekł — zgoda. Zawrzemy przymierze.

Chcecie się pomścić? dopomożem szczérze.

I nam Jagiełło stoi w gardle ością,

I nam Mazowsza dojadły xiążęta!

Skirgiełł! I Skirgiełł sroższy nad źwierzęta,

Dziki rozpustnik, pijaństwem swém wściekły! —

Witold mu rękę podaje. — Więc zgoda.

Mistrzu! każ pisać, każ wojsko gotować.

Moje mnie czeka na żmudzkiéj granicy.

Pójdziemy mścić się, polecim plądrować!

Czasu nie traćmy, by Jagiełło z Lachy

Nie ubiegł Wilna, swemi nie obsadził,

By Skirgiełł z Rusi wojska nie sprowadził.

Pójdziem! —

— Pójdziemy. Zwołam jutro radę;

Sam na mych braci czele wyjdę w pole. —

— A teraz, mistrzu, wyznacz zamek który,

Gdzie bym bezpieczny mógł przebywać z memi.

Mnie już nie siedzieć na litewskiéj ziemi!

Żonę, rodzinę, na zakład1098 ci daję. —

Mistrz w oczy spójrzał1099. — Sam wybieraj, xiążę!

Lecz pomnij, kto się raz z Zakonem zwiąże,

Zerwie umowę, Zakon raz przebaczy;

Za drugą zdradę zapłaci swą głową. —