XXXIII
Cóż tak huczno815, wesoło
Na malborskim dziś dworze?
Wszystkie okna się świecą,
Wszystkie dymią kominy,
Służba biega zziajana,
A za stołem biesiada,
I w podworcu gromada,
Za stołem z mistrzem816 panem
Witold usiadł za dzbanem,
A dokoła drużyna
Cichą, żywą rozmową
Bujną wrzawę godową817
Tajnym szmerem przecina.
Co tak huczno, wesoło.
Na malborskim dziś dworze?
Wszystkie okna się świecą,
Wszystkie dymią kominy,
Na podworcu tłum, wrzawa,
A w komnatach zabawa,
Krzyżakow818 izby pełne,
Żmudzi pełen podworzec,
Żmudź z Witoldem na boje
Zebrała się iść razem,
Za Kiejstuta się pomścić,
Na Jagiełłę uderzyć.
W świetlicy poza stołem
Siedzi on; Krzyżak siedzi;
Kniaź Olszański i żona,
Co z Krewa wypuszczona
Za mężem się pognała;
Kwiat ogródka różany,
W polu biała lilija821.
Przyjaciele Kiejstuta,
Witolda przyjaciele
Na Litwę się sposobią.
— Słuchaj — mistrz, ciągnąc na ustroń822 Witolda —
Słuchaj mnie — rzecze — ja ci pomoc daję,
Zamek malborski mieszkaniem wyznaczam,
Wojsko pod twoje zgromadzę rozkazy,
Ale pomnijcie823, że piérwszy warunek,
Abyście chrztem się z pogaństwa obmyli. —
— Przyjmę chrzest — Witold odrzucił po chwili —
Przyjmę chrzest. —
— Zawrzesz z Zakonem przymierze?
— Zawrę, jak chcecie. —
— I stali w swéj wierze,
Trzymajcie z nami. Niech was Jagiełłowe
Nie wstrzęsą słowa pokoju i zgody. —
— Zawrę umowę, dotrzymam umowę824. —
— Z nami, wy panem; Litewskie narody
Sciśniecie825 w ręku, zgarniecie pod siebie.
My wam staniemy do boku826 w potrzebie.
Pomnijcie, Mindows827 kiedy nas porzucił,
Zginął. —
— O mistrzu! nie bójcie się o mnie.
Co wam przyrzekę828, dotrzymam niezłomnie.
Na kiedy, mistrzu, na Litwę wyprawa? —
— Wojska gotowe. Dzisiaj przybył goniec.
Czas nam wyruszyć. Jagiełło nie w domu,
Trok waszych, xiążę829, nié ma bronić komu;
On na Podlasiu u Janusza gości,
Suraż, Drohiczyn i Mielnik oblega.
Stare to także Kiejstutowe włości. —
Witold radośnie do mistrza przybiega.
— Więc po co czekać? Jutro w pochód idziem! —
— Jutro? —
— Nie daléj. Gdy Jagiełło wróci,
Ciężéj nam będzie na Litwie plądrować. —
Czolner830 rzekł słowo w ucho komturowi.
— Więc jutro, xiążę, szczęśliwéj wyprawy. —
Dłoń zatarł Witold — O, długo czekałem
Bezbronny więzień, wygnaniec, bezczynny!
Jutro!! — I xiążę olszańskie831 porywa:
— Ty, Algimundzie, idź do naszéj Żmudzi,
Na jutro półki832 przysposób. O świcie
My występujem, i wy wystąpicie.
Bądźcie gotowi. We mnie krew inaczéj
Płynie po żyłach: drga ręka, drży serce!
O! gdyby ująć ojcowskie morderce833.
Gdyby széroką, czérwoną krwi strugą
Pomścić się razem nad panem i sługą! —
Nié ma nocy na grodzie,
I dnia wszyscy czekają,
By wyruszyć o wschodzie.
Żmudzini potrząsają
Smolne oszczepy swoje,
Łuki z rogów wygięte,
Proce z skóry wycięte,
Rzadkie rdzawe szablice834.
Krzyżacy zbroje jasne
Sposobią, i pancerze,
I hełmy podwiązują,
Włócznióm835 końce ze stali
Kują. Nim dzień zaświta,
Trzeba w pole wyruszyć.
Kniaź Algimund się gania
Z gromady do gromady,
Dzieli ufce, rozdaje,
I dowódzców836 stanowi,
I chorągwie podziela837.
Z świtem Malborga838 bramy
Otwarły się széroko.
Czoło — ufiec krzyżacki,
Ciało — żmudzcy żołnierze,
Tył mistrz z swemi im bierze.
Tak litewska się siła,
Opasana dokoła,
Do krzyżackiéj wcieliła;
Z wielkim krzykiem puściła
Ojczyste niszczyć sioła;
A na czele proporzec
Krzyżem czarnym powiewa,
I chorągiew za niemi
Lśni znaki krzyżackiemi.
Dniem, nocą bez oddechu
Ciągną wojska pod Troki.
Mistrz nagli do pośpiechu,
Witold wielkiemi kroki
Z bijącém sercem leci
Ku rodzinnéj dzielnicy.
Ot już widać jezioro;
Na kępie, na jeziorze,
Czarne zamczysko stoi,
Wieże wysoko wznosi;
Ponad brzegiem jeziora
Drobne chaty czernieją;
Za chatami, wzgórzami,
Las z ciemnemi sosnami
Objął miasto dokoła.
Nim załoga postrzegła,
Zanim na mur wybiegła,
Już Krzyżacy schwycili
Prom i łodzie na brzegu,
Już na ostrow839 przybili,
Do bram walą, szturmują.
Obudzona załoga
W koszulach na mur bieży.
W zamku popłoch i trwoga.
A na czele dowódzcą840
Stary Hanul wileński;
On szykuje, on wrota
Kazał ziemią podsypać,
Kazał wodą oblewać,
Z murów kamieńmi841 miota,
Po basztach stawi842 straże,
Wściekle bronić się każe,
Ani myśli poddawać.
Trzykroć mistrz doń posyła,
By się poddał z załogą.
On posłańca nie słucha,
W wojsko swe natchnął ducha,
Sam na wieży rozkazy
Daje, bieży, i w chwili843
Już Krzyżaków trzy razy
Oblężeni odbili.
A wtém łodzie sprzężone
Niosą ciężkie tarany;
Podstawiają pod ściany.
Na próżno na obronę
Wojsko, ogień, kamienie,
Wrzątek leje i kłody
Zrzuca. Wkrótce zabrakło
I kamieni, i wody.
Taran w bramy kołacze,
Wrota trzeszczą ugięte,
I żelazne okowy
Pospadały odcięte.
Strach załodze zamkowéj!
Ale noc czarna zrywa
Bój krwawy i szturm ciężki.
Mistrz do jutra odkłada.
Witold do wrót przybywa,
Po litewsku odzywa.
Próżno! — z murów zniknęli,
Słuchać nawet nie chcieli.
Noc oblężeni całą
W trwodze bez snu spędzili;
A zaledwie zadniało
Krzyżacy uderzyli,
Tłuką w wrota tarany,
Tłuką belki o ściany.
Wali się mur. Wyłomem
Wpada Witold z pogromem;
Za nim krzyżacka rzesza,
Ogień niosąc, pośpiesza.
Zewsząd się zamek pali,
Zewsząd Krzyżacy stoją;
Kogo mieczem oszczędzą,
Tego w płomień zapędzą.
I z trockiego zamczyska
Już kupa rumowiska,
Z któréj dymy się wleką
Po dolinie daleko.
XXXV>
Gdy Witold znosi Krzyżacką niewolę
Okuty więzy złotemi,
Jagiełło z Litwą swoją ciągnie w pole
Po zdobycze w lackiéj ziemi.
Na cóś ty, Lachu, Ziemowita wśpierał844,
Gdy nań Jagiełło mścił zdrady?
Na cóś w granice litewskie się wpierał?
Sam się zadarłeś z sąsiady?
Ciągną Litwini w sandomierskie włości,
Ku Łyséj Górze zmierzają —
Już widny845 biały gmach na wysokości,
Do niego pędzą846 się zgrają.
I objął górę żywy łańcuch ludu.
Na górze w dzwony uderzą,
A mnichy, klęcząc, oczekując cudu,
Jeszcze w zagładę nie wierzą.
Biją we dzwony, chorągwie rozwito847,
Na przedzie świętego krzyża848
Część niesie starszy, złotą blachą krytą;
Tłum przed nią głowy uniża.
Mnich żegna pogan; ale zjadła849 tłuszcza
Bieży na bożych kapłanów,
I strzał tysiące z giętkich łuków puszcza,
We wrota bije z taranów.
A mnisi idą, pieśń piejąc850 pobożną,
Ciągle w cud wielki ufają,
Tłuszcza się cisnie851, z wrzawą leci groźną,
Bramy klasztorne pękają!
Wtém kapłan żegna — lud na twarze pada;
Upadł, by więcéj nie powstał!
Na karkach ludu Litwinów gromada.
Bicz boży grzesznych ochłostał!
Biada, kto cudu od Boga spodziewa,
Kto śmié go czekać od Niego!
Bo na ratunek Bóg mu nie przybywa,
I nie podźwignie dumnego.
Pogańskie tłumy już w kościelne wrota
Wpadły, przybytek pustoszą,
Na klasztor ognie dzika tłuszcza miota,
Złoto i srébro wynoszą,
Łupy zbierają, a bezbronnych wiążą,
Na wozy zabór swój kładą;
Lecz strach ich pędzi — wzrokiem wkoło krążą,
Złupili, palą i jadą.
Bo dzwony ciągle z wież kościelnych biły,
Jakby o pomoc wołały.
Próżno Litwiny wszystkie swoje siły,
Hufce ku wieży wysłały.
Dzwonnicy we krwi leżą, a na wieży
Uroczyste dzwonów głosy
Biją a biją, i dźwęk ich się szérzy,
Po ziemi idzie, w niebiosy.
Coraz głośniejszy, coraz silniéj bije.
Strachem przejmuje ich serce;
Zda się, że pomstę wywoła na szyję852,
Na świętokradźce853, morderce854!
I Litwa goni z łupami do domu,
A wciąż jéj w uszach dzwon bije;
Patrzy na niebo i lęka się gromu.
Strach pogańskie ugiął szyje.
Wpośrodku łupów, na wozie ładownym,
Był rzucony krzyż złocisty;
Krzyż to ze drzewem zbawienia cudowném;
W nocy stawał płomienisty;
A niebiańskiemi aniołowie chóry855
Hymn przed nim chwały śpiewali.
Ilekroć z pogan dotknął się go który,
Wszyscy trupami padali.
Kiedy na Polską granicę przybyli,
Stanął wóz z krzyżem, jak wryty;
Próżno ciągnęli, próżno się silili —
Stał na polskiéj ziemi wbity.
Aż pogan zdjęła niepojęta trwoga.
Szemrzą cóś z sobą i radzą.
Jest-li856 to siła chrześcijańskiego857 Boga?
Jego to dzieje się władzą?
I kniaź Jagiełło, co się Bogów boi,
Duchy i czary go trwożą,
Ukradkiem spójrzał858 po drużynie swojéj,
Uląkł się przed mocą Bożą.
— Porzucić wóz ten — zawoła na swoje859 —
Lub zaprządz860 ludzi do niego.
Wolę ja wojnę, wolę krwawe boje,
Niż sprawę ducha wielkiego.
Siły nie widzę, potęgi nie zgadnę.
Włos mi powstaje na głowie! —
Ni go zaklęcia zmódz861 potrafią żadne.
— Co to jest? niech mi kto powié. —
Wtém się Dowojny zbliża niewolnica;
W Polsce to zajęta branka;
Z czarnemi oczy, wybladła dziewica,
Hanna, z rodziny Habdanka;
Klęknie przed kniaziem i powié nieśmiało:
— W tém Boża siła jest, Panie!
Wozu nie ruszyć mocą wojska całą;
On w miejscu zawsze zostanie.
Na wozie leży część krzyża świętego,
Na którym Chrystus, Syn Boski,
Umierał dla nas, dla świata całego,
Umęczon przez lud żydowski.
Odeślij świętość! Cud to! czarów nié ma!
Krzyż niech wróci w polską ziemię;
A wówczas żadna siła go nie wstrzyma,
Lekkiém się stanie to brzemie862.
Wielki Bóg chrześcian863, wielki Bóg, jedyny!
Bodaj nawrócił cię, Panie!
Oto znak czynił, by między swe syny864
Wziął cię pod swe panowanie. —
Mówi, Jagiełło zadziwiony słucha,
Na wóz, to na nią pogląda;
Oczy mu błyszczą; i nabiera ducha,
Prawdę słów jéj zbadać żąda.
Każe zawracać. Para wołów biała
Wóz cudownie poruszyła,
I ciągnie nazad; a tłuszcza zdumiała865,
Milcząc, na cudo866 patrzyła.
I sam Jagiełło pozostał w milczeniu;
Patrzy, swym oczóm nie wierzy;
Jedzie, a dumy867 siadły mu w spójrzeniu868,
A w sercu strach jakiś leży.